Tematyka okołosmoleńska w filmach dokumentalnych

Żeby nie było wątpliwości

Niniejszy artykuł to nic innego jak przegląd filmów dokumentalnych poświęconych przyczynom i skutkom katastrofy smoleńskiej. Tekst opisuje oraz komentuje kilka profesjonalnych produkcji. Należą do nich: “List z Polski”, “Solidarni 2010”, “Krzyż”, “Lista pasażerów”, “10.04.10”, “Mgła” i “Zobaczyłem zjednoczony naród”. Autorka artykułu, czyli ja, pisze z punktu widzenia osoby o zapatrywaniach narodowo-lewicowych (nacjonalistyczno-socjaldemokratycznych). Jak wiadomo, światopogląd rzutuje na odbiór oglądanych materiałów, a ten przekłada się na sposób ich opisywania.

W artykule można się zatem natknąć na sprzeciw wobec polityki, ideologii oraz pomysłów Prawa i Sprawiedliwości. Mam poglądy antypisowskie, odrzucam teorię zamachu smoleńskiego, nie lubię krzyży w miejscach publicznych i nie akceptuję pochowania Lecha Kaczyńskiego (sprawcy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego) na Wawelu. Uwaga: nie popieram Platformy Obywatelskiej, Ruchu Palikota ani żadnej innej partii parlamentarnej. Jako lewicowa nacjonalistka, nie mam w Sejmie swojej reprezentacji politycznej. W ogóle nie znam ugrupowania, które odpowiadałoby w pełni moim przekonaniom. Tak czy siak: życzę przyjemnej lektury!

“Brief Uit Polen“ – “List z Polski”
(reż. Mariusz Pilis)

Polsko-holenderska produkcja poświęcona katastrofie smoleńskiej, a raczej hipotezie zamachu terrorystycznego. Film odznacza się dosyć oryginalną formą: narrator czyta anglojęzyczny list skierowany do publiczności cudzoziemskiej. Już sam fakt, że w materiale występuje narracja pierwszoosobowa, wskazuje na jego subiektywny i emocjonalny charakter. Rzeczywiście, produkcja zawiera wyrazistą tezę, a prezentowane przez bohatera fakty i domysły mają na celu jej potwierdzenie.

Początek “Brief Uit Polen” przywodzi na myśl program “Nie do wiary” (czarno-niebieska kolorystyka, niepokojąca muzyka w tle, dramatyczny ton lektora). Nadawca listu otwarcie mówi, że nie wyklucza najmroczniejszego scenariusza, a nawet sugeruje, że podobne odczucia posiada większość Polaków. Posuwa się również do stwierdzenia, że nasz Naród ma “naturalną tendencję do paranoi”, która jest “częścią polskiej duszy”. Bohater przedstawia Nadwiślańską Krainę jako państwo, w którym ludzie masowo wychodzą na ulice i działają w organizacjach pozarządowych, bo chcą poznać prawdę o wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku.

W “Liście z Polski” dużo się mówi także o Rosji, jednak zostaje ona przedstawiona w zdecydowanie negatywnym świetle. Narrator – pragnąc udowodnić, że kraj Putina stanowi dla nas zagrożenie – opowiada m.in. o rozbiorach i sowieckim ataku na Polskę z 17 września 1939 roku. Wymienia też powody, dla których Kreml mógłby być zainteresowany zgładzeniem Lecha Kaczyńskiego i jego stronników. “Brief Uit Polen” zawiera wypowiedzi wyłącznie tych ludzi, którzy wierzą w zamach terrorystyczny, uznają go za bardzo prawdopodobny albo wyznają jednoznacznie antyrosyjskie poglądy.

Tomasz Sakiewicz, Andrzej Nowak, Bronisław Wildstein, Zuzanna Kurtyka, Jacek Trznadel, Wiktor Juszczenko, Władimir Bukowski i inni mówią właściwie to samo. Przedstawiciele drugiej strony frontu w ogóle nie zostają dopuszczeni do głosu. Jakby tego było mało, w filmie pojawiają się ciepłe słowa na temat “Gazety Polskiej” oraz fragmenty przemówień Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Rząd Tuska jest ostro krytykowany, choć nie tak bezwzględnie jak władze Federacji Rosyjskiej. Krótko mówiąc: “List…” jest tendencyjny i mówi to, co środowiska pisowskie pragną usłyszeć.

“Solidarni 2010”
(reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski)

Film, o którym słyszał chyba każdy. Kontrowersyjne dzieło nakręcone i opublikowane niedługo po katastrofie smoleńskiej. Ten półtoragodzinny dokument ukazuje niezliczonych ludzi, którzy zdecydowali się publicznie zamanifestować swoje uczucia, refleksje, spostrzeżenia i obawy związane z kwietniową tragedią. Prawie wszystkie ujęcia były kręcone przed Pałacem Prezydenckim, gdzie tysiące osób zbierały się, aby oddać hołd Lechowi i Marii Kaczyńskim.

Kolejki do trumien prezydenta i prezydentowej były ogromne. Jeśli wierzyć zapewnieniom bohaterów, niektórzy chętni musieli stać w “ogonkach” nawet kilkanaście godzin. Wśród zgromadzonych znajdowali się przedstawiciele wszystkich grup wiekowych, od małych dzieci, przez jednostki w średnim wieku, aż po pomarszczonych staruszków. Oprócz zwykłych obywateli, trafiały się znane osobistości, takie jak aktorka Katarzyna Łaniewska, odtwórczyni roli Józefiny w telenoweli “Plebania”.

O ile pomysł na “Solidarnych 2010” wydaje się bardzo dobry, o tyle jego realizacja może wzbudzać wiele zastrzeżeń. W materiale wykorzystano bowiem tylko te wypowiedzi, które są zgodne ze światopoglądem Prawa i Sprawiedliwości. Wychwalanie i idealizowanie Lecha Kaczyńskiego, słowne atakowanie określonych mediów i osób publicznych, demonizowanie Rosji, sugerowanie, że wypadek lotniczy był zamachem, podkreślanie wiary katolickiej i tradycyjnych wartości, przypisywanie partii rządzącej odpowiedzialności za katastrofę – oto stałe elementy prezentowanych wywodów.

