Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?

Trudny temat

Czy jeden zespół, grający muzykę metalową, może być tzw. trudnym tematem? Kontrowersje, które narosły wokół brzeskiej formacji Irydion, pokazują, że jak najbardziej. Irydion to grupa wywołująca skrajne emocje: patriotyczna prawica ją kocha, a internacjonalistyczna lewica nie akceptuje jej istnienia. Zwolennicy kapeli zwracają uwagę na fakt, że Irydion jest jednym z niewielu zespołów narodowych prezentujących wysoki poziom artystyczny. Podkreślają propolski charakter formacji, a także jednoznacznie konserwatywny światopogląd artystów.

Prawda leży pośrodku

Przeciwnicy Irydiona twierdzą, że twórczość grupy jest wypełniona nienawiścią i nietolerancją. Zarzucają kapeli, że obraca się w środowisku neofaszystów, czyli rzekomych adresatów tego typu muzyki. Jako osoba o poglądach narodowo-lewicowych (nacjonalistyczno-socjaldemokratycznych) mogę powiedzieć, że oba skłócone obozy mają odrobinę racji. Zarówno przesłanie zespołu, jak i jego postawa poza studiem nagraniowym wydają mi się dwuznaczne. Irydion wzbudza we mnie mieszane uczucia: sympatię i antypatię, podziw i niesmak, aprobatę i dezaprobatę. Nie jestem w stanie ani go zarekomendować, ani obrzucić mięsem.

Nie do końca OK

Formacja ma na koncie dwa krążki: “Credo” z roku 2003 i “44!” z 2011. Na tym pierwszym znajdziemy utwory patriotyczne (“Biały Krzyż”, “Która Nie Zginie“), ale również ultrakatolickie (“Granice Przebaczenia”). W “Granicach Przebaczenia” rzeczywiście da się wyczuć fanatyzm religijny i niechęć do osób o odmiennych poglądach: “Dlatego nie przebaczym już. Dla Ciebie, Panie, co wiecznie trwasz. Niech wolno umiera każdy Twój wróg. Tak, aby poczuł bólu smak”. Jeszcze gorsza jest piosenka “Dni, Dla Których Milczenie Tylko” zawierająca ewidentnie antyżydowskie sformułowania. Trudno się pogodzić z faktem, że na jednym nośniku dźwięku zarejestrowano tak przeciwstawne treści. Z jednej strony umiłowanie Ojczyzny, a z drugiej – nieżyczliwość względem “obcych”.

Z perspektywy czasu

O ile pieśni narodowe zasługują na pochwałę, o tyle ultrakatolicyzm i antysemityzm robią zdecydowanie negatywne wrażenie. Co o swoich starych nagraniach myślą sami członkowie Irydiona? Czy są zadowoleni z własnego dorobku artystycznego? Na oficjalnym profilu grupy, dostępnym w serwisie Myspace, widnieje artykuł, w którym muzycy komentują swoją debiutancką płytę: “Jaka była… Dzisiaj trudno powiedzieć. Dzisiaj zrobilibyśmy to inaczej. Dzisiaj te teksty… Dzisiaj ta muzyka… Cóż. Było jak było – będzie lepiej”. Wynika z tych słów, że kapela odcina się od swojej przeszłości i pragnie zacząć wszystko od nowa. Czy zespołowi udało się dotrzymać obietnicy? Moim zdaniem, drugie CD faktycznie jest rozsądniejsze i dojrzalsze od pierwszego.

Filozofia, pogaństwo, agnostycyzm

Nowy album zespołu, zatytułowany “44!”, nie zawiera elementów rasistowskich czy antysemickich. Nie można go uznać za materiał nawołujący do nienawiści wobec innych nacji (ani, tym bardziej, za faszystowską propagandówkę). Ultrakatolicyzm, tak nachalnie promowany na płycie “Credo”, ustępuje tutaj filozoficznym refleksjom, nawiązaniom do tradycji słowiańskiej, a nawet wątpliwościom religijnym. W utworze “Dęby Umierają Stojąc (Bogowie Odchodzą w Milczeniu)” pojawiają się bezpośrednie aluzje do rodzimowierstwa: “Milknie ptaków śpiew, leśne królestwo kryje noc, prastarym dębom niosąc sen. To one żyją całe wieki tu, świadkowie zapomnianych słów, zapomnianych bóstw”. Pod koniec kompozycji pojawiają się pytania: “A jeśli Bóg niejedno ma imię? A jeśli Bóg niejedną ma twarz? Co, jeśli człowiek samotnym wilkiem? Co, jeśli nic ponad nas?”.

Problematyka społeczno-obyczajowa

Ciekawym kawałkiem z krążka “44!” jest również numer “Bruk Płonie!” stanowiący plastyczny opis ulicznych zamieszek. Straszliwe, apokaliptyczne obrazy, malowane prostymi słowami, ukazują skutki buntu, do którego doprowadziła wszechobecna bieda i niesprawiedliwość. Osoba mówiąca w tekście wspomina o ludziach głodnych, w tym o prostytutkach, które świadczą usługi seksualne, żeby zarobić na podstawowe produkty. W dalszej części piosenki pojawia się wzmianka o sfrustrowanym, młodym mężczyźnie, który “butelką z benzyną próbuje zmienić świat”. Młodzieniec ginie od kuli, zapewne wystrzelonej przez policjanta. Podmiot liryczny potępia znieczulicę społeczną, przejawiającą się poprzez obojętność na los osób wykluczonych (“Przecież dobrze o tym wiesz i nie zrobisz nic i znieczulisz serce. Przecież dobrze o tym wiesz i odwrócisz się, by nie widzieć więcej”).

