Lacrimosa. Orkiestry symfoniczne i gitary elektryczne

Niemcy + Finlandia = Szwajcaria

Lacrimosa, niemiecko-fiński duet muzyczny działający w Szwajcarii, jest jednym z najbardziej cenionych przedstawicieli subkultury gotyckiej (gothic, goth). Zespół, którego nazwa pochodzi od finałowej części „Requiem” Wolfganga Amadeusza Mozarta, rozpoczął swoją karierę jako jednoosobowy projekt artystyczny spod znaku dark wave (mrocznych, depresyjnych brzmień keyboardowych). Prawdziwą sławę i uznanie przyniosły mu jednak późniejsze płyty, na których udało się połączyć gotycki rock/metal z muzyką poważną. Lacrimosa zasłynęła z ambitnych, skomplikowanych kompozycji, niejednokrotnie nagrywanych z udziałem orkiestr i chórów. Formacja współpracowała m.in. z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną (London Symphony Orchestra), Państwową Operą w Hamburgu (Hamburgische Staatsoper) i Niemiecką Orkiestrą Filmową Babelsberg (Deutsches Filmorchester Babelsberg). W ostatnich latach duet odszedł – ze szkodą dla siebie – od tej niecodziennej konwencji twórczej, porzucił tradycjonalizm na rzecz futuryzmu. Utwory Lacrimosy stały się prostsze i bardziej elektroniczne. Nic więc dziwnego, że zespół nie jest już tak popularny jak niegdyś. Krążą nawet słuchy, że obecnie na koncerty formacji przychodzi o połowę (sic!) mniej melomanów niż dekadę temu. Czyżby publiczność chciała pamiętać Lacrimosę taką, jaką była na przełomie XX i XXI wieku?

Początek Lacrimosy datuje się na rok 1990. To właśnie wtedy Niemiec Tilo Wolff (ur. 10 lipca 1972 r.) powołał do życia swój nietuzinkowy projekt muzyczny. W roku ‘93 do Lacrimosy dołączyła Finka Anne Nurmi (ur. 22 sierpnia 1968 r.), wcześniej związana z fińskim zespołem Two Witches. Grudzień 1994 – oto data wydania epki „Schakal”, na której Tilo i Anne po raz pierwszy wystąpili jako duet. Aktualnie Lacrimosa ma w swoim dorobku 13 albumów długogrających, w tym 3 solowe płyty Wolffa („Angst” – 1991, „Einsamkeit” – 1992, „Satura” – 1993) i 10 krążków zawierających głos Nurmi („Inferno” – 1995, „Stille” – 1997, „Elodia” – 1999, „Fassade” – 2001, „Echos” – 2003, „Lichtgestalt” – 2005, „Sehnsucht” – 2009, „Revolution” – 2012, „Hoffnung” – 2015, „Testimonium” – 2017). Ofertę zespołu wzbogacają liczne single, EP, składanki, koncertówki, kasety VHS i płyty DVD. Od roku ‘04 Tilo Wolff działa również pod szyldem Snakeskin (tak brzmi nazwa jego pobocznego projektu muzycznego, który można zaliczyć do nurtu electro-goth). Anne Nurmi jest w Lacrimosie przede wszystkim klawiszowcem, a dopiero później – wokalistką i kompozytorką. Piosenki śpiewane w całości przez tę damę (12 nagrań) stanowią 8,63% lacrimosowego repertuaru[1]. Teksty formacji mówią zwykle o uczuciach. Często poruszają temat miłości, tęsknoty, osamotnienia.

Tilo i Anne prywatnie są małżeństwem, doczekali się dwóch synów: Tristana Alexandra i Tiziana Immanuela. Skąd o tym wiadomo, skoro nie ma tej informacji w Wikipedii ani na oficjalnej stronie duetu? W lokalnym, szwajcarskim pisemku „Riehener Zeitung” (29 kwietnia 2016 r., Riehener-zeitung.ch[2]) znalazłam krótki komunikat „Aufnahme in das Burgerrecht der Gemeinde Riehen” autorstwa Eleonore Spiniello-Behret. Wiadomość zawiera następujące słowa: „Wolff, Wolf-Tilo, deutscher Staatsangehoriger mit seiner Ehefrau, Wolff geb. Nurmi, Anne Marjaana, finnische Staatsangehorige, und die Kinder, Wolff, Tristan Alexander, Wolff, Tizian Immanuel, finnische Staatsangehorige”. Ale to jeszcze nie koniec sensacji. Od 2013 r. Tilo jest kapłanem w jednej z parafii Kościoła Nowoapostolskiego (NAK – Neuapostolische Kirche). Aby się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić witrynę Riehen.nak.ch i wpisać do tamtejszej wyszukiwarki hasło „Tilo Wolff”. Udany zabieg powinien doprowadzić do wyświetlenia się nagłówków trzech newsów: „Besuch des Bezirksapostels” (2013), „Taufe Simon Emmanuel Dappen” (2014) i „Vorsteherwechsel am Karfreitag, den 30. Marz 2018” (2018). Ten ostatni artykuł donosi m.in. o parafialnym awansie mężczyzny. Kilka ładnych zdjęć z Wolffem zobaczymy ponadto w świeżym materiale „17. Juni 2018 – Taufe Samuel Dappen” (2018).

„STILLE”, „ELODIA”, „FASSADE” –
– TRZY MINIRECENZJE MUZYCZNE

„Stille” (1997)

„Stille” („Cisza”) nie jest pierwszą płytą z repertuaru Lacrimosy. Bez cienia wątpliwości można jednak powiedzieć, że stanowi ona pierwszy w pełni dojrzały longplay opisywanego duetu. Wyjątkowe arcydzieło, w którym Tilo Wolff – kompozytor, wokalista i multiinstrumentalista – rozwija skrzydła na całą szerokość, pokazując światu rozmach swojego przedsięwzięcia muzycznego. Trzy najwcześniejsze krążki zespołu („Angst”, „Einsamkeit” i „Satura”) były jeszcze młodzieńczymi wprawkami utalentowanego Niemca, w dodatku dość ubogimi formalnie (słyszymy na nich niemal wyłącznie keyboard, typowy dla depresyjnego dark wave). Czwarte CD, „Inferno”, zawierało już utwory bardziej skomplikowane, a poza tym ujmowało słuchacza nieśmiałymi partiami orkiestralnymi, służebnymi wobec dominujących brzmień gothic metalowych. „Stille” to zdecydowanie nie przelewki, tylko poważne dokonanie artystyczne, w którym elementy muzyki klasycznej (orkiestra, chór) współgrają z drapieżnymi gitarami na równych prawach. Album zawiera w sobie więcej energii i zuchwałości niż poprzednie propozycje Lacrimosy. Inaczej brzmi też na nim wokal Tilo Wolffa – nareszcie śmiało, żywo i spontanicznie. Znika męczydusza, która na „Inferno” zaczynała się już robić uciążliwa, a przybywa szczery rockowy wokalista wyrzucający z siebie wiele zróżnicowanych emocji.

Wprowadzeniem do płyty „Stille” jest ponad 10-minutowy utwór „Der Erste Tag”. Kompozycja zaczyna się dźwiękami tradycyjnych instrumentów, które swoim brzmieniem sygnalizują odbiorcy, że właśnie wydarzyło się coś tajemniczego i niesamowitego. Skojarzenie w pełni uzasadnione, bo – jeśli wierzyć anglojęzycznej Wikipedii – jest to pieśń o „ozdrowieniu z płonącego piekła”[3] (przeciwieństwo raju stanowiło motyw przewodni poprzedniego CD zespołu). Po intrygującym wstępie kawałek „Der Erste Tag” ślamazarnie wlecze się przed siebie, przywodząc na myśl długą i pozbawioną pośpiechu wędrówkę. W czwartej minucie muzyka nagle zaczyna gęstnieć i ciemnieć. Robi się coraz mroczniej i niebezpiecznej… Nadciąga burza, która na dobre rozpętuje się półtorej minuty później. Tilo Wolff powtórzy ten zabieg artystyczny w 2005 r. na krążku „Lichtgestalt” (w obłędnym tracku „Sapphire”). Drugim nagraniem zarejestrowanym na płycie „Stille” jest piosenka „Not Every Pain Hurts” wykonywana w całości przez Anne Nurmi[4]. Ten powolny, ociężały, melancholijny kawałek posiada rytm walca, co zbliża go do gatunku muzycznego zwanego doom metalem. Nie jest może aż tak ciężki jak „The Dance” (1998) grupy Within Temptation, ale ewidentnie kojarzy się z macochą Królewny Śnieżki, która na weselu swojej pasierbicy musiała tańczyć w żelaznych trzewikach.

Kolejne dzieło, jakim obdarowali nas Tilo i Anne w roku 1997, to przebojowy utwór „Siehst Du Mich Im Licht?” – jedno z najbardziej energetyzujących nagrań w bogatym repertuarze Lacrimosy. Jeżeli chcesz posłuchać czegoś „z pazurem” i „z przytupem”, to wspomniana piosenka na pewno nie zawiedzie Twoich oczekiwań. Ten kawałek Cię rozbuja, a przynajmniej sprawi, że trudno Ci będzie zapanować nad własną głową i stopą. Anja Orthodox, liderka zespołu Closterkeller, tłumaczyła kiedyś, czym się różni „gitara elektryczna” od „przesterowanej gitary elektrycznej”. Otóż czysta gitara robi „dun, din, dan”, a przesterowana – „dżu, dżu, dżu” lub „adż, adż, adż”[5]. W „Siehst…” rozbrzmiewają oba te instrumenty, przy czym ten, który miauczy „dun, din, dan”, wspina się na wyżyny muzycznej wirtuozerii[6]. Do tego dochodzi dumna, potężna, wyrazista perkusja… Po wysłuchaniu omawianego utworu słuchacz czuje się zmęczony, ale w pozytywnym znaczeniu, jak po jakiejś mocno absorbującej rozrywce. Nic więc dziwnego, że następnym kawałkiem na krążku „Stille” jest spokojniejsza kompozycja „Deine Nahe”. Dzieło to zawiera fragmenty, które dyskretnie zwiastują piosenkę „Alleine Zu Zweit”, jaka pojawi się na płycie „Elodia” w 1999 r. „Deine…” pozwala nam odpocząć po „Siehst Du Mich Im Licht?” oraz nabrać sił przed największym hitem Lacrimosy.

„Stolzes Herz”, piąty utwór zapisany na CD „Stille”, to pieśń ciesząca się szczególnym uznaniem fanów Wolffa i Nurmi. Rzeczony kawałek miał swoją premierę już rok wcześniej na niespełna 23-minutowym singlu zawierającym również kompozycje „Ich Bin Der Brennende Komet”, „Mutatio Spiritus” i „Stolzes Herz (Piano Version)”. Na początku marca 2018 r. Tilo poprosił śledzących go użytkowników Facebooka, żeby wskazali trzy najbardziej lubiane przez siebie piosenki Lacrimosy[7]. Kilka dni później artysta opublikował wyniki tego małego plebiscytu. Okazało się, że na liście 100 najpopularniejszych nagrań duetu pierwsze miejsce zajmuje właśnie „Stolzes Herz”. Czy Internauci mają rację? Niech każdy z nas oceni to samodzielnie… Wróćmy jednak do analizy płyty „Stille”. Szóstą piosenką, jaką znajdziemy na tym krążku, jest wyjątkowo ciekawa kompozycja „Mein Zweites Herz”. Co w niej takiego niezwykłego? Otóż kawałek ten nie zawiera żadnych elementów rockowych (brak gitar i perkusji). Poza tym, nawiązuje on do dwóch najstarszych albumów Lacrimosy. Przeciągłe, lodowate dźwięki organów stanowią odwołanie do „Seele In Not” i „Der Ketzer” z płyty „Angst” (1991). Lekko cyrkowa, ironiczna melodia[8] przypomina zaś tytułowy utwór z krążka „Einsamkeit” (1992). Myślę, że jest to także hołd dla arlekina Jestera zdobiącego logo zespołu.

Kawałek następujący po „Mein Zweites Herz” wyraźnie kontrastuje ze swoim poprzednikiem. „Make It End” jest kompozycją niemal stuprocentowo metalową: bardzo twardą, surową, a na dodatek zdominowaną przez przesterowaną gitarę elektryczną. Tradycyjnych instrumentów nie ma tutaj prawie wcale. Ba, trzeba się uważnie wsłuchać, żeby je w ogóle usłyszeć! Jednocześnie jest to już druga piosenka na CD „Stille”, którą samodzielnie wykonuje Anne Nurmi. Podkreślam ten fakt, gdyż nie ma drugiej płyty Lacrimosy, na której rodaczka Tarji Turunen śpiewałaby solo więcej niż raz. Niestety, w „Make It End” Anne radzi sobie raczej kiepsko. Z przykrością stwierdzam, że Finka nie należy do wybitnych śpiewaczek, a takie agresywne kawałki zwyczajnie ją przerastają. Nurmi sprawdza się w utworach spokojnych i powolnych, natomiast w nagraniach typu „Make It End” dosłownie nie nadąża za muzyką. Największą słabością omawianej piosenki jest jej końcówka, w której wokalistka wydaje z siebie jakieś dziwne piski. Chyba miało to brzmieć dramatycznie, ale wyszło po prostu śmiesznie. Na szczęście, ostatnia kompozycja to monumentalne arcydzieło, jedno z najwspanialszych w dorobku szwajcarskiego duetu. „Die Strasse Der Zeit” trwa niemal kwadrans i stanowi epicką wędrówkę przez czas, w której doświadczamy atmosfery różnych wydarzeń historycznych.

„Elodia” (1999)

„Elodia” (tytuł – imię żeńskie) od lat uchodzi za szczytowe osiągnięcie Lacrimosy. Płyta, o której mowa, jest concept albumem i rock operą, a więc produkcją, w której poszczególne utwory układają się w spójną całość. Elementów muzyki klasycznej – tradycyjnych instrumentów, skomplikowanych melodii i patetycznych klimatów – jest tutaj jeszcze więcej niż na krążku „Stille”. Do udziału w nagraniach Tilo Wolff zaangażował artystów z tak poważnych instytucji, jak Londyńska Orkiestra Symfoniczna czy Państwowa Opera w Hamburgu. Zgodnie z tym, co powiedział muzyk w wywiadzie dla polskiego magazynu „Tylko Rock” (nr 6/1999)[9], „Elodia” koncentruje się na zagadnieniach miłości, śmierci i przeznaczenia. Tilo potwierdza, że teksty piosenek zarejestrowanych na longplayu są częściowo inspirowane mitologią grecką, a melodie stanowią kontynuację twórczości dawnych mistrzów: Mozarta, Vivaldiego, Beethovena i Bacha. Nagrania odbywały się w Niemczech i w Anglii, m.in. w znanym londyńskim studiu przy ulicy Abbey Road, które gościło wiele sławnych zespołów rockowych oraz metalowych (The Beatles, Iron Maiden, U2, Pink Floyd, Green Day, Radiohead, Nightwish, Oasis). Jak się ma „Elodia” do „Stille”? „Nie jest to może płyta bardzo różna od tej poprzedniej, ale wydaje mi się lepsza” – ocenił Wolff w rozmowie z czasopismem „Tylko Rock”.

Utworem otwierającym „Elodię” jest „Am Ende Der Stille”: spokojna, elegancka, bogata brzmieniowo kompozycja, w której nie uświadczymy elektrycznych gitar ani ciężkiej perkusji. Ten 8-minutowy, klasyczny kawałek ma charakter niemal całkowicie instrumentalny. Śpiew Tilo słychać tylko w dwóch pierwszych minutach, przy czym jest to wokal cichy, drugoplanowy względem muzyki. Przyjemne, łagodne dźwięki, które tak umiejętnie wprowadzają nas w atmosferę „Elodii”, stanowią ilustrację dla subtelnego, lirycznego tekstu. „Twe słowa szybują ku porankowi/ I w wątłym, różowym welonie/ Unoszącym się nad naturą/ Zanikają i milkną w ciszy/ Tylko tęsknota w moim głosie/ I w ulotnej modlitwie/ Rozpamiętują Twe słowa/ W których oddano mi Ciebie/ Ma nadzieja milknie/ A cisza wznieca wojnę”[10] – nuci autor tych strof, czyli sam Wolff. Gdy „Am Ende…” dobiega końca, nastrój na CD ulega zmianie. Zaczyna się „Alleine Zu Zweit”: piosenka rockowa, chwytliwa i optymistyczna, co u Lacrimosy należy do rzadkości. „Alleine…” mówi o długotrwałym związku damsko-męskim, w którym kobieta i mężczyzna stopniowo oddalają się od siebie pod wpływem rutyny oraz trosk dnia codziennego. Jednak odrobina namiętności sprawia, że ich uczucie odradza się jak feniks z popiołów, a stary układ odzyskuje dawno utraconą młodość. Iście antyrozwodowy kawałek[11].

„Halt Mich”, trzeci utwór zapisany na krążku „Elodia”, to 4-minutowa perełka muzyczna utrzymana w klimatach pogodnej melancholii. Gwoździem programu jest tutaj zwinny smyczek wygrywający na skrzypcach szczebioczącą, wpadającą w ucho melodię. Doskonale współpracuje on z gitarą elektryczną i prawdziwie wirtuozerską, choć wcale nie lekką perkusją. „Halt Mich” ma dość konwencjonalną budowę, na którą składają się zwrotki, refreny i instrumentalna solówka poprzedzająca wyrazisty finał. Omawiana piosenka jest jednocześnie prezentacją aktorskich zdolności Tilo. Założyciel Lacrimosy wydaje się bowiem udawać sentymentalnego, nadwrażliwego, znudzonego arystokratę z epoki (pre)Romantyzmu, a jego aksamitny wokal stopniowo ewoluuje w stronę płaczu i teatralnego krzyku. Po kawałku „Halt Mich” następuje utwór „The Turning Point” wykonywany w całości przez Anne Nurmi. Piosenka zaczyna się krótką melorecytacją w ojczystym języku artystki. Kobieta już raz deklamowała niedługi tekst po fińsku: miało to miejsce w tytułowym nagraniu z epki „Schakal” (1994)[12]. „The Turning Point” przypomina nieco „Not Every Pain Hurts”, lecz w refrenach, które są żywsze od zwrotek, Anne popełnia błędy rodem z „Make It End”. Tekst „The Turning…” to głos żony znajdującej oparcie w swoim mężu. Rzecz o miłości, wdzięczności i wtórnej socjalizacji.

Cztery kawałki, które omówiłam do tej pory, stanowiły pierwszy akt „Elodii” (pamiętajmy, że analizowane CD jest concept albumem i rock operą!). „Am Ende Der Stille” było wstępem do tej melodramatycznej opowieści: bardzo delikatnym i poetyckim, ale już napomykającym o czarnych chmurach wiszących nad głównymi postaciami. „Alleine Zu Zweit” dawało do zrozumienia, że bohaterowie przeżywają kryzys w związku, lecz próbują go jakoś przezwyciężyć. „Halt Mich” zawierało refleksje mężczyzny, który wprawdzie zmaga się z konfliktem wewnętrznym i myślami samobójczymi, jednak ma u swojego boku niewiastę podtrzymującą go przy życiu i sprowadzającą go na ziemię. „The Turning Point” stanowiło poruszające wyznanie owej niewiasty: historię jej dawnego zagubienia, z którego umiłowany mężczyzna pomógł jej się wyplątać[13]. W utworach budujących drugi akt „Elodii” – „Ich Verlasse Heut’ Dein Herz” i „Dich Zu Toten Fiel Mir Schwer” – wszelka nadzieja pryska jak bańka mydlana. Długoletni związek, w którym obie strony przeżyły tyle wzlotów i upadków, ostatecznie się rozpada. Początkowo wiąże się z tym uczucie smutku („Ich Verlasse…”). Później przygnębienie ustępuje złości oraz pretensjom do byłego partnera („Dich Zu Toten…”). Ta druga pieśń brzmi trochę prowokacyjnie: chwilami przypomina wojenny marsz, inwazję wojsk Wehrmachtu[14].

Trzeci akt opowieści – „Sanctus” i „Am Ende Stehen Wir Zwei” – przynosi pewną niespodziankę. Czyżby nieoczekiwany zwrot akcji? Utwór „Sanctus” (trwający ponad 14 minut, a zatem będący jedną z najdłuższych kompozycji Lacrimosy) jest tak trudny do interpretacji, że właściwie nie wiadomo, dlaczego znalazł się na „Elodii”. W rzeczonym nagraniu występują zarówno fragmenty klasyczne, jak i metalowe, przy czym te pierwsze wydają się przeważać nad tymi drugimi. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że ciężkie gitary służą tylko podkreślaniu orkiestralnych uniesień… „Sanctus” należy do dzieł wyjątkowo monumentalnych. Najpierw chór uroczyście chwali Boga po łacinie[15], a potem zabiera głos główny bohater męski, który – ustami Wolffa – śpiewa o spotkaniu swojej świeżo opuszczonej współmałżonki. Prawdopodobnie mamy tu do czynienia z literackim zabiegiem „Deus ex machina”. Gdy już sądzimy, że przedstawienie dobiegło końca, następuje przedziwna interwencja Niebios. Co z niej wynika? Odpowiedź na to pytanie zawiera piosenka „Am Ende Stehen Wir Zwei”. W tym patetycznym, dudniącym jak dzwon utworze (zwiastującym „Fassade – 1. Satz”) Tilo i Anne poruszają temat „drugiej szansy dla nas obojga”[16]. Zaiste, wzruszający kawałek. Kiedy go słucham, mam ochotę płakać niczym gospodyni domowa oglądająca swoją ulubioną telenowelę.

„Fassade” (2001)

„Fassade” („Fasada”, „Maska”, „Pozory”) to kolejny w karierze Lacrimosy concept album. Tym, co odróżnia go od poprzednich płyt duetu, jest zwiększenie – w warstwie tekstowej – nacisku na problematykę uniwersalną i ogólnoludzką. O ile wcześniejsze krążki zespołu skupiały się na przeżyciach jednostki i relacjach interpersonalnych (głównie pomiędzy dwojgiem zakochanych ludzi), o tyle teraz w centrum uwagi zostaje postawione współczesne społeczeństwo. A trzeba przyznać, że jest to wizja daleka od pozytywnej. Można śmiało skonstatować, że w tytułowym tryptyku („Fassade – 1. Satz”, „Fassade – 2. Satz” i „Fassade – 3. Satz”) nowoczesna cywilizacja euroatlantycka zostaje skrytykowana jako pusta i bezduszna. Jest to raczej krytyka konserwatywna lub konserwatywno-liberalna, piętnująca zanik tradycyjnych wartości oraz demaskująca zniewolenie jednostki przez biurokratyczny system, środki masowego przekazu i uniformizujące procesy społeczne: globalizację, urbanizację, makdonaldyzację etc. Okładka albumu „Fassade” przedstawia pokaz mody obserwowany przez robotników z filmu „Metropolis” (1927) Fritza Langa[17]. To już drugie nawiązanie Lacrimosy do tej słynnej antyutopii. Na okładce CD „Inferno” (1995) widzieliśmy przecież miasto podobne do tego z „Metropolis”. Ono również zostało przywołane w kontekście piekła, otchłani.

„Fassade – 1. Satz” (track #1) nie jest utworem łatwym do opisania. Panuje w nim nastrój… nawet więcej niż podniosły. Ta multiinstrumentalna kompozycja brzmi ultrapatetycznie, a zarazem złowieszczo i rozpaczliwie, jakbyśmy właśnie odkryli, że wydarzyło się coś bardzo poważnego. Nagranie dosłownie zwala człowieka z nóg swoim tragizmem. Mógłbyś przy nim paść na kolana, ukryć twarz w dłoniach i wybuchnąć histerycznym płaczem. Katastroficznej, wręcz apokaliptycznej muzyce towarzyszy rozdzierający krzyk Tilo Wolffa: „Nie patrzcie na mnie!/ Nie jestem zwierzęciem!/ Tylko ludzkim dzieckiem – dla was obcą istotą – może/ Z oczami i uszami/ Sercem i uczuciami/ I wciąż jeszcze czystym i wolnym umysłem”[18]. Jakie to szczęście, że gdy „Fassade – 1. Satz” dobiega końca, napięcie zostaje rozładowane przez kawałek znacznie lżejszy i radośniejszy! „Der Morgen Danach” (track #2) jest konwencjonalną piosenką utrzymaną w klimatach rodem z „Elodii”. Założyciel Lacrimosy znów godzi rockową plebejskość z dworskością klasycznych instrumentów. Tym razem pieszczotą dla naszych uszu są łagodne dźwięki fletu. Tekst utworu mówi o miłości: podmiotem lirycznym jest mężczyzna, który wychwala pod niebiosa swoją wybrankę. „Der Morgen…” należy do sztandarowych nagrań duetu. Kawałek zajął trzecie miejsce w rankingu „Top 100” (marzec 2018)[19].

„Senses” (track #3) to jedyny i poniekąd obowiązkowy – z punktu widzenia lacrimosowej tradycji – utwór wykonywany przez Anne Nurmi. Piosenka jest najsłabszą kompozycją zarejestrowaną na płycie „Fassade”. Jak nietrudno wywnioskować z tytułu, „Senses” stawia na zmysłowość w wymiarze muzycznym oraz treściowym. Nagranie opowiada o kobiecie tęskniącej za swoim mężem, który niedawno umarł, ale jego obecność nadal jest w domu wyczuwalna. Bohaterka przechowuje wiele pamiątek po ukochanym mężczyźnie, lecz odczuwa dotkliwy brak jego pocałunków[20]. Spokojna melodia sprawia, że głos fińskiej wokalistki nareszcie brzmi dobrze. Aż za dobrze. I tu leży pies pogrzebany. Ten śpiew jest po prostu zbyt piękny, żeby był prawdziwy. Głęboki, eteryczny, nieziemski, rozchodzący się w przestrzeni… Czyżby magia autotune’a? Całkiem możliwe[21]. „Warum So Tief?” (track #4) to ociekający chandrą utwór, w którym ważną rolę odgrywa ciężka perkusja będąca tłem dla klasycznego instrumentarium. Rytm, tempo i aranżacja tego kawałka mogą się kojarzyć z piosenką „Meine Welt” z 1999 r. Dla niezorientowanych: „Meine Welt” to jedno z dwóch nagrań bonusowych dołączonych do japońskiego wydania „Elodii”[22]. „Warum…” przypomina też „Mein Zweites Herz” ze względu na smętne pobrzękiwanie trąbki. Oj, rzadko słyszy się trąbkę poza jazzem i filharmonią!

„Fassade – 2. Satz” (track #5) jest drugą częścią tryptyku, od którego wziął swoją nazwę analizowany krążek Wolffa i Nurmi. Kompozycja ma charakter chóralno-orkiestralny, brakuje w niej elementów rockowo-metalowych. Nie jest ona radosna, ale daleko jej do dramatyzmu przepełniającego pierwszą część trylogii. Dużym zaskoczeniem są tutaj operowe popisy tajemniczych sopranistek. Tilo Wolff również podejmuje próby śpiewania wysoko i dźwięcznie (wyje wówczas jak ksiądz zawodzący w kościele podczas nabożeństwa!). Artysta będzie kontynuował te eksperymenty także na następnych płytach sygnowanych logiem Lacrimosy[23]. Jeśli chodzi o tekst „Fassade – 2. Satz”, to pada w nim desperacka deklaracja: „Chcę się wydostać z zimnego świata ludzi/ I chcę wejść w ciepłe ręce miłości”[24]. „Liebesspiel” (track #6) jest owym upragnionym „wejściem w ciepłe ręce miłości”. Dokładnie mówiąc: wejściem smoka. Ten ostry, dynamiczny kawałek porusza temat zbliżenia damsko-męskiego, lecz czyni to w sposób zdecydowanie atawistyczny, frywolny tudzież sugestywny („Pomiędzy Twoimi udami/ Dotykając Twych wilgotnych ust/ Umieram dla Ciebie…/ Jesteś moja!”[25]). Utwór brzmi jak połączenie „Siehst Du Mich Im Licht?” z „Alleine Zu Zweit”. Hałaśliwe grzmoty przesterowanej gitary łagodzi jednak wesoły obój, drewniany instrument dęty pokrewny fujarce.

„Stumme Worte” (track #7) można uznać za kontynuację „Liebesspiel”. Oto dociera do naszych uszu klasyczna kompozycja, w której kluczową rolę odgrywa melancholijne pianino. Dzieło prezentuje punkt widzenia mężczyzny, który z pewnym rozrzewnieniem wspomina swój przelotny romans należący już do przeszłości. Postawa podmiotu lirycznego jest ambiwalentna. Z jednej strony, bohater cieszy się, że w jego życiu miał miejsce taki barwny epizod. Z drugiej – boleje nad faktem, że ten słodki rozdział żywota został zamknięty na amen. „Tylko raz jej zapragnąłem;/ Tylko raz – teraz i już na zawsze./ Ale nie chcę, by skończyło się moje cierpienie,/ Bo jest wszystkim, co mi zostawiła”[26] – śpiewa Tilo Wolff. Piosenka „Stumme Worte” przywodzi mi na myśl fikcyjny szlagier z powieści „Rok 1984” (1949) George’a Orwella. Przebój ten zaczyna się bowiem słowami: „To był tylko chwilowy urok/ I minął jak kwietniowy dzień,/ Lecz cóż za marzenia rozbudził!/ Z serca mego najlżejszy zdjął cień!”[27]. „Fassade – 3. Satz” (track #8), ostatnia część wielkiego tryptyku Lacrimosy, wyraźnie nawiązuje do części pierwszej, ale jest od niej bardziej gitarowa. Katastrofizm ustępuje tutaj z drogi buntowniczości. Czyżby podmiot liryczny zamienił rozpacz na aktywną walkę ze złem? Takie zakończenie byłoby istnym „happy endem” (choć może nieco naiwnym)!

* * *

Mam nadzieję, że mój artykuł wniósł coś do dyskusji o Lacrimosie i jej prawie 30-letniej pracy twórczej. A tych, którzy wcześniej nie znali tego duetu, zachęcił do sięgnięcia po jego trzy najsłynniejsze albumy muzyczne. Lacrimosa to zespół, który pokochałam mocniej niż jakikolwiek inny. Zaczęłam go słuchać w styczniu 2006 r., gdy nie miałam jeszcze ukończonych 15 lat. Mimo upływu czasu nieustannie wracam do nagrań Wolffa i Nurmi, za każdym razem odkrywając w nich coś nowego i zaskakującego. Oprócz Lacrimosy cenię gotyckie formacje Closterkeller i Switchblade Symphony, a od niedawna – również XIII. Stoleti, L’Ame Immortelle, Persephone i Coma Divine. Naturalnie, słucham także symfonicznego rocka/metalu typu Within Temptation, Nightwish czy Epica. Artystów spoza nurtów gothic i symphonic, których twórczość przypadła mi do gustu, jest tak wielu, że nie byłabym w stanie ich dzisiaj wymienić. Wciąż mam sentyment do rosyjskiego duetu t.A.T.u., który był modny w czasach mojej nauki w szkole podstawowej. Ale lubię też Filipinki (polski girlsband doby gomułkowskiej i gierkowskiej), brytyjskie przeboje z lat 70. i 80. XX wieku, a nawet „piosenki zaangażowane” rozmaitych opcji politycznych. Ostatnio przekonuję się do muzyki industrialnej (Nachtmahr – projekt Thomasa Rainera). Zaciekawiła mnie bowiem subkultura cyber-goth.

Natalia Julia Nowak,
23.06. – 01.08. 2018 r.

PRZYPISY

[1] Wszystkich utworów Lacrimosy jest prawdopodobnie 139. Tak przynajmniej wynika z facebookowych obliczeń Tilo Wolffa (marzec 2018, Facebook.com/LacrimosaOfficial). Lista kawałków z Anne Nurmi jako jedyną lub główną wykonawczynią: „No Blind Eyes Can See” (1995), „Not Every Pain Hurts” (1997), „Make It End” (1997), „The Turning Point” (1999), „Senses” (2001), „Vankina” (2001), „Apart” (2003), „My Last Goodbye” (2005), „A Prayer For Your Heart” (2009), „If The World Stood Still A Day” (2012), „Thunder And Lightning” (2015), „My Pain” (2017). Piosenka „Vankina” została dołączona – jako bonus track – do japońskiego wydania płyty „Fassade”. Umieszczono ją także na singlu „Der Morgen Danach” z sierpnia 2001 r. Jeśli nie liczyć tego fińskojęzycznego nagrania, wszystkie kompozycje śpiewane przez Nurmi są anglojęzyczne. „Vankina” to w języku suomi „uwięziona”.

[2] Plik do pobrania: Riehener-zeitung.ch/assets/downloads/zeitungen2016/RZ17_20160429.pdf (Portable Document Format, rozmiar 9,85 MB).

[3] Tłumaczenie własne. Sformułowanie oryginalne: „the recovery from a burning inferno” [En.wikipedia.org/wiki/Stille_(Lacrimosa_album)].

[4] Tilo jest jednak słyszalny w tle, pod koniec utworu.

[5] Powołuję się tutaj na wywiad opublikowany w serwisie Gazeta.pl („Anja Orthodox: Przydałby mi się romans z jakimś ‘Dodem’. Wtedy ludzie chodziliby na mnie, jak teraz śmigają na Behemota”). Rozmowę z Królową Polskiego Gotyku przeprowadziła dziennikarka Krystyna Pytlakowska.

[6] Warto zauważyć, że mruczy tam również gitara basowa, inny szarpany „strunowiec”.

[7] Miało to miejsce na oficjalnym fanpejdżu zespołu (Facebook.com/LacrimosaOfficial).

[8] Nie zaszkodzi odnotować, że czasem towarzyszy jej pseudowesołe – podobne do wymuszonego śmiechu przez łzy – podśpiewywanie Tilo. W tym „pogodnym” nuceniu tekstu nie ma jednak ani krzty radości.

[9] Kopia materiału jest dostępna na stronie Lacrimosa.rockmetal.art.pl (dział „Wywiady”).

[10] Przekład utworu „Am Ende Der Stille” zaczerpnęłam z portalu Tekstowo.pl. Tłumaczenie zostało tam dodane przez osobę ukrywającą się pod pseudonimem „sheri303”.

[11] Skoro już rozmawiamy o „Alleine Zu Zweit”, powinniśmy pamiętać, że utwór ten ukazał się na singlu zapowiadającym płytę „Elodia”. Krążek krótkogrający ujrzał światło dzienne w kwietniu ‘99 (dwa miesiące przed premierą długo wyczekiwanej „Elodii”). Z tamtego okresu pochodzi publikacja „Samotni razem – Lacrimosa” wydrukowana na łamach magazynu „Jazgot” (nr 4/1999). Kopię rozmowy Orona z Tilo Wolffem można znaleźć na stronie Lacrimosa.rockmetal.art.pl w dziale „Wywiady”.

[12] Kawałek „Schakal” zajął drugie miejsce w rankingu „Top 100” opracowanym przez Tilo na podstawie wyników facebookowego plebiscytu z marca 2018 r. Ciekawostka: w napisach końcowych wyświetlanych po teledysku „Schakal” (VHS „The Clips 1993-1995”, DVD „Musikkurzfilme: The Video Collection”) pojawia się imię żeńskie „Elodia”. Takie właśnie miano nosi postać grana przez Anne Nurmi.

