Monopol na lewicę narodową

Ta jedyna

Narodowa SocjalDemokracja (NsD, Nar-SocDem) jest oryginalną, świeżą jak nowalijka i niepodobną do niczego ideologią – zjawiskiem bezprecedensowym, które można uznać za ewenement na polskiej scenie politycznej. Nie ma w naszej Ojczyźnie drugiego ruchu społecznego, który starałby się połączyć (w jedną, nierozerwalną całość) przekonania nacjonalistyczne z lewicowym światopoglądem. Nikt, nawet przy dobrych chęciach, nie znalazłby w Polsce opcji, która głosiłaby patriotyzm, eurosceptycyzm i antyglobalizm, a jednocześnie popierałaby świecką moralność, laicyzację życia publicznego, swobodę obyczajową i koncepcję welfare state. NsD to fenomen, jakiego “ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”.

Dziecko dwóch przeciwieństw

Nar-SocDem wywiesiła swoją flagę na granicy dwóch zwaśnionych sfer: tej prawicowej (przywiązanej do polskości i narodowych symboli) oraz tej lewicowej (tolerancyjnej, reformistycznej, nowoczesnej i wolnościowej). Przyszła na świat jako dziecko dwóch przeciwieństw, negując postmodernistyczny pogląd, według którego “wszystko już było”. Pokazała, że nacjonalizm może się przejawiać poprzez demokratyzm i egalitaryzm, a promowana przez lewicę wrażliwość zawiera w sobie troskę o losy kraju. Została powołana do życia, żeby pośredniczyć między dwoma skłóconymi obozami. NsD w niektórych kwestiach popiera Narodowe Odrodzenie Polski i Obóz Narodowo-Radykalny, a w innych – Sojusz Lewicy Demokratycznej i Rację Polskiej Lewicy. Mogłaby uczestniczyć zarówno w Marszu Niepodległości, jak i w Kolorowej Niepodległej.

Absolut

Fundamentem, na którym zbudowano Narodową SocjalDemokrację, jest bezbrzeżna miłość do Polski i Narodu Polskiego, będąca swoistym Absolutem i dająca początek wszystkim innym ideom. Skoro zwolennik Nar-SocDem kocha Ojczyznę, to chce, by była ona suwerenna, niezależna od obcych podmiotów, zamożna, sprawiedliwa, stabilna politycznie, zaprzyjaźniona z ludami słowiańskimi oraz respektowana na arenie międzynarodowej. Skoro kocha Polaków, to pragnie dla nich dostatku, bezpieczeństwa socjalnego, ogólnodostępnej edukacji, bezpłatnej służby zdrowia, wolności wypowiedzi, swobody osobistej i możliwości wyboru stylu życia. Z umiłowania polskości wypływają: koncepcje niepodległościowe, solidaryzm słowiański, sprzeciw wobec NWO, etatyzm, humanizm, sekularyzm, antyklerykalizm, antykonserwatyzm oraz liberalizm światopoglądowy. Patriotyzm i nacjonalizm są kreatorami postawy lewicowej.

Państwo jako przytulny dom

Narodowy SocjalDemokrata marzy o takiej Polsce, jaką wszyscy Polacy będą potrafili kochać i szanować. Gdy Ojczyzna stanie się dla Narodu przytulnym domem, zapanuje powszechny patriotyzm, owocujący poczuciem dumy narodowej i nieustanną gotowością do obrony kraju. Obowiązujący obecnie ustrój sprawia, że znaczna część Polaków żyje w ubóstwie, poniżeniu i pogłębiającej się frustracji. Ludzie, skazani na tak dramatyczną egzystencję, zaczynają gardzić politykami i urzędnikami, a ta pogarda przenosi się z czasem na całą Ojczyznę i Wspólnotę Narodową. Ofiary III RP przestają dostrzegać różnicę między instytucjami publicznymi a ponadczasowym Państwem Polskim. Trzeba to jak najszybciej zatrzymać, bo zależność między niezadowoleniem z systemu a wzrostem kosmopolityzmu jest czymś niezaprzeczalnym.

Rozkochać Polaków w Polsce!