Prawie jak hip-hop

Utwór “Bruk Płonie!” doczekał się wstrząsającego teledysku, który doskonale ilustruje to, o czym jest mowa w warstwie słownej. Video clip wydaje mi się bardzo oryginalny, ponieważ stanowi mieszankę metalowej muzyki i obrazów rodem z filmików hip-hopowych (uboga dzielnica, pomazane mury, przygnębione dziecko, walki uliczne, tłum bezrobotnych, kobiety lekkich obyczajów, gestykulujący mężczyźni w kapturach). Z polskim HH kojarzy mi się jeszcze jedna rzecz, a mianowicie egzotyczny, gitarowy fragment, słyszalny mniej więcej w połowie kompozycji. Melodyjka przypomina mi piosenkę “Dzieci Gorszego Boga” rapera Karramby. Jak nietrudno się domyślić, wspomniany kawałek również opowiada o nędzy sprowadzającej młodzież na złą drogę. Kto wie, może fragment utworu “Bruk Płonie!” jest właśnie aluzją do dzieła Karramby?

“W obronie życia”

Kompozycją, o której wypada napisać kilka zdań, jest także antyaborcyjny numer “W obronie życia”. Piosenka ta, trwająca ponad 8 minut, uchodzi za jedno z najbardziej udanych “dzieci” Irydiona. Utwór zaczyna się spokojnie, ale potem staje się coraz bardziej dramatyczny. Muzycy umiejętnie dawkują emocje, trzymając odbiorcę w napięciu do samego końca. Wokalista zaczyna swój popis od monotonnej melorecytacji, żeby później przejść do rozdzierającego growlu. Strzałem w dziesiątkę jest połączenie tego growlu z kobiecą wokalizą. Rewelacyjnie brzmią również klasyczne instrumenty, które wykorzystano w finale kompozycji. Muszę przyznać, że piosenka “W obronie życia” przypomina mi (zarówno pod względem muzycznym, jak i treściowym) kawałek “Mazohyst of Decadence” japońskiej formacji Dir En Grey. Ten dalekowschodni, metalowy utwór też jest dramatyczny, emocjonalny i poświęcony problemowi aborcji.

Muzyka nie dla każdego

Pozostałych numerów z płyty “44!” nie opiszę, gdyż nie przypadły mi one do gustu. Irydion bez wątpienia jest zespołem utalentowanym, który – podobnie jak Horytnica – gra lepiej od większości kapel narodowych. Mimo to, nie jest to grupa dla każdego. Kompozycje Irydiona są niesamowicie ciężkie i ostre, czasem wręcz agresywne i przerażające. Obawiam się, że nie wszyscy melomani byliby w stanie słuchać tych brzmień, idących w parze z pospolitym darciem mordy. Osobom wrażliwym i delikatnym mogłaby się spodobać jedynie piosenka “W obronie życia”, znacznie łagodniejsza od pozostałych dzieł formacji. Atutem wspomnianego utworu jest – oprócz melodii i wykonania – poetycki tekst. Można się z nim zgadzać lub nie, ale na pewno warto go posłuchać. Ciekawostka: fragment kompozycji został wykorzystany w zwiastunie filmu dokumentalnego o Obozie Narodowo-Radykalnym.

YouTube – irydion44

Ustaliliśmy już, że album “44!” nie zawiera żadnych niepokojących treści. Pewne zastrzeżenia może jednak wzbudzać postępowanie artystów. W serwisie YouTube, na oficjalnym profilu Irydiona (irydion44), znajduje się nagranie z rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem. W tle rozbrzmiewa utwór “God Is Dead” grupy Rahowa. Jak podaje polskojęzyczna Wikipedia, termin RaHoWa to skrót od “Racial Holy War” – “Święta Wojna Rasowa”. Na szczęście, w opisie materiału znajduje się wyjaśnienie, dlaczego wykorzystano akurat tę piosenkę: “Wybrałem ją, bo siakoś takoś jak w mordę strzelił mi tu pasuje. Niektórym zapewne nie i wtedy… patrz wyżej”. Słowa te oznaczają, że przy wyborze podkładu muzycznego kierowano się wyłącznie walorami estetycznymi (wyselekcjonowano kompozycję “God Is Dead“, bo współgra ona z klimatem filmiku). Nie wiadomo jednak, czy to usprawiedliwienie jest zgodne z prawdą.

Dziwne skróty, podejrzane symbole

Niestety, to jeszcze nie wszystko. Liderzy formacji Irydion często posługują się skrótowcem KKK. Jego oficjalne rozwinięcie to Kędzior, Kubek, Kriss, ale łatwo w nim dostrzec podobieństwo do nazwy organizacji Ku Klux Klan. W galerii grupy (w serwisie Myspace) pod jednym ze zdjęć widnieje podpis: “IRYDION na koncerty jeżdzi zawsze z prędkością 88 km/h. W terenie zabudowanym zwalniamy do 14 km/h”. Liczby 88 i 14 cieszą się ogromną popularnością w środowiskach neonazistowskich, albowiem 88 znaczy “heil Hitler”, a 14 to nawiązanie do tzw. czternastu słów (rasistowskiego hasła). Co sądzę o tych ponurych faktach? Skąd, według mnie, biorą się te dziwne symbole? W jaki sposób mogę wytłumaczyć ich obecność? Przecież trudno je uznać za dzieła przypadku!

Prowokacja i kokieteria?

No cóż… Mam wrażenie, że te wszystkie “smaczki” są zwykłymi prowokacjami, stworzonymi specjalnie po to, żeby irytować przeciwników zespołu. Moim zdaniem, irydioniści posługują się wymienionymi znakami, żeby nieprzyjazne periodyki miały o czym pisać. Kapela od dawna jest skłócona z pewnym lewicującym dziennikiem: gazeta krytykuje formację, a formacja krytykuje gazetę. Niewykluczone, że muzycy chcą po prostu zrobić na złość redaktorom znienawidzonego tytułu. Celem opisanych poczynań może być także dodanie zespołowi pikanterii, uczynienie go grupą tajemniczą, zagadkową, intrygującą, niejednoznaczną (krótko mówiąc: atrakcyjną). Jeśli tak jest w istocie, to trzeba przyznać, że przedsięwzięcie przynosi oczekiwane skutki!