W “Solidarnych 2010” wielu ludzi napomyka o patriotyzmie i niepodległości Ojczyzny. Szkoda tylko, że nie pamiętają oni, iż to właśnie Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński. Dokument ten odebrał Polsce suwerenność, ponieważ uczynił UE federacją (nowym państwem związkowym, podróbką Stanów Zjednoczonych Ameryki). Niestety, w filmie Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego nie ma miejsca na jakąkolwiek krytykę zmarłego prezydenta. Liczą się tylko głosy gloryfikujące jego postać. O fatalnych konsekwencjach Traktatu z Lizbony nikt nie wspomina ani słowem.

“Krzyż”
(reż. Ewa Stankiewicz)

Oficjalna kontynuacja “Solidarnych 2010” poświęcona awanturze o Krzyż Smoleński (przepychankom, do których doszło latem 2010 roku w Warszawie). Autorka, znajdująca się w samym centrum wydarzeń, pokazuje ludzi okupujących Krakowskie Przedmieście, ich starcia z służbami mundurowymi oraz konfrontacje z antyklerykalną młodzieżą. Przedstawia obrońców Krzyża jako osoby odważne, zdesperowane, nonkonformistyczne, ale również niezrozumiane, zaszczute i uciśnione przez władzę państwową.

W filmie, podobnie jak w “Solidarnych 2010”, można usłyszeć wiele ostrych słów dotyczących Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sami obrońcy Krzyża są stawiani na równi z antykomunistyczną opozycją działającą w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Dzieło Ewy Stankiewicz jest mocne, wstrząsające i wypełnione silnymi emocjami. Złość, determinacja, rękoczyny, łzy, krzyki, kłótnie, szyderstwa, prowokacje – te wszystkie zjawiska, które miały miejsce przed Pałacem Prezydenckim, są w filmie doskonale widoczne.

“Krzyż” robi zdecydowanie większe wrażenie niż “Solidarni 2010”, albowiem pokazuje sensacyjne wydarzenia z punktu widzenia ich uczestniczki. Zaletą produkcji jest również to, że autorka dopuściła do głosu przedstawicieli przeciwnej strony barykady. Wprawdzie poświęciła im mniej czasu niż obrońcom Krzyża, ale pozwoliła zaprezentować odmienne spojrzenie na problem. W połowie filmu słychać nawet chłopaka, który wspomina o skandalach pedofilskich w Kościele katolickim. Przeciwnicy Krzyża nie są w żaden sposób cenzurowani, ale Stankiewicz ukazuje ich raczej w negatywnym świetle.

“Krzyż” należy do dzieł stronniczych, gdyż faworyzuje grupę broniącą chrześcijańskiego znaku. Mimo to, wspomniana stronniczość nie jest aż tak skrajna jak w przypadku “Solidarnych 2010”. Widać postęp. I bardzo dobrze. Swoją drogą, przydałby się film dokumentalny o ludziach żądających usunięcia Krzyża. Przecież oni także domagali się suwerenności: wyzwolenia naszej Ojczyzny spod wpływów państwa watykańskiego. Krzyż Smoleński był dla nich symbolem zniewolenia Polski i dominacji obcego podmiotu politycznego. Trzeba umieć się sprzeciwić nie tylko Moskwie, Brukseli i Waszyngtonowi, ale również Watykanowi i jego organizacji ponadnarodowej.

“Lista pasażerów”
(reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski)

Bardzo smutny materiał składający się z wypowiedzi niektórych przedstawicieli tzw. rodzin smoleńskich. W filmie, podzielonym na dwie części, krewni wybranych ofiar wspominają swoich bliskich. Opowiadają o ich zaletach, upodobaniach, codziennych nawykach, realizowanych projektach oraz zasługach dla kraju lub najbliższego otoczenia. Bohaterami dokumentu są nie tylko krewni polityków, ale również rodziny ofiar niemających nic wspólnego z życiem publicznym. Reprezentanci rodzin smoleńskich, mówiąc o swoich bliskich, zachowują się bardzo różnie.

Jedni nie mogą powstrzymać łez i wzmagających się emocji, inni trzymają się dzielnie i snują interesujące opowieści. Znaczna część bohaterów narzeka na postępowanie rosyjskich służb publicznych. Twierdzą oni, że byli niewłaściwie traktowani podczas identyfikacji zwłok albo że nie mogli otworzyć trumien z ciałami swoich bliskich. Część osób porównuje kwietniową katastrofę do mordu katyńskiego. Niekiedy pojawia się wręcz przypuszczenie, że tragedia smoleńska mogła być zaplanowaną zbrodnią. Nie ma jednak złości ani nienawiści: dominuje gorycz, tęsknota, miłość do utraconych ludzi oraz pragnienie kontynuacji ich misji.

“10.04.10”
(reż. Anita Gargas)

Film, który zaskakuje rzeczowością, bogactwem treści i doskonałością formy. Dokument na wysokim poziomie, o którym można powiedzieć, że naprawdę próbuje rozwiązać zagadkę katastrofy smoleńskiej. To nie jest coś takiego jak “List z Polski”, w którym narrator narzuca widzom swoje domysły i dostosowuje fakty do gotowej teorii. Dzieło Anity Gargas stawia nie tyle tezy, ile hipotezy. Nie ma w nim natrętnych komentarzy ani bezkrytycznego podejścia do pewnych spraw. Są za to solidne materiały dowodowe, cytaty z ważnych dokumentów i rozmowy z licznymi ekspertami. Najistotniejsze wydaje się jednak to, że polska ekipa filmowa, zamiast formułować wnioski zza biurka, wyjechała do Rosji i spotkała się z kompetentnymi ludźmi.