[13] „Zanim się dowiedziałam, że kochałam tylko Twoją połowę we mnie, spędziłam zbyt dużo czasu, nie znając siebie. (…) Teraz mi pokazałeś, że dwie pełne połowy czynią silniejszą całość. (…) Nie mogłam walczyć samotnie. Dziękuję Ci za wysłuchanie mnie we właściwym czasie. Błogosławię Cię za zaufanie, jakie mi okazałeś, gdy nie przyznawałam się do bycia słabą. (…) Osiągnęłam swój cel, teraz znów mogę stawić sobie czoło. Dziękuję Ci za to, że mnie kochasz i utrzymujesz nas na właściwej drodze” – Lacrimosa, „The Turning Point”, tłumaczenie własne. Pełny tekst piosenki (w języku angielskim) znajdziemy na stronie Lyrics.wikia.com.

[14] Wypełniają się tutaj dwa ostatnie wersy „Am Ende Der Stille”. Cytat: „Ma nadzieja milknie/ A cisza wznieca wojnę” (przeł. sheri303, Tekstowo.pl).

[15] Początek utworu: „Sanctus – Sanctus – Sanctus – Dominus/ Sanctus/ Sanctus – Sanctus – Sanctus – Dominus/ Deus Deus Sabaoth – pleni sunt caeli et terra/ Deus Deus Sabaoth – pleni sunt caeli et terra/ Gloria Tua – gloria Tua/ Gloria Tua – gloria Tua/ Deus Deus Sabaoth – pleni sunt caeli et terra/ Deus Deus Sabaoth – pleni sunt caeli et terra/ Gloria Tua – gloria Tua/ Gloria Tua – gloria Tua”. Zakończenie utworu: „Hosanna in excelsis/ Hosanna in excelsis/ Hosanna in excelsis/ Benedictus, qui venit in nomine Domini/ Hosanna in excelsis/ Hosanna in excelsis/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Sanctus Dominus/ Dominus”. Pełna treść pieśni Lacrimosy jest dostępna w archiwach witryny Lyrics.wikia.com. Strofy łacińskie pochodzą z liturgii rzymskokatolickiej (Pl.wikipedia.org/wiki/Sanctus).

[16] Tłumaczenie: Aneakh, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[17] Albo przez masy partyjne z filmowej adaptacji „Roku 1984” George’a Orwella. Chodzi mi o ekranizację w reżyserii Michaela Radforda (1984) z Johnem Hurtem, Richardem Burtonem i Suzanną Hamilton w rolach głównych.

[18] Tłumaczenie: Julia, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[19] Dodam jeszcze, że singiel „Der Morgen Danach” (wydany w sierpniu 2001 r.) stanowił oficjalną zapowiedź albumu „Fassade” (wypuszczonego na rynek w październiku ‘01).

[20] Trochę inaczej – aczkolwiek nie z własnej winy – przeżywa swoje wdowieństwo niewiasta będąca podmiotem lirycznym w polskim kawałku „Drzewo” (Maleo Reggae Rockers & Lilu, składanka „Morowe Panny”, Muzeum Powstania Warszawskiego 2012). Wdowa śpiewająca ustami Aleksandry „Lilu” Agaciak wspomina swojego małżonka, który zbudował dom, posadził drzewo i spłodził syna. Wszystko układało się perfekcyjnie, ale wybuch II wojny światowej przyniósł totalną zagładę, odwrócił życie bohaterki do góry nogami. „Dom jest pusty, drzewo uschło, mój mąż i syn nie żyją” – zdradza kobieta w puencie opisywanej piosenki.

[21] Jeżeli jednak się mylę, to pokornie przepraszam za ten dyskredytujący (dla każdego profesjonalnego artysty) zarzut!

[22] Drugim bonusem jest tam „Und Du Fallst”, odrobinę elektroniczny przedsmak CD „Echos” (2003). „Und…” wydaje mi się podobne do takich utworów, jak „Malina” czy „Ein Hauch Von Menschlichkeit”.

[23] Interesująca nas technika wokalna pojawi się m.in. w anglojęzycznych nagraniach „The Party Is Over” („Lichtgestalt” – 2005) i „Call Me With The Voice Of Love” („Sehnsucht” – 2009).

[24] Tłumaczenie: Julia, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[25] Tłumaczenie: Lestath, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[26] Tłumaczenie: Lestath, Lacrimosa.rockmetal.art.pl.

[27] Cyt. za: Rok-1984.klp.pl/ser-345.html (część II, strona 82).

 

Reklamy

Z.J. Rumel. Poeta, komendant Okręgu Wołyń BCh, ofiara UPA

Muzyczne motto:

„Bóg mnie natchnął poezją
i świat lepszy widziałem,
choć w ludziach był niepokój
i problemy nabrzmiałe.
Wierzyłem mocno
w lepszą stronę ludzkiej natury.
Za wiarę tę przyszło mi wkrótce
cierpieć nieludzkie tortury”

Dariusz Grzybkowski,
„Spowiedź Zygmunta Rumla” (frag.)
[Youtube.com/user/KlubGPostrow]

Zygmunt Jan Rumel przyszedł na świat 22 lutego 1915 r. w rosyjskim Piotrogrodzie (Petersburgu). Był poetą i publicystą zanurzonym po uszy w polskiej tradycji romantycznej. Tworzył liryki trudne w odbiorze, naszpikowane środkami stylistycznymi i doszlifowane pod względem formy. W swojej wysoce zmetaforyzowanej, melodyjnej poezji sławił Kresy Wschodnie RP jako obszar wielokulturowy i urzekający krajobrazowo. Skąd się tam wziął? Dlaczego właściwie zaczął układać wiersze? Odpowiedzią na te pytania jest rodzinna historia autora. Otóż ojciec Rumla – Władysław, inżynier rolnictwa – był zasłużonym uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Za bohaterską postawę w roku 1920 otrzymał Order Virtuti Militari i osadę wojskową pod Wiśniowcem na Wołyniu. Tam, w powiecie krzemienieckim, spędził więc swoją młodość utalentowany Zygmunt. Piękno „małej ojczyzny” i jej kulturowa specyfika poruszały w chłopcu jakąś nieznaną strunę. A ponieważ matka Zygmunta, Janina z Tymińskich (pseud. „Liliana”), pisała i publikowała wiersze[1], wrażliwy syn wkrótce zaczął robić to samo.

ZJR miał zaszczyt uczęszczać do słynnego Liceum Krzemienieckiego, zwanego szumnie Atenami Wołyńskimi. Instytucja ta została założona w 1805 r. przez Tadeusza Czackiego i Hugona Kołłątaja (funkcjonowała wówczas pod nazwą Gimnazjum Wołyńskiego). Celem rzeczonej placówki było edukowanie przyszłej inteligencji. Dziewiętnastowieczna szkoła została wprawdzie zamknięta przez carat w ramach represji za powstanie listopadowe, ale odrodziła się w roku 1920 dzięki stosownemu rozkazowi Józefa Piłsudskiego. Ucząc się w tak niezwykłym liceum, Zygmunt Jan Rumel zdołał rozwinąć skrzydła w wielu różnych dziedzinach. Co go interesowało? Po pierwsze: pisanie (nasz bohater zamieszczał swoją twórczość – poetycką i publicystyczną – w szkolnym czasopiśmie „Nasz Widnokrąg”). Po drugie: aktorstwo (był gwiazdą licealnego teatru, publicznie recytował własne utwory). Po trzecie: sport (uprawiał boks i grał w szkolnej reprezentacji hokejowej). Po czwarte: społecznikostwo (angażował się w działalność na rzecz regionu wołyńskiego). Jakby tego było mało, chłopak należał do harcerstwa.

„Nie będę dziś sobą,
nie będę mądry i ludzki…
Wpatrzę się w polne niebo,
w płócienne, lniane obłoki.

Wystarczy mi świerszcz w koniczynie,
koncertujący pod liściem
i te badyle niczyje
w niebo sterczące kiścią.

Nie będę o niczym myślał,
ani niczego żałował…
…jarzębinowy wisior
smutek rumieńcem zachowa.

A potem – potem gdzieś w rowie
wargi przytulę do ziemi…
…wszystkie swe bóle wypowiem
…wrosnę zielonym korzeniem”

Z.J. Rumel, 1934 – „Pole”
[cyt. za: Nawolyniu.pl/wiersze]

Aktywizm społeczny wydawał się pochłaniać Rumla szczególnie mocno. Tę cechę prawdopodobnie również odziedziczył po rodzicach. Oboje byli bowiem pozytywistami (matka jeszcze w czasach panieńskich ukończyła kurs przedszkolanek, żeby nieść oświatę najmłodszym mieszkańcom polskich ziem). Tym, co „opętało” Zygmunta, była miłość do Ukraińców, marzenie o uczynieniu ich świadomymi współgospodarzami Wołynia. ZJR był zafascynowany wielokulturowością Kresów Wschodnich. Podobało mu się, że zamieszkiwany przez niego obszar jest prawdziwą mozaiką etniczno-religijną. W swoich artykułach podkreślał, że Kresy są miejscem szczególnym, gdyż właśnie tutaj przebiega granica między cywilizacją łacińską a cywilizacją bizantyjską. To na Kresach, a nie w Utopii, stoją obok siebie kościoły, cerkwie, meczety i synagogi. Zygmunt był czystej krwi Polakiem, ale wykształcił w sobie niemal polsko-ukraińską tożsamość narodową („dwie Matki-Ojczyzny”). Biegle władał językiem ukraińskim, chętnie zawierał przyjaźnie z Ukraińcami. Szanował także Żydów, zwalczał zjawisko antysemityzmu.

Za kolejny czynnik, który uwarunkował postawę Rumla, uznaje się fakt, że w latach szkolnych poeta mieszkał na stancji w wyjątkowym dworku. Otóż dworek ten był ongiś domem najbliższej rodziny Juliusza Słowackiego, a obecnie jest siedzibą muzeum poświęconego temu wieszczowi narodowemu. Wpływy Słowackiego, jak również Norwida, są w twórczości ZJR doskonale widoczne. Zygmunt był jednak poetą międzywojnia i II wojny światowej, dlatego w jego wierszach można też wyczuć „klimaty” będące skutkiem obcowania z poezją bardziej współczesną (skamandryci, Staff, Leśmian, Liebert). Po zdaniu matury w 1935 r. Rumel wyjechał do stolicy Polski, żeby rozpocząć studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Mimo wielkomiejskiego stylu życia nie zapomniał o swojej wołyńskiej przeszłości. Natychmiast wstąpił do działającego na uczelni Zrzeszenia Byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego. Klub ten stawiał na integrację młodych Kresowian poprzez organizowanie wspólnych ognisk i wycieczek. W tamtym czasie ZJR kolegował się m.in. z Krystyną Krahelską – „warszawską syrenką”[2].

„Jak wonne sosnowe drzewo
pojone żywicy więźbą
wystrzela ku niebu słowo
wiersza zieloną gałęzią…

Rośnie – wspaniałe, bujne,
do mózgu korzeniem wsparte,
pod kory brunatną runią
sącząc żywicy prawdę…

Złotokłującym igliwiem
liter opiewa błękit…
Leśnie, puszyście kwili,
jak ptak chwycony do ręki…

Aż z lasu żywicznych stronic
siekiery podstępnym ciosem
czytelniku – wytniesz
najpiękniejszą z moich sosen”

Z.J. Rumel, 1937 – „Słowo”
[cyt. za: Nawolyniu.pl/wiersze]

Zygmunt Jan Rumel spędzał na Kresach Wschodnich każde swoje studenckie wakacje. Chociaż pochodził z warstwy inteligenckiej, a nie chłopskiej, udzielał się w Wołyńskim Związku Młodzieży Wiejskiej, czyli w postępowej organizacji ruchu ludowego. Cechą charakterystyczną tego stowarzyszenia był jego polsko-ukraiński skład osobowy. Młodzi ludowcy stawiali sobie za cel walkę z cywilizacyjnym zacofaniem Wołynia. Chcieli, żeby ich region rozwijał się kulturowo i ekonomicznie. Postulowali budowę społeczności lokalnej, w której Polacy i Ukraińcy będą ze sobą zgodnie współpracować, zachowując wprawdzie swoją odmienność, ale korzystając z równych praw i obowiązków. Dzięki takim ludziom, jak Rumel, Wołyński Związek Młodzieży Wiejskiej utrzymywał ścisły kontakt ze Zrzeszeniem Byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego. Pozycja ZJR w Zrzeszeniu (do którego też należał) musiała być dość silna, albowiem uczyniono go redaktorem naczelnym czasopisma „Droga Pracy”. Periodyk ten był dodatkiem do „Życia Krzemienieckiego”, a jednocześnie oficjalnym organem prasowym ZBWLK.

Będąc na Kresach, nasz bohater nie marnował ani jednej chwili. Starał się być tak aktywny, jak to tylko możliwe. Przychodził na zebrania kół wiejskich, brał udział w różnorakich wydarzeniach lokalnych (np. próbował swoich sił w konkursach czytelniczych). Niestrudzenie wykładał na Uniwersytecie Ludowym w Różynie – edukował prostych mieszkańców Wołynia, którzy dotychczas nie mieli dostępu do wiedzy na poziomie akademickim. Kierownikiem rzeczonej placówki był znany polityk-ludowiec Kazimierz Banach, z którym później Zygmunt Jan Rumel współpracował w ramach konspiracji niepodległościowej. Co ciekawe, zajęcia na UL prowadziła również matka poety, Janina. Ona akurat uczyła Wołynian plastyki. Mimo napiętego harmonogramu ZJR zawsze znajdował czas, żeby pomagać Antoniemu Hermaszewskiemu, prezesowi Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej, w redagowaniu dwujęzycznego (POL/UKR) pisma „Młoda Wieś – Mołode Seło”. Antoni Hermaszewski to stryj Mirosława Hermaszewskiego[3], peerelowskiego kosmonauty, którego przed wojną nie było jeszcze na świecie (MH: rocznik 1941).

„Samodziały, samodziały tkają dziewczęta
Pryśki, Nastki, Jaryny – nie pamiętam –
na surową, na chłopską odzież
i na hafty, których nie wypowiem.

Przędą, przędą na kołowrotkach,
Wołyń w palcach ich barwnie się mota
w proste znaki i proste nici
na płóciennych, lnianych okryciach.

Przędą Pryśki, przędą Jaryny,
już oprzędły płótna Wołyniem
w znakach prostych i jak najprościej
na tych płótnach Wołyń się mości…”

Z.J. Rumel, 1937 – „Pieśń III” (frag.)
[cyt. za: Nawolyniu.pl/wiersze]

Zygmunt trzymał sztamę z innymi młodymi autorami, o czym świadczy fakt, że w 1936 r. został jednym z członków Grupy Poetyckiej „Wołyń”. Oprócz Rumla należeli do niej: Czesław Janczarski, Józef Łobodowski, Wacław Iwaniuk, Władysław Milczarek, Jan Śpiewak, Stefan Szajdak i Zuzanna Ginczanka (właśc. Sara Gincburg). Ten wyjątkowy zespół literatów pozostawał w stałej łączności z Józefem Czechowiczem, swoim mecenasem i autorytetem. Działalność Grupy Poetyckiej „Wołyń” cieszyła się pełną aprobatą Henryka Józefskiego[4] – wojewody wołyńskiego, którego ZJR popierał ze względu na realizację koncepcji Polski Jagiellońskiej. Wypada odnotować, że losy poszczególnych członków GP „Wołyń” potoczyły się bardzo różnie. Czesław Janczarski przeżył wojenną zawieruchę. To właśnie on w 1957 r. założył pisemko „Miś” i stworzył kultową postać Misia Uszatka. Zuzanna Ginczanka – pupilka Juliana Tuwima, Żydówka, satyryczka, przedstawicielka witalizmu – zginęła z rąk nazi-Niemców[5]. Była zmysłową pięknością, a zdobyła popularność w Warszawie, gdzie studiowała pedagogikę na UW.

Gdy Rumel miał 23 lata, trafił na szkolenie wojskowe do Wołyńskiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. W młodzieńcu, który do niedawna przypominał głównie swoją matkę, zaczęły się wówczas budzić cnoty odziedziczone po ojcu. Od tej pory Zygmunt, niczym Krzysztof Kamil Baczyński, był poetą-żołnierzem godzącym artystyczną wrażliwość z militarystycznym patriotyzmem. ZJR zakończył trening w lipcu 1939 r., po czym wyjechał na praktykę do Będzina, gdzie stacjonował 23. Pułk Artylerii Lekkiej. We wrześniu ‘39 mężczyzna wziął udział w nieudanej obronie II RP przed niemieckim agresorem. 20 września wylądował w niewoli sowieckiej, lecz został z niej zwolniony jako rzekomy szeregowiec (de facto nosił stopień podporucznika). Rumel przeniósł się wkrótce do Dubna i nawiązał współpracę z ZWZ-AK, tzn. polskim podziemiem antysowieckim. Później – wraz z Antonim Hermaszewskim – konspirował na terenie Równego. W 1940 r. nasz bohater przeżył ogromną tragedię. Jego młodszy brat, Bronisław, został aresztowany przez NKWD (zabito go w roku ‘40 lub ‘41).

„Twój dziad w czerwonym polu
Szkarłatne kwiaty kładł –
Twój ojciec niósł do boju
Dwadzieścia młodych lat…

U września ran koralu
Zastygał śmiercią brat –
Gdy wstyd twe czoło palił
Że on – a nie tyś padł…

Dziś tęsknisz – werset stali
Płomieniem krwawych szmat –
U nowych ran korali
Jak ojciec nieść i dziad…”

Z.J. Rumel, 1940 – „Werset”
[cyt. za: Nawolyniu.pl/wiersze]

Sowieci dopadli nie tylko brata, ale również ukochaną Zygmunta, Janinę Sułkowską, adresatkę wierszy „Jabłoń Aksamitna” (1937) i „Anioł Czuwający” (1940). Nic więc dziwnego, że ZJR – także zagrożony dekonspiracją – opuścił ziemie okupowane przez ZSRR i wyjechał do strefy kontrolowanej przez III Rzeszę. W Warszawie nasz bohater związał się z podziemiem antyhitlerowskim: Stronnictwem Ludowym „Roch” i Batalionami Chłopskimi. Był podwładnym znanego nam już Kazimierza Banacha, szefa Komendy Głównej BCh. Na Ochocie, w okolicach Placu Narutowicza, Zygmunt prowadził sklep z naczyniami kuchennymi, który służył jako przykrywka dla tajnej drukarni ruchu ludowego. Praca w tym miejscu zainspirowała go do napisania wiersza „Drukarnia”[6] (Uwaga! Był to jedyny utwór Rumla opublikowany w czasie II wojny światowej!). 6 lutego 1941 r. ZJR uczestniczył w brawurowej ewakuacji maszyny poligraficznej do lokalu przy Alejach Jerozolimskich. W okresie „drukarskim” bardzo pomagał Zygmuntowi jego drugi brat, Stanisław. Wspierała go też nowa miłość, o której w następnym akapicie.

Anna Kinga z Wójcikiewiczów była słuchaczką szkoły teatralnej funkcjonującej przy Teatrze Reduta. Żywo interesowała się poezją, którą również sama tworzyła. Jej matka, Maria, miała duże zdolności humanistyczne i zamieszczała w prasie swoje recenzje książkowe. Anna (pseud. „Teresa”) już w 1939 r. wstąpiła do Służby Zwycięstwu Polski, później jednak postawiła na „Roch”/BCh. Zygmunt Jan Rumel ożenił się z Wójcikiewiczówną w roku 1941. Przebywając w stolicy Polski, mężczyzna kontynuował (na tajnych kompletach) rozpoczęte w latach 30. studia polonistyczne. Wraz z upływem czasu jego poezja stawała się coraz bardziej monumentalna tudzież abstrakcyjna. ZJR poruszał w niej problematykę filozoficzną i historiozoficzną, popadał w katastrofizm oraz przepowiadał własną śmierć. Nawiązywał do Biblii, legend, mitów słowiańskich i indoeuropejskich, a nawet do Buddy („Utopia”, 1943). Podczas jednego z konspiracyjnych wieczorów poetyckich dostrzegł go mistrz Leopold Staff, który ponoć rzekł do obecnej w sali Anny: „Niech pani chroni tego chłopca – to będzie wielki poeta”[7].

„Może to tylko bogini biegła przetowłosa
a może się zachwiały koliste niebiosa?

Może tylko Sawitri – Sawitri promienna
stopą dotyka ziemi jak fala tajemna?

Nie – to drżenie kosmiczne za globem nad nami
nie – to czas wirujący wszystkimi czasami!

To spirala zagłady – plejada płomieni
szybuje gorejąca ponad kołem ziemi!

I na jądra galaktyk nawleka się włócznią!
nie – to bogini tylko – Sawitri przed jutrznią”

Z.J. Rumel, 1941 – „Sawitri”
[cyt. za: Nawolyniu.pl/wiersze]

Jesienią ‘41, kilka miesięcy po ataku Niemiec na ZSRR, w życiu Zygmunta nastąpił istny zwrot akcji. Nasz bohater otrzymał od Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego i Komendy Głównej Batalionów Chłopskich polecenie wyjazdu na Wołyń w celu przeprowadzenia rekonesansu oraz przygotowania gruntu pod ewentualny nowy okręg BCh. Od tej pory Rumel nieustannie „kursował” między Warszawą a Kresami, co nie było łatwe, gdyż hitlerowcy pilnie strzegli granicy oddzielającej Generalne Gubernatorstwo od Komisariatu Rzeszy Ukraina. Wspomniana granica leżała zresztą na Bugu, a ZJR każdorazowo był uzależniony od przychylności znajomego Ukraińca, który przeprawiał go przez rzekę[8]. Poeta, zgodnie ze swoją misją, odnawiał na Wołyniu kontakty z działaczami ludowymi i młodowiejskimi. Jego żona, Anna, pełniła zaś funkcję łączniczki, kurierki i kolporterki prasy podziemnej. Mimo dochodzącego do głosu banderyzmu Rumlowie często kwaterowali zarówno u Polaków, jak i u Ukraińców. Zygmunt – nie tracąc wiary w swoje ideały – próbował siać wśród rodaków Szewczenki propolską propagandę.

Raport z Wołynia, dostarczony elicie SL „Roch” przez Rumla, zadecydował o tym, że wiosną ‘42 konspiracyjny ruch ludowy zaczął operować także na Kresach Południowo-Wschodnich. W styczniu 1943 r. oficjalnie powołano do życia VIII (Wołyński) Okręg Batalionów Chłopskich. Na czele nowej jednostki organizacyjnej BCh stanął sam ZJR, który przyjął pseudonim „Krzysztof Poręba”. Tymczasem banderowcy coraz mocniej dawali się Polakom we znaki. Czystki etniczne, dokonywane przez tych ukraińskich szowinistów i niemieckich kolaborantów, stanowiły już bolesną codzienność Wołynia. Młody komendant VIII Okręgu BCh (tudzież jego przełożony, Kazimierz Banach) niejako stał w rozkroku. Z jednej strony – organizował polską samoobronę i partyzantkę, czyli zbrojny opór wobec Ukraińskiej Powstańczej Armii. Z drugiej – usiłował kontynuować politykę Henryka Józefskiego nastawioną na kooperację Polaków z Ukraińcami, tym razem przeciwko III Rzeszy. W latach 1941-1943 Rumel czuł się naprawdę rozdarty wewnętrznie. Był przecież Polakiem, ale jednocześnie identyfikował się z Ukrainą.

„Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę –
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos
Druga rafy porohów piorąc koralowe
Zawodziła na lirach dolę ślepą – los…

Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,
Czerep drugą obijał – pijany jak trzos –
Jedna boso garnęła smutek za błękitem –
Druga kurem jej piała buntowniczych kos

Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –
W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –
By serce rozdwojone płakało jak głos…”

Z.J. Rumel, 1941 – „Dwie matki”
[cyt. za: Nawolyniu.pl/wiersze]

Początkowo ZJR i jemu podobni próbowali dotrzeć jedynie do „normalnych” Ukraińców. Liczyli bowiem na to, że uda się ich przekonać do walki z niemieckimi i ukraińskimi nazistami. W czerwcu-lipcu ‘43, gdy rzeź wołyńska zaczęła przybierać apokaliptyczne rozmiary, Polskie Państwo Podziemne wpadło na kuriozalny koncept. Otóż postanowiło się dogadać z samą UPA, żeby uczynić z niej sojuszniczkę Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich w walce z hitlerowskim okupantem. Ten cudaczny alians miał być jednocześnie ratunkiem dla tysięcy polskich cywilów zagrożonych śmiercią z rąk banderowskich rezunów. 7 lipca bechowiec Zygmunt Jan Rumel i akowiec Krzysztof Markiewicz „Czart” – parlamentariusze Delegatury Rządu na Kraj – odbyli w Świniarzynie wstępne rozmowy z lokalnym dowództwem Ukraińskiej Powstańczej Armii. 8 lipca żołnierze udali się do Kustycz[9] w celu przeprowadzenia dalszych pertraktacji z UPA-ińcami. „Genialnym” (ironia) pomysłem ZJR był wyjazd w pełnym umundurowaniu, ale bez zbrojnej obstawy. Miał to być wyraz czystych intencji i zaufania do drugiej strony.

Nieznane są szczegóły tego, co się działo w następnych dniach. Wiadomo jednak, że 9, 10 lub 11 lipca 1943 r. jeźdźcy UPA rzucili się w pościg za odjeżdżającą polską delegacją. Zygmunt Jan Rumel, Krzysztof Markiewicz i ich woźnica-przewodnik Witold Dobrowolski mieli zostać dognani, pojmani, skatowani i rozerwani końmi przez oszalałych banderowców. Ciała trzech zabitych Polaków miały spocząć w nieustalonym do dziś miejscu, najprawdopodobniej „w lasku na brzegu jeziora” (wersja Feliksa Budzisza) albo „na samotnym chutorze między Różynem a Turzyskiem” (wersja Anny Rumlowej)[10]. Zygmunt żył zaledwie 28 lat. Ten obiecujący poeta nie zdążył nawet wydać debiutanckiego tomiku wierszy. Utwory Rumla – niektóre w formie rękopisów – przetrwały wojnę dzięki matce, żonie i teściowej autora (ciekawostka: Janinę ocalił sprawiedliwy Ukrainiec, a Anna uczestniczyła w Powstaniu Warszawskim jako sanitariuszka). ZJR miał jedną córkę, ale zmarła ona przy narodzinach kilka dni przed męczeństwem ojca. Może to dlatego ostatni wiersz poety (z 5 lipca ‘43) nosi tytuł „Kołysanka”[11].

„Historio – kolędnico przeznaczenia pieśni –
Która Naród prowadzisz przez losu wierzeje
I smagasz jako kaci – złowrogo – złowieśni –
Strugą wichru – co żywych – kość i popiół wieje.
Dziś bicz twój smagający nad nami jest z tobą –
I jak ból naszych kości – cierpieniem nas smaga –
Ty stając na kurhanach pierś otwierasz grobom
I sądzisz jako prawda – karząca i naga.
Uczynków naszych wagę na szale układasz –
Ja – twoją obojętność poznaję – ty badasz”

Z.J. Rumel, 1942 – „Rok 1863” (frag.)
[cyt. za: „Nasza Rota. Kwartalnik dla środowisk
polskich i polonijnych w świecie”, nr 4/2008]

Desperacka misja poruczników Rumla i Markiewicza nie była bezsensownym samobójstwem. Chociaż nie zdołała zatrzymać okrutnej rzezi, przedłużyła życie mieszkańcom kilku polskich wiosek. Parlamentariusze umówili się bowiem z miejscową ludnością, że jeśli nie wrócą z Kustycz, to dwunastu śmiałków z Radowicz wymaszeruje do Zasmyk i zorganizuje tam antybanderowską samoobronę. Dzięki temu, że Zygmunt i Krzysztof zajęli czas dowództwu UPA, garstka Polaków zyskała możliwość ucieczki lub udziału w przygotowaniach do defensywy. Z grupy zbrojnej zawiązanej w Zasmykach powstał wkrótce oddział partyzancki „Gromada”. Ten zaś dał początek 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, której liczebność w marcu 1944 r. osiągnęła 6000 żołnierzy. Zygmunt Jan Rumel został zapamiętany jako prawdziwy bohater, który poświęcił własne istnienie, żeby ratować rodaków przed ukraińskim ludobójstwem. Wspominano go jako młodzieńca wesołego, życzliwego, łatwo zjednującego sobie ludzi. Wielu osobom zapadł w pamięć jego anielski wygląd – jasnoblond włosy, niebieskie oczy i szlachetne rysy twarzy.

W okresie PRL wdowa po ZJR opublikowała swoje wspomnienia wojenne zatytułowane „Wędrówki za Bug”. Ukazały się one w książce „Twierdzą nam będzie każdy próg. Kobiety ruchu ludowego w walce z hitlerowskim okupantem” (wybór i opracowanie: Maria Jędrzejec, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1970). Pierwsze wydanie twórczości Zygmunta Jana Rumla ujrzało światło dzienne w roku 1975. Duża w tym zasługa katolickiej poetki Anny Kamieńskiej, która stała się pośmiertnym mecenasem autora „Dwóch Matek”. Drugie wydanie wierszy ZJR wyszło w roku ‘78. Kolejne tomiki poezji Rumla drukowano już w III RP (2008 – nakład Stowarzyszenia Rodzin Osadników Wojskowych i Cywilnych Kresów Wschodnich, 2018 – nakład Państwowego Instytutu Wydawniczego). Rumel jest bohaterem dwóch książek biograficznych (Bożena Gorska – „Krzemieńczanin”, Warszawa 2008; Janusz Gmitruk – „Zygmunt Rumel. Żołnierz nieznany”, Warszawa 2009) i pełnometrażowego filmu dokumentalnego (Wincenty Ronisz – „Poeta nieznany”, TVP 2004). Uwieczniono go ponadto w dramacie kinowym „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego (2016)[12].

„Wieki miną nad nami – przyjdą nowi ludzie
Na swoją miarę mali – na swoją ogromni –
I rozorzą mogiły i kość wydrą grudzie
I albo ślad zamiotą – albo czcią pokłonni
Odmierzą sławie dumnej w marmurze pomniki –
Które ludzkość zadziwią. Przyjdą wichry nowe
Nowych dziejów zarania moce – Kolędniki –
A wonczas w owym szyku – ten tylko zostanie
Który mimo koleje – doskonali trwanie”

Z.J. Rumel, 1942 – „Rok 1863” (frag.)
[cyt. za: „Nasza Rota. Kwartalnik dla środowisk
polskich i polonijnych w świecie”, nr 4/2008]

Oba peerelowskie wydania poezji Zygmunta Jana Rumla wypuściła na rynek Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza. Zapomnianym poetą dwudziestolecia międzywojennego i II wojny światowej zainteresował się sam Jarosław Iwaszkiewicz, który tak skomentował los przedwcześnie zmarłego liryka: „Był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem” (cyt. za: Halina Świrska, „Syn dwóch Matek – rzecz o Zygmuncie Janie Rumlu”, Anti-defamation.pl/redutanews). Trudno o lepsze podsumowanie życia i twórczości niedocenionego… albo umyślnie wymazanego z kart historii… „Baczyńskiego Kresów”. Czas wydostać Rumla z zabójczej otchłani niepamięci. Czas złamać zmowę milczenia panującą wokół wołyńskich herosów i męczenników.

Natalia Julia Nowak,
01.04. – 27.05. 2018 r.

PS 1. Anna Rumlowa długo nie mogła się pogodzić ze śmiercią męża. Całymi latami czekała na Zygmunta, święcie przekonana, że kiedyś wróci on ze swojej ryzykownej wyprawy dyplomatycznej. Nie dopuszczała do siebie myśli, że ten młody, energiczny, obdarzony poczuciem humoru człowiek mógł po prostu zginąć. Kobieta nigdy już nie poślubiła żadnego mężczyzny. Wolała pozostać wierna pamięci „tego jedynego”.

PS 2. Nazwiskiem Zygmunta Jana Rumla ochrzczono jedną z ulic w Gdańsku, a także skwer w dużej dolnośląskiej wsi Ruszów. ZJR jest patronem Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Praga-Południe m.st Warszawy (od 2011 r.) i Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej w Prochowicach (od 2017 r.). W marcu ‘17 polscy ludowcy spod znaku PSL powołali do życia Forum Myśli Społecznej im. Zygmunta Jana Rumla. Piotr Zgorzelski, prezes owego gremium, oświadczył na blogu „Z dziejów ruchu ludowego” w serwisie Salon24: „Dziś w naszym kraju znów są ludzie którzy chcą dzielić, którzy stawiają jednych naprzeciwko drugich, którzy zmuszają do wyboru strony, bo żywią się konfliktem. (…) My chcemy się dzielić swoimi poglądami, a nie dzielić ludzi. Chcemy wysłuchiwać racji innych i wypracowywać porozumienie oraz tworzyć dialog. (…) Tylko wymiana poglądów, tylko otwarcie się na drugiego człowieka, wysłuchanie go i przestawienie [pisownia oryginalna – przypis NJN] własnych racji, buduje mosty. Ruch ludowy zawsze budował mosty, a nie mury” (Salon24.pl/u/ruchludowy/). Typowo „koniczynkowa” mowa-trawa. Zero konkretów, 100% populizmu, elastyczność koalicyjna i totalnoopozycyjne zacietrzewienie.

PRZYPISY

[1] Poezje Janiny Rumlowej ukazywały się w dwumiesięczniku „Osadnik. Organ Centralnego Związku Osadników Wojskowych” oraz na łamach „Drogi Pracy” – dodatku do „Życia Krzemienieckiego”. Ten drugi periodyk, wychodzący od roku 1937, był głosem Zrzeszenia Byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego. W latach 1937-1938 na czele komitetu redakcyjnego „Drogi…” stał Zygmunt Jan Rumel, który widocznie nie wahał się promować twórczości swojej mamy.

[2] „Krahelska Krystyna, pseud. Danuta, ur. 24 III 1914, Mazurki k. Baranowicz, zm. 2 VIII 1944, Warszawa, poetka; podczas okupacji niem. w ZWZ-AK; w liryce osobistej i krajobrazowej nawiązywała do folkloru białoruskiego; autorka popularnych okupacyjnych piosenek żołnierskich (‘Hej, chłopcy, bagnet na broń’, z własną melodią); pozowała L. Nitschowej do pomnika Syreny w Warszawie (1939); zginęła w powstaniu warsz.; ‘Wiersze’ (1978)” (źródło: Encyklopedia.pwn.pl).

[3] „Hermaszewski Mirosław, ur. 15 IX 1941, Lipniki k. Równego, kosmonauta, pilot myśliwski (klasy mistrzowskiej), generał; członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Uczestników Lotów Kosmicznych; dowódca pułku myśliwców przechwytujących MiG 21 we Wrocławiu; 1988-91 komendant Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie, 1991-92 zastępca dowódcy Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej, 1992-95 szef bezpieczeństwa lotów tamże, 1995-98 inspektor ds. Sił Powietrznych w Sztabie Generalnym WP; 27 VI – 5 VII 1978 jako pierwszy i jedyny Polak odbył (wraz z P.I. Klimukiem) lot kosmiczny na statku Sojuz 30 i stacji orbitalnej Salut 6; w locie tym zrealizowano bogaty program naukowy z zakresu medycyny, geofizyki, technologii materiałowej” (źródło: Encyklopedia.pwn.pl).