Zrobić wrogów w balona

Jestem osobą o poglądach lewicowych, ale również nacjonalistycznych. Mam za sobą narodowo-radykalną przeszłość (3,5 roku współpracy ze społecznością NR). Znam mentalność prawicowych narodowców, zmuszonych do udowadniania, że nie mają nic wspólnego z faszyzmem i nazizmem. Nie wykluczam więc możliwości, że prawicowi narodowcy z Irydiona posłużyli się pewnym “podstępem“. Zamiast się bronić i tłumaczyć, postanowili zażartować z własnych wrogów. Nadepnąć im na odcisk. Zagrać im na nerwach. Tak po prostu, dla beki i hecy. Naturalnie, nie jestem osobą nieomylną i mogę być w błędzie. Niemniej jednak, czuję, że udało mi się dotrzeć do istoty rzeczy. Irydion najprawdopodobniej jest zwykłym zespołem NR, lubiącym denerwować swoich przeciwników. Stąd skrótowiec KKK i namiętne posługiwanie się określonymi liczbami.

Podsumowanie

Irydion jest jak Moc z “Gwiezdnych Wojen”: posiada zarówno jasną, jak i ciemną stronę. Ta pierwsza to patriotyzm, szacunek do polskiej historii, umiłowanie kultury narodowej, nawiązania do tradycji słowiańskiej i zainteresowanie problemami społeczno-obyczajowymi. Ta druga to ultrakatolicyzm i antysemityzm rodem z płyty “Credo” oraz niestosowne nawiązania do symboliki rasistowsko-neonazistowskiej. Grupa nie jest ani biała, ani czarna. Jest po prostu szara. Myślę, że nie trzeba jej się bać, ale też nie należy podchodzić do niej bezkrytycznie. Formacja nie zasługuje ani na demonizację, ani na idealizację. Na pewno jest jednak godna uwagi ze względu na swój talent (dzieła “W Obronie Życia” i “Dęby Umierają Stojąc” to prawdziwe perełki!). Jaki jest mój ostateczny werdykt w sprawie Irydiona? Odpowiem znanym cytatem: “Jestem na TAK, a nawet na NIE”. Chyba trochę bardziej na TAK.

Natalia Julia Nowak,
26-28 lipca 2012 roku

Reklamy

Usłyszeć głos patriotów

“Nie dane Wam było młodością się cieszyć,
z dzieciństwa swojego korzystać beztrosko.
Piękno tych dni zmieniło się w piekło,
a potem już tylko nastała ciemność.

Umieraliście tak młodo,
ulicami płynie Wasza krew.
To stolica płonie w smutku,
śmierć zabiera wszystkie dzieci jej”

Horytnica – “Mały Powstaniec”

Absolutna rewelacja

Horytnica jest jednym z tych zespołów muzycznych, które sprawiają, że otaczający nas świat staje się lepszy. Ta założona w 2007 roku grupa, grająca rock tożsamościowy, przywraca wiarę w to, że polskie zespoły narodowe mogą tworzyć naprawdę dobrą i ambitną muzykę. Płyta “Głos Patriotów”, wydana w roku 2011, to absolutna rewelacja, którą po prostu trzeba poznać. Krążek zawiera czternaście utworów, a część z nich to małe dzieła sztuki, które mogą powalić na kolana nawet największego twardziela. Wiele z zapisanych na CD kawałków porusza tematy związane z polską historią. To właśnie one są najpiękniejsze i czynią Horytnicę formacją godną najwyższego szacunku.

Dzieciństwo i wojna

Piosenkami, które najbardziej trafiają do mojego serca, są “Mały Powstaniec” i “Katyńskie Łzy”. W tej pierwszej słyszymy nie tylko muzykę i śpiew, ale również liczne efekty specjalne, które pobudzają naszą wyobraźnię i przenoszą nas do roku 1944. Odgłosy wybuchów i strzałów, zawarte w “Małym Powstańcu”, kontrastują z pełnym czułości tekstem, w którym podmiot liryczny podkreśla niewinność młodych żołnierzy. Właściwie, mamy tutaj dwoje nadawców, gdyż niektóre fragmenty są wykonywane przez mężczyznę, a inne przez kobietę. Co to za niewiasta? Tożsamość śpiewającej nie jest znana, ale Internauci zwracają uwagę na fakt, że jej głos jest podobny do głosu wokalistki Battlefield.

Pytania i oskarżenia

W “Małym Powstańcu”, już na samym początku, padają trudne pytania, na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Czy dzieci, które uczestniczyły w powstaniu warszawskim, były świadome tego, w czym brały udział? Jeden z podmiotów lirycznych wypytuje młodych walczących: “Co Wami kieruje? Czy jest to odwaga? A może to tylko dziecinna zabawa – z patykiem w ręku na wroga iść?”. W drugiej zwrotce pojawiają się mocne, oskarżycielskie, despotyczne słowa. Nie wiadomo, czy są one skierowane do hitlerowców, czy do organizatorów samobójczego zrywu: “Oddajcie im młodość, którą zabraliście. Oddajcie im wolność, którą zhańbiliście. Oddajcie im sny w spokojnych ich domach. Oddajcie rodziców, oddajcie znajomych“.

“Śpijcie słodko, me aniołki”

Później mamy część psychologiczno-opisową, w której znajduje się sugestywna wizja: “W swoich małych rękach ogromny karabin, a w kieszeni granat, w drugiej list do mamy”. Dzieło kończy się uroczystym zwrotem do małych powstańców: “Śpijcie słodko, me aniołki. Kule wroga już niegroźne Wam. Teraz już Was nie dostaną wrogie szpony okupanta łap”. Omawiany fragment jest wyjątkowo wzruszający i może wyciskać z ludzkich oczu łzy. Zespół Horytnica chyba sam to zauważył, bo instrumentalna wersja “Śpijcie słodko…” jest słyszalna także pod koniec “Epilogu” (ostatniego kawałka z płyty “Głos Patriotów”). Utworu “Mały Powstaniec” po prostu należy posłuchać. Powinien to zrobić każdy, nawet ten, kto nie ma ochoty zapoznać się z całą płytą.