Dziennikarzom udało się dotrzeć do świadków katastrofy, do pracowników lotniska Siewiernyj i do przedstawiciela Kancelarii Prezydenckiej, który 10 kwietnia 2010 roku przebywał na terenie Federacji Rosyjskiej. W “10.04.10” można zobaczyć kilka filmików zarejestrowanych amatorskimi kamerami, obejrzeć przydatne zdjęcia satelitarne oraz usłyszeć nagranie rozmowy toczącej się między wieżą kontroli lotów a pilotem Jaka-40 (samolotu, który wylądował w Smoleńsku półtorej godziny przed katastrofą Tu-154). Jedynym elementem produkcji, który może zniesmaczać, jest niepotrzebny wywiad z Jadwigą Kaczyńską. Jej wypowiedzi nie wnoszą nic do dziennikarskiego śledztwa. Starsza pani wyraża po prostu swoje antyrosyjskie uprzedzenia i niechęć do rządu Donalda Tuska.

“Mgła”
(reż. Maria Dłużewska, Joanna Lichocka)

Tematyka okołosmoleńska z punktu widzenia pracowników Kancelarii Prezydenta RP – Lecha Kaczyńskiego. Bohaterowie filmu mówią o zdarzeniach, które poprzedziły katastrofę, o swoich reakcjach na tragedię, o postawie służb rosyjskich, o zamieszaniu wśród wpływowych polityków, o przygotowaniach do ceremonii żałobnej i o przebiegu prezydenckiego pogrzebu. Wspominają konflikt, który – przed 10 kwietnia 2010 roku – toczył się między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem. Opowiadają o tym, jak patrzyli na rozbity samolot i nie mogli uwierzyć w rozmiar tragedii. Zwierzają się ze swoich uczuć i refleksji, wyciągają wnioski z omawianego wydarzenia oraz oceniają zachowanie Tuska i Komorowskiego.

We “Mgle” nie ma insynuacji dotyczących zamachu terrorystycznego. Wprawdzie padają pytania o przyczyny katastrofy, ale słowa typu “zamach” czy “spisek” w ogóle się nie pojawiają. Film nie zawiera również stwierdzeń oczerniających władze Federacji Rosyjskiej. Bohaterowie krytykują jednak polityków PO, gdyż uważają, że ich postawa po katastrofie była nieodpowiednia. Przede wszystkim, są niezadowoleni ze sposobu, w jaki traktowano Jarosława Kaczyńskiego. Wyrażają pogląd, według którego Tusk i Komorowski starali się unikać kontaktu z bratem zmarłego prezydenta. Ogromną zaletą “Mgły” jest ścieżka dźwiękowa w postaci muzyki rockowej/metalowej. Szkoda tylko, że nie do końca współgra ona z problematyką i klimatem produkcji.

“Zobaczyłem zjednoczony naród”
(reż. Anna Ferens)

Dzieło oparte na wyjątkowo oryginalnym i odważnym pomyśle. Chodzi o kwietniową żałobę narodową widzianą oczami cudzoziemskich (europejskich i azjatyckich) dziennikarzy. W filmie możemy usłyszeć przedstawicieli kilku zagranicznych stacji telewizyjnych, którzy mieli okazję obserwować Polaków tuż po katastrofie smoleńskiej. Obcy żurnaliści dzielą się z widzami swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami. Mówią o tym, jak bardzo zdumiała ich solidarność Narodu Polskiego, a zwłaszcza spontaniczne, oddolne inicjatywy zmierzające do uczczenia ofiar tragedii smoleńskiej. Dziennikarze nie mogą się nadziwić, jak wielu ludzi manifestowało swój smutek i jak długo trwała żałobna atmosfera. Zachwycają się ogromną ilością zniczy oraz Martą Kaczyńską, która stała się personifikacją powszechnego bólu i przygnębienia.

Obcokrajowcy zwierzają się również z tego, jaki – przed 10 kwietnia 2010 roku – był poziom ich wiedzy na temat pary prezydenckiej i samej Polski. Co więcej, mówią o tym, jak ich rodacy postrzegają Nadwiślańską Krainę i jej aktywność na arenie międzynarodowej. W “Zobaczyłem…” pojawia się także problem mordu katyńskiego. Okazuje się, że o ile w Czechach i Niemczech ten temat jest dobrze znany, o tyle w Rosji i Chinach prawie nikt o nim nie słyszał. Wyznania dziennikarzy pozwalają się przekonać, jaki wizerunek Polski, Polaków oraz polskich polityków zakorzenił się w umysłach cudzoziemców. Film Anny Ferens może chwilami zaskakiwać. Nie zmienia to jednak faktu, że jest on godny obejrzenia i dokładnego przemyślenia.

Ciekawostka na zakończenie

Filmy o tematyce okołosmoleńskiej to nie tylko dzieła dokumentalne, ale też fabularne. W maju 2011 roku odbyła się premiera dramatu “Prosto z nieba” (nie mylić z serialem telewizyjnym “Prosto w serce”!) Piotra Matwiejczyka. Niestety, film jest bardzo nisko oceniany przez recenzentów i komentatorów. “Prosto z nieba” mówi o rodzinach smoleńskich. Ukazuje ludzi, którzy dowiadują się o katastrofie Tu-154 i chcą wiedzieć, czy na pokładzie znajdowali się ich bliscy.

Wszystko wskazuje na to, że twór Piotra Matwiejczyka nie będzie jedyną produkcją fabularną poświęconą tragedii smoleńskiej. Reżyser Antoni Krauze poinformował bowiem, że kręci własny film na ten temat. Czy uda mu się ukończyć dzieło? I czy będzie ono lepsze od nieszczęsnego “Prosto z nieba”? Pożyjemy, zobaczymy. Na razie musimy się zadowolić tym, co mamy.

Natalia Julia Nowak,
15-19 sierpnia 2012 r.