[4] Spotykana jest też pisownia nazwiska: „Józewski”.

[5] Więcej na ten temat w aneksie dołączonym do niniejszego artykułu.

[6] „Czarne literki w taśmach mitraliez,/ Odbite rzędem na lustra stronic./ Głuche jest tętno tajnej drukarni –/ Zmęczonej dłoni palący płomień./ Czterech?… Czy cienie?… Liczy maszyna!/ Podwyższyć nakład! Dziesięć tysięcy!/ Cztery są serca – lecz imion nie ma,/ Może je kiedyś pamięć wydźwięczy./ Czarne literki w stalowym rzędzie…/ Czterech?… Czy jutro?… Godzina szósta!…/ Dziesięć tysięcy maszyna przędzie/ Czarnych literek na białych lustrach./ Czy jutro?… Jutro!… A może dzisiaj/ Buchnie nad miasto płomień jak salwa!/ Czarne literki piaskiem przysypie…/ Nitką czerwoną ziemię ubarwi…” (cyt. za: „Nasza Rota. Kwartalnik dla środowisk polskich i polonijnych w świecie”, nr 4/2008).

[7] Niektóre źródła podają, że Staff powiedział tak do matki Rumla, co również brzmi prawdopodobnie (zważywszy na fakt, iż była ona doświadczoną poetką po debiucie prasowym). „Niech pani chroni tego chłopca…” – w takiej formie spopularyzowała ten cytat Anna Kamieńska, która w latach 70. XX wieku doprowadziła do wydania dwóch pośmiertnych tomików wierszy dzielnego Kresowianina.

[8] O niebezpiecznym, a zarazem ekscytującym pokonywaniu granicy „niemiecko-niemieckiej” traktuje wiersz „Przewodnica” Zygmunta Jana Rumla. „Zakukała kukułeczka zozula/ szarym świtem przez zielony liść,/ dzięcioł czarny po korze zaturlał –/ możesz iść – możesz iść – możesz iść…/ (…) Zakukała, zakukała mi znowu…/ przeszli, znikli – teraz idź – prowadź Bóg!/ Kukułeczko, zozuleńko, bądź zdrowa –/ moja rzeka już tu jest – chłodny Bug” (cyt. za: Rumel.bppragapd.pl).

[9] Kustycze leżały w przedwojennej gminie Turzysk będącej częścią powiatu kowelskiego. Świniarzyny – w gminie Kupiczów, także w powiecie kowelskim. Kowel to spore miasto położone na zachodnim Wołyniu, a dokładniej – na Nizinie Poleskiej sąsiadującej z Ziemią Chełmską. Miejscowość (trzecia pod względem wielkości w województwie wołyńskim II RP) została wzniesiona nad rzeką Turią (stanowiącą prawy dopływ Prypeci, która z kolei wpływa do 2285-kilometrowego Dniepru). Dzieje Kowla są bardzo długie, sięgają czasów Księstwa Halicko-Wołyńskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Od 1991 r. miasto wchodzi w skład niepodległej Ukrainy. W roku 2010 honorowym obywatelem Kowla ogłoszono Stepana Banderę (1909-1959). Miejscowość utrzymuje jednak partnerskie stosunki z polskim Chełmem. Wydaje się to dosyć dziwne, jako że chełmianie odważnie kultywują pamięć o ofiarach banderowskich zbrodni. Zbudowali oni nawet pomnik zwany Pietą Wołyńską i organizują przed nim uroczystości ku czci pomordowanych Kresowian.

[10] Przytoczone słowa F. Budzisza i A. Rumlowej zaczerpnęłam z obszernego opracowania Jana Antoniego Paszkiewicza („Po matce poeta, po ojcu żołnierz. Zygmunt Jan Rumel”, Chelm.lscdn.pl).

[11] Utwór ten pod każdym względem przypomina łagodną piosenkę dla najmłodszych. Oto dwie ostatnie zwrotki: „Kołysanka, kołysanka,/ W kolebeczce Maj,/ Pije życie z rosy dzbanka,/ Otulony w gaj./ Kołysanka, kołysanka,/ Kolebeczka z mgły,/ Świt jaśnieje u poranka/ I rozwija sny” (cyt. za: Rumel.bppragapd.pl). Podejrzewam, że Zygmunt ułożył „Kołysankę” w związku z zaplanowanym porodem swojej małżonki. Nie mógł wszak przewidzieć, iż dziecko udusi się pępowiną podczas przychodzenia na świat.

[12] „Jedną z najbardziej szokującej [pisownia oryginalna – przypis NJN] scen filmu ‘Wołyń’ jest ta, która ukazuje straszliwy mord dokonany przez banderowców na polskim parlamentariuszu. W filmie występuje on jako Zygmunt Krzemieniecki i nosi mundur kapitana Armii Krajowej. Jest to postać historyczna, z tym, że w rzeczywistości nazywał [się – przypis NJN] Zygmunt Jan Rumel i był w randze porucznika Batalionów Chłopskich” (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, „‘Wołyński Baczyński’ rozerwany końmi”, Rmf24.pl).

ANEKS

Okoliczności śmierci Zuzanny Ginczanki (Sary Poliny Gincburżanki, urodzonej 22 marca 1917 r. w Kijowie) nie zostały jeszcze do końca wyjaśnione. Wiadomo, że Niemcy rozstrzelali poetkę, ale data i miejsce tego wydarzenia wciąż czekają na doprecyzowanie. Według części historyków, naziści zastrzelili Zuzannę jesienią 1944 r. w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich. Zdaniem innych – odebrali jej życie wiosną ‘44 w KL Plaszow (niemieckim obozie koncentracyjnym, który operował na terenie Płaszowa w Mieście Królów Polskich). Gdyby potwierdziła się informacja, że Ginczanka przeszła przez więzienie Montelupich, sugerowałoby to polityczny lub polityczno-rasistowski charakter jej egzekucji. W polskojęzycznej Wikipedii czytamy: „Podczas II wojny światowej w budynku na Montelupich znajdowało się hitlerowskie więzienie policyjne podlegające Gestapo. (…) Przetrzymywano tu m.in. profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, aresztowanych podczas wymierzonej przeciwko polskiej inteligencji akcji Sonderaktion Krakau. (…) Większość aresztowanych, po ciężkich przesłuchaniach, wywożono do obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau i Plaszow”. Za co, oprócz pochodzenia etnicznego, Niemcy mieliby prześladować koleżankę Rumla? Wikipedia odnotowuje: „17 września 1940 roku [Ginczanka – przypis NJN] wstąpiła do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy. Publikowała swoje i tłumaczone na język polski wiersze innych autorów w ‘Nowych Widnokręgach’ oraz w ‘Almanachu Literackim’. Po zajęciu Lwowa przez hitlerowskie Niemcy w czerwcu 1941 roku ukrywała się w tym mieście do 1943 roku. (…) Po tym jak udało jej się uciec, zaczęła się ukrywać od roku 1943 wraz z mężem w Krakowie”. Teraz już wszystko jasne. Naziści mogli postrzegać Zuzannę nie tylko jako Żydówkę, lecz także jako sowiecką komunistkę.

Lwowski periodyk „Nowe Widnokręgi” był oficjalnym organem prasowym Związku Pisarzy ZSRR, a następnie gadzinówką prosowieckiego, antylondyńskiego Związku Patriotów Polskich. Na łamach pisma publikowali między innymi: Julian Przyboś, Adam Ważyk, Mieczysław Jastrun, Tadeusz Peiper, Tadeusz Boy-Żeleński, Stanisław Jerzy Lec, Jerzy Putrament, Jerzy Borejsza (Beniamin Goldberg – brat ubeckiego sadysty Józefa/Jacka Goldberga-Różańskiego) i Julia Brystiger (Brystygierowa – „Krwawa Luna”). W 1943 r. redaktorem naczelnym „Nowych Widnokręgów” została Wanda Wasilewska, domniemana kochanka Józefa Stalina i późniejsza wiceprzewodnicząca PKWN. Ciekawi mnie, co Zuzanna Ginczanka robiłaby w latach 1945-1956, gdyby jakimś cudem przeżyła okupację niemiecką. Urocza przedstawicielka witalizmu była nazywana „Tuwimem w spódnicy”, a przecież „Tuwim w spodniach” słał wiernopoddańcze listy do Józefa/Jacka Goldberga-Różańskiego. Umieszczał w nich zwierzenia typu: „W panu widzę mściciela mojej matki” (cyt. za: Barbara Fijałkowska, „Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce”, Olsztyn 1995). Naturalnie, jest też możliwe, że Ginczanka poszłaby zupełnie inną drogą niż jej skamandrycki mentor. Miała wszak w rodzinie drobny epizod antykomunistyczny. Otóż rodzice autorki, rosyjscy Żydzi, wyemigrowali z Kijowa do Równego tuż po wybuchu rewolucji październikowej. Trudno tutaj mówić o stereotypowej „żydokomunie”.

WYKAZ ŹRÓDEŁ

I. Publikacje elektroniczne:

1. Anna Kamieńska – „Poeta nieznany” [wstęp do książki „Zygmunt Jan Rumel – Poezje Wybrane” (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1978), kopia w serwisie Wołyń Naszych Przodków, Nawolyniu.pl]
2. Anatol F. Sulik – „Zygmunt Rumel – poeta nieznany” [Stowarzyszenie Solidarni 2010, Solidarni2010.pl]
3. Feliks Budzisz – „Zygmunt Jan Rumel – żołnierz, poeta, syn osadnika” [Stowarzyszenie Rodzin Osadników Wojskowych i Cywilnych Kresów Wschodnich, Osadnicy.org]
4. Jan Antoni Paszkiewicz – „Po matce poeta, po ojcu żołnierz. Zygmunt Jan Rumel” [Lubelskie Samorządowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli (oddział chełmski), Chelm.lscdn.pl]
5. Halina Świrska – „Syn dwóch Matek – rzecz o Zygmuncie Janie Rumlu” [Reduta Dobrego Imienia, Magazyn Reduta Online, Anti-defamation.pl/redutanews]
6. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – „‘Wołyński Baczyński’ rozerwany końmi” [RMF FM – Radio Muzyka Fakty, Rmf24.pl]
7. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – „Polecam wydane po raz pierwszy wiersze Zygmunta Rumla z Wołynia” [prywatny blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, Isakowicz.pl]
8. Krzysztof Wojciechowski – „Zygmunt Jan Rumel – nieszczęsny poeta” [portal Kresy.pl]
9. Paweł Brojek – „Ppor. Zygmunt Rumel – żołnierz-poeta zamordowany przez UPA” [portal Prawy.pl, kopia z Kresy.pl]
10. Robert Plebaniak – „Zygmunt Jan Rumel, poeta-żołnierz-ludowiec” [blog „Z dziejów ruchu ludowego”, Salon24.pl/u/ruchludowy/]
11. Piotr Zgorzelski – „Dlaczego Zygmunt Jan Rumel?” [blog „Z dziejów ruchu ludowego”, Salon24.pl/u/ruchludowy/]
12. Anna Małgorzata Budzińska – „Pisarze kresowi cz. V – grupa poetycka Wołyń” [Kresowy Serwis Informacyjny, Ksi.btx.pl]
13. Bogusław Szarwiło – „Kresowe ‘Ojcze Nasz’” [portal Wolyn.org]
14. Zbigniew Zaborowski – „73. rocznica męczeńskiej śmierci Zygmunta Rumla” [przemówienie wygłoszone w Chełmie na placu przed pomnikiem ofiar zbrodni wołyńskiej, Stowarzyszenie „Pamięć i Nadzieja”, Pamiec-nadzieja.org.pl]
15. Ewa Kaniewska – „Wspomnienie w 20. rocznicę śmierci” [artykuł ze stołecznej „Gazety Wyborczej” (nr 300/2009), kopia w serwisie Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego, E-teatr.pl]
16. Anna Alwast – „Liceum Krzemienieckie” [Goniec – Tygodnik Polonijny w Kanadzie, Goniec.net]
17. Izabela Wyszowska, Tadeusz Jędrysiak – „Ukraina. Szlakiem słynnych twierdz obronnych dawnych Kresów Wschodnich (Kamieniec Podolski – Okopy Świętej Trójcy – Chocim – Zbaraż – Krzemieniec)” [Turystyka Kulturowa – Portal Popularyzacyjny, Turystykakulturowa.eu]
18. Grzegorz Mazur – „Polskie Państwo Podziemne na terenach południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945” [Polish Institute in Kyiv, Polinst.kyiv.ua]
19. Jan Matkowski – „Henryk Józefski – wróg prorosyjskiej endecji na Wołyniu” [Jagiellonia – Portal Międzymorza, kwartalnik „Głos Polonii”, Jagiellonia.org]
20. Małgorzata Olszewska – „Zuzanna Ginczanka” [serwis kulturalny Instytutu Adama Mickiewicza, Culture.pl]
21. Mikołaj Gliński – „Sana, Saneczka, Gina – piękno i piętno Zuzanny Ginczanki” [serwis kulturalny Instytutu Adama Mickiewicza, Culture.pl]
22. Agata Araszkiewicz – „Dwa wiersze Ginczanki” [magazyn „Nowa Orgia Myśli”, Nowaorgiamysli.pl]
23. „Biografia” [Biblioteka Publiczna im. Zygmunta Jana Rumla w Dzielnicy Praga-Południe m. st. Warszawy, Rumel.bppragapd.pl]
24. „Zygmunt Jan Rumel” [Internetowy Polski Słownik Biograficzny, Narodowy Instytut Audiowizualny, Ipsb.nina.gov.pl]
25. „Zygmunt Jan Rumel” [Y-Elita PL, Yelita.pl]
26. „Zygmunt Jan Rumel, poeta ‘źle obecny’” [dziennik „Rzeczpospolita”, Rp.pl]
27. „Baczyński Kresów – Zygmunt Jan Rumel” [serwis informacyjny Polskiego Radia, Polskieradio.pl]
28. „Zygmunt Rumel – Baczyński Wołynia” [serwis informacyjny Polskiego Radia, Polskieradio.pl]
29. „Uroczystości upamiętniające ofiary Rzezi Wołyńskiej” [serwis informacyjny Polskiego Radia, Polskieradio.pl]
30. „Marsz Pamięci Rzezi Wołyńskiej w Chełmie” [Narodowe Siły Zbrojne, Nsz.com.pl]
31. „Rumel Zygmunt Jan (1915-1943)” [Wołyń – Pamiątki Polskich Czasów, Wolhynia.pl]
32. „Wiersze Zygmunta Jana Rumla zebrane po raz pierwszy” [O.pl – Polski Portal Kultury, News.o.pl]
33. „Wiersze zebrane Zygmunta Jana Rumela” [Silesius – Wrocławska Nagroda Poetycka, Silesius.wroclaw.pl]
34. „Portret z wierszy i pamięci – Grupa Poetycka ‘Wołyń’” [Wrocław 2016 – Europejska Stolica Kultury, Wroclaw2016.pl]
35. „Męczennik Wołynia patronem prochowickiej biblioteki” [portal E-legnickie.pl]
36. „Poeta z Kresów patronem prochowickiej biblioteki” [Lca.pl – Twój Portal Internetowy, „Gazeta Legnicka”, Fakty.lca.pl]
37. „Muzeum Juliusza Słowackiego” [Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, Mjsk.te.ua/pl/muzeum]
38. Poezje Zygmunta Jana Rumla dostępne online [Nawolyniu.pl/wiersze, Rumel.bppragapd.pl]
39. Hasła w wirtualnej Encyklopedii PWN: „Krahelska Krystyna”, „Hermaszewski Mirosław” [Encyklopedia.pwn.pl]
40. Hasła w polskojęzycznej Wikipedii: „Zygmunt Rumel”, „Okręg Wołyń BCh”, „Bataliony Chłopskie”, „Stronnictwo Ludowe ‘Roch’”, „Centralne Kierownictwo Ruchu Ludowego”, „Kazimierz Banach”, „23 Pułk Artylerii Lekkiej (II RP)”, „27 Wołyńska Dywizja Piechoty”, „Henryk Józewski”, „Taras Szewczenko”, „Stepan Bandera”, „Rzeź wołyńska”, „Komisariat Rzeszy Ukraina”, „Zuzanna Ginczanka”, „Więzienie Montelupich”, „Plaszow”, „Płaszów”, „Nowe Widnokręgi”, „Związek Patriotów Polskich”, „Wanda Wasilewska”, „Jerzy Borejsza”, „Julia Brystiger”, „Julian Tuwim”, „Juliusz Słowacki”, „Cyprian Kamil Norwid”, „Krzysztof Kamil Baczyński”, „Leopold Staff”, „Jarosław Iwaszkiewicz”, „Józef Czechowicz”, „Czesław Janczarski”, „Krystyna Krahelska”, „Anna Kamieńska”, „Mirosław Hermaszewski”, „Chełm”, „Kijów”, „Równe”, „Turzysk”, „Kupiczów”, „Kowel”, „Krzemieniec (miasto)”, „Ruszów (województwo dolnośląskie)”, „Bug”, „Dniepr”, „Prypeć (rzeka)”, „Turia (rzeka na Ukrainie)” [Pl.wikipedia.org]

II. Publikacje drukowane:

1. Bożena Gorska – „‘Może tylko zostanę imieniem…’ (O Zygmuncie Janie Rumlu)” [„Nasza Rota. Kwartalnik dla środowisk polskich i polonijnych w świecie”, nr 2/2008, ISSN 1733-0556]
2. Bożena Gorska – „Zapomniany poeta Zygmunt Jan Rumel” [„Nasza Rota. Kwartalnik dla środowisk polskich i polonijnych w świecie”, nr 4/2008, ISSN 1733-0556]
3. Poezje Zygmunta Jana Rumla [„Nasza Rota. Kwartalnik dla środowisk polskich i polonijnych w świecie” (numery 2/2008 i 4/2008, ISSN 1733-0556)]
4. Marek A. Koprowski – „Kresy w II Rzeczpospolitej” [Warszawa 2012, ISBN 978-83-7845-155-6]
5. Barbara Fijałkowska – „Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce” [Olsztyn 1995, ISBN 83-85513-49-3]

III. Materiały audialne i audiowizualne:

1. „Poeta jednego tomu – Zygmunt Rumel” [Polskie Radio 1976, Ipsb.nina.gov.pl]
2. „Zygmunt Jan Rumel – poeta i żołnierz” [Polskie Radio 2012, Polskieradio.pl]
3. „Baczyński Kresów – Zygmunt Jan Rumel” [Polskie Radio 2013, Polskieradio.pl]
4. „Poeta nieznany” [film dokumentalny Wincentego Ronisza, Telewizja Polska 2004, Vod.tvp.pl]
5. „‘Spowiedź Zygmunta Rumla’ – sł. muz. wyk. Dariusz Grzybkowski” [Youtube.com/user/KlubGPostrow]
6. „Wojciech Smarzowski ‘Wołyń’ (2016) – scene” [Youtube.com/user/MaurRaban]

 

Limanowska „Inka” oraz jej koledzy z BCh-LSB i AK

„Nie chcemy sierpów ani młotów
i obrzydł nam germański wróg.
Na pomstę mamy dziś ochotę,
za Polskę spłacić krwawy dług.

Myśmy rebelianci,
polscy partyzanci.
Poszliśmy w las,
bo nadszedł czas,
bo nadszedł czas”

De Press – „Myśmy Rebelianci”
(„Myśmy Rebelianci. Piosenki Żołnierzy Wyklętych”,
Muzeum Powstania Warszawskiego 2009)

Sanitariuszka z powołania

Genowefa Kroczek przyszła na świat 14 czerwca 1919 r. w Przyszowej (gmina Łukowica leżąca w Małopolsce, między Limanową a Nowym Sączem). Pochodziła z zamożnej i oświeconej rodziny chłopskiej, która angażowała się w działalność ruchu ludowego, a swoim dzieciom pragnęła zapewnić jak najlepsze wykształcenie. Syn państwa Kroczków, starszy brat Geni, został zawodowym dentystą. Sama Kroczkówna również miała aspiracje związane z medycyną: planowała zostać lekarką lub pielęgniarką. Według różnych źródeł, dziewczyna ukończyła gimnazjum albo szkołę pielęgniarską. Legitymowała się świadectwem dojrzałości i mogła pójść na studia. Wybuch II wojny światowej spowodował, że otrzymała ona szansę, aby spróbować swoich sił jako osoba ratująca rannych i chorych. Genowefa, przedwojenna członkini Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”, stanęła bowiem na czele powiatowego (limanowskiego) Zielonego Krzyża[1]. Pod tą nazwą krył się wydział sanitarny Ludowego Związku Kobiet, jednej z cywilnych przybudówek do Batalionów Chłopskich[2].

Koordynatorka i instruktorka

Kroczek, jako wysoko postawiona działaczka LZK-ZK, organizowała w podległych sobie wioskach (np. w Młyńczyskach, Wilczyskach i Kiczni) konspiracyjne szpitale. Placówki te – do których udało się przyciągnąć prawdziwych lekarzy – udzieliły pomocy kilkudziesięciu potrzebującym ludziom. Wśród nich było dwudziestu pięciu partyzantów BCh, ale też czterech żołnierzy sowieckich, co dowodzi, że ludowcy współpracowali z Armią Czerwoną przy wyzwalaniu polskich ziem spod okupacji niemieckiej. W lazaretach zakładanych przez Genowefę radzono sobie z takimi problemami, jak złamania kości, rany postrzałowe czy trudne przypadki zapalenia płuc. Na tym jednak aktywność Kroczkówny się nie kończyła. Zdolna Genia prowadziła także ożywioną działalność edukacyjną. Przede wszystkim, szkoliła pielęgniarki i sanitariuszki (łącznie było to kilkadziesiąt kursantek, spośród których część trafiła później do plutonów BCh). Niosła również oświatę ludności wiejskiej, propagując zasady higieny oraz podnosząc świadomość chłopów dotyczącą tyfusu i czerwonki.

LSB „Opór”

Genowefa Kroczek posługiwała się w konspiracji pseudonimem „Lotte” (aczkolwiek była też znana jako „Lotka” i „Lutka”). Owo przybrane imię stanowiło hołd dla pewnej niemieckiej wolontariuszki, która w ramach działalności dobroczynnej odwiedziła szpital psychiatryczny i została zamordowana przez któregoś z tamtejszych pacjentów. Gdy Kroczkówna obierała ten obcobrzmiący pseudonim, nie przypuszczała jeszcze, że w przyszłości sama zginie z ręki swojego byłego podopiecznego. Ale o tym później. Podczas II wojny światowej Genia była nie tylko komendantką lokalnego Zielonego Krzyża, lecz także szefową sekcji sanitarnej oddziału Ludowej Straży Bezpieczeństwa „Opór” (pod szyldem LSB funkcjonowały liczne jednostki Batalionów Chłopskich, które w 1943 r. odmówiły scalenia z Armią Krajową[3]). Grupą „Opór” dowodził Wojciech Dębski „Bicz” pochodzący ze Starej Wsi na Limanowszczyźnie. Temu wybitnemu „leśnemu” zawdzięczamy wiele udanych akcji, np. rozbrojenie czterdziestoosobowego oddziału Niemców w Podegrodziu (Nowosądeckie).

Ubecy Wyklęci

Dalsze losy Ludowej Straży Bezpieczeństwa „Opór” potoczyły się dość dziwnie. W roku 1945, gdy wielu polskich żołnierzy podejmowało decyzję o kontynuacji walki zbrojnej (tym razem z nowym okupantem – Sowietami i ich polskojęzycznymi, komunistycznymi marionetkami), większość partyzantów „Oporu” zasiliła szeregi Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Niektórzy ludowcy, jak choćby Tadeusz Lecyń „Czapka”, polubili swoją pracę i zaakceptowali stalinowski totalitaryzm. Inni jednak czuli się w nowej roli tak źle, że potajemnie nawiązali współpracę z niepodległościowym podziemiem antykomunistycznym. Do zaszczytnego grona sabotażystów, wartowników UB, należeli Wojciech Dębski „Bicz” i jego konspiracyjny zastępca Teofil Górka „Dywan”, prywatnie narzeczony Genowefy Kroczek. Czyżby od początku chcieli oni infiltrować czerwony aparat represji[4]? Jedno jest pewne: „Bicz” i „Dywan” utrzymywali kontakt z aktywnymi oddziałami Armii Krajowej. Starali się również pracować w taki sposób, żeby nie utrudniać życia tym antyreżimowym grupom.

Rozbicie aresztu w Limanowej

O nielojalności Dębskiego, Górki i innych chłopaków z BCh doskonale wiedziało kierownictwo limanowskiego PUBP. Weterani LSB „Opór” nie zawsze potrafili bowiem zatuszować takie drobiazgi, jak ukrywanie akowskiej broni czy przemycanie grypsów od uwięzionych Żołnierzy Wyklętych. Przełożeni „Bicza” i „Dywana” – ideowi peperowcy z Niska na Podkarpaciu – rozważali nawet możliwość zwolnienia delikwentów z pracy. 17 kwietnia 1945 r. oddział AK pod dowództwem Jana Wąchały „Łazika” bez jednego wystrzału rozbił ubecki areszt w Limanowej, uwalniając czternaścioro więźniów politycznych. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie świadoma współpraca plutonu wartowniczego o bechowskim rodowodzie. Teofil Górka „Dywan”, Antoni Mruk „Guzik” i Franciszek Miśkowiec „Wacek” (uprzedzeni o planowanym szturmie) dobrowolnie wpuścili Niezłomnych na teren więzienia. Kiedy akowcy zaatakowali piętro budynku, wywiązała się okrutna strzelanina. „Guzik” i „Wacek” stracili w niej życie, a dyrektor UB, jego żona i jeden z funkcjonariuszy ponieśli rany.

Skatowany na śmierć

Nazajutrz bezpieka aresztowała Wojciecha Dębskiego „Bicza”. Komuniści uznali, że chociaż nie brał on udziału w operacji partyzanckiej Jana Wąchały „Łazika”, to jednak jest odpowiedzialny za niesubordynację ubeków wywodzących się z Ludowej Straży Bezpieczeństwa „Opór”. Mimo iż mężczyzna miał za sobą krótkotrwałą służbę w PUBP, zatłuczono go kijami jak zwykłego aresztanta (czy zrobiono to umyślnie, czy też zgon ofiary nastąpił wskutek zbyt intensywnego przesłuchania?). Tak zginął Wojciech Dębski „Bicz”, uczestnik wojny obronnej 1939 roku, znakomity „leśny” z czasów okupacji hitlerowskiej. Jego zwłoki, podobnie jak szczątki „Guzika” i „Wacka”, zostały barbarzyńsko wrzucone do szamba na terenie lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa[5]. Dopiero po odwilży gomułkowskiej, w roku 1957, rodziny Dębskiego, Mruka i Miśkowca zdołały zmusić PZPR do wydania zgody na ekshumację i godny pochówek sponiewieranych kombatantów BCh. Trzej przyjaciele Żołnierzy Wyklętych zostali pogrzebani na cmentarzu rzymskokatolickim w Limanowej.

Oddział antykomunistyczny

Nieposłuszni wartownicy, którzy wiosną 1945 r. pozwolili intruzom przekroczyć drzwi PUBP, w większości dołączyli do uciekających więźniów. Grupa dezerterów z Teofilem Górką na czele przekształciła się wkrótce w partyzancki oddział antykomunistyczny. Zmartwychwstanie „Dywana” jako człowieka „żyjącego prawem wilka”[6] sprawiło, że do akcji wróciła również jego ukochana, Genia Kroczkówna „Lotte”. Niestety, dziewczyna trafiła niebawem w szpony ubecji, która zamierzała z niej uczynić kartę przetargową w demonicznej grze z Górką. O tym, jak ważna jest „Lotte” dla „Dywana”, wiedziano dzięki donosom Tadeusza Lecynia „Czapki” – eksbechowca, który autentycznie przeszedł na stronę bolszewii. 9 maja 1945 r. drużyna „Dywana” bezkrwawo odbiła młodą sanitariuszkę i dwanaście innych osób. Dokonała tego dzięki garstce pozostałych w bezpiece dywersantów, którzy po prostu przekazali Niezłomnym klucze do więziennych cel. A dlaczego stalinowcy niczego nie zauważyli? Bo akurat opijali z czerwonoarmistami upadek nazistowskich Niemiec[7].

Strzał w głowę

Kondycja psychofizyczna, w jakiej znajdowała się Genowefa Kroczek po opuszczeniu ubeckich kazamatów, była nie do pozazdroszczenia. Panna „Lotte”, niegdysiejsza wspomożycielka ofiar wojny, teraz sama potrzebowała opieki medycznej. Wybawiciele zastali ją mocno poturbowaną oraz dotkniętą faktem, że przetrzymywano ją w jednej celi z Niemkami i folksdojczkami. Początkowo „leśni” ukryli Genię w którymś z zaufanych gospodarstw w Mordarce, później jednak Górka przeniósł ją do specjalnej kryjówki pod Modyniem. 14 maja 1945 r. cały oddział rozpoczął przygotowania do kolejnej relokacji, ale przeszkodziła mu w tym zadaniu niespodziewana obława UB. Spanikowani partyzanci rzucili się do ucieczki, na co agresorzy zareagowali serią z broni maszynowej. Kroczkówna została postrzelona w nogę. Do cierpiącej sanitariuszki podszedł jej dawny pacjent, Tadeusz Lecyń „Czapka”, i zapytał o miejsce pobytu „Dywana”. Dziewczyna „odpowiedziała, że nie wie, a jakby wiedziała, to i tak by nie powiedziała”[8]. Zirytowany zdrajca dobił ją strzałem w głowę.

Egzekucja mordercy

Ciało Genowefy przez wiele godzin leżało na świeżym powietrzu, pod gołym niebem. Usunięciem zwłok zajęli się dopiero podwładni Teofila Górki „Dywana”, którzy przystąpili do tych czynności, gdy okolica wydała im się w miarę bezpieczna. Pogrzeb bohaterki miał miejsce na cmentarzu parafialnym w Przyszowej. Śmierć zasłużonej sanitariuszki nie mogła ujść „Czapce” na sucho. Po dwóch nieudanych próbach zlikwidowania bandyty misję pomszczenia Kroczkówny powierzono Marianowi Mordarskiemu ps. „Orzeł” i Janowi Millanowi ps. „Pantera”. 19 czerwca 1945 r. obaj akowcy, którzy uważnie obserwowali ubeków Tadeusza Lecynia i Antoniego Zonia, weszli za śledzonymi do jednej z małopolskich restauracji (Limanowa, Rynek). Tam, w lokalu gastronomicznym Kazimierza Florka, ostatecznie rozprawili się z zabójcą „Lotte”. Kilka lat później Mordarski wrócił do cywila i… zrobił wspaniałą karierę jako mikrobiolog[9]. Już w 1950 r. zaoferowano mu posadę asystenta na Akademii Medycznej we Wrocławiu. Potem pozwalano mu odwiedzać kraje Zachodu.

III Rzeczpospolita

Na cmentarzu w Limanowej, niedaleko grobów „Bicza”, „Guzika” i „Wacka”, wisiała kiedyś tablica pamiątkowa gloryfikująca ubeków (m.in. „Czapkę”) i milicjantów zabitych w walkach z Żołnierzami Wyklętymi. W 2014 r. anonimowy antykomunista zamalował ją czerwoną farbą i namalował na niej znak Polski Walczącej. Opisane wydarzenie przypomniało Instytutowi Pamięci Narodowej i Małopolskiemu Urzędowi Wojewódzkiemu o istnieniu tego haniebnego reliktu PRL. Gdy podjęto decyzję o demontażu płyty, krakowscy ipeenowcy wyruszyli na prowincję w celu wykonania powierzonego im zadania. Jakże wielkie było ich zdumienie, kiedy odkryli, że kotwica PW została starannie zmyta, a przed samą tablicą pojawiły się znicze oraz świeże kwiaty! Akcja dekomunizacyjna przebiegła jednak bez zakłóceń. Genowefa Kroczek „Lotte” długo pozostawała bohaterką zapomnianą. Szczęśliwie, zaczęło się to zmieniać dzięki uczniom Gimnazjum nr 2 w Nowym Sączu (2016-2017). Młodzież odnalazła mogiłę sanitariuszki i zachęciła samorządowców do popularyzacji tej pięknej postaci.

Narzeczony Kroczkówny

Teofil Górka „Dywan” urodził się 8 sierpnia 1923 r. w Siekierczynie koło Limanowej. Należał do Stronnictwa Ludowego, podobno dysponował własnym gospodarstwem rolnym. Utworzony przez niego oddział partyzancki nie miał na koncie zbyt wielu sukcesów. Gdy latem 1945 r. grupa Górki została rozbita przez limanowską bezpiekę, skonsternowany dowódca nie do końca „zachował się jak trzeba”[10]. Młodzieniec, wspierany przez swoją rodzinę, zdołał wybłagać PUBP o jeszcze jedną szansę. W zamian za obietnicę przebaczenia ujawnił resztę swojej drużyny i oddał komunistom część zgromadzonej broni palnej. Aparat represji, który widocznie uwierzył w skruchę „Dywana”, uczynił go komendantem posterunku MO w Łukowicy. Po pewnym czasie okazało się jednak, że ów „powrót syna marnotrawnego”[11] był fałszywy. Teofil nawiązał bowiem współpracę z samoobroną AK Zygmunta Wawrzuty „Śmiałego”. W roku 1946 Górka został ostatecznie wydalony ze służby, a trzy lata później – aresztowany. 4 czerwca 1951 r. usłyszał wyrok czterech lat pozbawienia wolności.

„Łazik”, „Ogień” i „Ośka”

Jan Wąchała „Łazik”, który 17 kwietnia 1945 r. rozbił areszt PUBP w Limanowej, jest bohaterem mało pochlebnej książki pt. „Oddział. Między AK i UB – historia żołnierzy ‘Łazika’” (2016). Publikację tę przygotował Jerzy Wójcik, redaktor naczelny krakowskiej i katowickiej „Gazety Wyborczej”. Według autora, „Łazik” był pod koniec życia postacią bardzo niejednoznaczną. Co więcej, został zlikwidowany przez podwładnych Józefa Kurasia „Ognia”, kontrowersyjnego Niezłomnego z Podhala. Warto odnotować, że „Ogień”, tak jak „Bicz” i „Dywan”, wywodził się z Batalionów Chłopskich i miał w swojej biografii szokujący epizod z UB/MO. Jednakże najciekawszym przykładem milicjanta-sabotażysty o bechowskim rodowodzie jest Jan Sońta „Ośka”, wyjątkowy bohater Ziemi Kielecko-Radomskiej (pisałam o nim w artykule zatytułowanym „Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyklętych” – 2016 r.). Sońta został za swoją postawę skazany na karę śmierci, lecz doczekał się ułaskawienia dzięki wstawiennictwu kolegów z GL/AL i znajomych wojaków radzieckich.

Natalia Julia Nowak,
10.01. – 26.02. 2018 r.

PS. Jeśli chodzi o Tadeusza Lecynia „Czapkę”, to polskie podziemie niepodległościowe nie dawało mu spokoju nawet po śmierci. Doszło wręcz do tego, że poakowski oddział Zygmunta Jońca „Zyga” urządził zasadzkę na… kondukt pogrzebowy eskortujący zwłoki ubeka na cmentarz! W wyniku udanego zamachu trumna zbrodniarza została roztrzaskana, a kilku funkcjonariuszy-żałobników pożegnało się z życiem. Nie chcę być złośliwa, ale przypomina mi się tutaj fragment piosenki „Pogrzeb” zespołu Ramzes & The Hooligans: „Zapraszam wrogów i przyjaciół, na pewno będzie mała zadyma. Uchwyty z trumny są dobre na kastety i może ktoś mi towarzystwa dotrzyma?”.