Pieśń o Katyniu

Inną kompozycją, która robi na odbiorcy ogromne wrażenie, jest wspomniany wcześniej numer “Katyńskie Łzy”. Podobnie, jak w “Małym Powstańcu”, mamy tutaj wiele efektów specjalnych zbliżających piosenkę do słuchowiska radiowego. Doskonale dobrane dźwięki, otwierające nagranie, wywołują w umyśle słuchacza konkretne obrazy. Ćwierkanie ptaków, warczenie samochodu, złowrogie strzały – to wszystko wprawia w ruch człowieczą imaginację. Dzieło jest spokojniejsze, ale również cięższe od utworu opisanego w poprzednich akapitach. W “Katyńskich Łzach” wokalista śpiewa mocnym, pełnym bólu głosem, a w tle słychać czasem metafizyczną wokalizę kobiety. Oba efekty, połączone z przytłaczającą muzyką i ponurą problematyką, przypominają nieco metal gotycki.

Znamię na duszy

Tym bardziej, że w kompozycji – oprócz gitar i perkusji – odzywają się niekiedy klasyczne instrumenty. “Katyńskie Łzy” są niesamowicie melodyjne, warstwa brzmieniowa wydaje się pulsować i falować, a to wszystko idzie w parze z poruszającym tekstem (“Tak jeden za drugim podawał swe nazwisko. Ostatnie to słowa w ich życiu. Ostatnie pytanie, ostatnia odpowiedź. I jedna kula, to wszystko”). Gdy piosenka się kończy, słuchacz jeszcze przez jakiś czas nie może dojść do siebie. Za dużo emocji, za dużo refleksji, za dużo prawdy… “Katyńskie Łzy” rozbijają odbiorcę na tysiąc drobnych kawałków. Pieśń, niczym poważne doświadczenie życiowe, wypala w ludzkiej duszy pewne znamię. Nie opuszcza świadomości słuchającego, tylko pozostaje w niej na zawsze.

Inne propozycje (cz. 1)

Pozostałe utwory z krążka “Głos Patriotów” także są znakomite, choć już nie tak wybitne jak kawałki o Warszawie i Katyniu. “Prolog” i “Epilog” to klamra czyniąca CD dziełem pełnym i zamkniętym. “Honor Legionisty” mówi o czasach zaborów i o cierpieniu rodzin powstańców. “Kraj Zdradzony” zawiera subtelne aluzje do słowiańskiego rodzimowierstwa (“Pioruna grzmot, kamienny grot, kiedyś ocalą te strony. Dęby wyrosną, zapachnie wiosną, kraj będzie ocalony”). “Lisowczycy” przywracają pamięć o siedemnastowiecznej kawalerii polskiej i o toczonych wówczas konfliktach zbrojnych.

Inne propozycje (cz. 2)

“Już Nie Musimy Umierać” dotyka tematyki współczesnej, a ściślej: szerzącego się w pewnych kręgach kosmopolityzmu. “Sierp i Młot”, którego brzmienie przywodzi na myśl twórczość rosyjskiej Arkony, krytykuje obłudę byłych komunistów. “Świty Zmartwychwstania” to piosenka sakralizująca naszą Ojczyznę (nie tylko poprzez nawiązanie do dziejów Jezusa, ale również poprzez wzmiankę o “anielskich skrzydłach”). “Kochana Ma Polsko” jest hołdem złożonym rodzimym krajobrazom i symbolom narodowym. “Pamięć i Duma” stanowi kolejną już pochwałę osób walczących w obronie Polski.

“Śląski Rycerz” i “Słowiańska Armia Pracy”

Na szczególną uwagę zasługują kawałki “Śląski Rycerz” i “Słowiańska Armia Pracy”. Ten pierwszy jest – według mnie – najbardziej radykalny pod względem treściowym. Podmiot liryczny, przemawiając do nieżyjącego powstańca śląskiego, opowiada o aktualnych problemach związanych ze Śląskiem. W tekście da się wyczuć oburzenie spowodowane działalnością tamtejszych autonomistów. Co do “Słowiańskiej Armii Pracy”, jest to utwór nawiązujący do estetyki socrealistycznej. Pojawiają się w nim sformułowania typu “stalową wznosząc pięść”, “biją serca maszyn”, “ramiona dźwigów wzwyż”, “kolejne stają piętra”, “naród-bohater wznosi gmach”, “krew, co spaja stal“. Nic dziwnego, że “Słowiańska…” tak bardzo się podoba działaczom nacjonalistyczno-robotniczej Zadrugi.

Grzecznie i umiarkowanie

Horytnica gra naprawdę dobrze. Większość piosenek, zarejestrowanych na krążku “Głos Patriotów”, jest chwytliwa i świetnie skomponowana. Kompozycje zazwyczaj są rytmiczne, dynamiczne i pełne energii, ale absolutnie nie agresywne. Zespół niewątpliwie tworzy muzykę mocnego uderzenia, jednak nie jest ona aż tak ostra, jak mogłoby się wydawać. Przeciwnie: utwory Horytnicy brzmią raczej grzecznie i umiarkowanie. Dotyczy to zresztą nie tylko warstwy dźwiękowej, ale także tekstowej. Formacja prezentuje to, co najlepsze w polskim patriotyzmie i nacjonalizmie. Myślę, że wiele z jej kawałków (jak chociażby “Mały Powstaniec”, “Katyńskie Łzy“ czy “Słowiańska Armia Pracy“) nadawałoby się do odtwarzania w mediach głównonurtowych.

Jedyne zastrzeżenie

Czy w twórczości Horytnicy jest coś, co mi się nie podoba? Cóż, mam pewne zastrzeżenia do pana wokalisty. Mężczyzna śpiewa czysto i dźwięcznie, nie fałszuje, ale trudno go uznać za wybitnie uzdolnionego śpiewaka. Jego głos wcale nie jest brzydki, ale – niestety – mieści się w granicach przeciętności. Frontman nie prezentuje jakichś nadzwyczajnych umiejętności wokalnych. Radzi sobie z melodiami, czuje rytm, ma wyćwiczone struny głosowe, ale to wszystko, co można o nim powiedzieć. Dokładnie tak samo przedstawia się sytuacja wokalistki, rzekomo pochodzącej z grupy Battlefield. Ona też śpiewa poprawnie, jednak nie wprawia słuchacza w stan ekstazy estetycznej. Reasumując: nie jest źle, chociaż mogłoby być lepiej.