Reklamy

Muzyka narodowa od prawa do lewa

“Polska to nie jest tylko państwo.
To historia – na przemian radosna i smutna.
Polska to wielka Idea i Naród,
krew męczenników i wieczna niepewność jutra”

Twierdza – “Nasza Tożsamość”

Wprowadzenie

Niniejszy artykuł stanowi przegląd zespołów muzycznych mających coś wspólnego patriotyzmem i/lub nacjonalizmem. Zdecydowałam się zaprezentować grupy o różnym zabarwieniu politycznym: od prawicowego Legionu, przez centrowy Leszek Bubel Band aż po lewicowy Sztorm68. Celem mojej publikacji jest pokazanie różnorodności polskich formacji narodowych. Żadna z nich nie głosi treści całkowicie zbieżnych z moim narodowo-socjaldemokratycznym światopoglądem.

Moje idee to patriotyzm, pozytywny nacjonalizm, solidaryzm słowiański, eurosceptycyzm, antyglobalizm, umiarkowany antykapitalizm, państwo opiekuńcze, liberalizm obyczajowy, ateizm, laicyzm, antyklerykalizm i humanistyczny racjonalizm. Popieram demonstrowanie miłości do Polski i Polaków, sprzeciwiam się zaś atakowaniu innych Narodów, narzucaniu rodakom wiary katolickiej, incydentom homofobicznym/transfobicznym oraz wzywaniu do wprowadzenia skrajnego socjalizmu. Jestem totalnym wrogiem Unii Europejskiej, ale nie mam nic przeciwko współpracy słowiańsko-słowiańskiej. Mówię “NIE” autonomii Śląska, a “TAK” zerwaniu konkordatu.

W Polsce nie ma zespołów łączących postulaty nacjonalistyczne z socjalliberalnymi, zatem jestem skazana na kapele, z którymi zgadzam się połowicznie. Nie mówmy jednak o mojej orientacji politycznej. Przejdźmy do charakterystyk wybranych formacji narodowych. Uwaga! W niniejszym tekście nie ma nic o Horytnicy i Irydionie, ponieważ opisałam te grupy w artykułach “Usłyszeć głos patriotów” i “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”. Życzę przyjemnej lektury!

Legion

Założony na przełomie 1990 i 1991 roku Legion to zespół rockowy cieszący się ogromnym szacunkiem w kręgach zachowawczych i narodowo-radykalnych. Grupa reprezentuje światopogląd patriotyczny, katolicki, konserwatywny, reakcyjny i monarchistyczny (na te dwie ostatnie idee wskazują utwory “Pieśń o Starej Europie”, “Wandea” i “Sarmaci”). Tematyka piosenek, nagrywanych przez formację, obraca się wokół obrony starego porządku świata i walki ze zjawiskami uznawanymi przez Kościół za niewłaściwe. Kapela czerpie inspiracje z historii, o czym świadczą nie tylko nagrania wymienione w nawiasie, ale również antykomunistyczny kawałek “1920”.

Zespołowi zdarza się jednak łączyć przeszłość z teraźniejszością: w “Krzyżowcach XX Wieku” podmiot liryczny porównuje współczesnych prawicowców do uczestników wojen krzyżowych. Grupa stworzyła ponadto hymn na cześć Obozu Narodowo-Radykalnego (“ONR”), utwór nawiązujący do terceryzmu (“Trzecia Droga”), balladę o celtyckiej krainie umarłych (“Avalon, Wyspa Mgieł”) i wiele innych perełek. Wokalistą formacji jest Tomasz J. Kostyła, będący także fotografem, poetą i publicystą. Nazwisko artysty figuruje na liście członków Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości. Warto wiedzieć, że Kostyła przyczynił się do powstania “Antologii Polskiej Poezji Tożsamościowej” – książki z wierszami prawicowymi i patriotycznymi.

Twierdza

Zespół tożsamościowy działający w latach 1999-2003. Według polskojęzycznej Wikipedii, był on powiązany z narodowo-katolicką Młodzieżą Wszechpolską. Autor hasła nie uściślił, na czym polegało owo powiązanie, więc trudno powiedzieć, czy Twierdza była nadworną orkiestrą Wszechpolaków, czy po prostu formacją sympatyzującą z tym ruchem. Grupa, podobnie jak Legion, ma na koncie piosenki poświęcone przeszłości i teraźniejszości.

Utwory dotykające tematyki historycznej to np. “Nieznany Żołnierz” i “Monte Cassino”. Do kawałków, w których podmiot liryczny skupia się na współczesności, należą nagrania “Expressis Verbis” (śmiałe, bezkompromisowe, oskarżycielskie) i “Świadectwo” (piętnujące m.in. emigrację). Dosyć kontrowersyjnym dziełem Twierdzy jest “Iberyjski Wojownik” wyrażający podziw dla generała Franco. We wspomnianym utworze pojawia się sformułowanie “generał Franco niesie zdrajcom śmierć”.

Bastion

Kapela spod znaku drapieżnego i hałaśliwego rocka. Jak podaje oficjalna strona grupy, Bastion powstał w roku 2000 i początkowo posługiwał się nazwą Pussydriver. Formacja nie wydała jeszcze indywidualnego CD, ale zaznaczyła swoją obecność na składance “Twardzi Jak Stal. Muzyczny Hołd Dla Narodowych Sił Zbrojnych” (umieszczono tam utwór pt. “Tożsamość”). Opublikowała też “Alteri Vivas Oportet, Si Vis Tibi Vivre” – coś, co na witrynie internetowej zostało określone jako “archiwalny materiał dostępny na winylu”. Bastion, pomimo skromnego (aczkolwiek obiecującego!) dorobku, koncertował w wielu polskich miastach. Dla swoich fanów przygotował specjalne koszulki, które można zamówić za pośrednictwem Sieci.

Forteca

Zespół grający dwa rodzaje piosenek. Tym pierwszym są utwory z oryginalnymi tekstami, a tym drugim – kawałki wykorzystujące twórczość znanych polskich poetów. Członkowie Fortecy ilustrują dźwiękami wiersze Tadeusza Gajcego, Władysława Broniewskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i innych autorów. Można zatem powiedzieć, że znaczna część ich nagrań to poezja śpiewana. Bardzo udane są interpretacje “Pieśni o Żołnierzach z Westerplatte” i “Elegii o… (Chłopcu Polskim)”. Co do piosenek z tekstami unikalnymi, wypada wspomnieć o utworze “Forteca”. Padają w nim bowiem słowa “Forteca, Forteca, ostatni bastion Polski”. Niewykluczone, że jest to manifest artystyczny tej wyjątkowej formacji.