NsD, będąca ideologią narodową i patriotyczną, pragnie dać Polakom powody do miłowania Ojczyzny. Dąży do tego, by uczynić z Polski oazę spokoju, harmonii, dobrobytu, równowagi, wyrozumiałości i postępu. Jest rzeczą oczywistą, że żadnego człowieka nie da się zmusić do aprobowania patriotyzmu i nacjonalizmu. Można jednak sprawić, że Ojczyzna przeobrazi się w tak przyjazne miejsce, iż Polak sam – spontanicznie i dobrowolnie – uzna ją za swoją Matkę. Celem Narodowej SocjalDemokracji jest suwerenne, obywatelskie, dostatnie i nowoczesne państwo, którego po prostu nie da się nienawidzić. Krótko mówiąc: kraj wzbudzający same pozytywne emocje. Jak to ma wyglądać w praktyce? Weźmy jeden przykład, który doskonale zobrazuje tę kwestię. Zostanie on omówiony w następnym akapicie.

Prawa homoseksualistów a struktura ludności

Według niektórych statystyk, jednostki homoseksualne mogą stanowić nawet dziesięć procent społeczeństwa. Jeżeli zalegalizujemy związki jednopłciowe, to te dziesięć procent Polaków (potężna mniejszość) będzie kochać Ojczyznę trochę bardziej niż przedtem. Czyż nie jest to korzystne z narodowo-patriotycznego punktu widzenia? Kolejna sprawa: skoro geje i lesbijki czują się w Polsce dyskryminowani, to istnieje ryzyko, że wkrótce uciekną za granicę. Musimy coś zrobić, żeby zatrzymać tych Polaków w Ojczyźnie i ocalić dotychczasową strukturę ludności. Jak wiadomo, odpływ emigrantów mógłby negatywnie wpłynąć na polską gospodarkę i doprowadzić do niekontrolowanego napływu imigrantów. Legalizacja związków damsko-damskich i męsko-męskich wcale nie jest zabójcza dla populacji. Dodatkowo, może ona wyczarować coś pożytecznego, na przykład większą integrację Narodu Polskiego.

Akceptacja LGBT – poświęcenie dla Ojczyzny

Wielu ludzi, w tym patriotów i nacjonalistów, odczuwa niechęć do mniejszości seksualnych. Ich zdaniem, homoseksualność to zjawisko “obrzydliwe“, “niesmaczne“, “przerażające“ i “niemoralne“. Każdemu, kto wygłasza takie poglądy, należy powiedzieć: “Odczucia odczuciami, a polska racja stanu wymaga od nas otwartości i tolerancji. Jeśli naprawdę kochasz Polskę i Polaków, to musisz się poświęcić dla Sprawy, pójść słuszną, aczkolwiek niełatwą drogą. Jest nią akceptacja związków jednopłciowych (tudzież szeroko pojętej transpłciowości). Zmiana poglądów to rzecz trudna i bolesna, ale trzeba jej dokonać w imię wyższych Wartości. Teraz się okaże, czy rzeczywiście jesteś gotów zrobić wszystko dla swojej Ojczyzny, czy tylko udajesz bohatera”. Więcej na ten temat można znaleźć w artykule pt. “Nar-SocDem wobec aborcji, eutanazji i homoseksualizmu”. Materiał jest ogólnodostępny w Internecie.

Narodowa lewica?

Jak powiedziano na początku niniejszego tekstu, NsD to ideologia jedyna w swoim rodzaju i nieposiadająca bliskich substytutów. Oczywiście, są w Polsce siły polityczne, które reklamują się jako narodowa lewica, ale mają one tyle wspólnego z lewicowością, co Ayn Rand z Niemiecką Partią Komunistyczną (czyli nic, bo AR to libertarianka, twórczyni filozofii obiektywistycznej). Spójrzmy chociażby na Nacjonalistyczne Stowarzyszenie “Zadruga”, które próbuje uchodzić za ugrupowanie narodowe, panslawistyczne, neopogańskie, socjalistyczne i antyklerykalne. Opis tej organizacji brzmi całkiem nieźle, lecz jeśli zapoznamy się z jej publikacjami, to stwierdzimy, że nie ma w nich zupełnie nic lewicowego. Z jednakowym skutkiem można by szukać lewicowości w “Naszym Dzienniku” lub “Gościu Niedzielnym”.