Zakończenie

Polecam “Głos Patriotów” zarówno narodowcom, jak i innym osobom pragnącym posłuchać porządnego CD. Płyta jest ciekawa i powinna zostać dostrzeżona przez miłośników rockowych brzmień. Warto ją poznać również ze względu na patriotyczne teksty, tak często odnoszące się do historii naszego Kraju. Jeśli chodzi o mnie, to mogę powiedzieć, że aktualnie Horytnica jest jedną z moich ulubionych kapel. Ma to bardzo duże znaczenie, gdyż należę do ludzi wybrednych, którym podoba się niewiele rzeczy.

Natalia Julia Nowak,
21-22 lipca 2012 roku

Baśń o Salwinie Odnowicielu

Będzie to baśń o transpłciowości
i o przeszłości, od której nie ma ucieczki.
Będzie to baśń o ukrytej prawdzie
i o pamięci, której nie da się zniszczyć.
Będzie to baśń o samoakceptacji,
czyli jedynym orężu
w zmaganiach z wiedzą na własny temat.

Natalia Julia Nowak

 

Dawno, dawno temu, na malowniczej wyspie Genderze, istniały dwa niewielkie, ale skłócone ze sobą kraje: Maskulia i Femia. W Maskulii władzę sprawowali mężczyźni, a na ich czele stał król Artemon. W Femii dominowały kobiety rządzone przez królową Adalgizę. Państewka od wielu lat znajdowały się w stanie zimnej wojny, a ich mieszkańcy i mieszkanki wiedzieli, że w każdej chwili może wybuchnąć otwarty konflikt zbrojny. O Artemonie mówiono, że nienawidzi kobiet i że zleca swoim sługom, aby każdego roku porywali dla niego określoną liczbę Femijek. Mogła to być prawda, ponieważ z Femii od czasu do czasu bezpowrotnie znikały młode dziewczęta. O Adalgizie opowiadano, że darzy najgorszymi uczuciami mężczyzn i że brutalnie gnębi mniejszość męską. Po Genderze chodziły słuchy, że biżuteria królowej jest wykonana z kości zabitych młodzieńców.

Pewnej wiosny doszło do politycznego przełomu. Artemon i Adalgiza zaczęli się zastanawiać nad normalizacją stosunków maskulijsko-femijskich. Król wysłał do Femii trzech posłów: Ingwara, Namira i Salwina. Wysłannicy z Maskulii bez problemu przekroczyli granicę Femii. Otrzymali nawet możliwość, żeby – na czas negocjacji – zamieszkać w pełnym przepychu pałacu Adalgizy. Pewnego ranka Ingwar, Namir i Salwin udali się na spacer po owym budynku. Pech chciał, że dotarli do tej części pałacu, która pełniła funkcję prywatnego apartamentu królowej. A ponieważ nieszczęścia chodzą parami, wydarzyła się rzecz tragiczna: Ingwar nacisnął nieodpowiednią klamkę i otworzył drzwi prowadzące do łaźni Adalgizy. Wówczas on i jego dwaj towarzysze zobaczyli zupełnie nagą władczynię Femii. Okazało się, że królowa – znana prześladowczyni mężczyzn – jest osobą płci męskiej.

Adalgiza, niczym grecka bogini Artemida, wpadła we wściekłość. Bez namysłu chwyciła sztylet, który miała pod ręką, gdyż nigdy się z nim nie rozstawała. Chwilę później Ingwar i Namir byli już martwi. Tylko Salwinowi, który z całej trójki był najszybszy i najzwinniejszy, udało się uciec z łaźni, a potem z pałacu. Wkrótce królowa wydała na niego wyrok śmierci. Salwin wiedział, że jeśli chce żyć, to musi opuścić nie tylko Femię, ale również wyspę Genderę. Nie dbając o nic, wsiadł na pokład pierwszego lepszego statku i popłynął do Neutrii, leżącej na kontynencie eurykańskim. Potem zaczął podróżować w głąb nieznanego lądu, domyślając się, że agentura królowej już go poszukuje. Były poddany Artemona zamieszkał w małym miasteczku Laudatury i znalazł pracę jako pomocnik czarodzieja. Ten zaś podarował mu specjalną różdżkę służącą do samoobrony. Wytłumaczył, że jeśli Salwin znajdzie się kiedyś w niebezpieczeństwie, to może użyć tej różdżki w obronie własnej.

Tymczasem agentki Adalgizy robiły, co mogły, żeby odnaleźć człowieka znającego prawdę o ich władczyni. W końcu dotarły – jak po nitce do kłębka – do miejsca, w którym ukrywał się Salwin. Gromadząc informacje na jego temat, przypadkowo odkryły, że jest on kobietą i nosi imię Platonida. Wysłanniczki królowej zdecydowały, że uduszą Salwina i upozorują jego samobójstwo. Gdy agentki wtargnęły do izby, w której przebywał poszukiwany, ten obronił się za pomocą swojej magicznej różdżki. Darował życie tylko młodziutkiej Krescencji, która niewinnym głosikiem poprosiła go o litość. Dziewczyna, puszczona wolno, zaczęła rozgłaszać mieszkańcom Laudatur, że pomocnik czarodzieja jest kobietą. Salwin, oburzony perfidią agentki, postanowił się zemścić. Zdecydował, że przerwie długie milczenie i opowie światu o tym, co zobaczył w łaźni królowej. Tak też uczynił.