Zjednoczony Ursynów

Patriotyczny squad hip-hopowy nagrywający utwory na wysokim poziomie. Grupa wysławia Polskę i Warszawę, porusza tematy znane z ojczystej historii, podkreśla znaczenie wartości rodzinnych oraz manifestuje swoją wiarę w Boga. Teksty Zjednoczonego Ursynowa są napisane z ogromną swadą i zawsze świetnie się rymują. Często występują w nich aluzje literackie do dzieł polskich i europejskich autorów, a także popularne łacińskie sentencje. Formacja rapuje jednak nie tylko o polskości i tradycjonalizmie, ale również o piłce nożnej (kawałek “Czarna eLka” to panegiryk na cześć Legii Warszawa). Squad doczekał się kilku przyzwoicie zrealizowanych teledysków. Jednym z nich jest video clip ilustrujący utwór “Miasto Moje”.

Przy hip-hopowej grupie działa Stowarzyszenie “Zjednoczony Ursynów”, które – według informacji opublikowanej na stronie internetowej – “ma na celu propagowanie patriotyzmu wśród Polaków”. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, ugrupowanie zamierza “organizować wykłady historyczne i warsztaty muzyczne z udziałem profesorów historii i profesjonalnych muzyków”. Na razie Stowarzyszenie “ZU” realizuje swoją misję poprzez wydawanie patriotycznych krążków i uczestnictwo w wydarzeniach typu Marsz Niepodległości. Raperzy ze Zjednoczonego Ursynowa koncertowali razem z antykomunistycznym bardem Andrzejem Kołakowskim. Nagrali też piosenkę z gościnnym udziałem Kotziego.

Leszek Bubel Band

Formacja utworzona przez Leszka Bubla: byłego posła, prezesa Polskiej Partii Narodowej, redaktora naczelnego tygodnika “Tylko Polska”. Początkowo zespół koncentrował się na komponowaniu satyrycznych kawałków disco-polowych i popowych, później jednak zaczął tworzyć utwory poważniejsze i ambitniejsze. Najbardziej znanym nagraniem LBB jest “Longinus Zerwimycka” – prześmiewcza piosenka, która zbulwersowała środowiska ceniące poprawność polityczną. Grupa słynie z ogromnej aktywności i zamiłowania do muzycznych eksperymentów. W latach 2008-2010 udało jej się wydać aż sześć zróżnicowanych płyt (“Longinus Zerwimycka”, “Elyty”, “Biało-Czerwona Krew. W Hołdzie Narodowym Siłom Zbrojnym”, “Żołnierze Wyklęci”, “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”, “Życie i Śmierć dla Narodu”).

Utwory formacji Leszek Bubel Band poruszają najrozmaitsze tematy: wyśmiewają osoby publiczne i konkurencyjne partie (“Rebe Muchomorek”, “Bolek Wałęsa”, “Epitafium Dla LPR“), krytykują popkulturę i konsumpcyjny styl życia (“Masakra”, “Doda Elektroda“, “Roślinki“), upamiętniają żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (“Modlitwa NSZ”, “Pieśń Partyzancka NSZ”, “Szczerbiec NSZ“), chwalą Romana Dmowskiego (“Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”), wyrażają poparcie dla polsko-węgierskiej przyjaźni (“Polak-Węgier Dwa Bratanki”), oddają hołd ks. Jerzemu Popiełuszce (“Kazanie Ks. Jerzego”). Nie da się wymienić wszystkich zjawisk i problemów komentowanych przez LBB. Najbardziej monumentalnym dziełem grupy jest trwająca ponad 13 minut kompozycja “Elity”. Zarejestrowano ją na płycie “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”.

Klasa Pracująca

Projekt muzyczny, za który odpowiada Adam, twórca licznych przedsięwzięć tego typu. Ten jednoosobowy zespół ma charakter narodowo-robotniczy: patriotyczny, a zarazem antykapitalistyczny. Solista śpiewa o biedzie, niepewności jutra, dysproporcjach społecznych, niegodnym traktowaniu pracowników i bezrobociu obejmującym nawet przedstawicieli inteligencji. Krytykuje obecny porządek polityczny, który – według niego – jest atrapą demokracji i przyczyną cierpienia milionów ludzi. Apeluje o osądzanie III RP na równi z Polską Rzeczpospolitą Ludową. Często manifestuje swój patriotyzm i panslawizm, np. poprzez wspominanie o ojczystych symbolach i słowiańskiej dumie. Wydawcą Klasy Pracującej jest należące do Adama miniwydawnictwo Gniew Ludzi Pracy.

Pod względem brzmieniowym, Klasa Pracująca stanowi dosyć spokojne Oi! (podgatunek punk rocka). Jeśli chodzi o teksty, to można pogratulować Adamowi celnych uwag typu “Nasi rodzice myśleli, że po upadku komunizmu coś tu zmieni się. No i faktycznie zmienił się kraj. Teraz mamy biedę razy dwa” albo “Teraz mamy demokrację, możesz mówić to, co chcesz. Możesz sobie krzyczeć do woli, nikt nie będzie słuchał cię”. Piosenka “Kolorowy Świat” ma taką samą melodię jak “Maszyna” Reaktora37. “Muzyka Biedoty“ sprawia zaś wrażenie coveru R37. Pytanie: czy Reaktor37 to jedno z wielu artystycznych przedsięwzięć Adama? Głos mężczyzny z R37 brzmi podobnie do głosu naszego znajomego patrioty-socjalisty. Poza tym, Reaktor37 – zupełnie jak Klasa Pracująca – krzewi idee narodowe, panslawistyczne, proletariackie i antykapitalistyczne.