PRZYPISY

[1] „Zielony Krzyż, wydział sanitarny Ludowego Związku Kobiet, utworzony 1942 od jesieni 1943 podporządkowany wydziałowi sanitarnemu KG BCh; organizował służbę sanitarną dla BCh, Lud. Straży Bezpieczeństwa i ludności cywilnej (szpitale polowe, szkolenie sanitariuszek – 1942-44 ok. 8 tys. osób, gromadzenie leków); jego działalnością kierowały M. Szczawińska (‘Czarna Maria’) i A. Chorążyna (‘Hanka’)” [źródło: „Zielony Krzyż”, Encyklopedia.pwn.pl]

[2] „Ludowy Związek Kobiet (LZK), konspiracyjna organizacja społ.-polit. kobiet, utworzona II 1942, związana z ruchem lud. i uznająca zwierzchnictwo Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego; prowadziła służbę sanitarną, obsługę konspiracyjnej łączności i kolportażu wydawnictw ‘Roch’ i BCh, pomoc rodzinom więzionych i pomordowanych, zaopatrywanie w żywność oddziałów BCh, samokształcenie i tajne nauczanie; w składzie kierownictwa LZK m.in.: A. Chorążyna, M. Szczawińska, W. Tropaczyńska-Ogarkowa; LZK skupiał ok. 12 tys. kobiet, z tego 8 tys. działało w Zielonym Krzyżu; prasa centralna (‘Żywią’, ‘Biedronka’) i terenowa; od 1945 członkinie LZK podjęły działalność w PSL i ZMW RP ‘Wici’” [źródło: „Ludowy Związek Kobiet”, Encyklopedia.pwn.pl]

[3] „Ludowa Straż Bezpieczeństwa, konspiracyjna organizacja zbrojna o charakterze milicji partyjnej, tworzona od jesieni 1943 z oddziałów terytorialnych Batalionów Chłopskich; polit. podporządkowana Centralnemu Kierownictwu Ruchu Ludowego; organizacją kierował Centralny Wydział LSB; komendant gł.: S. Koter (‘Poręba’); LSB ochraniała działalność SL ‘Roch’, zapewniała porządek społ. na wsi, wypełniając zadania określone przez Kierownictwo Walki Cyw.; w skład organizacji weszła większość garnizonów oraz oddziałów partyzanckich i oddziałów specjalnych BCh (ponad 200), które nie podlegały wcieleniu do AK; 1944 LSB liczyła kilkadziesiąt tys. czł. skupionych w załogach obwodowych, gminnych i gromadzkich, gł. w okręgach: kiel., lubel. i krak.; IX 1945 LSB została rozwiązana (wraz z BCh)” [źródło: „Ludowa Straż Bezpieczeństwa”, Encyklopedia.pwn.pl]

[4] Podobno uczynili to na rozkaz swoich pryncypałów z zielonej konspiracji.

[5] Makabryczną, szambową wersję omawianych wydarzeń promuje Dominika Kalaga, polonistka z Mszany Dolnej, autorka książki „Nie o taką Polskę walczyli” (2015) [zob.: Stefan Hutek – „‘Nie o taką Polskę walczyli’ – Spotkanie autorskie z Dominiką Kalagą”, Ziemialimanowska.pl]. Natomiast dr Dawid Golik, pracownik krakowskiej ekspozytury Instytutu Pamięci Narodowej, utrzymuje, że ciało Wojciecha Dębskiego „Bicza” zostało po prostu zakopane w ziemi obok budynku limanowskiego PUBP [zob.: Dawid Golik – „Rozbić areszt, uwolnić akowców”, Dziennikpolski24.pl].

[6] Aluzja do wiersza „Wilki” Zbigniewa Herberta.

[7] Hitlerowcy zniknęli z Limanowszczyzny już 19 stycznia 1945 r., ale nie oznaczało to jeszcze oficjalnego zakończenia II wojny światowej. Za początek PRL w powiecie limanowskim można uznać 27 stycznia 1945 r., kiedy to przybyła do Limanowej (a raczej: została tam przyniesiona na sowieckich bagnetach) delegacja sił bezpieczeństwa z Rzeszowszczyzny. Stalinizm trwał na Ziemi Limanowskiej do roku 1957, czyli do objęcia władzy przez Czesława Bogacza, reformistycznego przewodniczącego Prezydium MRN.

[8] Relacja naocznego świadka, Teofila Górki „Dywana” [cyt. za: Dawid Golik – „Niezłomna sanitariuszka ‘Lotte’”, Dziennikpolski24.pl].

[9] „Mordarski Marian, ur. 10 XI 1927, Nowy Sącz, zm. 4 II 2003, Wrocław, mikrobiolog; od 1971 profesor Inst. Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. L. Hirszfelda we Wrocławiu (1986-99 dyrektor); od 1991 członek PAN; od 1962 redaktor nacz. czasopisma ‘Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej’; prace z zakresu biologii i taksonomii promieniowców, biosyntezy antybiotyków i innych wtórnych metabolitów, mechanizmu działania antybiotyków na komórki bakteryjne i nowotworowe, immunomodulatorów i ich działania” [źródło: „Mordarski Marian”, Encyklopedia.pwn.pl]

[10] Nawiązanie do słów Danuty Siedzikówny „Inki” – sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady AK majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” – która w swoim ostatnim więziennym grypsie napisała: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba…”.

[11] Por.: Ewangelia wg św. Łukasza, rozdział 15, wersety 11-32.

WYKAZ ŹRÓDEŁ

1. Dawid Golik – „Niezłomna sanitariuszka ‘Lotte’” [„Dziennik Polski”, Dziennikpolski24.pl]
2. Dawid Golik – „Rozbić areszt, uwolnić akowców” [„Dziennik Polski”, Dziennikpolski24.pl]
3. Dawid Golik – „‘Śmiały’ do samego końca” [„Dziennik Polski”, Dziennikpolski24.pl]
4. Piotr Subik – „Kobiety wyklęte, czyli walka z komuną niezależnie od płci” [„Dziennik Polski”, Dziennikpolski24.pl]
5. Maciej Korkuć – „Od likwidacji ubeków do katedry naukowej. ‘Śmiga’ – naukowiec z przeszłością” [„Gazeta Polska”, Gazetapolska.pl]
6. Filip Musiał – „Śmierć nie pytała o wiek” [„Tygodnik Powszechny”, Tygodnikpowszechny.pl]
7. Agnieszka Małecka – „Młodzież odkrywała sądeckich bohaterów” [„Dobry Tygodnik Sądecki”, Dts24.pl]
8. Tatiana Biela – „Nowy Sącz – Łukowica: gimnazjalistki znalazły patronkę dla parku” [„Dobry Tygodnik Sądecki”, Dts24.pl]
9. Dominika Kalaga – „Limanowa w okresie drugiej wojny światowej” [„Informator Miejski. Wydanie specjalne: 450 lat miasta Limanowa 1565-2015”, Miasto.limanowa.pl]
10. Magdalena Dyląg – „Limanowa w okresie PRL-u” [„Informator Miejski. Wydanie specjalne: 450 lat miasta Limanowa 1565-2015”, Miasto.limanowa.pl]
11. Jerzy Bednarek – „Przestępczość wśród funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa w latach 1946-1950 w ocenie Biura do spraw Funkcjonariuszy MBP” [„Przegląd Archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej”, Bazhum.muzhp.pl]
12. Alicja Gałęziowska – „Genowefa Kroczek ‘Lotte’ (1919-1945)” [Fundacja Centrum Edukacji Mobilnej, Bohaterzy.edumobile.pl]
13. Alicja Gałęziowska – „Natalia Kunicka i Klaudia Padula uczennice Gimnazjum nr 2 im. ks. Jana Twardowskiego w Nowym Sączu walczą o mandaty poselskie na XXIII Sesję Sejmu i Młodzieży” [Szkoła Podstawowa nr 3 im. Jana Kochanowskiego w Nowym Sączu – oddziały gimnazjalne (Gimnazjum nr 2 im. ks. Jana Twardowskiego w Nowym Sączu), G2.jp.net.pl]
14. Wiktoria Bulanda, Paweł Kunicki – „Genowefa Kroczek” [Urząd Gminy Łukowica, Lukowica.pl]
15. Wiktoria Bulanda, Paweł Kunicki – „Genowefa Kroczek ‘Lotte’” [YouTube, Youtube.com/user/kania170]
16. Stefan Hutek – „‘Nie o taką Polskę walczyli’ – Spotkanie autorskie z Dominiką Kalagą” [Ziemia Limanowska, Ziemialimanowska.pl]
17. Kazimierz Wilk – „Rozbicie ubeckiego aresztu w Limanowej, przez Kamienną Górę do oddziału Ognia, wrocławski profesor światowej sławy” [Wirtualne Muzeum Historii Wy(za)klętej, Armiakrajowazgorzelec.blogspot.com]
18. Karolina Kot – „Limanowa – groby żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich” [Strażnicy Czasu, Straznicyczasu.pl]
19. Grzegorz Wąsowski – „Krótka refleksja na temat kontrowersji wokół postaci Józefa Kurasia ‘Ognia’, odpowiedniej perspektywy i patriotyzmu pejzażu” [wPolityce, Wpolityce.pl]
20. Magdalena Kościółek – „6 mandatów dla gimnazjalistów” [miastoNS, Miastons.pl]
21. Jerzy Wójcik – „Osiem śmierci ‘Łazika’. Historia dowódcy patrolu likwidacyjnego AK na Sądecczyźnie” [Nowa Historia, Nowahistoria.interia.pl]
22. Szymon Nowak – „‘Oddział. Między AK i UB – historia żołnierzy Łazika’ J. Wójcik – recenzja” [Historia, Historia.org.pl]
23. Piotr Szubarczyk – „Inka. Zachowałam się jak trzeba…” [Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2013]
24. Janusz Gmitruk – „Bataliony Chłopskie” [szósty tom cyklu „Polska Walcząca – Historia Polskiego Państwa Podziemnego”, Edipresse-Kolekcje i Bellona SA, Warszawa 2015]
25. Zbigniew Herbert – „Wilki” [utwór poetycki z tomu „Rovigo”, Bliskopolski.pl]
26. „Marta Florkiewicz-Borkowska Nauczycielem Roku 2017!” [„Głos Nauczycielski”, Glos.pl]
27. „Historia ‘Łazika’” [Nowa Historia, Nowahistoria.interia.pl]
28. „‘Łazik i inni: historie splątane’ – spotkanie z cyklu ‘Krakowska Loża Historii Współczesnej’” [Nowa Historia, Nowahistoria.interia.pl]
29. „Mogiła Genowefy Kroczek ps. ‘Lotte’, ofiary terroru stalinowskiego z 1945 r. w Przyszowej” [Groby Wojenne na Terenie Małopolski, Grobywojenne.malopolska.uw.gov.pl]
30. „Kwatera wojenna z I i II wojny światowej nr 366 w Limanowej” [Groby Wojenne na Terenie Małopolski, Grobywojenne.malopolska.uw.gov.pl]
31. „Streszczenie rozprawy doktorskiej mgr. Joanny Kurczab pt. ‘Aparat bezpieczeństwa wobec Podziemia Niepodległościowego w powiecie limanowskim w latach 1945-1957’” [Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN, Ihpan.edu.pl]
32. „Ruch ludowy w służbie RP – Opór” [Instytut Pamięci Narodowej, Ipn.gov.pl]
33. „70. rocznica akcji rozbicia więzienia św. Michała w Krakowie – Kraków, 18 sierpnia 2016” [Instytut Pamięci Narodowej (oddział krakowski), Krakow.ipn.gov.pl]
34. „70. rocznica akcji rozbicia więzienia św. Michała w Krakowie” [Kraków Travel, Krakow.travel]
35. „Czas okupacji” [Urząd Gminy Łukowica, Lukowica.pl]
36. „Partyzantka” [Urząd Gminy Łukowica, Lukowica.pl]
37. „Historia Łukowicy cd.” [Gimnazjum w Łukowicy, Lukowica.neostrada.pl]
38. „Historia wsi Jadamwola” [Szkoła Podstawowa im. Kazimierza Pułaskiego w Jadamwoli, Spjadamwola.strefa.pl]
39. „Uczniowie Gimnazjum nr 2 ubiegają się o mandaty poselskie na XXII Sesję Sejmu Dzieci i Młodzieży” [Urząd Miasta Nowego Sącza, Nowysacz.pl]
40. „Nowy Sącz: Kandydaci na posłów z Gimnazjum nr 2” [Sądeczanin, Sadeczanin.info]
41. „Artykuł o partyzantce z Przyszowej Genowefie Kroczek” [Ziemia Limanowska, Ziemialimanowska.pl]
42. „Przyszowa 2017 – Tropem Wilczym” [Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK , Grh.limanowa.org]
43. „Nasza ‘Inka’. Mogiła sanitariuszki AK Genowefa Kroczek ‘Lotte’” [Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, Facebook.com/Stowarzyszenie-Rekonstrukcji-Historycznych-1-PSP-AK-468633663161836]
44. „Limanowa, 17 kwietnia 1945 r. Zatrzymać komunistyczny terror…” [Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, Limanowa.in]
45. „‘Opór’ we wspomnieniach…” [Limanowa.in, Malopolska.in]
46. „Żołnierze wyklęci – Cześć Ich Pamięci!” [Limanowa.in, Sacz.in]
47. „Zamalowano tablicę szkalującą Żołnierzy Wyklętych” [Niezalezna.pl, Limanowa.in]
48. „Usuną tablicę gloryfikującą UB za walkę z ‘Żołnierzami Wyklętymi’” [Wprost.pl, Limanowa.in]
49. „Kontrowersyjna tablica została usunięta” [Limanowa.in]
50. „Uroczyście uczczono pamięć o ‘Żołnierzach Wyklętych’” [Limanowa.in]
51. „De Press – Myśmy Rebelianci” [YouTube, Youtube.com/user/powstanie44]
52. „Ramzes & The Hooligans – Pogrzeb” [YouTube, Youtube.com/user/baksiu95]
53. „Syn marnotrawny” [Biblia Tysiąclecia, Biblia.deon.pl]
54. „Zielony Krzyż” [Encyklopedia PWN, Encyklopedia.pwn.pl]
55. „Ludowy Związek Kobiet” [Encyklopedia PWN, Encyklopedia.pwn.pl]
56. „Ludowa Straż Bezpieczeństwa” [Encyklopedia PWN, Encyklopedia.pwn.pl]
57. „Mordarski Marian” [Encyklopedia PWN, Encyklopedia.pwn.pl]
58. „Żelazne kompanie” [film dokumentalny Janusza Gmitruka i Wojciecha Nalazka, TVP 2002]
59. „Z archiwum IPN. ‘Ośka’” [film dokumentalny Tadeusza Doroszuka i Adama Sikorskiego, TVP 2009]
60. „Rozkaz sumienia” [serial fabularno-dokumentalny Roberta Miękusa i Marcina Cygala, TVP 2013]
61. Natalia Julia Nowak – „Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyklętych” [Njnowak.tnb.pl, Njnowak.blogspot.com, Njnowak.wordpress.com, Njnowak.tumblr.com, Njnowak.livejournal.com]

Rock gotycki od strony językoznawczej

Autor: Urszula Majdańska (ur. 1979)
Tytuł: „Metaforyka w tekstach rocka
gotyckiego i muzyki okołogotyckiej”
Rok wydania: 2006
Miejsce wydania: Męcina Mała
Wydawnictwo: Na Rzekach Art
Recenzent naukowy: Ewa Kołodziejek

Analiza językowa

„Metaforyka w tekstach rocka gotyckiego i muzyki okołogotyckiej” Urszuli Majdańskiej to niewielka objętościowo książka, która znajduje się w mojej domowej biblioteczce od jedenastu lat. Zażyczyłam ją sobie na Gwiazdkę od Rodziców, kiedy przeżywałam okres fascynacji subkulturą gotycką, a właściwie – twórczością kilku zespołów muzycznych spod znaku mrocznego rocka i metalu (chodzi tutaj głównie o formacje Lacrimosa i Closterkeller, jak również o grupę Within Temptation zaliczaną do nurtu rocka/metalu symfonicznego). Publikacja Majdańskiej ma charakter krótkiej rozprawy naukowej, przypomina pracę dyplomową lub dzieło będące rozwinięciem takiej pracy. Książka liczy ponad 150 stron, przy czym znaczną część jej zawartości stanowią „wypełniacze” typu zdjęcia, indeksy cytatów, wykazy skrótów itd. Zasadnicza treść publikacji to około 100 stron tekstu napisanego fachowym, aczkolwiek zrozumiałym dla przeciętnego czytelnika językiem (autorka jest absolwentką Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego, ukończyła filologię polską ze specjalnością dziennikarską). „Metaforyka…” to praca z zakresu szeroko pojętego językoznawstwa, dlatego nie koncentruje się na samej muzyce, tylko na tekstach piosenek kilku wybranych zespołów. Majdańska „wzięła na warsztat” utwory dziewięciu polskich grup: Artrosis, Batalion d’Amour, Closterkeller, Delight, Desdemona, Fading Colours, Lilith (z Poznania), Lilith (z Radomia) i Moonlight. Analizując metafory zawarte w zgromadzonym materiale źródłowym, podjęła próbę znalezienia cech wspólnych świadczących o istnieniu pewnego kodu (sub)kulturowego – zestawu znaczeń i symboli charakterystycznych dla społeczności polskich gotów. Przynajmniej tych aktywnych artystycznie.

Czym jest gothic?

W przedmowie „Od autorki” i we „Wstępie” Urszula Majdańska wyjaśnia ogólny zamysł swojej książki, a także usiłuje zdefiniować badane przez siebie zjawisko kulturowe. Uczciwie zaznacza, że „terminy ‘gotycki’ i ‘okołogotycki’, używane w rozprawie, mają charakter umowny i odnoszą się do pewnych gatunków muzycznych, które można określić jako mroczne”. Według Majdańskiej, nurt gotycki cechuje się wewnętrznym zróżnicowaniem. Formacje kojarzone z omawianą subkulturą nie unikają eksperymentów muzycznych, chętnie sięgają po różnorodne środki wyrazu (od operowego śpiewu aż po industrialne szmery). „Klasyczny gotyk” jest gatunkiem „opierającym się na gitarze basowej i melodyjnym refrenie”. „Metal gotycki” to muzyka zdominowana przez „pompatyczny śpiew i melancholijny nastrój utworów”, natomiast „dark electro” stanowi „połączenie elektronicznego rytmu techno ze stylem EBM”. Wspólnym mianownikiem spajającym różne odmiany gotyku jest swoisty romantyzm obecny w tekstach piosenek. Majdańska wprowadza termin „konwencja gotycka” i definiuje go jako „podejmowanie (…) określonej tematyki (m.in. problematyki śmierci, przemijania, cierpienia, nieszczęśliwej miłości), wykorzystywanie charakterystycznych symboli i motywów kulturowych (np. anioł, wampir, dusza, sen, zamek itp.), które mają na celu uczynić przekaz mrocznym, tajemniczym”. Zdaniem badaczki, gotyccy wokaliści nierzadko wykonują utwory „odnoszące się do praktyk tajemnych, okultystycznych, legend, mitologii greckiej, germańskiej, słowiańskiej, powieści i filmów grozy”. W gothic metalu występuje istna apoteoza „świata fantazji, magii, snów, uczuć itp”. Autorka „Metaforyki…” uważa, że subkulturę gotów „można nazwać neodekadencką”.

Korzenie (post)punkowe

Współcześnie gotyk często przyjmuje postać muzyki ambitnej, dojrzałej i trudnej w odbiorze. Znakomitym tego przykładem jest mój ulubiony duet Lacrimosa, który wielokrotnie nagrywał płyty z udziałem orkiestr symfonicznych, a w warstwie tekstowej nawiązywał do filozofii, chrześcijaństwa i literatury wysokiej (zwłaszcza do dzieł Franza Kafki). Dlatego dużym zaskoczeniem może być fakt, że historycznie muzyka gotycka wywodzi się z… punk rocka! Pisze o tym Urszula Majdańska, która dowodzi, że gothic jest spadkobiercą pesymistycznej muzyki cold wave, jaka powstała na gruzach ruchu punkowego. Istnieje bowiem termin „post-punk” obejmujący zespoły typu Bauhaus, Joy Division czy Siouxsie and The Banshees (lata 70. i 80. XX wieku). To właśnie te grupy uchodzą za protoplastów gotyku, chociaż nie są gotyckie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Według Majdańskiej, kolejnym stadium ewolucji, bezpośrednio poprzedzającym narodziny subkultury gotyckiej, była działalność m.in. formacji The Sisters of Mercy, Fields of Nephilim, Clan of Xymox i Lacrimosa (Uwaga! Rozmawiamy o Lacrimosie z czasów, kiedy Tilo Wolff – mój idol, którego kocham za wszystko, choć niejednokrotnie opadały mi przez niego ręce – był jeszcze solistą!). W rozprawie Majdańskiej przydałoby się pojęcie „dark wave”, nazwa gatunku muzycznego będącego brakującym ogniwem między cold wave a gothic rockiem. Autorka „Metaforyki…” twierdzi, że niezwykła dbałość o wizerunek, jaka cechuje wykonawców gotyckich, wzięła się z podpatrywania gwiazd glam rocka. I chyba coś w tym jest. Krążek „Testimonium” Lacrimosy (premiera: 25 sierpnia 2017 roku) stanowi pośmiertny hołd złożony artystycznym autorytetom Tilo. Jeden z nich to David Bowie.

Dandysowska elegancja

Urszula Majdańska przekonuje, że gotycki ubiór pełni wielorakie funkcje. Jest widoczną oznaką przynależności do omawianej subkultury, pomaga człowiekowi wyrazić własną indywidualność, sprzyja roztaczaniu wokół siebie mrocznej atmosfery i bezpośrednio nawiązuje do pewnych archetypów. „Makijaż gotycki zazwyczaj przypomina teatralną maskę, którą nakładają zarówno kobiety, jak i mężczyźni, co wiąże się z androginicznym postrzeganiem przez gotów natury ludzkiej. (…) Bladość ponadto ma stwarzać pozór subtelnej wampiryczności, efemeryzmu i ujawnia fascynację gotów mitami o wampirach oraz stworach nocy. (…) Oczy podkreśla się czarnymi, rozmazanymi cieniami. Służy to wywołaniu efektu zapadniętych oczu niczym u nieboszczyka lub oczu zapłakanych, które symbolizują smutek i cierpienie. (…) Garderoba gotycka wzorowana jest na strojach średniowiecznych i romantycznych (np. powłóczyste, rozkloszowane suknie, rozszerzane rękawy, nakrycia głowy, wielowarstwowość strojów, płaszcze i peleryny itp.). W sferze mody pojawiają się również odwołania do schyłku XIX wieku. Kobiety noszą sznurowane gorsety, suknie na drutach, cylindry, rękawiczki, parasole, wachlarze, ozdobne broszki i żaboty. Do popularnych strojów męskich zaliczają się ubrania stylizowane na mnisze szaty, pseudorycerskie zbroje. Mężczyźni przywdziewają także peleryny z kapturami, sznurowane koszule, surduty, fraki, białe koszule z żabotami, cylindry, binokle, rękawiczki, płaszcze, peleryny i wysokie kołnierze. Niektórzy z nich preferują modę damską, czyli suknie, długie spódnice, a nawet gorsety” – opisuje badaczka. Potwierdzeniem jej słów są fotografie gotów zamieszczone na końcu książki. Do zdjęć pozowali uczestnicy bolkowskiego festiwalu Castle Party.

Umiłowanie literatury

Zdaniem Majdańskiej, członkowie subkultury gotyckiej często przejawiają zainteresowania literackie i poetyckie. Dowodem na to jest fakt, że na ich stronach internetowych pojawiają się fragmenty utworów Tadeusza Micińskiego, Rafała Wojaczka, Haliny Poświatowskiej, Charles’a Baudelaire’a, Arthura Rimbauda i Edgara Allana Poego. Zielonogórska filolog uznaje tę twórczość za fatalistyczną, wypełnioną tragizmem, niejednokrotnie sięgającą po elementy fantastyczne i makabryczne. Co ciekawe, sami goci również nie stronią od pisania poezji i prozy utrzymanej w podobnych klimatach. Kto nie wierzy, niech zajrzy do „Metaforyki…”, gdzie na stronach 30-32 znajdują się reprezentatywne przykłady „wypocin” publikowanych przez gotyckich Internautów. Urszula Majdańska odnotowuje, że w dziełach gotów nieustannie powracają te same tematy: „splin, motyw kwiatów zła i ciemności, turpistyczne wizje rozkładu ciała, otchłani, śmierci, przemijania” oraz „motywy dezintegracji osobowości, swoisty ból istnienia”. Takie właśnie zagadnienia dominują w tekstach gothic rockowych piosenek, którym autorka poświęciła całą drugą część swojej pracy (pierwsza ma charakter ogólny, teoretyczny). Majdańska wyraża się o badanej społeczności następująco: „Goci nie podważają wzorców kultury oficjalnej, ale wykorzystują je i przetwarzają. Obficie czerpią ze skarbnicy kultury i tradycji literackiej, ale są to najczęściej nawiązania powierzchowne i wybiórcze, ich fascynacja gotykiem odnosi się wyłącznie do sfery architektury, estetyki i na poły baśniowych, tajemnych realiów, a nie – gotyckiej filozofii”[1]. Absolwentka UZ dostrzega analogię między subkulturą gotycką a findesieclowymi dekadentami. Oba zjawiska narodziły się przecież u schyłku wieku (XIX/XX).

Co z tym językiem?

Urszula Majdańska poświęca dużo uwagi „stanowi badań nad tekstami rockowymi”. Raportuje, że utwory spod znaku mocnego uderzenia były w Polsce analizowane zarówno pod względem lingwistycznym, jak i merytorycznym. Formie rockowych piosenek przyglądali się językoznawcy i poloniści, a treści – kulturoznawcy i socjologowie. Majdańska nie neguje wartości tych badań, ale zarzuca swoim poprzednikom, że traktowali muzykę rockową w sposób holistyczny. Starsi badacze zdawali się nie dostrzegać, że rock to nie monolit, tylko spektrum obejmujące rozmaite gatunki i podgatunki muzyczne. Wokół niektórych odmian rocka wytworzyły się pełnoprawne subkultury młodzieżowe, które znacznie się od siebie różnią, np. wyznawanymi normami moralnymi. Odmienności światopoglądowe nie pozostają bez wpływu na teksty śpiewanych piosenek, dlatego błędem jest „wrzucanie do jednego worka” dzieł będących manifestami różnorakich środowisk. Upodobania estetyczne, przekonania filozoficzne i ustalone wzorce zachowań odciskają swoje piętno na problematyce wykonywanych utworów. Jakby tego było mało, znajdują odzwierciedlenie w stosowanym słownictwie i stylu wypowiedzi. Aby to udowodnić, Majdańska przytacza pełne treści trzech rockowych kawałków: punkowego, skinheadowskiego i gotyckiego. Ten pierwszy jest lewicowy, buntowniczy i wulgarny, ten drugi – rasistowski, tyrtejski i przeładowany terminologią militarną, a ten trzeci – poetycki, liryczny, emocjonalny, skupiony na uczuciach jednostki i wysoce zmetaforyzowany. Według twórczyni omawianej książki, piosenki gotyckie są antropocentryczne i głęboko osadzone w kulturze europejskiej. Koncentrują się na człowieku, jego rozterkach i próbach zrozumienia wszechrzeczy.

Metafora – trudne słowo!

Badawczą część swojej rozprawy Urszula Majdańska otwiera wyjaśnieniem, czym jest metafora i jakie rodzaje metafor wyróżniają kompetentni eksperci. Ten rozdział „Metaforyki…” jeszcze bardziej upodabnia publikację zielonogórzanki do standardowej pracy dyplomowej (obowiązkowa definicja analizowanego zagadnienia). Kobieta powołuje się m.in. na Arystotelesa, który miał uznawać przenośnię za „upatrywanie podobieństw w rzeczach niepodobnych”. Fragment, w którym Majdańska zgłębia tajemnicę metafory, ciągnie się całymi stronami. Nie będę go tutaj streszczać. Przepiszę za to kilka zdań wyłuszczających rolę przenośni w gothic rocku: „Zabiegi te mają na celu wzbogacenie przekazu, uatrakcyjnienie go, uczynienie oryginalnym. Jednocześnie realizują w tekstach piosenek określoną, gotycką konwencję. (…) Rock gotycki (…) nawiązuje do średniowiecznej filozofii dualizmu świata, natury człowieka, romantycznego cierpienia i niezrozumienia, modernistycznych motywów przemijania, dekadencji, a zwłaszcza obsesji śmierci, postrzeganej często jako wybawienie z chaosu świata, beznadziei codzienności. (…) Człowiek jawi się jako istota tragiczna, targana sprzecznościami. (…) Metaforyka w tekstach rocka gotyckiego służy ukazaniu sprzeczności tkwiących w człowieku. Odwołuje się do manichejskiej koncepcji walki dobra (duch, światło) ze złem (materia, ciemność) w świecie i we wnętrzu ludzkim. (…) Znaczenia przenośne eksponują katastroficzny wymiar ludzkiego losu, kruchość i niestałość uczuć, rzeczy i zjawisk. (…) Wyrazy przeciwstawne (…) odnoszą się do pojęcia zła, nocy, ciemności, śmierci, które dominują nad dobrem, dniem, światłem, życiem”. Pamiętajmy, że młoda filolog sprawdziła “ponad czterysta” różnych utworów gotyckich.

Kręgi leksykalno-semantyczne

W porządku, ale co dokładnie wyszło z tych szeroko zakrojonych badań? Otóż Majdańska odkryła, że metafory stosowane przez gothic rockowych tekściarzy zazwyczaj oscylują wokół kilkunastu głównych tematów. Przenośnie te – mniej lub bardziej dosłownie – nawiązują do pojęcia nocy (24%), snu (18%), krwi i duszy (10%), cienia (9%), kamienia (9%), światła (7%), lustra (6%), drogi (5%), tańca i gry (4%), wody (4%) oraz kwiatu (4%). O tym, jaki jest “procentowy udział poszczególnych kręgów leksykalno-semantycznych” w przeanalizowanych piosenkach, dowiadujemy się ze wstępu do omawianej książki. Urszula Majdańska poświęca każdemu z wymienionych zagadnień osobny, kilkustronicowy rozdzialik. Motyw krwi opisuje razem z motywem duszy, a motyw tańca – razem z motywem gry. Dlaczego? Według badaczki, krew i dusza odnoszą się do tego samego zjawiska, czyli do dychotomicznej koncepcji człowieka. Moim zdaniem, jest to błąd. Rzeczownik “dusza” wcale nie musi oznaczać duszy w sensie religijnym. Równie dobrze może on być określeniem ludzkiej psychiki (albo – z zaimkiem “moja” – synonimem słowa “ja”). Grecki wyraz “psyche”, który oznacza duszę, znalazł swoje miejsce w nazwach dwóch nowoczesnych dziedzin wiedzy – psychologii i psychiatrii. A przecież akademicka nauka i medycyna zwykle nie wykraczają poza wąskie ramy racjonalizmu[2]! Słowo “dusza” występuje nawet w utworach zespołu Closterkeller. Sęk w tym, że ich autorka, Anja Orthodox, to wojująca ateistka, która w kawałku “Miraż” śpiewa: “A dalej nie ma już nic”[3]. OK, co z tańcem i grą? Majdańska postanowiła je połączyć, gdyż przypominają one znaną alegorię życia jako teatru, a ponadto “wspólna jest im (…) kategoria ludyczności”. Dyskusyjna decyzja.

W co się bawić?

Do kręgu leksykalno-semantycznego, jakim jest lustro, absolwentka Uniwersytetu Zielonogórskiego zalicza nie tylko same zwierciadła, lecz również lustrzane odbicia, sobowtóry i postacie noszące znamiona rzeczywistych bądź potencjalnych “alter ego” członków subkultury gotyckiej. Osoby, które układają teksty gothic rockowych piosenek, chętnie wskrzeszają w swoich dziełach znanych bohaterów literackich, ofiarowują nowe życie postaciom legendarnym i mitycznym. Takie zabiegi podsuwają słuchaczom pewien punkt zaczepienia. Ikony kultury, które odżywają w mrocznej muzyce, to nierzadko postacie tragiczne, z którymi da się jakoś utożsamić, a już na pewno można je przywoływać podczas rozważania trudnych tematów. Urszula Majdańska przypisuje gotom fascynację bohaterami demonicznymi, którzy przy bliższym poznaniu okazują się istotami skomplikowanymi, niejednoznacznymi, rozdartymi wewnętrznie (Lilith, Lorelei, Lady Makbet, Lucyfer[4], Faust i inni). W gotyku, tak jak w romantyzmie, jest miejsce na relatywizm i rewizjonizm. Postacie dwuznaczne są opiewane lub traktowane z zadziwiającą wyrozumiałością, a jednoznaczne – dekonstruowane, odbrązawiane. Autorzy utworów gotyckich namiętnie podważają siłę moralną aniołów. Przypominają, że demony to nie prymitywne bestie znikąd, tylko anioły upadłe, podobne w swoich słabościach do Homo sapiens[5]. Wampiry w gothic rocku uchodzą za stwory niezwykle ludzkie, ale dotknięte straszliwą chorobą, która zmusza je do popełniania nieludzkich czynów. Często są również seksowne, gdyż wampiryzm bywa ukazywany jako rodzaj sadomasochizmu, posiadający nawet swój perwersyjny urok. Majdańska łączy wampiry z motywem krwi. Anioły i demony zostają przez nią skojarzone z motywem duszy.

Kwiat, cień, kamień

W analizowanej rozprawie bardzo trafna wydaje mi się interpretacja metafor roślinnych. Młoda filolog ma rację, twierdząc, że kwiat oznacza po prostu przemijanie. “Poszczególne etapy rozwoju kwiatu przypominają życie człowieka od momentu narodzin aż po jego śmierć” – konstatuje zielonogórzanka. Badaczka dostrzega, że sam człowiek ma wiele wspólnego z kwiatem. “Istota ludzka (…) jest nadwrażliwa, delikatna, wyjątkowa, piękna, ale z drugiej strony nietrwała, szybko przemija, łatwo ją zranić, zniszczyć” – czytamy w akapicie dotyczącym antropomorfizacji roślin. Majdańska poświęca odrobinę miejsca motywom ogrodu i róży, symbolizującym kolejno ludzką psychikę i uczucie miłości. Napomyka też o utrwalonej w naszej kulturze wymowie barw. Autorka “Metaforyki…” zapomina jednak odnotować, że w przypadku kobiety kwiaty mogą także oznaczać dziewictwo. “Wspominam, jak zabrałeś mi moje kwiaty” – melorecytuje Anja Orthodox w utworze “Cyan”. Jeśli chodzi o metafory cienia i kamienia, to refleksje Majdańskiej przekonują mnie tylko częściowo. Dla absolwentki UZ cień to przede wszystkim duch. Jest w tym ziarnko prawdy. Ale są też kawałki gotyckie, w których cień nie ma nic wspólnego z życiem pozagrobowym. „Jestem jak cień, który kiedyś był częścią ciebie” – słyszymy w piosence „Umbra” zespołu Moonlight. Rozdział dotyczący kamienia zawiera klasyczne naciąganie faktów pod tezę. Majdańska pragnie udowodnić, że twardość, chłód, lód i kamień (np. czarny/biały marmur) wiążą się ze śmiercią fizyczną i duchową. Dlatego sformułowania „zimny wzrok” (Batalion d’Amour), „dotyk zimnych rąk” (Closterkeller) i „serce takie czarne” (Moonlight) kojarzą jej się ze… stopniowym kamienieniem ludzkiego ciała! Bo osobnik robi się nieczuły, skamieniały.