Poglądy sprzed stu lat

Fakt, że zadrużanie często wspominają o ludziach pracy i narzekają na działalność Kościoła katolickiego, nie czyni ich jeszcze myślicielami lewicowymi. Również to, że na blogach “Zadrugi” pojawiają się rysunki przedstawiające robotników, a nie rycerzy, nie świadczy o zajmowaniu lewej strony sceny politycznej. Jeśli NS “Zadruga” jest organizacją lewicową, to bardzo anachroniczną, taką z początków XX wieku. Dziś lewicowość polega na czymś innym niż wychwalanie proletariuszy i oskarżanie kleru o antysłowiański filosemityzm (to pierwsze może robić każdy, łącznie z Jarosławem Kaczyńskim). Członkowie “Z” przypominają skrajnych prawicowców, a nie reprezentantów współczesnej lewicy. Nie zmienia tego uprawiany przez nich kult ciała i sprawności fizycznej. Prawica zawsze będzie prawicą, nawet, jeśli przebierze się za nieprawicę. Nacjonalistyczne Stowarzyszenie “Zadruga” to – w najlepszym wypadku – pansłowiańska pseudolewica.

Sztorm 68 i Horytnica

Podobne zarzuty można postawić zespołowi muzycznemu Sztorm 68 – kapeli grającej mierne piosenki o zapracowanych robotnikach, imperialistycznych Stanach Zjednoczonych, ciemnych stronach syjonizmu i “słuszności” wydarzeń z 13 grudnia 1981 r. Nawiązania do socrealizmu i sympatia do Jaruzelskiego/Kiszczaka/Kani to jedyne elementy lewicowe dostrzegalne w twórczości tej grupy. Co ciekawe, w gloryfikującym stan wojenny kawałku “Dziękujemy” jest mowa prawie wyłącznie o Żydach. Wątki proletariackie są też widoczne w utworach zespołu Horytnica, jednak tej formacji absolutnie nie da się uznać za lewicową (podejrzewanie jej o tę cechę byłoby wręcz zbrodnią). Nagrania “Słowiańska Armia Pracy” i “Jak tu żyć” są socjalistyczne tylko z pozoru. Ewidentnie prawicowy i antymarksistowski wydźwięk ma zaś piosenka “Sierp i młot”.

Falanga – reakcyjne ekstremum

O lewicowość nie należy ponadto posądzać Falangi. Wprawdzie nawiązała ona współpracę z Rewolucyjną Lewicą Komunistyczną (Organizacją Czerwonej Gwardii), ale sama jest ugrupowaniem radykalnie prawicowym. Falanga realizuje własną, dosyć dziwną doktrynę, która bywa wyśmiewana przez przedstawicieli innych stowarzyszeń nacjonalistycznych. Niestety, omawiana grupa często odwołuje się do ultrakatolicyzmu i tradycjonalizmu integralnego, co czyni ją zupełnie niepodobną do lewicy. Poza tym, Falanga jest zdecydowanie konserwatywna obyczajowo: sprzeciwia się m.in. aborcji i prawom LGBT. Sympatykom formacji przypisuje się zaatakowanie granatem dymnym biura poselskiego Anny Grodzkiej (źródła: Xportal.pl i TransFuzja.org). Felietony, pisane przez falangistów, jednoznacznie wskazują na reakcjonistyczny i kontrrewolucyjny charakter organizacji. Podczas konferencji dotyczącej “sojuszu ekstremów” szefowie Falangi zaprezentowali zachowawczo-wsteczny pogląd na świat. Ważne: falangiści nawiązują do dorobku przedwojennego ONR “Falanga” zwanego Ruchem Narodowo-Radykalnym.