Robotniczy Front

Inny projekt Adama związany z miniwydawnictwem Gniew Ludzi Pracy. Najciekawszym utworem, promowanym pod szyldem RF, jest „Bydło”, w którym szokujący tekst miesza się z niesamowitymi, syntetycznymi dźwiękami. Kawałek nawiązuje do motywu kapitalisty-tyrana, ale znajdziemy w nim również fragmenty dotyczące życia politycznego („Każda partia wizję już ma, jak rozbudować ten piękny kraj. Zapytaj więc, jaki mają program. Odpowiedź będzie zaskakująco prosta. Dowiesz się sporo o Bogu i etyce, co dobre, a co złe, lecz nic o polityce”). Niezłe jest także nagranie „Antykapitalizm” zawierające ponury podkład muzyczny i rytmiczną melorecytację. Usłyszymy w nim m.in. słowa „Dzięki wam Orzeł jest w koronie. Co z tego, że biedny? Jego kraj tonie”. Bardzo mroczną, klimatyczną, niepokojącą kompozycją jest „Groźba”. Niestety, posiada ona agresywny tekst, który nie wszystkim musi się podobać.

Sztorm68

Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny zespół narodowo-robotniczy. Rok założenia: 1991. Miejsce założenia: Skoczów. Kapela zajmuje się opiewaniem proletariuszy, krytykowaniem polityki Stanów Zjednoczonych, potępianiem ideologii syjonistycznej, wybielaniem postaci Saddama Husajna i tego typu sprawami. Narodowcy oceniają ją bardzo różnie, przede wszystkim dlatego, że ma ona na sumieniu piosenkę “Dziękujemy”.

Utwór ten gloryfikuje stan wojenny, kieruje ciepłe słowa pod adresem jego organizatorów oraz wyszydza prześladowanych opozycjonistów. Co gorsza, w omawianym kawałku ofiary grudnia 1981 roku są obrzucane antysemickimi wyzwiskami. Niektórzy Internauci (użytkownicy serwisu YouTube) przyrównują stworzenie tej piosenki do zdrady narodowej. Stan wojenny to temat bardzo kontrowersyjny, zupełnie jak powstanie warszawskie. Trzeba jednak przyznać, że kompozycja “Dziękujemy” jest niesmaczna i zasługuje na naganę.

Zakończenie

Zespoły, które scharakteryzowałam w niniejszym artykule, to tylko przykłady polskich formacji narodowych. Oprócz nich, istnieją również inne grupy, zarówno prawicowe, jak i lewicowe. Ich odkrycie i opisanie zostawiam jednak Czytelnikom. Pozdrawiam i dziękuję za lekturę mojego tekstu. Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo poszerzył on wiedzę Odbiorców.

Natalia Julia Nowak,
8-11 sierpnia 2012 r.

 

W sprawie transpłciowości. O co chodzi z AJN?

Tragikomiczna jednoaktówka

Pod koniec czerwca 2012 roku napisałam i opublikowałam sztukę teatralną pt. “Śledztwo w sprawie transpłciowości”. Była to tragikomiczna jednoaktówka oparta na zasadzie “trzech jedności” (jedność miejsca, czasu i akcji). Wydarzenia przedstawione w dramacie rozgrywały się w onirycznej rzeczywistości, a ściślej: w budynku stylizowanym na najbardziej znane więzienie Urzędu Bezpieczeństwa. Najważniejszą postacią, występującą w utworze, była 21-letnia Natalia Julia Nowak, czyli mój wirtualny sobowtór. Główna bohaterka dramatu, zamknięta w sali przesłuchań, była zmuszona do odpowiadania na niewygodne pytania funkcjonariuszy UB. Przedstawiciele bezpieki, tendencyjni od samego początku, kierowali interrogacją w taki sposób, żeby NJN składała zeznania zgodne z ich oczekiwaniami.

Oskarżać i likwidować

Jak wiadomo z historii, ubecji nigdy nie interesowała rzeczywistość ani analizowanie problemów z różnych punktów widzenia. Jeśli ktoś został o coś oskarżony, to od razu było wiadomo, że Urząd Bezpieczeństwa zdoła udowodnić mu winę. Praktyki, o których piszę, były w okresie stalinizmu stosowane powszechnie. Władza ludowa sięgała po tego typu środki, żeby w majestacie prawa likwidować żołnierzy podziemia niepodległościowego. W ten sposób udało się komunistom zamordować m.in. Witolda Pileckiego i Augusta Emila Fieldorfa. Wszystkich, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę na ten temat, zachęcam do obejrzenia filmów “Generał Nil” i “Przesłuchanie” oraz spektaklu “Śmierć rotmistrza Pileckiego”. Reżyser wymienionych produkcji: Ryszard Bugajski.

Transpłciowość – szerokie pojęcie

Czego jednak dotyczyła interrogacja zaprezentowana w mojej sztuce teatralnej? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w tytule i treści dramatu. Chodzi o transpłciowość. A dokładniej: o transpłciowość w najskrajniejszej formie, jaką jest transseksualizm. W tym miejscu wypada poinformować Czytelników o pewnym fakcie. Otóż słowo “transpłciowość” to pojęcie bardzo szerokie, pod którym kryje się wiele zróżnicowanych zjawisk. Generalnie, chodzi tutaj o przekraczanie stereotypów genderowych oraz o wszelkie problemy, zmartwienia, wątpliwości, niejasności, osobliwości, ekstrawagancje i prowokacje związane z identyfikacją bądź ekspresją płciową. Mówiąc o przekraczaniu stereotypów, mam na myśli zarówno działania świadome, jak i nieświadome. Intensywność i częstotliwość tych akcji nie mają znaczenia, gdyż liczy się sam fakt ich występowania.

Teoria parasola

“Transpłciowość” jest kalką językową pochodzącą od angielskiego terminu “transgenderism”. Znawcy tematu podkreślają, że “transgenderism” to swoisty parasol dający schronienie najrozmaitszym osobom. Wśród nich znajdziemy nie tylko transseksualistów i transwestytów, ale także zniewieściałych mężczyzn, zmężniałe kobiety, nastoletnie chłopczyce, dziewczęcych chłopców, jednostki androgyniczne, interseksualistów, ludzi nieutożsamiających się z żadną płcią, okazjonalnych crossdresserów, a nawet niewinnych drag queens (artystów występujących na scenie w kobiecych przebraniach). Parasol transpłciowości obejmuje swoim zasięgiem tak wiele zjawisk, że można śmiało powiedzieć, iż osoby transpłciowe stanowią znaczną część ludzkości.