Wiadomość o tym, że Adalgiza jest fizycznie mężczyzną, zelektryzowała opinię publiczną. Szokująca nowina szybko rozchodziła się po kontynencie: opanowywała kolejne miasta i wioski, przekraczała granice państw. W końcu dotarła na Genderę. Królowa, na wieść o tym, że jej tajemnica ujrzała światło dzienne, odeszła od zmysłów i przebiła sobie serce sztyletem. Femijki, zamiast rozpaczać po utracie Adalgizy, odetchnęły z ulgą. Władczyni była bowiem okrutna także dla kobiet, a one okazywały jej szacunek wyłącznie ze strachu. Po śmierci królowej zebrała się w pałacu cała żeńska elita Femii. Miała ona zadecydować, kto obejmie władzę po Adalgizie, która umarła bezpotomnie. Arystokratki, po długiej i burzliwej naradzie, orzekły, że zwierzchnictwo zostanie przekazane Salwinowi. Wszak miał on pochwę i łechtaczkę. Bohater, wywodzący się z Maskulii, przyjął koronę i ogłosił się Salwinem Odnowicielem. Co więcej, okazał się zdolnym i sprawiedliwym monarchą.

Nowy panujący doprowadził do pojednania, a później do zjednoczenia Maskulii z Femią (zbudował Maskufemię). Niestety, idylla nie trwała wiecznie. Wraz z upływem czasu, władza zaczęła Salwina deprawować. Król powoli przestawał być łaskawy dla swoich poddanych, przeobrażał się w tyrana podobnego do Adalgizy. Im bardziej stawał się surowy i niewyrozumiały, tym mocniej drażniła go wiedza, że wciąż żyją osoby świadome jego żeńskości. Po latach stało się to jego obsesją. Władca Maskufemii postanowił zlikwidować wszystkich ludzi, którzy znali jego sekret. Najpierw kazał zabić swoją matkę, ciotkę i rodzeństwo. Potem wydał wyrok śmierci na swoich przyjaciół z dzieciństwa. Agentom wywiadu rozkazał, żeby odnaleźli niedyskretną Krescencję. Kobieta została wkrótce pojmana i zamęczona podczas wymyślnych tortur. Szlachetnie urodzone damy, które dały Salwinowi władzę, wykończono zatrutym winem. Na domiar złego, król wypowiedział wojnę Neutrii, a wojska maskufemijskie zrównały z ziemią Laudatury.

Te wszystkie zbrodnie i potworności nie dały jednak Salwinowi spokoju. Władca zadręczał się myślą, że wciąż może żyć ktoś, kto wie o jego damskim ciele. Paranoja króla pogłębiała się z dnia na dzień. Salwinowi wydawało się, że wszyscy, którzy go otaczają, są doskonale poinformowani o jego anatomii. Miał wrażenie, że ptaki śpiewają dla niego kobiece pieśni, a drzewa szumią o jego korekcie płci. Posunął się nawet do tego, że zamordował – swoją czarodziejską różdżką – medyka, który badał go podczas kryzysu zdrowotnego. W końcu wydarzyło się coś, co odmieniło losy świata i samego Salwina. Do Maskufemii przybył wybitny pisarz Indracht, który poprosił o spotkanie z panującym. Podczas audiencji gość podarował władcy swoją najnowszą księgę. Był to “Żywot krwawej Adalgizy”, czyli biografia pokonanej królowej. Po odjeździe pisarza Salwin z zainteresowaniem przystąpił do lektury dzieła. Dowiedział się z niego wielu ciekawych faktów.

Przeczytał między innymi, że Adalgiza urodziła się w Maskulii jako Haralampiusz, ale została stamtąd wygnana za przebieranie się w kobiece suknie. Przyszła królowa zamieszkała w pobliskiej Femii. Ponieważ wiedziała, że – będąc mężczyzną – nie może się tam czuć bezpiecznie, postanowiła na zawsze wcielić się w rolę niewiasty. Adalgiza odwiedziła żyjącą na odludziu szeptuchę i otrzymała od niej eliksir, dzięki któremu stała się podobna do kobiety. W cudzoziemce stopniowo rozwijała się nienawiść do mężczyzn spowodowana niedawną traumą i femijską mentalnością. Pochodząca z Maskulii pani zaangażowała się w działalność publiczną. Po śmierci władczyni, Edeltrudy, została koronowana za liczne zasługi dla kraju. Od tej pory robiła wszystko, by ukryć swoją męskość i zniszczyć ślady swojego dawnego życia. Postępowała tak, jak Salwin, z tą różnicą, że Odnowiciel starał się zatuszować własną żeńskość. Przed samobójstwem Adalgiza zawołała: “Przecięliście nić, która oddzielała mnie od przeszłości!”. Gdy zmarła, znaleziono przy niej podobiznę Salustii, jej dawnej żony.

Na ostatniej stronie “Żywota…” znajdował się tekst napisany ręcznie przez Indrachta:

“Dlaczego, Królu, pragniesz uciec od przeszłości? Czy czegoś się boisz lub wstydzisz? Odkąd, Najjaśniejszy Panie, zjednoczyłeś Femię z Maskulią, nie masz powodów do obaw. Minęły już czasy, gdy Femijki i Maskulijczycy byli dwoma odrębnymi światami. Tutaj, w stworzonej przez Ciebie Maskufemii, rozwija się nowa kultura. Wszyscy się zastanawiają, z czego wynika Twoje postępowanie. Jeśli zdecydujesz się na dialog z bliźnimi, to oni Cię zrozumieją, a co za tym idzie – zaakceptują. Wtedy wszystkie Twoje lęki znikną i będziesz mógł spać spokojnie.

Chcesz zmiażdżyć przeszłość, wymazać ją z pamięci swojej i cudzej. Nie widzisz jednak, że tego, co już miało miejsce, nie da się zniszczyć. Zawsze zachowa się jakiś ślad Twojej dawnej tożsamości: materialny lub mentalny. Nawet, jeśli unicestwisz wszystkie dowody rzeczowe, przeszłość wciąż będzie obecna w Twojej pamięci. Czy zabijesz samego siebie, żeby zadać kres swoim wspomnieniom? A co będzie, jeśli ktoś znajdzie Twoje zwłoki i zobaczy to, co starałeś się ukryć? Prawdy nie da się tak po prostu obrócić wniwecz!