Jak zdobywca rekordu

Parafrazując pewien cytat: “Nie ma narodowej lewicy poza Nar-SocDem, a Natalia Julia Nowak jest jej prorokinią”. Narodowa SocjalDemokracja to jedyna w naszym kraju opcja, którą można przyporządkować zarówno do zbioru ideologii nacjonalistycznych, jak i do zbioru myśli lewicowych. Wszystko wskazuje na to, że ten stan będzie trwał jeszcze długo (monopolowi NsD na razie nic nie zagraża). Pozostaje nam tylko czekać na krytykantów, którzy powiedzą, że zwolennik Nar-SocDem jest sługą dwóch panów: ruchu narodowego i lewicy laickiej. A także na szyderców, którzy zażartują, iż Narodowi SocjalDemokraci powinni się nauczyć bilokacji (żeby jednocześnie uczestniczyć w manifestacjach prawicowych i lewicowych). NsD jest jak zdobywca rekordu. Po prostu nie ma sobie równych.

Natalia Julia Nowak,
21-23 maja 2012 roku

PS. Bartosz Bekier i Ronald Lasecki z Falangi tłumaczą ideę “sojuszu ekstremów”, czyli współpracy nacjonalistów-antykapitalistów z komunistami-maoistami:
http://www.youtube.com/watch?v=isa8-0FzpXg

To samo zagadnienie z punktu widzenia Michała Rakulskiego (RLK/OCG):
http://www.youtube.com/watch?v=MB4VsTAuTZM  

PS 2. Prześmiewcza piosenka przypisywana Falandze:
http://www.youtube.com/watch?v=7AWasGBfBjI  

PS 3. Satyra na Falangę i Zadrugę autorstwa libertarianina KelThuza:
http://www.youtube.com/watch?v=pOKt8z-EKXk  

PS 4. Pseudosocjalistyczne kawałki Sztormu 68 i Horytnicy:
http://www.youtube.com/watch?v=6lhC4QW2tFE  
http://www.youtube.com/watch?v=_xLbXEJCz0M

Reklamy

Banda Sześciorga. Politycy są jak Heniek

Wstęp
(opowieść o Wielkim Bumie)

Jeszcze w październiku 2011 roku mieliśmy w parlamencie Bandę Czworga, składającą się z Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Przed wyborami pojawiały się w Internecie apele, żeby nie głosować na przedstawicieli tej skostniałej i skompromitowanej szajki. Wezwania, o których mowa, doprowadziły do tego, że w sejmie pojawiła się piąta partia (czytaj: piąte koło u wozu). Jej nazwa to Ruch Palikota.

Na tym jednak Wielki Bum się nie skończył, bo kilka miesięcy po wyborach PiS doczekał się córeczki, Solidarnej Polski. Teraz mamy na Wiejskiej Bandę Sześciorga. Z czterech kłopotów zrobiło się sześć. Jak mawiała pewna starachowicka matematyczka: “dług i dług to duży dług”. No dobrze, ale dlaczego polskie ugrupowania parlamentarne zasługują na miano Bandy Sześciorga? I dlaczego przypominają Heńka z piosenki zespołu Brathanki? Niniejszy artykuł stanowi odpowiedź na te pytania.

Ruch Palikota
(Towarzystwo Adoracji Pewnego Kota)

Opis tego stronnictwa należy zacząć od stwierdzenia faktu, że jego przywódca jest jednym z najokropniejszych polonofobów, jacy kiedykolwiek chodzili po Ziemi. Skrajny eurofederalista, który wyraził pragnienie, aby Unia Europejska funkcjonowała jako “jedno państwo”. Wynarodowiony kosmopolita, deklarujący, że “najpierw jest Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem”. Impertynent nawołujący do nienawiści wobec Narodu Polskiego (słynne słowa “Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości”). Antypaństwowy cynik współodpowiedzialny za uchwalenie Traktatu z Lizbony. Trudno się nie zgodzić z Leszkiem Millerem, który powiedział, że Janusz Palikot jest “zdolny do wszystkiego”.