Matrix nasz conocny

Sen pełni dla gotów taką funkcję, jaką pełniła wirtualna rzeczywistość dla Cyphera z filmu „Matrix” sióstr (eksbraci) Wachowskich[6]. Urszula Majdańska stwierdza: „W metaforyce rocka gotyckiego sen – marzenie jest czymś niesłychanie cennym i ważnym. (…) Przebudzenie bowiem ’jest źródłem bólu’. Sen daje ’nadzieję’, konotuje azyl, bezpieczeństwo, przynosi ukojenie, zabiera strach, niepokoje. (…) Sen – marzenie jest metaforą szczęścia, dobra, uczuć i spełnienia, a także niewinności i nieświadomości zła, jakie charakteryzuje dziecko”. Badaczka zaznacza jednak, że owo słodkie złudzenie często przeradza się w coś zgoła odmiennego. „Traciły kolor sny” – dramatyzuje Anja Orthodox w utworze „California”. Refleksje Majdańskiej wypadałoby uzupełnić spostrzeżeniem, że goci słowem „koszmar” chętnie określają jawę („W codzienności mdłej koszmarze zanurzasz twarz zmęczoną i bladą” – Artrosis). Prawdziwy koszmar zaczyna się więc w momencie przerwania onirycznej iluzji („Gdy gubię sny, jakby nigdy nie były, wysycha źródło mojej wielkiej siły” – Closterkeller). W piosence „Imaginary” grupy Evanescence – amerykańskiej kapeli inspirującej się gotykiem – słyszymy wyraźnie: „Dobrze wiem, co leży poza moim sennym schronieniem. Koszmar. Zbudowałam swój własny świat, żeby uciec”. Cóż począć z taką eskapistką? „Nie mów jej, że tego nie ma, ona to widzi, ona wierzy w to. I nie mów jej i nie zabieraj tych resztek wiary, co się jeszcze tlą” (Closterkeller – „Alicja”). Dla zielonogórskiej filolog sen to również metafora śmierci. Dowodem na to mają być cytaty typu „Do snu kołysze cię powolna śmierć” (Batalion d’Amour). Utożsamienie tych dwóch pojęć jest w kulturze zachodniej dość banalne. Ale skoro sen ratuje śniącego przed rzeczywistością…!

Odwrotność dnia

Gotycka noc posiada wiele znaczeń. Zdaniem Urszuli Majdańskiej, wieloznaczność nocy ściśle koresponduje z niejednolitą naturą człowieka. Mroczna część doby może symbolizować lęk, poczucie zagrożenia i dezorientację istoty ludzkiej zmuszonej do egzystencji w chaotycznym świecie. Ciemność tradycyjnie kojarzy się ze złem, ponieważ to w jej realiach rozgrywają się opowieści o demonach, czarownicach itp. Twórczyni „Metaforyki…” łączy noc z pojęciem śmierci, a nawet sugeruje, że w gothic rocku zjawiska te bywają ze sobą tożsame. Aby wykazać, że istnieje coś w rodzaju triady noc-sen-śmierć, zielonogórzanka przytacza fragment „Ballady o dwóch siostrach” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: „Były dwie siostry – Noc i Śmierć/ Śmierć była większa a Noc mniejsza/ Noc była piękna jak sen a Śmierć…/ Śmierć była jeszcze piękniejsza”. Majdańska odnotowuje, że w utworach gotyckich występuje tendencja do ukazywania nocy, czyli śmierci jako kobiety. Zwraca uwagę na to, co odróżnia współczesny gotyk od tego starodawnego: „Różnica polega na tym, że średniowieczna śmierć była kostuchą, szkieletem, rozkładającym się ciałem. (…) Natomiast w tekstach gotyckich śmierć-kobieta przypomina bądź piękną opiekunkę, bądź matkę”. Absolwentka UZ przywołuje kilka piosenek, w których noc zostaje przedstawiona jako kryjówka, ostoja, wybawienie od udręki. Podkreśla jej ważną rolę w życiu zakochanych par. Do tych głębokich refleksji dołącza niezbyt mądre rozważania o ciszy. Według lubuskiej filolog, bezdźwięk może być synonimem nocy i śmierci. Szkoda tylko, że cytowane przez nią kawałki wcale na to nie wskazują. „I tak dobrze znam zapach mojej ciszy” (Closterkeller), „Cisza spływa we łzach” (Artrosis) – czy te urywki mówią o ciemności i umieraniu?

Pozostałe przenośnie

Światło. Do tego kręgu leksykalno-semantycznego Urszula Majdańska zalicza „ogień, słońce, gwiazdy”. Wedle jej interpretacji, płomień stanowi metaforę przemijania i śmierci, gdyż powoli trawi dany obiekt i doprowadza do jego unicestwienia. Kobieta zapomina jednak, że ogień może też oznaczać pożądanie („Coś na kształt ognia w twych oczach jest” – Closterkeller, „Senne macanki”) i cierpienie („Czy wiesz, jak pali, gdy zamieniasz moje serce w twardy kryształ?” – Closterkeller, „Dwa dni”). Gasnące słońce i spadające gwiazdy symbolizują – zdaniem młodej badaczki – nieszczęście i przygnębienie. Droga. Majdańska raportuje, że gotyccy tekściarze nagminnie przedstawiają ludzką egzystencję jako bolesną tułaczkę. Człowiek jest w życiu zagubiony, nie może odnaleźć celu swojego istnienia, niejednokrotnie „znajduje się na rozdrożu” i „traci grunt pod nogami”. Czasem nawet spada ku ziemi, w której „grzebie się zmarłych”. Woda. Według zielonogórzanki, przenośnia ta służy „zobrazowaniu motywu przemijania oraz chaosu w człowieku i w świecie”. Bohaterowie gothic rockowych piosenek zazwyczaj „toną” i „dryfują”, co raczej nie ma w polszczyźnie pozytywnej konotacji. Jakby tego było mało, opadają oni na dno, czyli zmierzają „ku śmierci, w głąb, w ciemność”. Taniec i gra. Zgodnie z tym, co pisze Majdańska, taniec wyraża nieład, szaleństwo, a także – jak niemal każda metafora gotycka – przemijanie i śmierć. W wyjątkowych przypadkach może on być tożsamy z „aktem miłosnym”. Gra aktorska (teatr, film) symbolizuje przypisaną człowiekowi rolę życiową oraz powszechną nieszczerość w relacjach interpersonalnych. Gra hazardowa (karty) oznacza bezradność i zniewolenie istoty ludzkiej. Człowieczy los tkwi bowiem w rękach siły wyższej, przeznaczenia.

Zakończenie

„Metaforyka w tekstach rocka gotyckiego i muzyki okołogotyckiej” to jedna z najcenniejszych książek, jakie przechowuję w swojej kolekcji. Nie tylko dlatego, że porusza ona temat, który mnie interesuje, ale również dlatego, iż jest istnym „białym krukiem”. Chociaż mam do tej publikacji ogromny sentyment, uważam ją za dzieło zdecydowanie niedoskonałe. Bardzo lubię teoretyczną część owej pracy. Urszula Majdańska krótko, ale treściwie (29 stron) opisuje w niej subkulturę gotycką na tle burzliwej historii rock&rolla. Autorka uzmysławia czytelnikom, że gothic – ze swoją rozwiniętą estetyką i filozofią – wyróżnia się spośród innych ruchów skupionych wokół muzyki mocnego uderzenia. Nurt ten posiada swoje niuanse, lecz funkcjonuje w szerszym kontekście, jakim jest euroatlantycka kultura młodzieżowa po II wojnie światowej. Badawcza część rozprawy (57 stron) wzbudza we mnie mieszane odczucia. Doceniam wysiłek Majdańskiej, gdyż niewątpliwie potrafi ona kojarzyć odległe fakty. Sądzę jednak, że niektóre z jej komentarzy wymagają uzupełnienia, a inne nadają się tylko do kosza na śmieci (bo są nadinterpretacjami). „Metaforyka…” wydaje mi się odrobinę przeintelektualizowana. Przyznam szczerze, że rozśmieszyła mnie końcówka rozdziału poświęconego światłu. Otóż absolwentka UZ stwierdziła, iż śmierć „działa zarówno na osi horyzontalnej, jak i wertykalnej”, ponieważ „płomienie pną się w górę, w prawo, w lewo”, a „słońce, gwiazdy (…) gasną, zachodzą, czyli kierują się w dół”. Absolutnie nie odpowiada mi fakt, że lubuska filolog ukazuje gotyk jako łagodną rozrywkę dla wrażliwych inteligentów, natomiast zamiata pod dywan jego ścisłe związki z ruchem BDSM[7]. Te przecież istniały już w czasach postpunkowych. Dowód: prowokacyjne ubiory Siouxsie Sioux.

Natalia Julia Nowak,
powtórnie początkująca
wielbicielka gotyku

PS 1. Obecnie autorka „Metaforyki…” nosi nazwisko Urszula Majdańska-Wachowicz. Wciąż jest związana z Instytutem Filologii Polskiej działającym w obrębie Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego.

PS 2. Niektóre fragmenty gotyckich piosenek, zaprezentowane w powyższym artykule, znajdują się również w książce Majdańskiej. Są też i takie, które dodałam od siebie w toku publicystycznej dyskusji z twórczynią recenzowanej rozprawy.

PS 3. Jeśli Jan Paweł II miał rację, mówiąc, że współczesna cywilizacja jest Cywilizacją Śmierci, to subkultura gotycka stanowi jej idealne podsumowanie. Muzyka gothic rockowa brzmi jak westchnienie naszej epoki. Opisuje dzień dzisiejszy, wspomina czasy minione i przepowiada nieuchronną przyszłość. Dlatego nie ma sobie równych w całej popkulturze. Gotyk to muzyka cywilizacji tańczącej na własnym grobie. Viva la muerte – niech żyje śmierć!

PS 4. Niemcy są państwem, w którym subkultura gotycka jest szczególnie silna. Kraj ten dał ludzkości wiele znanych zespołów reprezentujących wszystkie odmiany tego nurtu. Nic więc dziwnego, że to właśnie tam odbywają się dwa największe na świecie festiwale gotyckie: Wave-Gotik-Treffen i M’era Luna. Według Majdańskiej, nasz zachodni sąsiad jest nazywany Gotlandią ze względu na swoje zasługi dla ruchu Dark Independent (termin-parasol określający szeroko pojętą „mroczną muzykę”). My, Polacy, możemy się poszczycić festiwalem Castle Party, najznamienitszą imprezą gotycką w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie to jest organizowane każdego roku w Bolkowie – na Ziemiach Odzyskanych, niedaleko granicy z Czechami i Niemcami. Najwybitniejszą słowiańską kapelą gothic rockową jest prawdopodobnie XIII. Stoleti. Ta wspaniała formacja została założona w 1989 roku w czeskiej Igławie przez braci Petra i Pavla Stepanów. Zanim zostali oni gotami, byli gwiazdami czechosłowackiej sceny punkowej.

PS 5. Ze społeczności gotyckiej (goth) wyłoniła się społeczność „cyber-goth”, o której zresztą wzmiankuje autorka „Metaforyki…”. Jest to wąsko wyspecjalizowana subkultura koncentrująca się wyłącznie na elektronicznych odmianach gotyku. Zielonogórzanka pisze: „Cybergoci przypominają bardziej ekscentrycznych fanów techno i house. (…) Tradycyjna czerń ustępuje miejsca kolorom żywym, intensywnym, wręcz krzykliwym (np. różom, czerwieniom). We włosy wplata się druty, plastikowe pręty, rurki itp. Twarz niekiedy pokrywana jest grubą warstwą specjalnego wosku kosmetycznego, który ma nadać skórze wygląd nienaturalnego tworzywa, plastiku, gumy czy sztucznej skóry”. Uwaga! Ruchu gotyckiego i cybergotyckiego pod żadnym pozorem nie należy mylić z ruchem emo! A już absolutnie nie wolno ich utożsamiać ze wspólnotą heavymetalowców, bo to zupełnie inna gałąź ewolucji rock&rolla! Nie za bardzo wiem, jak zaklasyfikować amerykański nurt zwany death rockiem. Najprawdopodobniej jest on czymś w rodzaju „gotycyzującego odłamu subkultury punkowej”. Japońskie style „gothic lolita” i „visual kei” to jeszcze co innego. Nawet dalekowschodnia muzyka okołogotycka (Malice Mizer, Moi dix Mois – obydwa z Kraju Kwitnącej Wiśni) różni się od zachodniej.

PRZYPISY

[1] Postmodernizm (ponowoczesność) w czystej postaci.

[2] Chociaż psychoanaliza i psychologia głębi ocierają się czasem o New Age. Carl Gustav Jung, Erich Fromm, Wilhelm Reich… Oni akurat popadli w swoisty mistycyzm.

[3] Pojęcia duszy w rozumieniu chrześcijańskim należałoby szukać w repertuarze Lacrimosy, której założyciel od kilku lat jest kapłanem w Kościele Nowoapostolskim (nie wierzycie? Odwiedźcie stronę Riehen.nak.ch i wpiszcie do tamtejszej wyszukiwarki hasło „Tilo Wolff”. Gdy to zrobicie, wyskoczą Wam odnośniki do newsów „Taufe Simon Emmanuel Dappen” i „Besuch des Bezirksapostels”. Kliknijcie oba linki, obejrzyjcie zdjęcia dołączone do wiadomości. Następnie zobaczcie pokaźny zbiór fotografii zgromadzony przez rosyjską społeczność Lacrimosafan: Vk.com/album-290858_208397571). Niemieckojęzyczny wyraz „seele” – „dusza” pojawia się w twórczości duetu dosyć często. Oto dwanaście przykładów pochodzących z trzech pierwszych płyt formacji (1991-1993, świecka młodość Wolffa): „Die Augen fest verschlossen, die Seele verkrampft” – „Oczy stale zamknięte, dusza skurczona”, „Ich weine um deine Seele” – „Płaczę nad twoją duszą”, „Und meine Seele blickt mich fragend an” – „A moja dusza patrzy na mnie pytająco”, „So wird keine Seele trauern” – „W taki sposób żadna dusza nie będzie się smucić”, „Verletzter Seele letzter Schmerz” – „Zraniona dusza ostatnim bólem”, „Zerschneide Deine Seele” – „Pokrój swoją duszę”, „Und f… meine Seele” – „I p… moją duszę”, „Ich horte die Musik meiner Seele” – „Słyszałem muzykę mojej duszy”, „Und blicke ins Zwilicht meiner Seele” – „I patrzę w niejasność mojej duszy”, „In deine Seele in dein Fleisch” – „W twoją duszę i w twoje ciało”, „Entblose deine Seele” – „Obnaż swoją duszę”, „Ich lecke meine Seele wund” – „Liżę moją ranną duszę”*. Lacrimosa wydała łącznie trzynaście albumów studyjnych, a także mnóstwo singli i epek, dlatego powyższa lista nie obejmuje wszystkich przypadków użycia rzeczownika „dusza” (czy to w języku niemieckim, czy angielskim). Żeby było śmieszniej, najstarsza piosenka zespołu, opublikowana na kasecie „Clamor” (1990) i krążku „Angst” (1991), nosi tytuł „Seele in Not” – „Dusza w potrzebie”. Samo słowo „seele” nie pada w niej jednak ani razu.

* Cytaty te zaczerpnęłam z witryny Stille.prv.pl (tłumacz: Trauer). Niestety, nie jestem w stanie ocenić wierności polskich przekładów, gdyż nie znam mowy Goethego. Lacrimosa to niemiecko-fiński duet działający w Szwajcarii. Drugą osobą jest – od 1993 roku – Anne Nurmi, prywatnie żona lidera. Pełni ona funkcję klawiszowca, rzadziej wokalistki i kompozytorki. Po raz pierwszy można ją było usłyszeć na epce „Schakal” wydanej w roku 1994. Ciekawe, czy dołączając do Lacrimosy spodziewała się, że za 20 lat zostanie księżyną (bo przecież nie „pastorową”. W Neuapostolische Kirche kapłan to kapłan, a nie zwykły człowiek z ludu czytający na głos Pismo Święte)! Chrześcijanie nowoapostolscy uważają się za związek wyznaniowy podobny do katolicyzmu i prawosławia, ale świat zewnętrzny porównuje ich niekiedy do mormonów. Interesujące, że Lacrimosa zdobyła największą popularność w krajach katolickich, prawosławnych i buddyjskich (Meksyk, Ameryka Południowa, Polska, Rosja, Chiny. Wyjątkiem od reguły są Niemcy, co zapewne wynika z pochodzenia i preferencji językowych Wolffa). Czy jakiś kulturoznawca mógłby to skomentować? U progu jesieni ’17 Tilo napisał na Facebooku: „Moi drodzy przyjaciele w Meksyku! Moje myśli i modlitwy są z wami! Kocham was!” – „My dear friends in Mexico! My thoughts and my prayers are with you! I love you!” (LacrimosaOfficial, 20 września 2017 roku). Wolff i Nurmi zawsze rozpieszczali Meksykanów, stąd płyta DVD „Live in Mexico City” i specjalna wersja utworu „Durch Nacht und Flut” z hiszpańskojęzycznym finałem. Artyści uwielbiają również Rosjan. W nagraniu „I lost my star in Krasnodar (Russian version)” zaskakuje nas – a raczej rodaków Puszkina – krótki fragment śpiewany po rosyjsku. Ech, ta łamana ruszczyzna to pseudosłowiański bełkot!

[4] Potrafię podać przykład okołogotyckiej piosenki, w której postać Lucyfera zostaje zdekonstruowana do granic absurdu. Jest nią utwór „Lucifer” zespołu Blutengel, niemieckiej kapeli grającej muzykę electro-goth i futurepop („gothic pop” – określenie sugerowane przez samą formację). Dobrze, ja rozumiem, że wielu wolnomyślicieli postrzega Lucyfera jako chrześcijańskiego odpowiednika Prometeusza: wyklętego herosa, który poniósł dotkliwą karę, bo chciał przekazać ludziom tajemnice zastrzeżone dla mieszkańców Niebios. Ale żeby od razu robić z niego przyjaznego ducha niosącego pomoc wyalienowanej nastolatce?! Czegoś takiego nie wymyśliłby nawet najgłupszy satanista! A właśnie taką wizję czarta promuje Chris Pohl i jego damska ekipa. Pod względem muzycznym „Lucifer” to prosty, elektroniczny kawałek, który przypomina standardowy popowy przebój. Jednak w tekście utworu występują istne cuda-wianki. Zwrotki: „Nie była jedną z nich. Nigdy nie miała przyjaciółki. Była tą jedną, z którą się drażniono. Nie była jedną z nich. Ona zawsze stoi sama. Nikt nie dał jej szansy. Zawsze była popychana. Nie była jedną z nich”, „Jej rodzice zginęli w wypadku. Nigdy się w nikim nie zakochała. Nikt nie rozumiał jej strachu. I każdej nocy płakała o pomoc. Modliła się do Boga, bo tak ją nauczono. Lecz on nigdy się do niej nie odezwał. Było jej tak zimno, czuła się taka opuszczona. Ale wtedy przyszedł Upadły Anioł”, „Ale wtedy przyszedł Upadły Anioł, żeby wyleczyć ból wewnątrz jej serca, jej złamanego serca. Ona zamknęła oczy i zobaczyła jego dobroć i prawdę. Ona nie jest sama, on zawsze tu jest”. Refren: „Ona jest zakochana w diable. Ona jest zakochana w Lucyferze. To jest jej zemsta za wszystkie lata nienawiści i łez. Ogień spada z nieba. Ona pali swoją przeszłość. Ona zaczyna nowe życie. Do piekła z Jezusem Chrystusem!”. Tym, co w cytowanym materiale uderza najbardziej, jest zupełny brak logiki w ostatnim wersie („To hell with Jesus Christ!”. Idiom „to hell with” – dosłownie „do piekła z” – zazwyczaj tłumaczy się jako „do diabła z”, lecz w tym przypadku należałoby zastosować tłumaczenie „słowo w słowo”). Skoro Szatan jest taki kochany, to piekło musi być cudownym miejscem. A skoro piekło jest cudownym miejscem, to po co tam wysyłać znienawidzonego Syna Bożego?! Widzę tylko dwie możliwości: albo piekło nie jest cudownym miejscem, albo Syn Boży wcale nie jest taki znienawidzony. Trzeciego wyjścia nie ma. Hmmm… Może ten piosenkowy nonsens jest efektem zamierzonym? Może chodzi w nim o to, żeby jednym równoważnikiem zdania zanegować cały tekst, czyli niejako „wyegzorcyzmować” kontrowersyjną treść? A może autor „Lucifera” chciał po prostu oddać stan umysłu niedojrzałej dziewczyny, która w ramach buntu młodzieńczego została satanistką? Nie mam zielonego pojęcia. Jedno jest pewne: łagodny szlagier grupy Blutengel ma więcej wspólnego z prawdziwym satanizmem niż dzieła heavy metalowe ukazujące diabła jako dziką bestię. Pamiętajmy, co o HM mówiła Zeena Schreck, córka Antona Szandora LaVeya („Zeena Schreck interview on KJTV”, Radio Werewolf Youth Party, YouTube.com, watch?v=tgHCCgPOpFM). Dla satanistów czart to przyjaciel, nie potwór, choć uznaje się go wyłącznie za archetyp, konstrukt kulturowy. Jak pisał lewicowy aforysta Stanisław Jerzy Lec: „W piekle diabeł jest postacią pozytywną”. I dlatego piosenka „Lucifer” może budzić niepokój części odbiorców.

[5] Trzeba przyznać, że romantyczna wizja Szatana jako Upadłego Anioła jest w gotyku szalenie popularna. Tandetny kawałek „Lucifer” formacji Blutengel, który omawiałam w przypisie czwartym, to tylko wierzchołek góry lodowej. Takich piosenek jest znacznie, znacznie więcej. Istnieją nawet utwory, w których ludzie – z natury niedoskonali – są przyrównywani do upadłych aniołów (przykład: „Fallen Angel” austriackiego duetu L’Ame Immortelle). Postać podobna do Upadłego Anioła zdobi okładkę CD „Lichtgestalt” mojej umiłowanej Lacrimosy. Tendencję do eksponowania tego symbolu można ponadto zaobserwować w rocku/metalu symfonicznym, gatunku nagminnie mylonym z gotykiem. Holenderka Sharon den Adel pyta w jednej z wykonywanych przez siebie piosenek: „Upadły Aniele, powiedz mi, dlaczego? Co jest przyczyną, cierń w twoim oku?” (Within Temptation – „Angels”). Finka Tarja Turunen śpiewa: „O, Panie, dlaczego anioły upadają pierwsze?” (Nightwish – „Angels Fall First”) i „Anioły, one upadają pierwsze, ale ja wciąż tutaj jestem” (Nightwish – „End of All Hope”). Motyw Upadłego Anioła bez trudu znajdziemy w teledysku „Amaranth”, jednym z pierwszych wideoklipów Nightwisha nakręconych z udziałem nowej wokalistki, Szwedki Anette Olzon (to było dekadę temu, teraz w NW występuje Holenderka Floor Jansen). Niektórzy melomani twierdzą, że Upadły Anioł pojawia się też w filmiku „Fire and Ice” Within Temptation. Ja nie do końca zgadzam się z tą interpretacją (chociaż na początku materiału słychać odgłos grzmotu, sygnał Lucyfera). Moim zdaniem, „Fire and Ice” to pesymistyczna przeróbka historii Joanny d’Arc zawierająca feministyczne przesłanie pt. „Kościół rzymskokatolicki podcina kobietom skrzydła”. Skoro już rozmawiamy o tej produkcji… Jest w niej coś, co powinno zaalarmować katolickich tradycjonalistów. Otóż w pierwszym ujęciu widzimy m.in. ukrzyżowanego Chrystusa wiszącego w powietrzu, jakby na niewidzialnym krzyżu. A kto się boi krzyża? Oczywiście, diabeł. Skłonność do eksperymentowania z krzyżem i ukrzyżowanym Chrystusem ma również Jorge Mario Bergoglio, co bywa traktowane jako dowód na to, iż jest on antypapieżem rozpracowującym KrK od wewnątrz. Dużo o tym napisali Bernard Teolog i jego przenikliwi komentatorzy na blogu Franciszekfalszywyprorok.wordpress.com.

[6] Andy i Larry Wachowscy to obecnie Lilly i Lana Wachowskie.

[7] Na tym polu wybija się niemiecki zespół Umbra et Imago, którego widowiskowe koncerty stanowią przykład degeneracji sztuki współczesnej (ot, libertynizm uzasadniany ideologią rozszerzonego freudyzmu). Podczas tych „wołających o pomstę do nieba” performansów pokazywane są widzom kobiety bez majtek i/lub bez staników, autentyczne czynności seksualne nieoszczędzające genitaliów, a przede wszystkim – wymyślne akty sadomasochizmu z zastosowaniem groźnie wyglądających akcesoriów. Do tego dochodzą ryzykowne efekty pirotechniczne, lateksowe kostiumy dla fetyszystów i ogólna atmosfera zdziczenia obyczajów (choćby wulgarne, agresywne gesty lidera kapeli). A to wszystko przy dźwiękach dobrej muzyki gothic metalowej, którą zapewne udałoby się wypromować bez przekraczania granicy między erotyką a pornografią. Uważam, że należy dołożyć wszelkich starań, aby na tego typu imprezy nie wpuszczano/posyłano nieletniej młodzieży. Czy chcielibyśmy, żeby młodzi, zagubieni, nieuformowani ludzie oglądali wiszącą do góry nogami, bitą w pośladki niewiastę ze świeczką i zimnymi ogniami w pochwie? Chyba nie… Proszę potraktować moje ostrzeżenie poważnie, gdyż grupa Umbra et Imago często występuje na mrocznych festiwalach (Wave-Gotik-Treffen, M’era Luna, Castle Party) obok mniej kontrowersyjnych formacji muzycznych. Ech, to są właśnie te słynne „gotyckie sprzeczności”! Raz mamy do czynienia z rzeczami pięknymi, rozsądnymi i podniosłymi, a innym razem – z ich zupełnymi przeciwieństwami! Kto pragnie słuchać gotyku, ten musi się z tym oswoić. W zespole Umbra et Imago najważniejszymi osobami są Peter Manuel Munz pseud. „Mozart” i Madeleine Le Roy (na 99,9% małżeństwo, oboje sadyści [?] o „zakazanych mordach”). On jest głównym wokalistą i mózgiem całego projektu, ona zaś pracuje dodatkowo jako domina. Nie wiem, czy taką kobietę można nazwać prostytutką, ale ewidentnie jest to jakaś forma „sexworkingu”. W Niemczech obowiązuje liberalne prawo dotyczące pikantnego biznesu, dlatego owa „artystka” śmiało reklamuje swoje usługi na własnej stronie internetowej. Oferta Madeleine, opatrzona numerem telefonu i adresem e-mailowym, obejmuje umiarkowane świadczenia z zakresu praktyk BDSM. Kobieta zastrzega, że może czegoś odmówić, jeśli nie jest to zgodne z „jej skłonnościami” (sic!). Ciekawe, ilu klientów Le Roy to fani muzyki Umbra et Imago? Z innej beczki: wspomniałam wcześniej o festiwalu Wave-Gotik-Treffen. Warto wiedzieć, że w 2015 roku zaśpiewała na tej imprezie Zeena Schreck, córka Antona Szandora LaVeya, o której wzmiankowałam w przypisie czwartym. Jaki ten świat jest mały, no nie? Aż chce się krzyknąć: sami swoi! A teraz smaczek socjolingwistyczny. W polskojęzycznej Wikipedii występy Umbra et Imago zostały zdefiniowane jako „nietuzinkowe koncerty” (wyrażenie raczej pochlebne). W anglojęzycznej Wikipedii określa się je mianem „fantazyjnych koncertów” („fancy concerts”) i „niesławnych pokazów scenicznych” („their stage shows are still infamous” – „ich pokazy sceniczne wciąż są niesławne”). Zachodniacy mają słuszność.

ANEKS 1.
Within Temptation,
feminizm i New Age

Na bezustanne przedstawianie – w dziełach Within Temptation – mężczyzn jako oprawców niewiast i dziatek zwrócił uwagę popkulturowy serwis Tvtropes.org. Oprócz teledysku „Fire and Ice” są jeszcze wideoklipy „Angels” i „Frozen” oraz czarno-biała krótkometrażówka „Triplets”. W tę konwencję wpisują się ponadto „The Howling” (wersja z 2007 roku) i „Paradise (What About Us?)”, albowiem kobiety i dzieci cierpią wskutek męskich wojen. Wszelka agresja niefacetów wobec facetów jest w produkcjach WT ukazywana jako zło konieczne lub zrozumiała zemsta („Angels”, „Frozen”, „Triplets”, krótkometrażówka „Mother Maiden”, krótkometrażówka i teledysk „Sinead”, oba warianty wideoklipu „What Have You Done?”). Portal Tvtropes.org uznaje to za rażącą stronniczość, androfobię i moralność Kalego. Według mnie, twórczość Within Temptation nawiązuje do znanej antropologom społecznym dychotomii „mężczyzna-kultura, kobieta-natura”, przy czym zła kultura próbuje ujarzmić dobrą naturę. W teledysku „Paradise…” niewiasty doprowadzają do odrodzenia się przyrody zniszczonej podczas konfliktu atomowego. Tryumfując, splatają dłonie niczym w feministycznym dramacie kinowym „Thelma i Louise” Ridleya Scotta. W piosence „Mother Earth” – „Matka Ziemia” (która nosi wszelkie znamiona manifestu zespołu!) przyroda zostaje opisana jako wszechpotężna władczyni zagrażająca kruchej cywilizacji. „Ona rządzi aż do końca czasu, daje i odbiera. Ona rządzi aż do końca czasu, chodzi własnymi drogami” – śpiewa Sharon den Adel.

Mówiąc wprost: we Wszechświecie wszystko zależy od natury, która jest rodzaju żeńskiego, a nie np. od Boga, który w chrześcijaństwie jest rodzaju męskiego. Czy to niewinna poetyzacja ateizmu, deizmu, świeckiego humanizmu? A może Wicca lub New Age (Era Wodnika usiłująca pogrzebać Erę Ryb)? Na okładce brytyjskiej edycji krążka „Mother Earth” widnieją m.in. znaki Zodiaku. Grupa Within Temptation ma też w swoim repertuarze miłosny kawałek „Aquarius” – „Wodnik”. Oto co na jego temat napisała pewna Internautka: „Aquarius wcale nie odnosi się do Roberta [gitarzysty, partnera życiowego wokalistki – przypis NJN] i Sharon. Swoją drogą, oni nie są małżeństwem, Robert z kolei urodził się 2 stycznia i jest Koziorożcem” (Nessa25, Tekstowo.pl). Dla sprawiedliwości należy odnotować, że nie wszystkie teledyski WT ociekają mizoandrią. Gdy mężczyźni się nie wychylają, są przedstawiani z niekwestionowaną życzliwością. Przykładowo, filmik „Dangerous” wyraża podziw dla Norwega uprawiającego sporty ekstremalne (Skandynawowie słyną z feministycznych poglądów, uchodzą wręcz za forpocztę społeczeństwa matriarchalnego, dyskryminującego facetów). Jest on bohaterem pozytywnym, gdyż kocha przyrodę i liczy się z jej prawami, choćby grawitacją. Bohater wideoklipu korzysta ze skafandra i spadochronu, a zatem bawi się w granicach przez naturę wyznaczonych. Sharon den Adel ma wizerunek „prawdziwej kobiety” i jest matką trojga dzieci, co znowu wzbudza skojarzenia z ezoteryczną koncepcją „świętej kobiecości” – animą, pierwiastkiem żeńskim, postacią Lilith. Wspomniana niewiasta (wywodząca się z żydowsko-arabskiego folkloru) to pierwsza żona Adama, partnerka Szatana, matka złych duchów, ikona feminizmu i satanistyczna odpowiedniczka Najświętszej Maryi Panny.

W jednej z wersji teledysku „What Have You Done?” Sharon uprawia seks z mężczyzną jako osoba dominująca, a potem jej kochanek okazuje się niebezpiecznym, impulsywnym, rozchwianym emocjonalnie szowinistą. Wszystko układa się w logiczną całość, czyż nie? Aha, jeszcze jedno. Piosenka „What Have You Done?” została nagrana z gościnnym udziałem Keitha Caputo, który obecnie jest Miną Caputo. Zaraz po swojej tranzycji Mina oznajmiła na Twitterze: „Transseksualistki M/K, takie jak ja, są kobietami, które rezygnują z męskiego uprzywilejowania na rzecz kobiecości! Zagrażają patriarchatowi!” („Male to female transsexuals like me are the women who give up male privilege for femininity! Threaten the patriarchy!” – cyt. za: Nme.com). Przypadek Miny wydaje się kłopotliwy z punktu widzenia kultu Matki Ziemi, ponieważ płeć psychiczna (tożsamość płciowa) to jedno, płeć kulturowa (rola płciowa) to drugie, a płeć biologiczna (chromosomy, anatomia) to trzecie. Na poziomie psychicznym i kulturowym (gender identity, gender role) Caputo jest kobietą, lecz na poziomie biologicznym (sex) pozostaje mężczyzną. Ewidentny spór kultury z naturą. Proszę nie zrozumieć mnie opacznie: akceptuję Minę jako wyoutowaną transkobietę. Zdumiewa mnie tylko fakt, że osoba transpłciowa, która najpewniej od lat planowała kurację hormonalną, zgodziła się wystąpić z kapelą głoszącą poglądy typu „bezużytecznym jest pytanie, dlaczego nie możesz jej [przyrody – przypis NJN] kontrolować”. Przywołane słowa pochodzą z hymnu „Mother Earth”.