Zastanawiasz się, kim jestem i skąd znam Twój życiorys? Otóż jestem człowiekiem, który kiedyś umożliwił Ci upodobnienie się do mężczyzny. Na pewno pamiętasz mnie jako samotnego zielarza z Maskulii: sprytnego staruszka, który udzielił Ci pomocy, kiedy byłeś przedstawicielką żeńskiej mniejszości. Potem spotkaliśmy się ponownie… w Neutrii. Może trudno w to uwierzyć, ale to ja byłem czarodziejem, u którego ukrywałeś się przed agentkami Adalgizy. Jak widzisz, nie udało Ci się uśmiercić wszystkich ludzi świadomych Twojej historii.

Chciałbym Ci coś doradzić, czcigodny Królu. Pokochaj siebie takim, jakim jesteś, a inni ludzie pokochają Ciebie. Wówczas nie będziesz musiał niczego ukrywać.

Twój uniżony sługa
Indracht”

Przeczytawszy te słowa, Salwin zamknął księgę i – po raz pierwszy od wielu lat – zapłakał jak kobieta. Tymczasem za oknem wzeszło słońce, wróżąc królowi i jego poddanym nowy, wspaniały dzień.

Natalia Julia Nowak,
13-16 lipca 2012 roku

 

Sky Club, NFZ i Euro 2012. Wizytówki naszych czasów

Przygotowania do wyjazdu

Tego lata mieliśmy wyjechać do Turcji. My – czyli ja i moi rodzice. Nie byliśmy jeszcze spakowani, ale powoli przygotowywaliśmy się do wielkiej podróży, która miała się rozpocząć 19 lipca. Wycieczka została już w pełni opłacona, jednak nie oznaczało to dla nas końca wydatków. Przekonani, że wkrótce wyjedziemy na wczasy, kupowaliśmy nowe rzeczy z myślą o tygodniowym pobycie za granicą. Nic nie wskazywało na to, że nasze plany (wysnute wiele miesięcy wcześniej) zostaną nieodwracalnie przekreślone. Korzystaliśmy już z usług biur podróży i mieliśmy pozytywne doświadczenia związane z funkcjonowaniem takich firm.

Grom z jasnego nieba

Niestety, 3 lipca nasze marzenia legły w gruzach. Był zwykły, spokojny, wtorkowy wieczór, niezapowiadający niczego druzgoczącego. W pewnym momencie mój tata zawołał do siebie moją mamę, gdyż chciał jej przekazać coś ważnego. Intuicja (która u mnie, czyli u osoby urodzonej 19 lutego, jest dobrze rozwinięta) podpowiedziała mi, że może chodzić o Turcję i że muszę zajrzeć do internetowych serwisów informacyjnych. Moje przeczucia okazały się bliskie rzeczywistości: wielkie portale donosiły bowiem o upadku biura podróży Sky Club. I o tym, że wykupione przez klientów wycieczki nie zostaną zrealizowane. Stało się jasne, że nie doczekamy się upragnionego wyjazdu do Turcji. No i nie wiadomo, czy odzyskamy swoje pieniądze.

Marzenia ściętej głowy

Wierzyliśmy, że 19 lipca zacznie się nasz wyjątkowy tydzień. Było to dla nas tak oczywiste, że w języku angielskim moglibyśmy o tym pisać w czasie Present Continuous (teraźniejszym ciągłym). Spodziewaliśmy się, że trafimy do ciekawego miejsca, w którym będziemy mogli zapomnieć o szarzyźnie codziennego życia. Liczyliśmy na przyszłe atrakcje w stylu wieczornych spacerów po mieście, kupowania pamiątek i podziwiania tureckich zabytków. Mieliśmy się cieszyć odmiennym klimatem: zarówno geograficznym, jak i kulturowym. Tak rzadko mamy przecież możliwość, żeby odkryć coś niezwykłego i egzotycznego.

Podwójne rozczarowanie

Naturalnie, tego typu rozrywki nie są darmowe. Aby móc z nich korzystać, trzeba przez cały rok żyć skromnie, oszczędnie i pracowicie. Gdy już ma się potrzebną mamonę, można ją przeznaczyć na “odkupienie” wielomiesięcznego trudu i znoju. Nasza rodzina żyje rozsądnie i umiarkowanie, więc raz do roku, czyli w wakacje, należy jej się odrobina zabawy i odpoczynku. Taką zabawą i takim odpoczynkiem miał być dla nas wyjazd do Turcji, organizowany przez Sky Club pod marką Triady. Co nam z tego pozostało? Podwójne rozczarowanie: zdeptane marzenia i odebrane pieniądze. W tym roku nie pojedziemy nigdzie, bo nie stać nas na zakup drugiej wycieczki.

2012 – rok Apokalipsy

Muszę przyznać, że rok 2012 jest dla mnie apokaliptyczny. Najpierw zawalił się mój stary, radykalnie prawicowy światopogląd (zastąpiła go lewicowa Narodowa SocjalDemokracja). Potem zaczęły mnie dręczyć pytania o to, kim jestem i w jaki sposób mam wyrażać swoje “ja“. Do tych zmartwień doszły problemy z ekonomią, czyli przedmiotem obowiązkowym na studiach dziennikarskich. 3 lipca upadła firma Sky Club. Przedtem, na początku maja, zwaliła mnie z nóg diagnoza przewlekłej choroby. Na tyle poważnej, że starachowicki lekarz wypisał mi skierowanie do specjalistycznej poradni w Kielcach. Niestety, polska służba zdrowia to polska służba zdrowia. Podlega ona prawom, o których pisał Edward Murphy.

Zdrowie na sprzedaż

Kiedy moja mama zadzwoniła do Kielc, okazało się, że interesująca nas poradnia została zlikwidowana. Cóż, zdarza się. Mamy kryzys gospodarczy i Donalda Tuska na stanowisku premiera. Nie chcąc rezygnować z mojego leczenia, rodzicielka zapisała mnie (państwowo) do instytucji medycznej w Skarżysku-Kamiennej. Kilka dni przed planowanymi badaniami okazało się jednak, że owa instytucja nie podpisała umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Wprawdzie nadal przyjmuje pacjentów, ale prywatnie, czyli za niemałe pieniądze. Obywatelu! Chcesz być zdrowy? No to płać: za leki, za zabiegi, za dojazd do lekarza i za samą wizytę! Nie licz nawet na wczasy, podczas których będziesz mógł odzyskać pogodę ducha! Ludzkość ma w nosie twoje cierpienie i poniżenie!