Palikot najprawdopodobniej posiada osobowość narcystyczną, bo nikt normalny nie nazwałby partii politycznej własnym nazwiskiem. Chyba każdy potwierdzi, że nazwa ugrupowania politycznego powinna manifestować jego główny cel i orientację światopoglądową. Tak jest w większości przypadków. “Partia Kobiet” wskazuje na feminizm, “Narodowe Odrodzenie Polski” wyraża radykalny nacjonalizm, “Polska Partia Pracy” sugeruje ciągoty do socjalizmu, “Racja Polskiej Lewicy” kojarzy się racjonalizmem i antyklerykalizmem. Jak na tym tle wygląda nazwa “Ruch Palikota”? Niezbyt dobrze, ponieważ sygnalizuje brak idei przewodniej i stawia pojedynczego człowieka w centrum uwagi. Miano, o którym mowa, brzmi jak nazwa fanklubu i przywodzi na myśl zjawisko kultu jednostki. Pytanie: czy to efekt zamierzony?

Janusz Palikot kreuje się na obrońcę uciśnionych – kogoś, kto bierze w obronę lekceważone lub niedostrzegane grupy społeczne. W rzeczywistości, chodzi mu tylko o zdobycie władzy, pieniędzy i popularności. Aby osiągnąć ten cel, szuka on poparcia wszędzie, gdzie tylko może. Raz się uśmiechnie do homoseksualistów, innym razem do palaczy marihuany… O tym, że Palikot traktuje innych ludzi w sposób instrumentalny, świadczą jego własne słowa: “Pedał na pokładzie ze znaną twarzą – nie ma nic bardziej cennego”. Ale to jeszcze nie wszystko. Ludzie, którzy odeszli z RP, twierdzą, że ich były szef potajemnie służy koalicji rządowej. Jak powiedział Mariusz Grzegorczyk: “Dziś wiemy, że partia Ruch Palikota nie powstała w Sali Kongresowej, dzisiaj wiemy, że została ona zainicjowana w gabinecie premiera Donalda Tuska”.

Czy to oznacza, że Palikot jest kimś w rodzaju Fałszywej Marii z filmu “Metropolis” Fritza Langa? Chodzi o złowrogiego androida, który został wysłany do Miasta Robotników, żeby podburzyć proletariat i przynieść mu zgubę. Kolejna sprawa: jeszcze kilka lat temu Januszek był trzeciorzędnym politykiem, wyszydzanym przez media lub przedstawianym jako człowiek-ciekawostka. Obecnie stoi on na czele partii będącej trzecią siłą w Polsce. Wygląda to naprawdę podejrzanie, zwłaszcza w kontekście faktu, że Palikot ma na sumieniu współpracę z Komisją Trójstronną. Swoją drogą, to przerażające, że osobnik nienawidzący Polski i polskości posiada w naszej Ojczyźnie władzę. Strach pomyśleć, co by było, gdyby został on premierem. Nasz kraj już teraz znajduje się w tragicznym położeniu. Pod rządami Januszka sytuacja stałaby się wręcz katastrofalna.

Prawo i Sprawiedliwość
(Bezprawie i Niesprawiedliwość)

Na pierwszy rzut oka, partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma nic wspólnego ze stronnictwem Janusza Palikota. Tu pseudoprawicowość, a tam pseudolewicowość. Tu wiara w zamach smoleński, a tam brak tej wiary. Tu odwołania do chrześcijaństwa, a tam walka z Kościołem katolickim. Tu sprzeciw wobec aborcji i związków jednopłciowych, a tam jednoznaczne poparcie. Tu powaga i pretensjonalność, a tam szyderstwa i prowokacje. Sympatycy PiS-u wypowiadają się z pogardą o zwolennikach RP, a zwolennicy RP w identyczny sposób traktują sympatyków PiS-u. W rzeczywistości, wymienione formacje posiadają wspólny mianownik. Jedną, negatywną cechę, która zrównuje je ze sobą i nadaje im jednakowy status. Chodzi o działalność na szkodę Polski, która stała się rutyną obu ugrupowań parlamentarnych.

Antypatriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest o tyle perfidny, że nie ma charakteru jawnego i otwartego. W przypadku Ruchu Palikota, sprawa jest jasna jak słońce: ani Januszek, ani jego poplecznicy nie próbują udawać patriotów (którymi nie są). Z PiS-em jest nieco trudniej, gdyż przedstawiciele tej partii sięgają po patriotyczną retorykę, widocznie wierząc, że zatroskana o Polskę część społeczeństwa da się na to nabrać. Niestety, fałszywy patriotyzm Jarosława Kaczyńskiego i jego świty rzeczywiście bywa odbierany jako coś szczerego i autentycznego. Powoduje to, że propolscy, ale odurzeni propagandą ludzie “karmią” to stronnictwo swoimi ciepłymi komentarzami, wyborczymi głosami i ulicznymi okrzykami. Oddają swoje serce grupie, która na to nie zasługuje i która nie pozwala się rozwinąć bardziej ideowym formacjom. Dlaczego patriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest fałszywy?