Ty też możesz być transem!

Kto wie… Może Ty, drogi Czytelniku, również jesteś transpłciowy, tylko o tym nie wiesz? A może jeden z Twoich znajomych zalicza się do tej kategorii społecznej? Nie musi to być od razu transseksualista robiący sobie stosowne operacje. Równie dobrze może to być chłopak zafascynowany projektowaniem mody albo dziewczyna pragnąca żyć w męskim świecie. Przedstawicielem transów może być też ktoś, kto świetnie sobie radzi zarówno w męskiej, jak i w żeńskiej roli. Istnieją wszak pojęcia: androgynia, bigenderyzm i genderqueer. Mają one różne odcienie znaczeniowe, jednak ja ich jeszcze nie rozróżniam. Zgodnie z teorią parasola, nawet uważający się za macho Anders Behring Breivik jest osobą transpłciową, bo ma bzika na punkcie własnego wyglądu, potrafi płakać jak kobieta, a jego była partnerka przypisuje mu sięganie po kosmetyki do makijażu (źródło: “The Sun“). No dobrze, z tym Breivikiem to lekka przesada!

Literacka hiperbola

I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Nie jest prawdą, że zaliczam się do osób stricte transseksualnych, jak to zostało powiedziane w dramacie. Owszem, jestem mało kobieca i zawsze solidaryzuję się z mężczyznami, ale daleko mi do zdesperowanego transa K/M wymagającego pomocy medycznej. Gdyby wybuchła wojna płci, walczyłabym po stronie facetów, a nie niewiast. Można mnie wciągnąć pod transgenderowy parasol, podobnie jak poetkę Marię Komornicką, która na pewnym etapie życia ogłosiła się Piotrem Odmieńcem Włastem. Ale transseksualista, potrzebujący kuracji hormonalnej i interwencji chirurgicznej, to zdecydowanie nie ja. Utwór “Śledztwo w sprawie transpłciowości” (tudzież jego kontynuacja, “Uznany za winnego transpłciowości”) był po prostu literacką hiperbolą. Wyolbrzymieniem faktów i jednostronną prezentacją rzeczywistości.

Mój męski pierwiastek

Motyw zmiany płci, zastosowany przeze mnie w “Śledztwie…”, stanowił zwykłą metaforę. Nie miała to być zapowiedź przyszłej operacji na genitaliach, tylko próba zobrazowania złożoności mojego “ja”. Chodziło o pokazanie, że – oprócz waginy, biustu, wysokiego głosu i kobiecej emocjonalności – mam w sobie także pierwiastek męski. Mój pseudonim artystyczny, Adrian Julian Nowak, również miał odzwierciedlać tę część mojej osobowości, której nie widać na pierwszy rzut oka. Natalia Julia Nowak to moje prawdziwe nazwisko. Adrian Julian Nowak to nazwa tego, co we mnie męskie lub niekobiece. Tyle i tylko tyle. Równie dobrze mogłabym nazwać swoje sumienie Siemomysłem, a chorobę lokomocyjną – Perperuną. Słyszałam, że są na świecie ekscentryczki, które nadają pseudonimy swoim piersiom. Pytanie brzmi: co z tego?

Alter ego

Nigdy i nigdzie nie napisałam, że mam zamiar poddać się korekcie płci. W utworze “Uznany za winnego transpłciowości” wyraźnie dałam do zrozumienia, że NIE planuję tzw. tranzycji. Włożyłam to wyjaśnienie w usta Adriana, będącego personifikacją męskiej strony mojego jestestwa. Skoro jestem kobietą, mającą w sobie “coś z faceta”, to dlaczego nie miałabym temu “czemuś” nadać imienia? Dlaczego nie miałabym uczynić z tego “czegoś” swojego alter ego? Mogę powiedzieć, że – kreując postać AJN – stałam się kimś w rodzaju drag king. Określenie to odnosi się do aktorki, która przeobraża się w mężczyznę na potrzeby konkretnego występu. Definicja drag king według Del LaGrace Volcano: “każda osoba wszystko jedno jakiej płci biologicznej, która w świadomy sposób robi przedstawienie z męskości” (cytuję za publikacją Claudii Snochowskiej-Gonzales).

Kultura obrazkowa – źródło destrukcji

Nie wszyscy zrozumieli znaczenie moich dramatów i sens koegzystencji Natalii Julii Nowak i Adriana Juliana Nowaka. Winą za taki stan rzeczy obarczam fakt, że współcześni ludzie – żyjący w kulturze obrazkowej – nie potrafią czytać literatury. Oczywiście, nie mówię o wszystkich istotach ludzkich, tylko o tych, które mają problem z wychwytywaniem ukrytych treści. Takie osoby traktują teksty literackie dosłownie lub powierzchownie. Kiedy czytają “Piosenkę o porcelanie” Czesława Miłosza, myślą, że faktycznie jest to piosenka o porcelanie (nie wiedzą, że utwór, tak naprawdę, opowiada o ludziach zabitych w czasie II wojny światowej). Współczuję tym jednostkom, bo ich przypadłość nosi znamiona wtórnego analfabetyzmu. Przeraża mnie też powszechna ignorancja w kwestii transgenderowości. Ja się tym interesowałam już dawno temu, ale dopiero w tym roku postanowiłam zagłębić się w szczegóły. Wcześniej nie pozwalały mi na to konserwatywne poglądy i związki ze społecznością narodowo-radykalną.