Zespołu Within Temptation słucham od 2005 roku, ale dopiero teraz ogarnęłam jego dorobek prawą półkulą mózgową. A powinnam tak zawsze, bo jestem leworęczna i niektóre horoskopy przyporządkowują moją datę urodzenia – 19 lutego 1991 roku – do znaku Wodnika (lecz inne do znaku Ryb)! „Znak ten jest przypisywany osobom urodzonym w czasie obserwowania Słońca w tym znaku, to znaczy na odcinku ekliptyki pomiędzy 300 a 330 stopniem długości ekliptycznej. Wypada to między 19/20 stycznia a 18/19 lutego – dokładne ramy czasowe zależą od rocznika. Czasem przyjmuje się umowne granice – według Evangeline Adams (1868-1932) był to okres między 21 stycznia a 20 lutego. Znak Wodnika przypisuje się również osobom urodzonym w trakcie wschodzenia tego znaku” (źródło: polskojęzyczna Wikipedia). Wedle portalu Astrolog.pl, jestem Rybami, ale gdybym przyszła na świat kilka godzin wcześniej, byłabym Wodnikiem. Dlaczego? Ponieważ w 1991 roku zmiana znaku z Wodnika na Ryby nastąpiła 19 lutego o godzinie 4:58 (ja się urodziłam grubo po 9:00). Czuję, że antagonizm między Erą Wodnika a Erą Ryb dotyczy mnie osobiście. Bardzo to gotyckie. Stereotypowy Wodnik jest indywidualistą i innowatorem, człowiekiem obdarzonym wysoką inteligencją i nieprzeciętną intuicją (patrz: Juliusz Verne). Osobnik spod znaku Ryb to melancholik i cierpiętnik, który posiada artystyczną duszę i romantyczny światopogląd (patrz: Zdzisław Beksiński). Wodnik, Ryby – jedno i drugie kojarzy się z wodą! A ja od dziecka mam przechlapane, gdyż nie potrafię zwięźle odpowiedzieć na pytanie: „Jaki masz znak Zodiaku?”.

PS. Przypominam, że od dłuższego czasu zespół Within Temptation nie ma nic wspólnego z gotykiem. Grupa zaczęła swoją karierę od gothic metalu i doom metalu, jednak później poszła w kierunku rocka/metalu symfonicznego. Formacja z płyty na płytę staje się coraz bardziej komercyjna i popowa.

ANEKS 2.
Lacrimosa, obłuda religijna
i saga rodziny Bischoffów

Jeżeli kogoś zaintrygowały teologiczno-eklezjalne sekrety Tilo Wolffa, to niech zajrzy do mojego poprzedniego artykułu zatytułowanego „Lacrimosa. Gothic metal i Kościół Nowoapostolski”. Tekst jest ogólnodostępny online (Njnowak.tnb.pl). Tych, którzy już znają ów materiał, informuję o kilku nowych ustaleniach. Po pierwsze: dwa miesiące po opublikowaniu – w ramach solowego projektu Snakeskin – pornograficznych teledysków „Keep Me Alive” i „Keep Me Alive – DC” Tilo Wolff zamieścił na Instagramie fotografię Biblii otwartej na Psalmie 32 (lacrimosa_official, 13 listopada 2016 roku). Rzeczona pieśń wychwala Boga za to, że jest miłosierny i łatwo wybacza grzechy pokutnikom. W opisie zdjęcia artysta oświadczył: „Każdego dnia, ale szczególnie w czasach, gdy ludzie zachowują się nieludzko i krótkowzrocznie, a potem ledwo znoszą skutki swojego zachowania, cieszę się, że jestem w stanie żyć moją wiarą! To takie piękne! Życzę Wam spokojnej niedzieli!” („Every day, but especially in times when people behave inhumanly and short-sightedly and then barely endure the results of their behavior, I am glad to be able to live my faith! So very beautiful! I wish you a peaceful Sunday!”). Hipokryzja. Czegoś takiego nie powstydziłby się Świętoszek z komedii Moliera.

Po drugie: w serwisie YouTube.com można znaleźć filmik z 2013 roku, w którym Tilo Wolff gawędzi z młodą fanką w drzwiach jakiegoś hotelu (nagranie zostało zarejestrowane w Argentynie, czyli w Ameryce Łacińskiej, gdzie nasz ulubieniec zrobił największą karierę. „Lacrimosa en Rosario 2013 – Charlando con Tilo en la puerta del hotel”, Yamil Jose Anello, user/YamWt, watch?v=V8_NGIjJhyI). Kiedy rozmowa schodzi na tematy filozoficzne, wokalista popada w samozachwyt: „Chodzę do kościoła, jestem bardzo religijny”, „Moja wiara w Boga jest nawet silniejsza niż moja wiara w muzykę” („I go to church, I’m very religious”, „My belief in God is even stronger than my belief in music”). Przez cały czas kopci jak smok. Wypada odnotować, że zanim Niemiec rozpoczyna konwersację z Latynoską, w rozmowie z kimś innym używa wulgaryzmu „f**k”. Czy to jest słownictwo godne księdza nowoapostolskiego?

Po trzecie: uważnie przyjrzałam się okładce kasety „Clamor” z 1990 roku. Widnieje na niej zdjęcie 18-letniego Wolffa, który wygląda jak androgyniczny demon, a jego nastroszone włosy imitują rogi Baphometa. Chłopak ma splecione – jakby do modlitwy – dłonie, ale jedną z nich pokazuje gest „mano cornuta”. Za plecami młodzieńca wisi marmurowa płyta pamiątkowa, na której wyryto m.in. nazwiska „Benedict Bischoff” i „Dorothea Frey”. Osoby te zmarły w XIX wieku (chyba w latach 1836 i 1834; nie widzę dokładnie). Czyżby dalecy krewni artysty? Potwierdzałoby to moją hipotezę, zgodnie z którą matka Tilo pochodziła z rodziny Bischoffów. Kim byli Benedict (Benedikt) Bischoff i Dorothea Frey? Żmudne googlowanie doprowadziło mnie do wniosku, że mogli to być dawni bogacze/arystokraci, członkowie rodu związanego z Riehen – szwajcarską gminą, w której mieszka i pracuje Tilo Wolff. Bischoffowie przez wieki zajmowali się biznesem, zostając kupcami i fabrykantami. Przedstawiciele tego klanu byli nawet współwłaścicielami eleganckiego parku i wytwornego pałacyku w Riehen (Sarasinpark, Villa Wenkenhof). Fragmenty teledysku „Nach dem Sturm” Lacrimosy, opublikowanego 23 sierpnia 2017 roku, prawdopodobnie były kręcone na terenie majątku Wenkenhof. Zgadza się wystrój prezentowanych komnat, obrazy, drzwi, żyrandol, a także krzaki, rzeźby i oczko wodne na zewnątrz budynku (Beat-ernst-basel.ch/Wenkenhof?PHPSESSID=51032ece4f91426b209777f8146ef41f).

O dziejach rodu Bischoffów można poczytać w artykule „Die Sarasinschen Guter in Riehen”, który został wydrukowany w 1966 roku na łamach periodyku „Basler Zeitschrift fur Geschichte und Altertumskunde”. Cyfrowa kopia materiału jest dostępna w formacie PDF na stronie E-periodica.ch. Inny tekst, do którego warto dotrzeć: „Von den Sarasinschen Gutern in Riehen und ihren Bewohnern” autorstwa Fritza Lehmanna (Riehener-jahrbuch.ch). Zachęcam ponadto do sprawdzenia haseł „Wenkenhof” i „Sarasinpark” w niemieckojęzycznej Wikipedii. „Das Wenkengut blieb nach Zaslins Tod zum Teil bis 1931 in Besitz der mit ihm verwandten Familien Merian, Bischoff und Burckhardt” (wiki/Wenkenhof), „Zeitweise besass der Basler Stadtratsprasident Hieronymus Bischoff, der ab 1852 erster Prasident des Riehener Diakonissenhauses war, das Elbs-Birrsche Landgut” (wiki/Sarasinpark).

Ursula z Bischoffów Wolff odeszła pod koniec wakacji 2017 roku. Smutne uroczystości pogrzebowe odbyły się 26 sierpnia w Bazylei. Pochówek miał miejsce 28 sierpnia w Riehen. Wzięli w nim udział: mąż zmarłej (Friedrich Wolff), dzieci wraz ze swoimi rodzinami, siostra Barbel oraz szwagier Wilhelm Leber. Ten ostatni to były Główny Apostoł – duchowy przywódca – Kościoła Nowoapostolskiego. A zatem Tilo Wolff miał kiedyś wujka na stanowisku „papieża” Neuapostolische Kirche! Skąd informacje o zgonie, pogrzebie i pochówku Ursuli? Z newsa „Abschied von unserer Glaubensschwester Ursula Wolff” (Riehen.nak.ch). Śmierć w rodzinie to przerażająca sprawa, ale życie pozostałych członków familii toczy się dalej. 10 września 2017 roku Tilo był widziany w Reinach podczas religijnych obchodów Dnia Dziecka („Kindertag 2017 im Bezirk Basel”, Bezirk-basel.nak.ch).

Lider Lacrimosy dość często ma do czynienia z dziećmi, co zapewne wynika z faktu, że sam jest ojcem dwóch chłopców – Tristana Alexandra i Tiziana Immanuela. Wiem o tym z wirtualnego wydania pisemka „Riehener Zeitung” (Eleonore Spiniello-Behret, „Aufnahme in das Burgerrecht der Gemeinde Riehen”, 29 kwietnia 2016 roku, Riehener-zeitung.ch). Znalazłam tam bowiem słowa: „Wolff, Wolf-Tilo, deutscher Staatsangehoriger mit seiner Ehefrau, Wolff geb. Nurmi, Anne Marjaana, finnische Staatsangehorige, und die Kinder, Wolff, Tristan Alexander, Wolff, Tizian Immanuel, finnische Staatsangehorige”. Cytowany urywek udowadnia przy okazji, że Anne Nurmi jest współmałżonką („ehefrau”) owego dwulicowego kapłana o czarno-białych włosach. Formalnie, w świetle prawa, kobieta nazywa się Anne Wolff.

Lacrimosa (Niemiec Tilo Wolff
i Finka Anne Nurmi) na żywo w 2000 r.
Ogólne wrażenie: Werter i Lotta,
ewentualnie Gustaw i Maryla. 🙂

„Kabinett Der Sinne” (z płyty „Inferno”, 1995)

„Am Ende Stehen Wir Zwei” (z płyty „Elodia”, 1999)

„Stolzes Herz” (z singla „Stolzes Herz”, 1996)

* * *

Lacrimosa – „Nach dem Sturm” (2017)
[czy w niektórych ujęciach widać willę Wenkenhof?
Ha! Ja się nie dziwię, że to się podoba Latynosom,
sentymentalnym wielbicielom łzawych telenowel!]

Lacrimosa – „Sanctus” (1999)
[połączenie metalu z muzyką poważną]

* * *

L’Ame Immortelle – „5 Jahre” (2004)
[lubię ten austriacki teledysk!
To jest właśnie „cywilizacja
tańcząca na własnym grobie”.
Dużo tu również nawiązań
do Romantyzmu i Fin de Siecle]

Liv Kristine & Michelle Darkness – „Love Decay” (2014)
[Norweżka i Niemiec; komentarz taki jak do „5 Jahre”]

* * *

Blutengel & Meinhard – „Kinder der Sterne” (2015)
[elektroniczny/industrialny „gothic pop” z Dojczlandu.
Teoretycy spiskowi! Uważajcie na symbole Illuminati
i kontroli umysłu Monarch/MK-ULTRA!]

Blutengel – „Lucifer” (2007)
[kawałek analizowany w przypisie czwartym]

* * *

XIII. Stoleti – „Elizabeth” (1998)
[największy przebój czeskiego Dark Independent]

XIII. Stoleti – „Transilvanian Werewolf” (1996)
[znakomity utwór, serdecznie polecam!]

* * *

Xmal Deutschland – „Mondlicht” (1984)
[muzyka postpunkowa, protogotycka.
Ojczyzna formacji: jak sama nazwa wskazuje]

* * *

Christian Dorge – „Mystische Rosenmadonna” (1992)
[niemieckie dark wave; śpiewa 20-letni Tilo Wolff]

Switchblade Symphony – „Clown” (1995)
[hipnotyzujące dark wave ze Stanów Zjednoczonych.
Uwaga, konspiracjoniści! Wideoklip jest przepełniony
symbolami kontroli umysłu Monarch/MK-ULTRA!]

* * *

Umbra et Imago – „The Animal’s Blues” (2017)
[skandaliści zza Odry ocieplają swój wizerunek?
Promocja praw zwierząt i marksistowska troska o ubogich
(Madeleine Le Roy popiera socjalistyczną Die Linke):
„Nie masz ziemi, praw i nie możesz mówić”,
„Nie masz pieniędzy, praw i nie możesz mówić”,
„Pierwsze są pieniądze, a drugie – może –
prawa człowieka dla bogatych ludzi”.
Absolutnie nic zdrożnego w sensie obyczajowym!]

Umbra et Imago – „Viva Vulva” (2015)
[teledysk tylko dla widzów dorosłych]

Umbra et Imago – „Milch” (1998)
[live 1999; materiał wyłącznie dla (zalogowanych) dorosłych.
„Mozart” prezentuje typowo sadystyczne wzorce zachowań]

* * *

Within Temptation – „Fire and Ice” (2011)
[holenderski rock/metal symfoniczny.
W wideoklipie: zła Era Ryb, czas chrześcijaństwa]

Within Temptation – „Mother Earth” (2002)
[holenderski rock/metal symfoniczny.
W wideoklipie: dobra Era Wodnika, czas New Age]

Lacrimosa. Gothic metal i Kościół Nowoapostolski

“Lacrimosa NIE JEST
chrześcijańskim zespołem,
ale Tilo jest chrześcijaninem”

Resistencia Underground (stepman628),
użytkownik serwisu YouTube.com

“Wierzę w Boga, jestem chrześcijaninem.
Wiara stanowi ogromną część mojej osobowości,
jest jedną z najważniejszych wartości w moim życiu”

Tilo Wolff w rozmowie z Anną Sadłowską,
Polskie Radio PiK, Lacrimosa.rockmetal.art.pl

Cierpienia młodego poety

Historia Lacrimosy sięga roku 1990. To właśnie wtedy Tilo Wolff, wówczas nadwrażliwy 18-latek w typie goethowskiego Wertera, musiał podjąć decyzję dotyczącą swojej dalszej drogi życiowej. Ale nie było mu łatwo. Ta delikatna mimoza, egzystująca w świecie głębokich uczuć i bujnej wyobraźni, została akurat wyrzucona ze szkoły za noszenie ekstrawaganckich, gotyckich ubrań. Sytuacja przedstawiała się nieciekawie, a sam Tilo – miłośnik poezji, literatury i muzyki – prawdopodobnie zmagał się z dojmującym uczuciem weltschmerz. Nastolatek miał jednak asa w rękawie: od dłuższego czasu pisał wiersze, a poza tym posiadał spore doświadczenie w dziedzinie gry na różnych instrumentach. Pewnego razu, gdy spojrzał na swoje liryki, doszedł do wniosku, że mógłby wzmocnić ich przekaz poprzez dodanie do nich akompaniamentu. Tak powstały pierwsze utwory Wolffa, zatytułowane “Seele in Not” i “Requiem” (gatunek: dark wave). Były to kompozycje proste pod względem formy, czysto keyboardowe, eksperymentalne, a przede wszystkim wyjątkowo depresyjne. Te dwa kawałki znalazły się wkrótce na kasecie demo “Clamor” (1990). Młodzieniec, działający pod szyldem “Lacrimosa“, marzył o pozostaniu niezależnym twórcą. A ponieważ wolność kojarzyła mu się z wolnym rynkiem, postanowił założyć własne przedsiębiorstwo fonograficzne. Przepracowawszy trochę czasu w kilku fabrykach, zdobył kapitał początkowy i założył firmę Hall of Sermon (HoS). W latach 1991-1993 sam sobie wydał trzy płyty (“Angst”, “Einsamkeit”, “Satura”) oraz jeden singiel (“Alles Luge”). Krążki te bardzo przypominały kasetę “Clamor”. Prostymi, mrocznymi dźwiękami odmalowywały ból, strach, rozpacz, obłęd itd.

Od “Inferno” do “Elodii”

W 1993 roku, podczas wspólnej trasy koncertowej Lacrimosy i fińskiej grupy Two Witches, Tilo poznał swoją przyszłą partnerkę sceniczną, a zarazem żonę, Anne Nurmi[1]. Świeżo upieczony duet wydał epkę “Schakal” (1994) i longplay “Inferno” (1995), które przyniosły mu uznanie w mrocznych subkulturach. Krążek “Inferno” był jeszcze głęboko zakorzeniony w solowej twórczości Wolffa, ale ewidentnie zwiastował wielkie zmiany. Piosenki Lacrimosy, choć nadal przygnębiające, brzmiały już dojrzale i melodyjnie. Na CD po raz pierwszy pojawiła się orkiestra symfoniczna. Lecz to dopiero płyta “Stille” (1997) przekształciła gotycki zespół w wybitną formację łączącą metal z muzyką poważną. W dziejach Lacrimosy rozpoczął się złoty wiek, a sam krążek “Stille” zachwycał odbiorcę wyszukanymi melodiami i bogactwem klasycznych instrumentów. Tilo stał się pewny siebie, charyzmatyczny, zdolny do ciągłego zaskakiwania publiczności czymś nowym. Śpiewał “z chlebem” (na “Inferno” zawodził “jakby chciał, a nie mógł”, natomiast wcześniej preferował różne szepty, skrzeki i piski). Muzyka była wyraźnie szybsza, mocniejsza, bardziej dynamiczna. W 1999 roku ujrzał światło dzienne album powszechnie uznawany za opus magnum Lacrimosy. “Elodia”, bo o niej mowa, okazała się płytą utrzymaną w klimatach podobnych do “Stille”, ale jeszcze bliższą twórczości Mozarta, Beethovena, Bacha i Wagnera. Chwytliwe melodie, zawarte na tej długograjce, łatwo wpadały w ucho, a Londyńska Orkiestra Symfoniczna dopełniała dzieła. To właśnie na tym albumie znalazł swoje miejsce singlowy przebój “Alleine Zu Zweit”, utwór o namiętności przywracającej młodość staremu, zaśniedziałemu, ostygłemu związkowi.

Od “Fassade” do “Echos”

Rok 2001 przyniósł światu kolejne CD Lacrimosy, “Fassade”. Był to już siódmy krążek w karierze zespołu, a zarazem czwarty spośród tych, które wbijały słuchacza w fotel swoim niezwykłym patetyzmem i orkiestrowym rozmachem. Najważniejsze dzieło na tej płycie stanowił cykl “Fassade” składający się z trzech monumentalnych, apokaliptycznych, podobnych do siebie pieśni tworzących spójną – brzmieniowo i tematycznie – całość. W ich przypadku ogromne znaczenie miała zarówno muzyka, jak i treść krytykująca (po)nowoczesne społeczeństwo, które nie jest już wspólnotą opartą na tradycyjnych wartościach, tylko zbiorem egoistycznych, materialistycznych, osamotnionych jednostek. W 2003 roku ukazał się album “Echos” zawierający więcej klasyki niż metalu. Otwierała go nieprawdopodobnie pompatyczna uwertura “Kyrie”, w całości wykonywana przez chór i orkiestrę symfoniczną. Twórczość Lacrimosy powoli zaczęła się robić… męcząca. Na płycie “Echos” znalazły się wprawdzie dwa rockowe kawałki, “Durch Nacht Und Flut” i “Malina”, ale brzmiały one dość umownie, zupełnie jakby miały być przeznaczone do wykonywania na żywo w TVP1. Piosenki te były rozdzielone czterema ciepłymi, gładkimi, subtelnymi nagraniami, w rytm których można by rozsmarowywać masło na chlebie lub ustawiać porcelanowe figurki na szklanych półeczkach. Tilo i Anne, wtłoczeni w gorset konwencji, nigdy wcześniej nie wydawali się tak nudni. Ostatni utwór, “Die Schreie Sind Verstummt”, pełnił funkcję kwiatka u kożucha. Odróżniał się od pozostałych tym, że wracała w nim Lacrimosa z czasów “Stille” i “Elodii”. Niestety, było już za późno, żeby cokolwiek zmienić. Wolff i Nurmi zaprzepaścili swoją szansę.

Od “Lichtgestalt” do “Testimonium”

Nie od dziś wiadomo, że jeśli coś się zbytnio napina, to prędzej czy później musi pęknąć. Tak też było z Lacrimosą, która na kolejnym krążku, “Lichtgestalt” (2005), wyraźnie spuściła z tonu. Po opublikowaniu czegoś tak snobistycznego, jak “Echos”, przyszedł czas na odrobinę pokory. Owszem, nowy longplay znów urzekał klasycznym instrumentarium, ale był zdecydowanie skromniejszy, chwilami wręcz rozrywkowy (“Lichtgestalt”, “Kelch der Liebe”, “Letzte Ausfahrt: Leben”). Poważna, uroczysta atmosfera wracała jednak w ostatnim utworze, czyli we wzruszającym “Hohelied der Liebe” będącym interpretacją biblijnego “Hymnu o miłości” św. Pawła z Tarsu (1 Kor 13). Płyta “Sehnsucht”, która trafiła do sklepów w 2009 roku, stanowiła potwierdzenie woli odejścia od dotychczasowej stylistyki. Z dzisiejszej perspektywy widać, że owo CD było mostem między “Lichtgestalt” a “Revolution” – krążkiem, o którym będzie mowa za chwilę. Album “Sehnsucht” zaprezentował publiczności nową, niestroniącą od elektroniki Lacrimosę. W uszy słuchacza rzucało się zwłaszcza komputerowe chrobotanie wykorzystane w utworze “A.U.S. (Alles Unter Schmerzen)”. Tilo znów zaczął szeptać, skrzeczeć i piszczeć, tak jak to czynił w wieku 18-21 lat. Oczywiście, drobne wstawki elektroniczne występowały już na “Echos”, a dziwne odgłosy Wolffa dawały się słyszeć na “Lichtgestalt”, ale nie na taką skalę! Rok 2012 to data wydania płyty “Revolution”. Krążek ten rozwiewał wszelkie wątpliwości, udowadniał, że Lacrimosa, niegdyś staroświecka, zwróciła się ku futuryzmowi. Następcą CD “Revolution” został depresyjny, elektroniczny album “Hoffnung” (2015). 25 sierpnia 2017 roku wyszło ciężkie, żałobne “Testimonium”.

Tilo i przyjaciele

Oferta Lacrimosy to także pięć składanek: “Live” (1998), “Vintage Classix” (2002), “Lichtjahre” (2007), “Schattenspiel” (2010) i “Live in Mexico City” (2014). Na szczególną uwagę zasługuje dwupłytówka “Schattenspiel” skompilowana z okazji 20-lecia istnienia formacji. Tilo i Anne umieścili na niej alternatywne wersje sześciu starych kawałków oraz utwory nigdy wcześniej niepublikowane. Lacrimosa obdarowała też swoich fanów licznymi materiałami audiowizualnymi. W latach 1995-1997 ujrzały światło dzienne dwie kasety VHS: “The Clips 1993-1995” i “Silent Clips”. Później trafiły w ręce widzów cztery płyty DVD: “The Live History” (2000), “Musikkurzfilme” (2005), “Lichtjahre” (2007) i “Live in Mexico City” (2015). Prawdziwą perłę stanowi film dokumentalny “Lichtjahre”, relacja z trójkontynentalnej trasy koncertowej zespołu. Dyskografia duetu nie byłaby pełna, gdyby nie napomykała o różnorakich singlach (np. “Feuer” – 2009), epkach (np. “Heute Nacht” – 2013) oraz nagraniach będących efektem współpracy z innymi wykonawcami. Gościnne występy Wolffa na cudzych płytach to osobny rozdział jego życia. Piosenki do posłuchania: Kreator – “Endorama”, Kartagon – “Messiah”, Tk. Kim – “Bleib”, Mono Inc. – “Children of the Dark”, Dreams of Sanity – “The Phantom of the Opera”, Joachim Witt – “Abendrot”, Martin Sprissler – “Gimmie Somethin’ To Believe In”, Christian Dorge – “Weltschmerz”, Christian Dorge – “Der Satyr”, Christian Dorge – “Mystische Rosenmadonna”. Tilo realizuje także poboczny projekt muzyczny, Snakeskin. Jego dorobek to trzy albumy electro: “Music For The Lost” (2004), “Canta’Tronic” (2006) i “Tunes For My Santimea” (2016). Usłyszymy na nich przejmujący śpiew Kerstin Doelle i Cariny Bohmer.

Kaznodziejski ton

Czytając wywiady, jakich Tilo Wolff udzielił na przestrzeni ponad dwudziestu lat, można czasem odnieść wrażenie, że artysta wykazuje skłonność do popadania w iście kaznodziejski ton. Przykładem może tutaj być “Wywiad na temat ‘Inferno’”, którego polską wersję językową znajdujemy na stronie Lacrimosa.rockmetal.art.pl. Rozmowa najprawdopodobniej została przeprowadzona około roku 1995. Co z tego, że muzyk wyglądał wówczas ekscentrycznie, skoro jego mentalność nie odbiegała zbytnio od mentalności typowego eschatologicznego chrześcijanina? Pozwolę sobie zacytować odpowiedź, jakiej udzielił Tilo na jedno z pytań dziennikarza. Artysta ustosunkowuje się w niej do utworu “Das Schweigen“ z płyty “Satura” (1993).

TW: “To prawda, raczej nie wierzę w ludzkość. Ludzie są zbyt egoistyczni. Myślą tylko o sobie, ale kiedy tylko pojawiają się jakieś problemy, zwracają się do sąsiadów. A powinno być inaczej. Ludzie są też za bardzo materialistami, ale to tylko symptom. Bóg dał nam dziesięć przykazań, gdybyśmy tylko postępowali zgodnie z nimi, albo przynajmniej trzymali się najważniejszej rzeczy, jakiej uczył nas Jezus: ‘Kochaj bliźniego tak jak siebie‘, życie byłoby o wiele prostsze, a problemy naszego społeczeństwa przestałyby istnieć. Pomyślcie o tym! Zastanówcie się, skąd biorą się nasze problemy! Ten świat stoi na krawędzi, to nie może dłużej tak wyglądać. Ale to nie jest pierwszy raz, a tym razem powinniśmy wiedzieć lepiej. Potop został przepowiedziany i wszyscy byli ostrzeżeni. Noe budował Arkę i chciał ją zapełnić, ale ludzie tylko się z niego śmiali. Po potopie on i jego rodzina wciąż żyli, natomiast wszyscy inni ludzie zginęli. Kojarzy mi się to z naszymi czasami”

Inny przykład popadania w kaznodziejski ton? Fragment arcyciekawego wywiadu dla magazynu “Tylko Rock” (materiał, opublikowany w październiku 2001 roku, nosi tytuł “Samotność długodystansowca“. Kopia rozmowy jest dostępna na stronie Stille.prv.pl). Gdy redaktor Wiesław Weiss pyta Lacrimosę o zawartość merytoryczną tryptyku “Fassade”, Tilo Wolff wygłasza długi, socjologiczny monolog. Narzeka w nim na współczesnych ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są urabiani przez mainstreamowe media, reklamę, propagandę i odgórne programy nauczania. Twierdzi, że społeczeństwo jest zmanipulowane do tego stopnia, iż czuje się wolne pomimo swojego oczywistego zniewolenia. O ile początek i środek wypowiedzi można jeszcze uznać za manifest anarchisty lub libertarianina, o tyle koniec wywodu brzmi jak kościelne kazanie. Muzyk wypowiada bowiem zdania, jakich nie powstydziłby się nawet ksiądz rzymskokatolicki.

TW: “’Fassade – 2. Satz’ to z kolei wyraz moich przeżyć duchowo-religijnych. Mówi o tym, że w życiu chodzi nie tylko o majątek, wygląd modelki, sławę. Nie lekceważę prostych ludzkich pragnień. Ale w życiu musi być coś jeszcze, co nadaje mu sens. Śpiewam tam na przykład: ‘Nie ma miłości bez prawdy. I nie ma prawdy bez miłości‘… Jeśli nie jesteś wierny swojej miłości – czy naprawdę możesz nazwać ją miłością? Jeśli nie jesteś wierny sobie – czy możesz spojrzeć sobie samemu w twarz? To prawdziwy problem naszych czasów. Większość ludzi jest tak bardzo zakłamana, że dawno straciła orientację, kim w rzeczywistości jest. Co więcej – nie chce wiedzieć”

W wywiadzie “Samotni razem” (czasopismo “Jazgot”, numer 4 z 1999 roku, Lacrimosa.rockmetal.art.pl) pojawia się zagadnienie życia pozagrobowego. Dziennikarz, niejaki Oron, zadaje Wolffowi pytanie: “Twój stosunek do śmierci, obawiasz się jej?”. Odpowiedź artysty doskonale koresponduje z jego innymi poglądami filozoficznymi.

TW: “Nie. Całe nasze życie jest przygotowaniem do jej przyjęcia. Uważam i wierzę w to, że po śmierci istniejemy dalej, kontynuując naszą podróż. Tylko takie nastawienie spowoduje zwalczenie strachu przed nicością. Nie jesteśmy tylko ciałami fizycznymi, to jest tylko jedna z form naszej egzystencji. Owszem, to bardzo ważne, aby dbać o ciało, dawać mu jeść, pielęgnować je, lecz stanowi ono jakby kostium wypożyczony nam do poruszania się w ziemskiej strukturze. Wierząc w życie po śmierci, nie masz żadnych obaw”

Szkoda, że Oronowi nie przyszło do głowy, żeby pociągnąć ten wątek i zapytać: “A piekła się nie obawiasz?”. Mogłaby z tego wyniknąć pasjonująca dyskusja teologiczna. Odkrylibyśmy wówczas, jak wygląda Wolffowa wizja życia pozagrobowego. Czy muzyk na pewno nie odrzuca klasycznej, chrześcijańskiej koncepcji zaświatów – nieba i piekła (tudzież czyśćca i limbusa)? Wszystko jedno. Przejdźmy do następnego wywiadu. W październiku 2003 roku uruchomiono specjalny adres e-mailowy, na który można było nadsyłać dowolne pytania do Lacrimosy. Zakazano tylko wściubiania nosa w prywatne życie duetu. Odpowiedzi na zadane pytania zostały wkrótce opublikowane na stronie internetowej zespołu (“Exclusive Fan-Interview, October 2003”, Lacrimosa.ch). Sprawdźmy, jak Tilo odpisał dwóm osobom pytającym o przekonania religijne formacji, a także irańskiemu muzułmaninowi, który miał dziwny koszmar z Wolffem w roli głównej.

TW (do Danieli Veas): “Tak, wierzymy w Boga i wierzymy w Jezusa Chrystusa, chodzimy do kościoła, ale widzimy również istotne różnice między istniejącymi Kościołami, jak to, że nie wszystkie spośród powszechnie znanych Kościołów chrześcijańskich wydają się dążyć do oryginalnego celu Kościoła Jezusa, którym jest prowadzenie ludzkości drogą do Boga kierowaną przez apostołów opieczętowanych Duchem Świętym, a którym nie jest dążenie do ludzkich i zorientowanych na świat celów! To, oczywiście, jest nasza osobista opinia, a nie jakikolwiek rodzaj osądu, albowiem nie mamy prawa osądzać”

TW (do Yaira Abrahama Gamboy Palomeque): “Tradycyjna wiedza o Bogu pochodzi z Biblii. Tradycyjna wiedza o Szatanie również pochodzi z Biblii. Według Biblii, Bóg jest miłością, a Szatan jest źródłem jej przeciwieństwa. W konsekwencji, jeśli czujesz miłość, czujesz Boga. A ja staram się nie nienawidzić zbyt dużo, kocham i chcę być kochany!”

TW (do Alirezy Ghasemi): “Sen, jaki miałeś, raczej brzmi dla mnie tak, jakbyś widział we mnie zagrożenie dla siebie i swojej wiary, gdyż jestem chrześcijaninem, a Ty muzułmaninem słuchającym mojej muzyki i lubiącym ją. Uwierz mi, nie chcę sprawiać Tobie ani nikomu innemu takich problemów moją muzyką, więc proszę, Alireza, nie rozdzieraj się na pół! Myślę, iż możesz znaleźć rozwiązanie jedynie poprzez to, że albo przestaniesz słuchać Lacrimosy, albo dowiesz się, czy w Twojej religii grzechem jest słuchanie muzyki innej kultury”

Prawda, która szokuje

Zauważywszy, że Tilo i Anne przywiązują ogromną wagę do religii chrześcijańskiej, zaczęłam się zastanawiać: “Jakiego oni są wyznania?”. Ponieważ sądziłam, że znalezienie jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie będzie niemożliwe, postanowiłam ustalić coś innego. “Gdzie oni mieszkają? Jakie tam są związki wyznaniowe?” – główkowałam. Przeglądając zasoby serwisu MoneyHouse.ch, odkryłam, że firma Hall of Sermon była rejestrowana w Bazylei, Schlieren, Riehen i Rheinfelden (Szwajcaria). Sam Tilo Wolff uchodzi obecnie za przedsiębiorcę z Riehen. Zorientowawszy się w sytuacji, pomyślałam: “Riehen to mała gmina pod Bazyleą. Jeśli Tilo i Anne faktycznie tam mieszkają, to ja nie wierzę, że nikt ich nie zna i nie kojarzy”. Moje poszukiwania ruszyły w następującym kierunku: “Tilo Wolff z Riehen. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?”. No i dotarłam do celu. Drodzy Czytelnicy! Mam nadzieję, że siedzicie na tyłkach, bo to, co zaraz przeczytacie, może Was powalić na kolana! Tilo Wolff, lider duetu Lacrimosa, jest duchownym w Kościele Nowoapostolskim (Neuapostolische Kirche, New Apostolic Church, NAK, NAC). W lutym 2013 roku został oficjalnie zaakceptowany przez wyższego kapłana, Markusa Fehlbauma, dzięki czemu awansował z diakona na księdza (“Besuch des Bezirksapostels”, Riehen.nak.ch). We wrześniu 2014 roku własnoręcznie ochrzcił małego Simona (“Taufe Simon Emmanuel Dappen”, Riehen.nak.ch). Ponadto muzyk aktywnie uczestniczy w życiu swojej i pobliskich parafii. Świadczą o tym liczne zdjęcia opublikowane na stronach internetowych NAK. Rosyjscy fani Lacrimosy – użytkownicy portalu VKontakte – zgromadzili co najmniej 24 takie fotografie (Vk.com/album-290858_208397571).

Neuapostolische Kirche

Kościół Nowoapostolski, ośmiomilionowy ruch religijny, należy do nurtu irwingiańskiego, gdyż powstał w wyniku działalności Edwarda Irvinga (XIX-wiecznego charyzmatyka) i jego ambitnych uczniów. Ci ostatni uważali się za “nowych apostołów” kontynuujących misję swoich biblijnych poprzedników. Duchowni tytułowani apostołami do dziś stanowią elitę Kościoła Nowoapostolskiego, a na ich czele stoi prorokujący Główny Apostoł. Oni wszyscy mają do pomocy biskupów, księży i diakonów. Jednym z podstawowych założeń NAK jest wiara w rychłą Paruzję, która zapoczątkuje idylliczne Milenium, czyli tysiącletnie, ziemskie panowanie Jezusa i jego sprawiedliwych wybrańców. Epoka ta zakończy się Sądem Ostatecznym i anihilacją niegodziwych dusz. Neuapostolische Kirche głosi istnienie Trójcy Świętej i uznaje bóstwo Chrystusa. Zezwala na transfuzję krwi i transplantację narządów, potępia zaś niszczenie ludzkich zarodków. W NAK nie wyświęca się kobiet, aktywnych homoseksualistów ani mężczyzn żyjących w konkubinacie. Nie ma też możliwości zawarcia małżeństwa jednopłciowego. Kościół Nowoapostolski oferuje swoim wyznawcom trzy sakramenty: chrzest wodny (odrodzenie z wody), święte pieczętowanie (odrodzenie z Ducha) i świętą wieczerzę (komunię pod postacią opłatka pokropionego winem). Te wielkie dary są dostępne nie tylko dla żywych. Trzy razy do roku odbywają się specjalne nabożeństwa, podczas których żyjący pełnomocnicy przyjmują sakramenty w imieniu osób zmarłych. Najdłużej urzędującym Głównym Apostołem był Niemiec Johann Gottfried Bischoff, kolaborant NSDAP. W 1954 roku ogłosił on dogmat, według którego Chrystus powróci jeszcze za jego życia. Sześć lat później zmarł[2].