Choćby dlatego, że Kaczyński pozuje na eurosceptyka i obrońcę naszej suwerenności, a sam (zupełnie jak Palikot, Tusk, Komorowski, Sikorski, Gowin, Ziobro, Pawlak i Napieralski) głosował za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Mało tego. Bubel prawny, który przekształcił Unię Europejską w państwo federalne (czyli, de facto, pozbawił Polskę niepodległości) został podpisany przez PiS-owskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To właśnie LK, człowiek posługujący się pronarodowymi sloganami i zwodzący patriotów do samego końca, ratyfikował dokument czyniący z naszej Ojczyzny element Stanów Zjednoczonych Europy. A przecież mógł się podać do dymisji albo zwyczajnie odmówić podpisania Traktatu! Gdyby Lech Kaczyński trafił przed Trybunał Stanu za nieratyfikowanie Aktu Rozbiorowego, byłby męczennikiem, prześladowanym za bezwarunkową miłość do Polski.

Problem w tym, że zdecydował się na inne rozwiązanie. Nie poświęcił się dla ratowania naszej suwerenności, tylko zrobił to, co mu kazali europejscy federaliści. Uczynił najstraszniejszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Finał jest taki, że sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, zamiast bić się w piersi i błagać Polaków o przebaczenie, stawiają mu pomniki, piszą wiersze na jego cześć, śpiewają o nim piosenki i nazywają go “bohaterem narodowym”. W serwisie YouTube można znaleźć filmik, w którym Joanna Burzyńska – słynna obrończyni krzyża – określa Lecha Kaczyńskiego mianem “świetlanej postaci”. Kult LK jest zdecydowanie niehonorowy i antypatriotyczny. Ciekawe, że były prezydent spoczywa w Krypcie Wawelskiej, czyli tam, gdzie pochowano przedwojennego dyktatora Piłsudskiego (mającego na sumieniu cztery razy więcej ofiar niż Wojciech Jaruzelski).

Pozostali członkowie Bandy Sześciorga
(Cztery Stronnictwa Apokalipsy)

Platforma Obywatelska – partia, która zastała Polskę kwitnącą, a zostawi więdnącą. Ugrupowanie, niczym anioł śmierci, przynosi zgubę i zatracenie wszystkiemu, co spotyka na swojej drodze. Pod rządami PO znikają szkoły i przychodnie lekarskie, rozkłady jazdy PKP i PKS zmieniają się z dnia na dzień, dług publiczny rośnie jak magiczna fasola, pacjenci chorzy na raka cierpią z powodu braku lekarstw, a ludzie zatrudnieni drżą ze strachu na myśl o pracy do 67 roku życia. Internauci, przerażeni wizją inwigilacji w Sieci, wychodzą na ulice i odważnie wykrzykują swoje żale. Donald “Słońce Peru” Tusk nie znosi sprzeciwu i nie chce słyszeć o jakichkolwiek referendach czy konsultacjach społecznych. Zrozpaczonym Polakom opadają ręce.

Platforma Obywatelska lekceważy nie tylko szarych obywateli i ich podstawowe potrzeby życiowe, ale również polską rację stanu. Wśród posłów PO nie było ani jednej osoby głosującej przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu. Było za to wielu parlamentarzystów, którzy wypowiadali się o tym dokumencie bardzo pozytywnie. Radosław Sikorski nie ukrywa, że jest zadowolony z federalizacji Unii Europejskiej, będącej już faktem dokonanym. Słońce Peru wyraźnie płaszczy się przed Angelą Merkel i wszechwładcami z Brukseli. Komentatorzy twierdzą, że Tusk robi te wszystkie świństwa, żeby odnieść wymarzony sukces w Komisji Europejskiej. Niedawno podano bowiem informację, że za kilka lat nasze kochane Słoneczko może stanąć na czele KE (źródło: “Uważam Rze”).