Flagi na każdym kroku

Wracając do tematów wakacyjnych: moi rodzice i ja byliśmy już w Turcji, a moje zdanie o tym kraju jest bardzo dobre. Mogę nawet powiedzieć, że jest to mój drugi ulubiony zakątek świata, zaraz po Polsce. Turcja zachwyca mnie niespotykanym połączeniem tradycji z nowoczesnością, które tworzą jedną, nierozerwalną całość. Kocham panujący tam klimat patriotyzmu, a zwłaszcza flagi narodowe, umieszczane po prostu wszędzie. Dokładnie pamiętam, jakie myśli i emocje towarzyszyły mi podczas obserwacji tych wszechobecnych chorągwi. Przez moją głowę przemykały wówczas pytania: “Dlaczego Polacy nie mogą być tacy jak Turcy? Dlaczego nie mogą być dumni ze swojej tożsamości? Dlaczego nie mają odwagi, by informować świat o swoim przywiązaniu do ojczystych symboli? Dlaczego tak często się wstydzą, że należą do Narodu Polskiego?”.

Czas patriotyzmu

Pobyt w Turcji spowodował, że w moim sercu pojawiło się nowe marzenie: chcę, żeby Polska, chociaż na chwilę, upodobniła się do Krainy Ataturka! Pragnę zobaczyć moją Ojczyznę w nowej wersji – narodowej, sentymentalnej i pozbawionej jakichkolwiek kompleksów! Życzę sobie, żeby moi Rodacy wypełnili się zdrowym nacjonalizmem i żeby ów nacjonalizm stał się powszechną modą! Moje “potureckie” marzenie spełniło się w okresie Euro 2012, kiedy to Polska przeobraziła się w biało-czerwoną oazę polskości. To było coś niesamowitego: ojczyste flagi w co piątym oknie, a nawet na stacjach benzynowych. Prywatne i służbowe samochody udekorowane biało-czerwonymi chorągiewkami i pokrowcami na lusterka. Patriotyczne reklamy, billboardy i transparenty. A to wszystko w pozytywnym, radosnym kontekście!

Naród się budzi

To, jak wyglądała Polska w czasie Mistrzostw Europy, jednoznacznie kojarzyło mi się z Turcją. Mogę zatem powiedzieć, że związana z Euro mania dała mi namiastkę wczasów. Tak, dokładnie tych wczasów, które nigdy się nie odbędą. Upadłość Sky Clubu nie pozwoliła mi odwiedzić państwa, które w moim umyśle zapisało się jako przybytek dumy narodowej. Ale to nic, bo takim przybytkiem na kilka tygodni stała się Polska. Moda na biel i czerwień, która chwilowo opanowała moją Ojczyznę, przywróciła mi wiarę w Polaków. A jednak jest w nich iskra patriotyzmu! Mała, szybkogasnąca – lecz jest! Może ten propolski pierwiastek, który dawał o sobie znać podczas Euro, będzie się odzywał nieco częściej? Jak tu nie wierzyć optymistom, którzy przekonują, że “Naród się budzi”?

Polak, Ukrainiec – dwa bratanki!

Dodajmy, że w okresie Mistrzostw miała miejsce zachwycająca erupcja solidaryzmu słowiańskiego. Chodzi o potępienie Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego, którzy znieważyli Naród Ukraiński, snując niesmaczne “żarty” o gwałceniu i wyzyskiwaniu Ukrainek. Bezmyślny wybryk dwóch dziennikarzy został skrytykowany przez wpływowe media, a oni sami stracili możliwość wypowiadania się na antenie Eski Rock. Ten pojedynczy, acz znaczący wybuch panslawizmu to miłe zaskoczenie po konfrontacji polskich kibiców z rosyjskimi (która z solidaryzmem słowiańskim nie miała nic wspólnego). Jeśli chodzi o wspomniane starcie, to wina niewątpliwie leżała pośrodku. Obie strony – Polacy i Rosjanie – zachowali się w sposób nieodpowiedni.

Marsz Rosjan w Warszawie

Nasi rosyjscy Bracia nie powinni byli organizować prowokacyjnego pochodu. Tym bardziej, że była to manifestacja przypominająca marsz tryumfalny na “podbitym“ terytorium. Niektóre polskie organizacje mogły zaś nie podsycać rusofobii na krótko przed ME. Jedno z ugrupowań narodowo-prawicowych opublikowało plakat, który przedstawiał sowieckiego żołnierza, słuchającego komunikatów radiowych. Temu obrazkowi towarzyszyły napisy “Rosyjscy kibice w oczekiwaniu na Euro” i “1920-2012. Historia lubi się powtarzać”. Koledzy, tak się nie robi! Polscy narodowcy nie mogą obrażać Rosjan, bo to nasi półrodacy! Słowa krytyki należą się również pewnej partii parlamentarnej, która przez ostatnie dwa lata uprawiała antyrosyjską propagandę. Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione czynniki, czerwcowa zadyma słowiańsko-słowiańska była nieunikniona.

Zakończenie

Upadek wielkiego biura podróży, rozpacz oszukanych turystów, tragiczna sytuacja polskiej służby zdrowia oraz blaski i cienie Mistrzostw Europy to wizytówki współczesnych czasów. Opisane przeze mnie kawałki rzeczywistości, połączone w jedną całość, tworzą realistyczny portret dzisiejszej Polski. Na tym portrecie wyraźnie widać wady otaczających nas realiów. Obraz zawiera jednak kilka elementów jasnych i kolorowych, które napawają widza nadzieją na lepsze jutro. Może następny portret naszej Ojczyzny będzie w całości barwny i pogodny? Oby tak było, bo chyba wszyscy są już zmęczeni ponurą teraźniejszością!

Natalia Julia Nowak,
8-9 lipca 2012 roku