Adrian jest już martwy

Nie piszę dla tych, których jedyną lekturą jest tygodnik telewizyjny, tylko dla tych, którzy lubią czasem podumać nad wieloaspektowością i niejednoznacznością wszechświata. To, co tworzę, widocznie jest skomplikowane. Dla niektórych nawet zbyt skomplikowane. Przykro mi, że moje sztuki teatralne nie zostały prawidłowo zinterpretowane. Właśnie dlatego postanowiłam usunąć je z Internetu. Oświadczam, że projekt “Adrian Julian Nowak” został zakończony i nie doczeka się kontynuacji. Tak, właśnie tak. Adrian jest już martwy. Musiałam, jako autorka, zadać mu śmierć, chociaż był to całkiem sympatyczny chłopak. Zakończenie historyjki jest takie: AJN nigdy nie wyszedł z więzienia, został poddany torturom i stracony. Jego ostatnia wola, której już nikt nie pamięta, została spełniona. Miejsca pochówku Adriana nikomu nie udało się odnaleźć. Odynie, przyjmij go do Walhalli! Śmiertelnicy, wspomnijcie o nim 20 listopada, kiedy będzie Dzień Pamięci Osób Transpłciowych!

Recenzje i prezentacje

O czym teraz będę pisać? W najbliższym czasie zamierzam się skoncentrować na kulturze, sztuce i rozrywce. Planuję stworzyć serię recenzji muzycznych oraz zbiór felietonów poświęconych różnym zespołom i subkulturom. Jakiś czas temu zaciekawił mnie rock tożsamościowy, czemu dałam wyraz w swoich tekstach o Horytnicy i Irydionie. Niewykluczone, że napiszę co nieco o innych formacjach tego typu. Ponadto chciałabym “naskrobać” kilka artykułów o grupach grających folk/pagan metal. Głównie o tych, które pochodzą z krajów słowiańskich i skandynawskich. Zastanawiam się również nad tym, czy nie powinnam stworzyć czegoś o polskim rapie patriotycznym. Taki nurt bowiem istnieje i zasługuje na uwagę. Muzyka gotycka (gothic rock, gothic metal, dark wave) zaczyna mnie już nudzić, ale wracam do niej, kiedy jestem smutna lub zaniepokojona. Nie zdecydowałam jeszcze, czy zrecenzuję ostatnią płytę kapeli Closterkeller. Pożyjemy, zobaczymy.

Lekcja empatii

Mimo wszystko, nie uważam “ery Adriana” za czas stracony, ponieważ zdobyłam wówczas wiele doświadczeń, które na pewno zaowocują czymś pozytywnym. Najistotniejsze wydaje mi się to, że otrzymałam możliwość, aby spojrzeć na świat z punktu widzenia jednostki nietypowej i narażonej na szczególną dyskryminację (pod tym względem przypominam dziewczyny z rosyjskiego duetu t.A.T.u.). Dzięki temu, stałam się bardziej tolerancyjna i wyrozumiała wobec innych ludzi. To bardzo ważne dla kogoś, kto w przeszłości sympatyzował z ruchem skrajnie prawicowym, a teraz pragnie odkupić swoje winy. Od osoby, która posługuje się hasłem “Narodowa SocjalDemokracja – patriotyczna lewica laicka” należy przecież wymagać otwartości i wrażliwości społecznej. Jestem kimś, kto stara się pogodzić patriotyzm, nacjonalizm i eurosceptycyzm z nowoczesnością, laicyzmem i humanistycznym racjonalizmem (skąd taki światopogląd? Cóż, ogromny wpływ miały na mnie zamachy terrorystyczne z 22 lipca 2011 roku, kiedy to prawicowy ekstremista zabił 77 osób, głównie nieletnich socjaldemokratów).

Fantom a żywa tkanka

Projekt “Adrian Julian Nowak” był wartościowy także dlatego, że dał wielu ludziom szansę, aby stanąć twarzą w twarz z wyjątkowym zjawiskiem. Dzięki tej prowokacji, są oni bardziej oswojeni z problemem transpłciowości. Możliwe, że dzięki moim dramatom Czytelnicy będą wiedzieli, jak (w realnym świecie) należy podchodzić do osób spod transgenderowego parasola. Lepiej ćwiczyć swoją empatię na kimś takim, jak ja, niż na kimś, kto faktycznie koryguje swoją płeć biologiczną. Wszak do ćwiczeń używa się fantomów, a nie żywych tkanek, którym mógłby zaszkodzić nawet najdrobniejszy błąd. Istnieje przysłowie: “Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. A ja wolałam, żeby ludzie przewracali się przy mnie niż przy osobie, którą naprawdę można nieumyślnie skrzywdzić. Podjęłam się niełatwego zadania w imię wyższych wartości – temu nie da się zaprzeczyć. Szkoda tylko, że finał przedsięwzięcia jest taki, a nie inny. Adrianie, spoczywaj w pokoju! Jesteś męczennikiem całej tej sprawy!

Natalia Julia Nowak,
1-2 sierpnia 2012 r.

PS. Wracając do tematu androgynii, bigenderyzmu i genderqueer: idealnym przykładem człowieka, u którego występuje totalne wymieszanie wizerunków, tożsamości płciowych i orientacji seksualnych, jest brytyjski wokalista Pete Burns z zespołu Dead or Alive. Pete jest mężczyzną, posługuje się męskim imieniem i deklaruje przywiązanie do swojej płci biologicznej. W latach osiemdziesiątych miał dwa wizerunki: jeden męski, a drugi żeński. Później Burns poddał się specjalnym operacjom plastycznym, żeby uzyskać kobiecą twarz. Obecnie artysta występuje wyłącznie w damskiej roli: nosi sukienki, używa kolorowych kosmetyków, jest zalotny na sposób niewieści. Wciąż jednak uważa się za mężczyznę. Chociaż przebiera się za kobietę i poddał się wspomnianym operacjom plastycznym, nie znosi, kiedy ktoś nazywa go transwestytą. Pete przez ponad dwadzieścia lat był żonaty z kobietą, a potem się rozwiódł i wstąpił w związek z mężczyzną. U boku faceta wytrzymał tylko dwa lata. Teraz Burns otwarcie wyraża swoje niezadowolenie z epizodu homoseksualnego i gloryfikuje związki heteroseksualne. Krótko mówiąc: zakręcony gość!