Polskie Stronnictwo Ludowe – partia, o której nie da się zbyt dużo powiedzieć. Cicha, bierna, pozbawiona inicjatywy i pełniąca funkcję dodatku do PO. Przed wyborami jest gotowa utworzyć koalicję z każdym, kto wyrazi na to zgodę. Po wyborach dochowuje wierności ugrupowaniu, z którym związała swój los. PSL można porównać do starej panny, która za wszelką cenę chce wyjść za mąż, a gdy osiąga ten cel, jest lojalna i uległa wobec swojego małżonka. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej podkreślają, że ludowcy zawsze zachowywali się w ten sposób. Faktycznie. Jeśli spojrzymy na czasy przedwojenne, powojenne i współczesne, to dojdziemy do wniosku, że przedstawiciele ruchu ludowego tworzyli już koalicje ze wszystkimi opcjami politycznymi. Cieszmy się, że – w przeciwieństwie do innych stronnictw – dają nam oni poczucie stałości. I że są z nami na dobre i na złe.

Sojusz Lewicy Demokratycznej – istny dinozaur. Trochę jak stary zespół muzyczny, który już dawno przestał się ludziom podobać, a który wciąż nagrywa piosenki i liczy na odzyskanie popularności. Działacze SLD przekonali się na własnej skórze, co oznaczają słowa serialowego szlagieru: “Życie, życie jest nowelą, raz przyjazną, a raz wrogą”. Sojusz Lewicy Demokratycznej jest już stracony, co nie zmienia faktu, że próbuje on się zemścić na Ruchu Palikota za kradzież części elektoratu. Oczywiście, partia Leszka Millera jest równie antypaństwowa i antynarodowa, jak pozostałe. To właśnie SLD podporządkowało naszą Ojczyznę Brukseli, Waszyngtonowi i Watykanowi. Poza tym, nie można zapominać o ponurej, esbeckiej przeszłości niektórych działaczy tego ugrupowania. I o wpadkach sprzed kilku lub kilkunastu lat. Czy ktoś jeszcze pamięta, o co chodziło z “chorobą filipińską”?

Solidarna Polska – formacja, która wyłoniła się z Chaosu. Tak, chodzi o Chaos, jaki miał miejsce w łonie Prawa i Sprawiedliwości. Stronnictwo ziobrystów nie powstałoby, gdyby nie trudny charakter Jarosława Kaczyńskiego i jego niechęć do pluralizmu wewnątrzpartyjnego. O Solidarnej Polsce mówi się głównie to, że jest ona konserwatywna światopoglądowo, ale ma wyraźne ciągoty do etatyzmu gospodarczego. Zobaczymy, jak to ugrupowanie, zrodzone w wyniku konfliktu personalnego, będzie się rozwijało. Można mniemać, że prędzej czy później podzieli ono los partii PJN (Polska Jest Najważniejsza).

Zakończenie
(z nawiązaniem do popkultury)

Politycy są jak Heniek z piosenki zespołu Brathanki. Zdobywają zaufanie i rozbudzają marzenia, a potem porzucają swoich wyborców na pastwę losu. Działacze polityczni mają to do siebie, że zdradzają obywateli i bezlitośnie łamią im serca (aż chce się ironicznie zaśpiewać: “Nie płacz, Hanuś, nie płacz nawet w samym niebie. Twój polityk, Twój wybrany, troszczy się o Ciebie“). Cóż, na tym polega ich specyfika. Nie wolno jednak zapominać o pewnym niuansiku. A mianowicie o tym, że “po czwartym wianku z rzędu diabli wzięli Heńka”.

Natalia Julia Nowak,
6-9 maja 2012 roku

PS. Czy Wy, drodzy Czytelnicy, macie swojego politycznego Heńka? Bo moim Heńkiem jest partia Prawo i Sprawiedliwość. 10 października 2009 roku dotarło do mnie, że uznawanie tej formacji za “mniejsze zło” jest tragiczną pomyłką.