Wolffowie i Bischoffowie

Wytwórnia płytowa HoS składa się z dwóch bytów: “Hall of Sermon Publishing, Tilo Wolff” i “Hall of Sermon GmbH”. Pierwszy z nich dwukrotnie (?) był rejestrowany w Riehen. Najpierw pod adresem Storklingasse 38, a potem pod adresem Im Hinterengeli 14 (logo “Tilo Wolff” – adres Im Hinterengeli 22). Z ulicą Storklingasse wiążą się legendarne początki Lacrimosy. Otóż właśnie tam młodziutki Tilo ulokował swoje przedsiębiorstwo w 1992 roku. Intrygującym przypadkiem jest dom przy ulicy Im Hinterengeli 14. Aktualnie w tej posiadłości mają swoje siedziby firmy Friedricha Wolffa i Franka Wolffa. Przypuszczam, że Friedrich to ojciec Tilo, a Frank – rodzony brat artysty. Friedrich, wynalazca solarium[3], jest człowiekiem sukcesu, który zbił kokosy w latach 70. XX wieku. W 2011 roku, mimo choroby Parkinsona, pozostawał aktywny i dyrygował chórem seniorów. Działalność biznesową zawsze ułatwiała mu rodzina, szczególnie bracia (Jorg, Christoph, Dietrich) i żona Ursula z Bischoffów. Pytanie: czy ta kobieta ma coś wspólnego z Johannem Gottfriedem Bischoffem? Główny Apostoł był związany z Frankfurtem nad Menem, a przecież w latach 70. Wolffowie mieszkali dokładnie w tym mieście. Później przenieśli się do Riehen, chyba na Storklingasse 38, bo akurat ten adres figuruje w opisach patentowych Friedricha. Z wynalazcą solarium ściśle współpracuje Corinna Oechsle, która ewidentnie uczęszcza do Neuapostolische Kirche (“Festgottesdienst mit Apostel Wolfgang Eckhardt in Lorrach”, Nak-loerrach.de). Frank Wolff to kolejny ksiądz nowoapostolski (“Gottesdienst mit Apostel Burren”, Riehen.nak.ch). Prowadzi on firmę wraz ze swym kuzynem Felixem Wolffem, diakonem NAK (“Neuer Vorsteher fur die Gemeinden Pratteln und Rheinfelden”, Nak.ch).

Ukryta opcja irwingiańska

Lacrimosa “popełniła” kiedyś utwór przemycający w swojej treści poglądy irwingiańskie. Jest nim mało znane nagranie “The Last Millennium“. W pierwszej zwrotce podmiot liryczny opisuje swoją burzliwą przeszłość: “I to zawsze będą moje drzwi/ Ten konkretny dzień, w którym się urodziłem/ I to zawsze będzie mój poranek/ Wszystkie te lata wpływające na moją tęsknotę/ Kiedy byłem niespokojny, poniekąd bezdomny/ Walczący często o zrozumienie/ Szukający czegoś stabilnego/ Zmęczony kręceniem się w kółko/ Teraz jestem tutaj, żeby pozostać w miejscu, do którego należę”. Po tych słowach następuje refren, w którym Tilo wyje: “Hej! Hej!/ Dzisiaj mówię ‘do widzenia‘!/ Czekając na coś więcej, co przyjdzie/ Witam Ostatnie Milenium/ Hej! Hej!/ Dzisiaj mówię ‘cześć‘!/ Czekałem na to, to jest/ To jest Ostatnie Milenium”. Gdy Wolff wykrzykuje te zdania, Nurmi dośpiewuje: “Witaj/ Musisz się obudzić/ To jest Ostatnie Milenium”. W drugiej zwrotce słyszymy, że wkrótce nadejdzie “całkiem nowa epoka”, która “spłucze nasze piękne życie” (New World Order?). Jest tam również mowa o “arogancji ludzkości” i “zmianie ludzkiej rasy“. Trzecia zwrotka brzmi zaś jak świadectwo nawrócenia: “A kiedy patrzę w swoje życie, widzę/ Że każda łza, którą wypłakałem, była wzmocnieniem mojej duszy/ Nic, tylko miłosierdzie/ Prowadziło mnie przez ból/ I nic, tylko miłosierdzie/ Utrzymywało mnie niezmienionym/ To było miłosierdzie, które uzyskałem/ Raz ofiarowałem/ I to było miłosierdzie/ Dzięki któremu wciąż jestem żywy/ A kiedy patrzę w swoje życie, mogę powiedzieć/ ‘Dziękuję Ci z całego serca za miłosierdzie, które otrzymałem!‘”. Elementy irwingiańskie występują także w piosenkach “Promised Land” i “If The World Stood Still A Day“.

Wojtyła jako heretyk?

Chciałabym teraz napisać kilkanaście zdań o kawałku “Der Ketzer” z płyty “Angst” (1991). Jest to nagranie, w którym 19-letni Tilo Wolff dość ostro krytykuje papieża Jana Pawła II. Oczywiście, człowiek, który nie jest katolikiem, nie ma obowiązku kochać głowy Kościoła rzymskokatolickiego, ale taki “hejterski” utwór stanowi rodzaj “haka” na dzisiejszego księdza nowoapostolskiego. Uwaga! Jeśli dokładnie wczytamy się w tekst utworu “Der Ketzer”, uzmysłowimy sobie, że wcale nie chodzi w nim o czcigodnego Karola Wojtyłę. Ojciec Święty jest tu jedynie symbolem atakowanego związku wyznaniowego (KrK). Zarzuty, jakie padają w piosence, mogłyby zostać postawione każdemu innemu papieżowi: “biedni, ponieważ kradniesz ich pieniądze”, “biedni, ponieważ oni tobie wierzą”, “płaczę nad twoją duszą”, “twoim królestwem jest piekło” (tłum. Trauer, Stille.prv.pl). Ustalmy tożsamość tytułowego “heretyka“. Czy rzeczownik ten odnosi się do osoby mówiącej? A może do… suwerena Watykanu? Ta druga możliwość oznaczałaby, że podmiot liryczny postrzega JP2 jako odszczepieńca, który sprzeniewierzył się nauczaniu Jezusa Chrystusa lub przynajmniej doktrynie Kościoła rzymskokatolickiego. Nie wiem, czy Karol Wojtyła był heretykiem, ale poważnie traktuję hipotezę, że jest nim Jorge Mario Bergoglio. Poczynania jezuity Franciszka tak dalece odbiegają od wskazań Ewangelii (adhortacja “Amoris Laetitia”!) i tradycyjnych zasad KrK, że nawet teolodzy rzymskokatoliccy wyrażają swój niepokój. W środowiskach ultrakatolickich spotkamy wielu sedewakantystów, którzy głoszą, że ostatnim prawowiernym Ojcem Świętym był Pius XII, a wszyscy (po)soborowi papieże to antypapieże. A zatem… Nie wieszałabym psów na jednym irwingiańskim gocie!

Perspektywa teoretycznospiskowa

Co o Lacrimosie powiedzieliby teoretycy spiskowi wyspecjalizowani w analizowaniu wytworów popkultury (Vigilantcitizen.com, Pseudoccultmedia.net)? Niewątpliwie stwierdziliby, że Tilo Wolff i Anne Nurmi pozornie są poza wszelkim podejrzeniem. Przecież Tilo to niezależny artysta, którego trudno uznać za część globalnego przemysłu rozrywkowego. Wiadomo o nim, że powiedział “NIE”, kiedy pracownicy MTV złożyli mu ofertę współpracy. Czy on mógłby być marionetką Illuminati? Czy mógłby być ofiarą kontroli umysłu – projektu Monarch lub MK-ULTRA? A kto niby miałby go kontrolować? Hmmm… Może ktoś z Kościoła Nowoapostolskiego? Albo sama Anne Nurmi? To by wyjaśniało, dlaczego ta skromna, nieśmiała kobieta na zdjęciach bywa ukazywana jako arogancka domina. Symbole BDSM (np. klatki, łańcuchy) jak najbardziej są kojarzone z projektem Monarch. Podobnie zresztą jak inne atrybuty Lacrimosy: arlekiny, karuzele, maski, drzwi, korytarze, schody, kolumny, zegary, łuki architektoniczne oraz kontrastowe zestawienia czerni i bieli.

W 2015/2016 roku duet zaczął wyraźnie nadużywać motywu czarno-białej szachownicy. Istnieją fotografie z czasów płyty “Hoffnung”, na których Tilo i Anne, pokryci takim właśnie wzorem, subtelnie eksponują jedno oko. Zwróćmy też uwagę na okładkę krążka “Intrication” Tk. Kim (przypominam o piosence “Bleib“ nagranej z gościnnym udziałem Wolffa!). Zawiera ona mnóstwo podejrzanych elementów: dziewczynę z zasłoniętym okiem, trójkąt, spiralę, kłódkę, drut kolczasty, węża, motyle monarchy, motyle innych gatunków, szkielet motylich skrzydeł, greckie litery, podłogę-szachownicę, odłamki czegoś rozbitego, Drzewo Życia oraz Wszystkowidzące Oko. Same znaki masońskiej kontroli umysłu… Na okładce DVD “Musikkurzfilme” Lacrimosy znajduje się cyrkiel, kątomierz i przedziwny człowiek-robot, który w pustej głowie ma tylko arlekina i światło. Okładka CD “Fassade” przedstawia pokaz mody. Widzowie, obserwujący roznegliżowane modelki, wyglądają jak robotnicy z filmu “Metropolis” Fritza Langa i noszą na głowach cudaczne aparaty. Tajemnicze ustrojstwo widnieje również na głowie ślepego mężczyzny, reprezentanta tzw. białych kołnierzyków, wyobrażonego na okładce płyty “In the Clinic” zespołu Kartagon (formacji promowanej przez Hall of Sermon). Tytuł albumu, zestawiony z tą sugestywną ilustracją, przywodzi na myśl psychuszkę.

W 2010 roku Tilo Wolff zaprezentował się światu w zupełnie nowej roli: wystąpił jako DJ podczas halloweenowej imprezy w moskiewskim klubie “Toćka” (“Tochka”). Żaden człowiek, bez względu na światopogląd, nie jest w stanie ominąć nocy z 31 października na 1 listopada. Należałoby wszakże zapytać, czy chrześcijanin myślący o posłudze kapłańskiej powinien obchodzić Halloween (jedno z dwóch najważniejszych świąt satanistycznych zalecanych przez Antona Szandora LaVeya) w jakiejkolwiek formie. Żeby nie odbiegać zbytnio od tematu teorii spiskowych, pozwolę sobie przypomnieć, co o Halloween powiedziała Arizona Wilder, słynna rozmówczyni Davida Icke’a, podająca się za byłą ofiarę kontroli umysłu i oskarżająca międzynarodową elitę o przynależność do Illuminati. Poniższe słowa pochodzą z materiału audiowizualnego “Revelations of a Mother Goddess” (“Rewelacje Bogini Matki”) i dotyczą rzekomych okultystycznych praktyk uskutecznianych w pewnym amerykańskim kościele. Autorami polskiego przekładu są Łukasz i Krzysztof, redaktorzy portalu Davidicke.pl.

AW: “Tej nocy jest czczenie i modły do Szatana. I tej nocy wielu ludzi w tym kraju wie, że chodzi tu o Diabła, Szatana. I chrześcijaństwo mówi wciąż… Wierzę, że stworzyli chrześcijaństwo, by było tym, czym jest. Stworzyli również tego Szatana i kontrolują wszystko w ten sposób. I tej nocy jest wiele rozlewu krwi i składa się ofiary Szatanowi. Jest osoba, która gra swoją rolę w tej Wysokiej Radzie, która ma do czynienia z tą Wysoką Radą. Nie jest w Wysokiej Radzie, ale ma do odgrywania rolę Szatana. Jest telewizyjnym kaznodzieją w TBN, przez jakiś czas był czołowym wokalistą w Iron Butterfly, wiele lat temu. Ma długie blond włosy. W tym punkcie nie przypominam sobie jego nazwiska. Rozpoznałam tylko jego twarz, widziałam go ostatnio w TBN, i to jest jego przykrywka albo jest DID[4]. I gra tę rolę Wielkiego Oszusta Szatana tej nocy Halloween w tym kościele. I to się dzieje w Halloween. Powiem jeszcze, że Halloween, które stało się tak popularne w tym kraju, służy również sprofanowaniu w tym ludzi. I nawet odłam chrześcijańskiego ruchu, który chce nazwać to Festynem Żniw, nie zdaje sobie sprawy, że Festyn Żniw jest z druidycznej religii, i znów robią to samo świętując Festyn Żniw, o to chodzi w Festynie Żniw”

Ktoś może burknąć: “Arizona Wilder? To żaden autorytet! Przecież w tym samym wywiadzie, który zacytowano wyżej, kobieta twierdzi, że widziała znane osobistości zamieniające się w Reptilian (zmiennokształtnych jaszczuroludzi)!”. Święta prawda. Ale jest coś, co powinno rozbudzić wyobraźnię każdego konspiracjonisty: zdjęcia Tilo zrobione w ramach promocji jego drugiego projektu muzycznego, Snakeskin. Zauważmy, że na niektórych fotografiach z pierwszej dekady XXI wieku artysta jest przedstawiony jako osobnik zrzucający skórę. Ucharakteryzowano go w taki sposób, że wygląda, jakby pod ludzką powłoką ukrywał gadzią łuskę. Czyżby jakieś reptiliańskie aluzje?! Niestety, to dopiero początek horroru. Jeszcze gorsze są materiały graficzne i audiowizualne promujące najnowszą płytę Snakeskin, “Tunes For My Santimea” (2016). Na jednym ze zdjęć widzimy niemal zupełnie nagą modelkę, siedzącą na jakimś stołku i trzymającą w dłoniach bukiet czerwonych róż. Kobieta ma na sobie czarną (po wewnętrznej stronie – złocistą) szatę z kapturem oraz złotą maskę przywodzącą na myśl starodawnego lekarza zadżumionych. Dopełnieniem tego obrazu jest lśniąca, czerwona zasłona i czarno-biała podłoga imitująca szachownicę. Na fotografii zdecydowanie dominuje kolorystyka złoto-czarno-czerwona. Jeśli to nie jest nawiązanie do filmu “Eyes Wide Shut” (“Oczy Szeroko Zamknięte”) Stanleya Kubricka, to ja się nazywam Eliza Orzeszkowa! Jak wiadomo, “Eyes…” to klasyka okultystycznego kina.

Zerknijmy także na trzy niskobudżetowe teledyski Snakeskin z lat 2016-2017: “Alive”, “Keep Me Alive” i “Keep Me Alive – DC”. Oprócz twardej erotyki LGBT i BDSM (dwa ostatnie video clipy) zawierają one symbolikę związaną z Illuminati i projektem Monarch. We wszystkich trzech filmikach zobaczymy ćmy, wyeksponowane pojedyncze oczy, dziwne maski oraz potłuczone szkło. W “Alive” ujrzymy też trójkątne kształty, a w pozostałych materiałach – lusterko, tatuaże-kokardy, tatuaże-gwiazdy i zwierzęcą (wężową) teksturę. Jedna z pań występujących w “Keep Me Alive” i “Keep Me Alive – DC” płacze krwawymi łzami, które tradycyjnie oznaczają wielkie cierpienie i stanowią atrybut Matki Boskiej. Czy to straumatyzowana ofiara tzw. programowania beta (jak Brice Taylor lub Cathy O’Brien)? Czemu w niektórych ujęciach ma ona wąskie, gadzie źrenice? I dlaczego te lesbijsko-sadomasochistyczno-ezoteryczne pornole zostały połączone z muzyką zawierającą odwołania do katolickich chorałów?! Taka prowokacja nie przystoi kapłanowi żadnego wyznania[5]! Abstrahuję już od tego, że wąż, ukryty w nazwie Snakeskin, to symbol grzechu i fallusa. A przynajmniej tak było do niedawna, dopóki Bergoglio nie palnął, że Jezus stał się “grzechem“, “diabłem“ i “wężem” (Franciszekfalszywyprorok.wordpress.com).

Wróćmy na moment do halloweenowej imprezy w moskiewskiej “Toćce”. Jednym z utworów, jakie Wolff wziął wówczas na warsztat, był “Bad Romance” Lady Gagi. Tak się składa, że LG od dawna uchodzi za typową marionetkę Illuminati. Natomiast teledysk “Bad Romance” bywa wymieniany jako przykład ekstremalnie wolnomularskiego tudzież reptiliańskiego video clipu. Tilo Wolff, członek Kościoła Nowoapostolskiego, nie jest jedynym duchownym chrześcijańskim, którego przyłapano na wykonywaniu/przerabianiu niesławnego hitu Gagi. Parafrazę dokładnie tej samej piosenki zaśpiewali kiedyś na scenie polscy dominikanie (można to zobaczyć w serwisie YouTube.com: watch?v=aP74qJBWsKY). Zakon dominikanów, podobnie jak zakon jezuitów, zmaga się z oskarżeniami o promasońskie sympatie. Według ks. prof. Michała Poradowskiego, autora książki “Problemy II Soboru Watykańskiego”, konszachty dominikanów i jezuitów z wolnomularzami trwają już dobrych kilka wieków.

Na zakończenie niniejszego wywodu chciałabym, tak dla hecy, odnieść się do filmu “Metropolis” Fritza Langa, o którym wzmiankowałam kilka akapitów wcześniej. W tej niemej, niemieckiej antyutopii z 1927 roku wykorzystano motyw dwóch Marii: anielskiej dzieweczki i jej złowrogiego sobowtóra (robota, gynoida). Prawdziwa Maria, świątobliwa prorokini, naucza robotników w kaplicy, a fałszywa – deprawuje kapitalistów jako tancerka erotyczna w klubie “Yoshiwara“. Główny bohater, Freder, wie o obu Mariach, ale ich nie rozróżnia. W pewnej scenie widzimy go czytającego Apokalipsę Świętego Jana. Nagle przychodzi do niego Jozafat, który opowiada mu o straszliwych zbrodniach sprowokowanych przez nierządnicę z “Yoshiwary”. Przybysz rozumie, że Freder zakochał się w cnotliwej prorokini, dlatego oznajmia dyplomatycznie: “Ta kobieta, u stóp której wszystkie grzechy są nagromadzone, też ma na imię Maria”. Wówczas Freder zrywa się i krzyczy: “Ta sama kobieta, którą w Podziemiu uważają za świętą?!” (YouTube.com, watch?v=RK_hTPyK50w). Nie zamierzam tego komentować.

Natalia Julia Nowak,
06.04. – 29.05. 2017 r.
[zmiany: 03.09. 2017 r.]

PS 1. Twórczość Lacrimosy znam od stycznia 2006 roku (miałam wtedy 14 lat i 11 miesięcy). W gimnazjum i w liceum szalałam na punkcie tego zespołu. Udało mi się nawet zdobyć oryginalną koszulkę z obrazkiem z płyty “Live“. Muzyka Lacrimosy towarzyszyła mi mniej więcej do drugiego roku studiów licencjackich. Teraz, po kilkuletniej przerwie, ze wzruszeniem wracam do jej słuchania.

PS 2. Jeśli powyższy artykuł zawiera nieaktualne informacje i/lub błędy związane z chronologią omawianych wydarzeń, to pokornie za nie przepraszam!

PRZYPISY

[1] Anne jest o cztery lata starsza od Tilo. Przyszła bowiem na świat 22 sierpnia 1968 roku w fińskim mieście Tampere (jej mąż urodził się 10 lipca 1972 roku w niemieckim Frankfurcie nad Menem). Oboje małżonkowie mieszkają w Szwajcarii, jednak pozostają obywatelami swoich ojczystych krajów. Wiele wskazuje na to, że formalnie kobieta nazywa się Anne Marjaana Wolff. Na stronie Moneyhouse.ch, w jednym z komunikatów Swiss Official Gazette of Commerce, znajdujemy taką oto adnotację: “Wolff Anne Marjaana, finnische Staatsangehorige, Rheinfelden, Gesellschafterin…” (“Wolff Anne Marjaana, obywatelka fińska, Rheinfelden, akcjonariuszka…“). Niestety, witryna Moneyhouse.ch zawiera również łamańce językowe typu “Wolf-Tilo gen. Tilo Wolff-Nurmi”, “Wolff Wolf-Tilo” czy “Wolff-Nurmi Wolf-Tilo genannt Tilo”. Proszę mnie nie pytać, o co tu chodzi, bo nie mam zielonego pojęcia! Napiszę tylko tyle, że w polskiej i angielskiej Wikipedii drugie imię Anne figuruje w formie “Marjanna”. Jaką funkcję pełni Nurmi w Lacrimosie? Otóż jest ona klawiszowcem, wokalistką i kompozytorką. Chyba właśnie w tej kolejności (większość muzyki zespołu to kompozycje Tilo). Znamienne, że na koncertach artystka stoi/siedzi z boku, przy keyboardzie, ale zawsze ma przy ustach niewielki mikrofon, który umożliwia jej wyśpiewywanie “swoich kwestii” w poszczególnych piosenkach. Czasem Anne wychodzi na środek sceny i wtedy Tilo zastępuje ją przy instrumencie klawiszowym. Dzieje się tak wówczas, gdy kobieta ma do zaśpiewania któryś ze “swoich” utworów. Ale kawałki wykonywane w całości lub w zdecydowanej większości przez Nurmi stanowią margines repertuaru Lacrimosy. Szczerze mówiąc, doliczyłam się ich zaledwie dwunastu: “No Blind Eyes Can See” (1995), “Not Every Pain Hurts” (1997), “Make It End” (1997), “The Turning Point” (1999), “Senses” (2001), “Vankina” (2001), “Apart” (2003), “My Last Goodbye” (2005), “A Prayer For Your Heart” (2009), “If The World Stood Still A Day” (2012), “Thunder And Lightning” (2015), “My Pain” (2017). Anne w dużej mierze odpowiada za wizerunek i autoprezentację duetu, ponieważ jest także projektantką mody, krawcową i fotografem. Jakby tego było mało, Finka posiada zdolności i zamiłowania kulinarne. Czy Wolffowie mają dzieci? Po Internecie krąży plotka, że Tilo i Anne doczekali się córki, ale dotychczas nie udało mi się pozytywnie zweryfikować tego doniesienia. Zdołałam za to ustalić, że Wolffowie mają dwóch synów, którzy noszą imiona Tristan Alexander i Tizian Immanuel (WOW! Na płycie “Sehnsucht“ z 2009 roku w chórku dziecięcym śpiewa jakiś Tristan Alexander!). Chłopcy otrzymali nazwisko po ojcu, a obywatelstwo po matce. Od 19 kwietnia 2016 roku Tilo, Anne, Tristan i Tizian są obywatelami gminy Riehen i kantonu Bazylea-Miasto. Potwierdza to Eleonore Spiniello-Behret na łamach lokalnego pisemka “Riehener Zeitung” (29 kwietnia 2016 roku, Riehener-zeitung.ch).

[2] Ciekawostka: w Kościele rzymskokatolickim urząd papieski jest nieomylny. Jeżeli osoba piastująca ten urząd popełnia jakikolwiek błąd w kwestii wiary, to znaczy, że nie jest już papieżem, albowiem prawdziwy Ojciec Święty nigdy by nie zbłądził. Może Główny Apostoł NAK też przestał być Głównym Apostołem? [Prywata: podzielam opinię katotradsów, że Novus Ordo – Vaticanum Secundum (modernistyczny porządek ustanowiony na Soborze Watykańskim II) ma niewiele wspólnego z autentyczną doktryną i liturgią rzymskokatolicką. Zastanawiam się, czy “papież” (?) Franciszek nie jest jakimś dynamitem mającym rozsadzić KrK od wewnątrz. Utrzymuję, że liberalny kler ośmiesza Kościół skuteczniej niż niejeden antyklerykalny satyryk]

[3] “Za datę powstania pierwszego solarium przyjmuje się rok 1975, kiedy to Friedrich Wolff wyprodukował pierwszą świetlówkę UV i zaobserwował, że promienie UVB syntetyzują witaminę D3 i aktywują proces produkcji pigmentu. Lampy następnie umieszczono pod akrylową powłoką, która przepuszczała promienie ultrafioletowe, i tak oto powstało pierwsze urządzenie zwane dziś solarium. Wprawdzie celem Wolffa nie było opalanie, a leczenie za pomocą promieni ultrafioletowych chorób skóry, jednak fakt, że ‘sztuczne słońce’ nie tylko leczyło, ale i dawało piękną opaleniznę spowodował, że powstała nowa usługa, która z powodzeniem działa do dziś” [cytat z tekstu “Bezpieczne i zdrowe opalanie w solarium” zamieszczonego na stronie Solarium.net.pl]

[4] Chodzi o Dissociative Identity Disorder, czyli dysocjacyjne zaburzenie tożsamości (chorobę psychiczną, na której podobno bazuje kontrola umysłu Monarch). Inna nazwa schorzenia: MPD – Multiple Personality Disorder, osobowość wieloraka. Fenomen DID/MPD polega na tym, że w jednym ciele mieszkają liczne osobowości, które mają różne charaktery/temperamenty/uzdolnienia i zazwyczaj nie wiedzą o sobie nawzajem. Konspiracjoniści wierzą, że Iluminaci – poprzez przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną – umyślnie wywołują tę przypadłość w niewinnych dzieciach. Po co? Żeby móc zaprogramować każdą personę do wykonywania określonych (często skrajnie odmiennych!) zadań. Teoria spiskowa o projekcie Monarch nie wzięła się z powietrza. Jej fundamentem jest wiedza o autentycznym projekcie MK-ULTRA, który był realizowany przez CIA w latach 50. i 60. XX wieku. Nielegalne eksperymenty, jakie wówczas prowadzono, miały związek z zimnowojennym wyścigiem zbrojeń. Czy w repertuarze Lacrimosy są piosenki wzbudzające skojarzenia z kontrolą umysłu Monarch? Aktualnie przychodzą mi do głowy dwa tytuły: “Diener Eines Geistes” (1992) i “Erinnerung” (1993). Pierwszy z tych utworów ukazuje konflikt między poszczególnymi kawałkami rozbitej psychiki, a drugi – porusza problem bolesnych wspomnień z dzieciństwa.

[5] Przyznam, że odkryłam te teledyski bardzo późno, gdy miałam już ukończoną większą część niniejszego artykułu. Znaleziska, o których mowa, nie tylko mnie zaskoczyły, ale wręcz pokrzyżowały mi plany. Chciałam bowiem napisać coś w stylu: “Kariera muzyczna Tilo Wolffa to ewolucja w stronę coraz większego konserwatyzmu”. Obecnie jestem zmuszona wycofać się z tego twierdzenia. Gdyby analizowane video clipy miały charakter archiwalny, tzn. powstały przed dołączeniem twórcy do grona duchownych chrześcijańskich, nie sprawiałyby mi żadnego dyskomfortu. Wiem przecież, że w przeszłości Tilo nie bał stosować różnorakich prowokacji artystycznych. Znam teledysk “Satura” z 1993 roku, który stanowi coś w rodzaju mroczniejszej wersji “Like a Prayer” Madonny*. Obejrzałam filmiki “Copycat” (1995), “Stolzes Herz” (1996) i “Siehst Du Mich Im Licht?” (1997), które czerpią pełnymi garściami z subkultury BDSM. Przeczytałam tłumaczenia utworów “Crucifixio” (1993) i “Schakal“ (1994). Sądziłam jednak, że prowokacje obyczajowe Wolffa skończyły się na początku XXI wieku, a prowokacje religijne – już w połowie lat 90. poprzedniego stulecia. Myliłam się. Uznaję swój błąd. I naprawdę, nie przeszkadzają mi same wybryki Tilo, bo szokowanie leży w naturze artysty. Przeszkadza mi to, że ten człowiek wrócił do swoich starych grzechów, będąc już od dawna praktykującym kapłanem. Pewne rzeczy nie licują z godnością księdza. Czy to hipokryzja, czy rozdwojenie jaźni?! Aha, jeszcze jedno. Niektórzy badacze twierdzą, że osoby o skłonnościach masochistycznych wykazują tendencję do popadania w dewocję religijną. Przyczyną tego zjawiska jest głębokie pragnienie, żeby całkowicie zatracić się w miłości do kogoś uwielbianego, wywyższanego, podziwianego, a zarazem surowego, apodyktycznego i mającego nad nami władzę. Różne formy, mechanizm ten sam. Nie próbuję przez to skonstatować, że chrześcijaństwo jest religią sadomasochistyczną, tylko dowieść, że czasem ludzie działają z bardzo niskich pobudek (świadomie lub nieświadomie). [*Drodzy teoretycy spiskowi! Jeśli będziecie kiedyś oglądać video clip “Satura” Lacrimosy, to przypomnijcie sobie złowieszcze słowa Arizony Wilder: “I tej nocy jest wiele rozlewu krwi i składa się ofiary Szatanowi“, “I gra tę rolę Wielkiego Oszusta Szatana tej nocy Halloween w tym kościele”. Ostrzegam! Jednostki wrażliwe religijnie mogą uznać ten teledysk za bluźnierczy!]

ŹRÓDŁA WIEDZY
O LACRIMOSIE I SNAKESKIN:

1. Witryna internetowa Lacrimosa.ch
2. Witryna internetowa Lacrimosa.life
3. Witryna internetowa Lacrimosaforever.com
4. Witryna internetowa Lacrimosa.rockmetal.art.pl
5. Witryna internetowa Stille.prv.pl
6. Witryna internetowa Snakeskin.ch
7. Profil Lacrimosy na Facebooku: LacrimosaOfficial
8. Profil Lacrimosy na Twitterze: LacrimosaBand
9. Profil Lacrimosy na YouTube: LACRIMOSAofficial
10. Profil Tilo Wolffa na Instagramie: Lacrimosa_Official
11. Polska, angielska i niemiecka Wikipedia
12. Zbiór tekstów piosenek Lyrics.wikia.com
13. Ustalenia własne wynikające z słuchania utworów Lacrimosy i Snakeskin, a także z oglądania zdjęć, obrazków, teledysków, nagrań koncertowych oraz innych materiałów dotyczących Tilo Wolffa i Anne Nurmi

ŹRÓDŁA WIEDZY
O INTERESACH I LOKALIZACJI WOLFFÓW:

1. “Hall of Sermon Publishing, Tilo Wolff” [Easymonitoring.ch]
2. “Hall of Sermon Publishing, Tilo Wolff” [Moneyhouse.ch]
3. “Hall of Sermon GmbH” [Moneyhouse.ch]
4. “Hall of Sermon GmbH. SOGC notifications” [Moneyhouse.ch]
5. “Wolf-Tilo gen. Tilo Wolff-Nurmi” [Moneyhouse.ch]
6. “Adress-Suche. Liste von Marken und Gesuche, welche mit der Adresse ‘Tilo Wolff’ zu tun haben” [Wirtschaft.ch]
7. “Adress-Suche. Liste von Marken und Gesuche, welche mit der Adresse ‘Tilo Wolff Hall of Sermon’ zu tun haben” [Wirtschaft.ch]
8. “Markenregister/Tilo+Wolff/Riehen/01335/2007” [Wirtschaft.ch]
9. “Markenregister/LACRIMOSA/Tilo+Wolff+Hall+of+Sermon/Riehen/07965/1992” [Wirtschaft.ch]
10. “Markenregister/LACRIMOSA/Tilo+Wolff/Rheinfelden/07692/1992” [Wirtschaft.ch]
11. “Hall of Sermon” [Myspace.com/hallofsermon]
12. “Hall of Sermon Shop” [Hos-shop.com]
13. “Friedrich Wolff AG” (3162484691) [Moneyhouse.ch]
14. “GfMI Gesellschaft fur Management-Innovation mbH” (20088440501) [Moneyhouse.ch]
15. “Results for Tilo Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/tilo-wolff]
16. “Results for Anne Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/anne-wolff]
17. “Results for Friedrich Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/friedrich-wolff]
18. “Results for Ursula Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/ursula-wolff]
19. “Results for Joerg Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/joerg-wolff]
20. “Results for Frank Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/frank-wolff]
21. “Results for Felix Wolff” [Moneyhouse.ch/en/pp/felix-wolff]
22. “Results for Corinna Oechsle” [Moneyhouse.ch/en/pp/corinna-oechsle]
23. “Der Erfinder des Solariums gibt nicht auf” [“Badische Zeitung“, Badische-zeitung.de]
24. “Der Name Wolff steht fur Besonnung” [Medikos-wolff.com]
25. “Research Award of the Jorg Wolff Foundation: Arnold Rikli Award 2016” [Aliya Anwar, Blogs.rsc.org]
26. “A short overview of the company roots of JW Holding” [Jw-holding.de]
27. “Skin tanning apparatus. United States of America Patent. Patent no 4703184” [Patentbuddy.com]
28. “European Patent Office – EP 0023311 B2” (“Neue Europaische Patentschrift. Veroffentlichungsnummer: 0 023 311 B2”) [plik PDF, Patentimages.storage.googleapis.com]
29. “Elektrisches Lichtbad – European Patent Office – EP 0275817 A1” (“Europaische Patentanmeldung. Veroffentlichungsnummer: 0 275 817 A1”) [plik PDF, Patentimages.storage.googleapis.com]
30. “Bestrahlungslampe zur Erhohung des Vitamin D3-Spiegels einer Person – European Patent Office – EP 0427917 A2” (“Europaische Patentanmeldung. Veroffentlichungsnummer: 0 427 917 A2”) [plik PDF, Patentimages.storage.googleapis.com]
31. “Exklusives Wohnen im Grunen. Im Hinterengeli 14, 4125 Riehen“ [Home.ch]
32. “Wolff, Friedrich und Ursula (-Bischoff)” [Tel.search.ch]
33. “Frank Wolff” (frankywolff) [Facebook.com]
34. “Christoph Wolff” (christoph.wolff.391) [Facebook.com]
35. “Solarium. Historia solarium” [Pl.wikipedia.org/wiki/Solarium#Historia_solarium]
36. “Indoor tanning. History” [En.wikipedia.org/wiki/Indoor_tanning#History]
37. “Bezpieczne i zdrowe opalanie w solarium” [“Solarium & Fitness”, Solarium.net.pl]
38. Eleonore Spiniello-Behret, “Aufnahme in das Burgerrecht der Gemeinde Riehen” [“Riehener Zeitung”, Riehener-zeitung.ch]

ŹRÓDŁA WIEDZY
O ŻYCIU RELIGIJNYM WOLFFÓW:

1. “Tilo Wolff” + Riehen [wyniki wyszukiwania Google]
2. “Suche. Suchen nach” (trzeba wpisać zapytanie “Tilo Wolff” i nacisnąć przycisk “Suche”. Pojawią się wówczas wyniki wyszukiwania opatrzone nagłówkiem “Suche nach ‘tilo’ und ‘wolff‘”) [Riehen.nak.ch/servicemenu/suche]
3. “Besuch des Bezirksapostels” (Riehen, 13 lutego 2013 roku. Tilo Wolff odbiera gratulacje z okazji awansu na pełnoprawnego księdza) [Riehen.nak.ch/news/?berID=2951]
4. “Taufe Simon Emmanuel Dappen” (Riehen, 7 września 2014 roku. Tilo Wolff chrzci urocze niemowlę) [Riehen.nak.ch/news/?berID=4619]
5. Lacrimosafan – “Neuapostolische Kirche” (pokaźny zbiór fotografii zgromadzony przez rosyjskich fanów Lacrimosy. Jak się okazuje, grafiki zostały skopiowane ze stron różnych parafii nowoapostolskich. Wydarzenia uwiecznione na obrazkach miały miejsce w miejscowościach: Riehen, Oberwil, Tenniken i Bazylea) [Vk.com/album-290858_208397571]
6. Lacrimosafan – “Neuapostolische Kirche. View comments” (dodatkowa fotografia wklejona przez Alexandra Petrovsky’ego) [Vk.com/album-290858_208397571?act=comments]
7. “Himmelfahrt – Der Stammapostel erobert Basel” (Bazylea, 29 maja 2014 roku. Rosjanie przeoczyli zdjęcie numer 1, na którym jest Tilo) [Nak.ch/nc/news/nak-schweiz/?archivYear=2014&start=4081-1401919200&berID=4063]
8. “Amter-Treff ‘Seelsorge‘” (Bazylea, 24 stycznia 2011 roku. Tilo jest na zdjęciu numer 1) [Nak.ch/nc/news/nak-schweiz/?archivYear=2011&start=1806-1295737200&berID=1807]
9. “1.November 2015 – Entschlafenen-Gottesdienst” (Riehen, 1 listopada 2015 roku. Tilo i Anne są na zdjęciu numer 1) [Riehen.nak.ch/news/?start=&berID=5467]
10. “Kindertag 2016 im Bezirk Basel” (Reinach, 4 września 2016 roku. Tilo i Anne są na zdjęciu numer 2. Anne jest ponadto na zdjęciu numer 9) [Bezirk-basel.nak.ch/news/?berID=6200]
11. “Kindergottesdienst vom 19. Marz 2017 in Oberwil” (Oberwil, 19 marca 2017 roku. Tilo i Anne są na zdjęciu numer 6. Tilo jest ponadto na zdjęciu numer 1) [Oberwil.nak.ch/news/?berID=6682]
12. “Gottesdienst mit Apostel Burren” (Riehen, 6 sierpnia 2014 roku. W tekście jest wzmianka o Franku Wolffie. Obaj bracia są widoczni na zdjęciu numer 2. Frank znajduje się także na zdjęciu numer 4) [Riehen.nak.ch/news/?berID=4269]
13. “Neuer Vorsteher fur die Gemeinden Pratteln und Rheinfelden” (Rheinfelden, 25 sierpnia 2010 roku. W tekście jest wzmianka o Feliksie Wolffie. Felix znajduje się także na jedynym zdjęciu dołączonym do newsa) [Nak.ch/nc/news/nak-schweiz/?berID=1559]
14. “Festgottesdienst mit Apostel Wolfgang Eckhardt in Lorrach” (Lorrach, Niemcy, 7 października 2012 roku. W tekście jest wzmianka o Corinnie i Hansie Oechsle. Zapewne są oni również widoczni na zdjęciach) [Nak-loerrach.de/db/8519/Aktuelles/Festgottesdienst-mit-Apostel-Wolfgang-Eckhardt-in-Loerrach]

ŹRÓDŁA WIEDZY
O KOŚCIELE NOWOAPOSTOLSKIM:

1. “Catechism of the New Apostolic Church” [plik PDF dostępny na stronie Nak.org]
2. Andreas Fincke, Michael Utsch – “Kościół nowoapostolski” [plik PDF dostępny na stronie Weltanschauungsfragen.de]
3. Victor Kuligin – “The New Apostolic Church” [“Africa Journal of Evangelical Theology”, plik PDF dostępny na stronie Biblicalstudies.org.uk]
4. Eryl Davies – “Concerning Cults – New Apostolic Church (1)” [“Evangelical Times”, Evangelical-times.org]
5. Eryl Davies – “Concerning Cults – New Apostolic Church (2)” [“Evangelical Times”, Evangelical-times.org]
6. Eryl Davies – “Concerning Cults – New Apostolic Church (3)” [“Evangelical Times”, Evangelical-times.org]
7. Timothy C. Hanline – “Life Line to Members of the New Apostolic Church” (witryna internetowa byłego kapłana nowoapostolskiego z Karoliny Północnej) [Lifelinetonac.com]
8. David J. Stewart – “New Apostolic Church Exposed!” [Jesus-is-savior.com]
9. Dariusz Bruncz – “Kościół Nowoapostolski i Stasi” [Ekumenizm.pl]
10. Armin – “This document is about the doctrine of the New Apostolic Church (NAC)” [Naki.de]
11. “What is the New Apostolic Church, and what do they believe?” [Gotquestions.org]
12. “The New Apostolic Church: The one true church or another erroneous sect?” [Acfar.org]
13. “The Truth About the New Apostolic Church” [Ibtministries.org]
14. “The Bible – Word of God – Versus Errors of – ‘New Apostolic Church‘” [Menorah.org]
15. “New Apostolic Church Chief Apostle Schneider Q&A On Current Church Doctrine” [YouTube.com, Qft Nac, channel/UC-0K3yPSxFJh3xvx89XIjQQ, watch?v=jm8vlvqRXQg]
16. “Redeemed – Reflecting on Service for the Departed | 2016” [YouTube.com, NACTV New Apostolic Church, user/nactvcape, watch?v=87zsMK3LWEI]
17. “NAC Holy Sealing Service” [YouTube.com, Nac Videos, channel/UCSk3TUih-hfZgusDHd76zyA, watch?v=SWkV180a_tQ]
18. “Kościół Nowoapostolski” [Ekumenizm.wiara.pl]
19. “Apostoł w każdym zborze. Kościół Nowoapostolski w Polsce” [Ekumenizm.wiara.pl]
20. “Chronologia eschatologii według Kościoła Nowoapostolskiego” [Ekumenizm.wiara.pl]
21. “Friedrich Bischoff Verlag” [Bischoff-verlag.de]
22. Nak.org, Nak.org.pl, Nak.ch, Nac.today/en
23. Polska, angielska i niemiecka Wikipedia

INNE ŹRÓDŁA WIEDZY:

1. “Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu” [wydawnictwo “Pallotinum“, Poznań 2003, elektroniczna edycja dostępna na stronie Biblia.deon.pl]
2. “Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie polskim W.O. Jakuba Wujka S.J.” [Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Kraków 1962, plik PDF dostępny na stronie Madel.jezuici.pl]
3. Wikipedia, Google Maps, Google Street View, Google Translate (podstawowe informacje o geografii Szwajcarii i Niemiec, podziale administracyjnym tych państw, miejscowościach wchodzących w ich skład, wyglądzie różnych budynków, arkanach języka niemieckiego itd.)
4. Vigilantcitizen.com, Pseudoccultmedia.net
5. “Origins and Techniques of Monarch Mind Control” [Vigilantcitizen.com]
6. “Korzenie i techniki kontroli umysłu ‘Monarch‘” [Ukrytawladza.wordpress.com]
7. “Prelekcja o Greenbaumie: Program kontroli umysłu” [Radtrap.wordpress.com]
8. “Przerażający Sekret Ameryki… Kontrola Umysłu” [Davidicke.pl/forum]
9. “Rewelacje Bogini Matki” [Davidicke.pl]
10. “Revelations of a Mother Goddess 09 17 PL rewelacje bogini matki” [YouTube.com, diamentowa brzoza, channel/UCr7saRj3eykaaqxxULS3snA, watch?v=pvh6SStqR5M]
11. Pozostałe części “Revelations of a Mother Goddess” [YouTube.com, diamentowa brzoza, channel/UCr7saRj3eykaaqxxULS3snA]
12. “1927 Metropolis (restored) part 2/3” (TV Arte) [YouTube.com, George Orwell, user/OfficialUtubeUser, watch?v=RK_hTPyK50w]
13. “Madonna – Like A Prayer (Official Music Video)” [YouTube.com, QueenMadonnaHD, user/QueenMadonnaHD, watch?v=BMZtrsuv508]
14. “Dominikanie – Lady Gaga (cover ‘Bad Romance‘)” [YouTube.com, MIDI Online, user/pitosz1975, watch?v=aP74qJBWsKY]
15. “Dominikanie i parafianie (cover ‘Ona tańczy dla mnie‘)” [YouTube.com, MIDI Online, user/pitosz1975, watch?v=Inpww-lezxE]
16. “Taniec w kościele – Uwaga, mocne” [YouTube.com, Sandra Szczęsna, channel/UC-XkpAn0K2Bim5RMe-c1XEA, watch?v=wJN9tE9r6eo]
17. “Cyrk w kościele III Niedziela Adwentu” [YouTube.com, Sandra Szczęsna, channel/UC-XkpAn0K2Bim5RMe-c1XEA, watch?v=gt3lexPBr00]
18. “Profanacja następnego kościoła – W kościele, w którym się śpiewa ‘idzie sobie krasnoludek‘” [YouTube.com, Sandra Szczęsna, channel/UC-XkpAn0K2Bim5RMe-c1XEA, watch?v=yk5UvEWH_JQ]
19. “Ann Barnhardt, Pociąć ten bzdet: 32 Pytania i dosadne odpowiedzi dotyczące Kościoła Katolickiego i antypapieża Bergoglio” [Wobronietradycjiiwiary.wordpress.com]
20. “Czy Franciszek to fałszywy prorok?” (posoborowy blog rzymskokatolicki) [Franciszekfalszywyprorok.wordpress.com]
21. “Msza Święta Katolicka” (witryna sedewakantystyczna) [Msza.com.pl]
22. “Ultra montes – sede vacante” (witryna sedewakantystyczna) [Ultramontes.pl]
23. “Herezje Karola Wojtyły ‘Jana Pawła II’” [Msza.com.pl]
24. “Herezja Jana Pawła II” [Ultramontes.pl]
25. Donald J. Sanborn – “Przygotowania Benedykta XVI do zniesienia limbusa i ogłoszenia nowej herezji” [Msza.com.pl]
26. Mario Derksen – “Habemus Bergoglio. Antypapież Franciszek i soborowy kościół” [Ultramontes.pl]
27. Ks. prof. Michał Poradowski – “Masoneria w Kościele” (fragment książki “Problemy II Soboru Watykańskiego”) [W.kki.com.pl/piojar/polemiki/kosciol]
28. Fritz Springmeier, Cisco Wheeler – “The Illuminati Formula Used to Create an Undetectable Total Mind Controlled Slave” [plik PDF dostępny na stronie Loveforlife.com.au]
29. Fritz Springmeier, Cisco Wheeler – “Deeper Insights into the Illuminati Formula” [plik PDF dostępny na stronie Whale.to]
30. Cathy O’Brien, Mark Phillips – “Trance-Formation of America” [plik PDF dostępny na stronie Freeyourmindaz.com]
31. Brice Taylor – “Thanks for the Memories” [plik PDF dostępny na stronie Files.meetup.com]
32. Ron Patton – “Project Monarch: Nazi Mind Control” [w: Brice Taylor – “Thanks for the Memories”, Files.meetup.com]
33. Anton Szandor LaVey – “Biblia Szatana” [Docer.pl]
34. Stuart L. Charme – “Religion and the Theory of Masochism” [Academia.edu]
35. Kamila Drozd (z d. Krocz), Paulina Stolorz – “Osobowość wieloraka” [Portal.abczdrowie.pl]
36. Natalia Julia Nowak – “Kontrola umysłu – prawda czy teoria spiskowa?” [Njnowak.tnb.pl]
37. Natalia Julia Nowak – “Saturn – planeta Szatana? Mroczne konotacje i teorie spiskowe” [Njnowak.tnb.pl]
38. Natalia Julia Nowak – “Synchromistycyzm. Gra skojarzeń, teorie spiskowe i pogrobowcy Junga” [Njnowak.tnb.pl]
39. Natalia Julia Nowak – “Wiwisekcja Alice’a Coopera. Chrześcijanin, satanista, mormon czy mason?” [Njnowak.tnb.pl]
40. Natalia Julia Nowak – “Na tropie diabła. Tajemnice Black Sabbath” [Njnowak.tnb.pl]
41. Natalia Julia Nowak – “Dziwne teorie Davida Icke‘a” [Njnowak.tnb.pl]
42. Natalia Julia Nowak – “Illuminati i Dajjal. Konspiracjonizm muzułmański w ‘The Arrivals‘” [Njnowak.tnb.pl]
43. Natalia Julia Nowak – “Film ‘Metropolis’ Fritza Langa. Rozbiór na czynniki pierwsze” [Njnowak.tnb.pl]

To, co w Lacrimosie cenię najbardziej –
– połączenie metalu z muzyką poważną

“Halt Mich” (CD “Elodia”, 1999)

“Der Morgen Danach” (CD “Fassade”, 2001)

“The Turning Point” (CD “Elodia“, 1999)

“Die Strasse der Zeit” (CD “Stille” 1997)

“Hohelied der Liebe” (CD “Lichtgestalt”, 2005)

* * *

Teledysk do utworu “Schakal” (1994)

Powyższy video clip
kojarzy mi się z wizją czyśćca
według św. Faustyny Kowalskiej
(Uwaga! Przed Vaticanum Secundum
“Dzienniczek” Faustyny
był na Indeksie Ksiąg Zakazanych!)

“Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję ‘Gwiazdą Morza‘. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami cierpiącymi” (cyt. za: “Dzienniczek Siostry Faustyny”, “Nasza Arka. Miesięcznik Rodzin Katolickich”, Nasza-arka.pl)

 

Ksiądz – Żołnierz Wyklęty! Niezwykły dowódca ROAK

“Ksiądz Stanisław Domański
akceptował działalność
o charakterze samoobrony,
a nigdy nie dopuszczał
do bezsensownego rozlewu krwi.
W wyniku działalności
jego organizacji
po stronie sił represji
nie zginął ani jeden człowiek”

Grzegorz Sado,
“Nasz Dziennik”, 28-11-2009
(cyt. za: Interaktywna Polska)

Naturalny lider

Stanisław Domański, późniejszy ksiądz, przyszedł na świat 10 maja 1914 roku. Urodził się w Strzyżowicach, niewielkiej wiosce położonej 7 kilometrów na południowy zachód od Opatowa (Wyżyna Opatowska/Sandomierska nieopodal Gór Świętokrzyskich). Rodzice chłopca, Filip Domański i Anna z domu Ozdoba, zajmowali się uprawą roli. Posiadali skromne gospodarstwo, które przy odpowiednim wysiłku pozwalało na utrzymanie trojga dzieci. Stanisław uczęszczał do szkół powszechnych w Strzyżowicach i Mydłowie, a potem został przyjęty do prywatnego Gimnazjum Koedukacyjnego im. Bartosza Głowackiego w Opatowie. Dyrektorem tej placówki był ksiądz Antoni Prugel – charyzmatyczna postać, która sprawiła, że młody Staszek postanowił zostać duchownym rzymskokatolickim. Głęboka religijność, jaką nosił w sobie Domański, wynikała również z wychowania w atmosferze pobożności i bogobojności. W rodzinie naszego bohatera ważne były także idee patriotyczne, które stały się podstawą jego niepodległościowego światopoglądu. Stanisław Domański już jako gimnazjalista był człowiekiem energicznym, optymistycznym, towarzyskim oraz nastawionym na aktywne kształtowanie rzeczywistości. Działał w Związku Harcerstwa Polskiego, uwielbiał górskie wędrówki i sporty zespołowe (szczególnie interesowały go piłka nożna i siatkówka). Miał wielu przyjaciół, wykazywał cechy naturalnego lidera. W 1934 roku zdał maturę i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Po kilku latach nauki został diakonem (kwiecień 1939), a następnie pełnoprawnym księdzem (czerwiec 1939). Sakrament kapłaństwa otrzymał z rąk biskupa sandomierskiego Jana Kantego Lorka.

Ceniony i lubiany

Msza prymicyjna Stanisława Domańskiego odbyła się w wiosce Sulisławice, 29 kilometrów na południe od Opatowa. Dzień później początkujący duchowny otrzymał swoją pierwszą, a zarazem ostatnią parafię w życiu – został wikariuszem kościoła pw. św. Zygmunta w Siennie. Gdzie leży Sienno? Wieś, o której rozmawiamy, wchodzi dziś w skład powiatu lipskiego województwa mazowieckiego. W czasach księdza Stanisława była ona częścią powiatu iłżeckiego województwa kieleckiego. Co do samego powiatu iłżeckiego, jego stolicą nie była Iłża, tylko Starachowice-Wierzbnik, obecnie znane jako Starachowice (miasto powiatowe na Kielecczyźnie, w województwie świętokrzyskim, ale w diecezji radomskiej. Iłża, leżąca 22 kilometry na północny wschód od Starachowic, podlega aktualnie powiatowi radomskiemu województwa mazowieckiego). Ludność Sienna bardzo szybko pokochała swojego nowego duszpasterza. Ksiądz Domański dał się bowiem poznać jako kapłan życzliwy, sympatyczny i przyjaźnie nastawiony do otoczenia. Miał doskonały kontakt z dziećmi i nastolatkami, dla których – z racji młodego wieku – był kimś w rodzaju starszego brata. Ale to jeszcze nie wszystko. Po przybyciu do Sienna duchowny w pełni rozwinął się jako społecznik, któremu nigdy nie brakowało sił do udziału w akcjach na rzecz lokalnej wspólnoty. Chętnie uczestniczył w przedsięwzięciach o charakterze kulturalnym, słynął ze znakomitych (niejednokrotnie patriotycznych) kazań. Przypisywano mu talenty oratorskie i uzdolnienia wokalne. Prawdopodobnie dysponował donośnym głosem. Gdy śpiewał podczas odprawiania pogrzebów, okazywał się słyszalny w całej okolicy. Trzy letnie miesiące 1939 roku minęły jak oka mgnienie.

Kapelan AK

Wybuch II wojny światowej pozwolił księdzu Stanisławowi wznieść się na wyżyny patriotycznego kaznodziejstwa. Umocnił również jego pozycję jako miejscowego autorytetu. To właśnie wtedy, podczas okupacji niemieckiej, Domański zaczął wygłaszać swoje najbardziej płomienne kazania, które inspirowały wiernych do stawiania oporu najeźdźcy. Wzruszającym przemówieniom często towarzyszyły melodie polskich pieśni narodowych, grane na żywo przez utalentowanego organistę, Janusza Chorosińskiego. Nasz bohater nie tylko wspierał lokalnych niepodległościowców, ale także czynnie uczestniczył w działaniach konspiracyjnych. Od roku 1941 był kapelanem Związku Walki Zbrojnej, czyli późniejszej Armii Krajowej. Do jego najbardziej zaszczytnych obowiązków należało zaprzysięganie nowych członków ZWZ-AK. Ksiądz Stanisław dużo czasu spędzał z polskimi partyzantami. Widziano go nawet na Wykusie, słynnym wzniesieniu pod Starachowicami, które w XIX wieku służyło wojskom Mariana Langiewicza, a w następnym stuleciu – m.in. żołnierzom Henryka Dobrzańskiego “Hubala” i Jana Piwnika “Ponurego”. Duchowny zajmował się ponadto kolportażem antynazistowskich ulotek, nasłuchem radiowym, aprowizacją leśnych oddziałów, roznoszeniem tajnej korespondencji, ukrywaniem osób poszukiwanych przez gestapo oraz ewidencjonowaniem aresztowanych, zaginionych i pomordowanych duszpasterzy. W lipcu 1944 roku Domański został mianowany kapelanem wszystkich jednostek AK operujących w obwodzie iłżeckim. Podczas akcji “Burza” towarzyszył 1. Batalionowi 3. Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej (okolice Końskich). Jesienią 1944 roku otrzymał Krzyż Walecznych.

Dowódca ROAK

Ksiądz Stanisław, podobnie jak wielu innych akowców, był krytycznie nastawiony do Armii Czerwonej “wyzwalającej” polskie ziemie spod okupacji niemieckiej. Zdawał sobie sprawę z faktu, że Sowieci, którzy przekroczyli granice naszej Ojczyzny, nie zrezygnują łatwo ze swojej zdobyczy. Rozumiał, że komunistyczny reżim, budowany przez grupę radzieckich kolaborantów, jest systemem totalitarnym, opresyjnym i w pełni dyspozycyjnym względem Moskwy. Złe przeczucia, jakie dręczyły Domańskiego już od 1944 roku, znalazły swoje odzwierciedlenie w dramatycznych kazaniach kierowanych do sienneńskich parafian. Kapłan nie miał wątpliwości, że w Polsce zaczyna się właśnie nowa okupacja, tym razem grożąca wynarodowieniem społeczeństwa. Podczas sylwestrowej Mszy świętej 1944/1945 pozwolił sobie nawet stwierdzić, że nad naszą Ojczyzną wisi “czerwona płachta” pochodząca ze Wschodu. Duchowny otwarcie mówił o swoich obawach związanych z doktryną marksistowsko-leninowską, niezwykle wrogą wobec rzymskiego katolicyzmu. Na początku 1945 roku ksiądz Stanisław zdecydował się aktywnie przeciwstawić bolszewickim porządkom. Wstąpił do organizacji “NIE” (“Niepodległość”) – antykomunistycznej struktury zarządzanej przez generała Augusta Emila Fieldorfa “Nila”. Kilka miesięcy później, prawdopodobnie w maju, założył własne ugrupowanie, którego szeregi zasilili ludzie doświadczeni w walce z Niemcami. Organizacja liczyła około czterdziestu osób. Historycy uznają ją za element szerszego zjawiska, jakim był ROAK – Ruch Oporu Armii Krajowej. Domański, major używający swojego starego pseudonimu “Cezary”, utrzymywał też luźny kontakt ze Zrzeszeniem “WiN“.

Podwójny żywot

Grupa księdza Stanisława nie była oddziałem leśnym, co odróżniało ją od naszego stereotypowego wyobrażenia o Żołnierzach Wyklętych jako antykomunistycznych partyzantach. Członkowie tej organizacji wiedli podwójny żywot. Mieli stałe miejsca zamieszkania i udawali zwyczajnych obywateli, a jednocześnie prowadzili systematyczne działania przeciwko bierutowskiej dyktaturze. Sam Domański godził rolę dysydenta z rolą duszpasterza i katechety. Ugrupowanie, którym kierował, uciekało się do akcji propagandowych i militarnych. Rodziło to pewien paradoks. Ksiądz Stanisław, jako dowódca ROAK, był odpowiedzialny za wszelkie poczynania swoich podwładnych. Uważał wszakże, iż kapłanowi nie wypada walczyć z bronią w ręku, dlatego osobiście posługiwał się jedynie słowem. Szefem do spraw działań zbrojnych był kapral Jan Wiśniewski “Sęp” i to właśnie on realizował te mniej pacyfistyczne przedsięwzięcia organizacji. Należy tutaj podkreślić, że wszystkie akcje militarne podejmowane w imieniu Domańskiego były przeprowadzane w duchu chrześcijańskiego miłosierdzia, czyli z poszanowaniem życia i zdrowia atakowanych przeciwników. Żołnierze dbali o to, aby ich napady były jak najmniej krwawe. Rozbroili kilka posterunków milicji, urządzili niefortunny “skok” na wytwórnię spirytusu w Rudzie Kościelnej, próbowali powstrzymać czerwonoarmistów wywożących do ZSRR polską rogaciznę. Nie stosowali jednak takich metod, jak likwidowanie pepeerowców czy wydawanie surowych wyroków na funkcjonariuszy bezpieki. Organizacja księdza Stanisława nadrabiała tę łagodność radykalną propagandą, w której padało m.in. hasło “Śmierć komunie!”. Czcza pogróżka czy metafora?

“Daj nam, Boże…”

W kolejny sylwestrowy wieczór (1945/1946) Domański znów wzruszył parafian mocnym, antykomunistycznym kazaniem odnoszącym się do bieżących wydarzeń społeczno-politycznych. Namawiał słuchaczy, żeby zawsze pamiętali, iż czerwony sztandar i czerwona gwiazda nie są prawowitymi symbolami polskości. Zwrócił uwagę na niesprawiedliwy los wielu akowców, którzy podczas II wojny światowej dzielnie walczyli z hitlerowcami, a obecnie doświadczają szykan ze strony “polskich“ władz państwowych. Ksiądz Stanisław zakończył swoją przemowę patetyczną apostrofą, która stanowiła idealne podsumowanie jego poglądów: “Daj nam, Boże, Polskę nie białą, nie czerwoną, tylko biało-czerwoną, a nad nią Orzeł Biały w koronie i Krzyż!”. To pewnie te słowa sprawiły, że komuniści postanowili przystąpić do ostatecznego rozwiązania kwestii niepokornego duchownego. Rozbijanie ROAK zaczęło się wprawdzie już kilka tygodni wcześniej, ale teraz akcje podejmowane przez PUBP w Starachowicach miały zostać sfinalizowane. W pierwszej połowie stycznia 1946 roku Domański wraz z częścią swoich podkomendnych wyjechał do Wólki Trzemeckiej, żeby tam przeczekać spodziewany najazd ubeków na Sienno. Następnie kapłan (i kilku innych Niezłomnych) przeniósł się na Dolny Śląsk. Droga do Bielawy, miejsca docelowego, była dość nietypowa, gdyż prowadziła przez Kraków i Katowice. Przebywając w Mieście Kraka, nasz bohater odbył rozmowę z kardynałem Adamem Stefanem Sapiehą, cichym zwolennikiem podziemia niepodległościowego. Ksiądz Stanisław wrócił do Sienna na początku marca 1946 roku. Wcześniej, ze względu na zły stan zdrowia, “zaliczył” jeszcze pobyt w będzińskim szpitalu.

Męczeńska śmierć

W nocy z 9 na 10 marca 1946 roku Domański i jego dwaj żołnierze, Józef Cielecki i Stanisław Dmuchalski, zebrali się w domu Franciszka Stefańskiego, żeby omówić plan swojej rychłej ucieczki do Krakowa. Duchowny miał bowiem szansę objąć jedną z podkrakowskich parafii. Spokojną debatę przerwała nieoczekiwana obława. Do Eugeniowa, wioski Stefańskiego, przybyło 25-30 funkcjonariuszy UB i MO, z którymi Cielecki i Dmuchalski musieli stoczyć walkę. Strzelanina, podczas której Dmuchalski zginął, a Domański został ranny w plecy, trwała około trzech godzin. Kiedy ubecy zagrozili spaleniem szturmowanego obejścia, Cielecki podjął decyzję o kapitulacji. Wkrótce on, ranny Domański i martwy Dmuchalski wylądowali na przygotowanym przez bezpieczniaków wozie (czterej oprawcy usiedli na obolałym duszpasterzu). Aresztanci zostali przewiezieni do budynku spółdzielni gminnej w Siennie. Rannego kapłana wciągnięto za nogi na piętro i tam bito przez jakieś pół godziny. Następnie znowu chwycono go za nogi i ściągnięto na dół po schodach. Skatowanego duchownego przetransportowano ciężarówką do starachowickiego szpitala. Ciekawe, że do samochodu wsiadł też ksiądz Włodzimierz Sedlak, późniejszy bioelektronik, profesor KUL. Sedlak był proreżimowym kaznodzieją, a w styczniu 1945 roku radośnie witał Armię Czerwoną. Domański zmarł jeszcze 10 marca. W tym samym czasie do domu Kazimiery Bednarek, propagandystki ROAK, przyszedł jeden z uczestników zakończonej obławy. Milicjant poprosił o możliwość umycia skrwawionych rąk. Majora “Cezarego” pochowano w rodzinnych Strzyżowicach. Józefa Cieleckiego skazano zaś na cztery lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat.

Jan Trojnar

Kilka dni po śmierci Stanisława Domańskiego w powiecie iłżeckim został zamęczony kolejny ksiądz: Jan Trojnar, proboszcz pętkowicki. Morderstwo, do którego doszło 14 marca 1946 roku, nie zostało jeszcze do końca wyjaśnione. Wiele wskazuje na to, że tym razem sprawa nie miała charakteru politycznego. Najprawdopodobniej była to zbrodnia na tle religijnym, popełniona za wiedzą i zgodą Urzędu Bezpieczeństwa. Trojnar pochodził z Rzeszowszczyzny, a konkretnie – ze wsi Smolarzyny niedaleko Łańcuta. Urodził się 17 sierpnia 1907 roku jako syn dwojga prostych rolników. Oprócz niego było w domu jeszcze czworo innych dzieci. Rodzicom Jana (Józefowi Trojnarowi i Marii z Kloców) wiodło się wręcz fatalnie. Małe, ubogie gospodarstwo nie przynosiło zysków adekwatnych do potrzeb siedmioosobowej rodziny. Sytuację pogarszał Wisłok, dopływ Sanu, który często wylewał swoje wody na pole Trojnarów. Smolarzyny były miejscowością bez perspektyw, dlatego Jan, ukończywszy szkołę powszechną, zdecydował się wyemigrować do Sandomierza. Tam też zaliczył gimnazjum i Wyższe Seminarium Duchowne. Po otrzymaniu święceń kapłańskich z rąk biskupa Pawła Kubickiego (2 czerwca 1935 roku) pełnił funkcję wikariusza w sześciu prowincjonalnych parafiach. Sierpień 1945 roku to moment, gdy opisywany duchowny zadebiutował w roli proboszcza. Kiedy wyjeżdżał do Pętkowic – bo właśnie tam miał administrować wspólnotą parafialną – zapewne nie spodziewał się, że jego posługa będzie trwała zaledwie siedem miesięcy. Nie mógł przewidzieć swojej tragedii, chociaż biskup Jan Kanty Lorek uprzedził go o możliwych trudnościach. Kto by pomyślał, że neutralny, apolityczny kapłan zostanie okrutnie zabity?

Rewolucja hodurowska

Pętkowice i okolice były terenem pogrążonym w ostrym konflikcie religijnym pamiętającym jeszcze czasy II Rzeczypospolitej. Wszystko zaczęło się w roku 1929, kiedy to część miejscowej ludności popadła w spór z łacińską hierarchią kościelną i na znak protestu zmieniła wyznanie. Buntownicy założyli w Okole parafię polskokatolicką, tzn. kościół pw. św. Franciszka z Asyżu. Nazywano ich “narodowcami” i “hodurowcami” (oryginalna nazwa Kościoła polskokatolickiego, zaliczanego do rodziny Kościołów starokatolickich, to Polski Narodowy Kościół Katolicki. Pierwszym zwierzchnikiem tej instytucji był biskup Franciszek Hodur). W 1934 roku w sąsiednich Pętkowicach powstał kościół pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus: parafia rzymskokatolicka, która na swoją siedzibę wybrała zabytkowy zbór poariański. Pasterzom KrK chodziło o odzyskanie “zagubionych” owieczek. Stosunki między ludnością polskokatolicką a rzymskokatolicką układały się bardzo źle. II wojna światowa częściowo złagodziła lokalne animozje, ale po wyzwoleniu Kielecczyzny spod okupacji niemieckiej wzajemna niechęć wróciła ze zdwojoną siłą. Duży wpływ na rozdrapanie starych ran miała władza komunistyczna, która świadomie realizowała zasadę “dziel i rządź”. Jak wiadomo, stalinowcy gardzili wszelkimi religiami, jednak czasem wspierali wyznania mniejszościowe w celu osłabienia wyznania większościowego. Tak też było i tym razem. Partia rządząca chętnie udzielała poparcia Kościołowi polskokatolickiemu, dzięki czemu zdobyła uznanie wielu jego wiernych. Cały powiat iłżecki był zresztą daleki od antybolszewickiej kontrrewolucji, chyba ze względu na pepeerowskie inwestycje w Starachowicach (odbudowę tutejszego przemysłu).

Zbrodnia z nienawiści

Gdy latem 1945 roku przybył do Pętkowic nowy łaciński proboszcz, ksiądz Jan Trojnar, polskokatoliccy ekstremiści postanowili zamienić jego życie w piekło. Rzymskokatolicki kapłan wielokrotnie był obrzucany kamieniami, a jego plebania – plądrowana przez nieznanych sprawców. Hodurowcy absolutnie nie mieli powodu, żeby go tak traktować. Trojnar należał bowiem do ludzi prostodusznych. Nie interesował się polityką, nie komentował aktualnych wydarzeń, nie zabierał głosu w kwestii PNKK. Był szczery i bezpośredni, często używał wyrażeń gwarowych, w wolnych chwilach oddawał się pracy fizycznej. Pewnego wieczoru, gdy załatwiał jakąś sprawę z grupą parafian, na plebanię wtargnęło czterech mężczyzn w wojskowych mundurach. Wierni zostali skierowani do sąsiedniego pomieszczenia, a ksiądz Trojnar usłyszał wiele pytań o pieniądze i ewentualną afiliację partyjną. Potem intruzi zaczęli się nad nim znęcać, bić go nogami od stołu i krzeseł. Podczas dwugodzinnych tortur połamali mu żebra i wybili większość zębów. Ostatecznie zamordowali go dwoma strzałami w głowę (czaszka ofiary rozpadła się na cztery kawałki). Krew zbryzgała ściany, mózg zabrudził podłogę. Zwłoki duszpasterza przez tydzień straszyły na miejscu zbrodni, gdyż milicja zabroniła ich dotykać aż do przyjazdu śledczych. Chociaż starachowiccy i ostrowieccy ubecy podjęli się zbadania tej sprawy, szybko uznali ją za pospolity napad rabunkowy. Zdaniem świadków, Trojnara zabili sami funkcjonariusze UB, ekspartyzanci GL/AL wyznania polskokatolickiego. Pogrzeb denata odbył się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Na pochówek w Pętkowicach nie pozwolili domniemani mordercy, którzy zagrozili, że wysadzą mogiłę duchownego w powietrze.

Cudowne ocalenie

Następcą Jana Trojnara mianowano Juliana Banasia, wikariusza bałtowskiego. Ksiądz ten doskonale wiedział, że na terenie spacyfikowanym przez polskokatolickich ekstremistów będzie mu grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Początkowo tak bardzo się bał, że nie chciał nawet zamieszkać na plebanii w Pętkowicach. Wolał dojeżdżać do swojego nowego “miejsca pracy” z odległego o 5,5 kilometra Bałtowa. Gdy trwoga nieco zelżała, ośmielił się wreszcie przeprowadzić w okolice pętkowickiego kościoła. Zaczął tam żyć, odprawiać nabożeństwa, służyć łacińskiej wspólnocie. Później zajął się także nauczaniem religii w placówce szkolnej w Okole. Polskokatoliccy ekstremiści stracili wówczas cierpliwość. Pewnego dnia, podczas jednej z katechez prowadzonych przez Banasia, do sali dydaktycznej wkroczył proboszcz hodurowski. Nieproszony gość poinformował katechetę, że może go spotkać taki sam los jak Trojnara. Niedługo potem ksiądz Julian Banaś faktycznie znalazł się w sytuacji zagrożenia życia. Którejś nocy (w 1947 roku) obudziła go grupa podejrzanych osobników strzelających w okna i ściany rzymskokatolickiej plebanii. Interesujące, że tym ciemnym typom towarzyszył… pies hodurowskiego proboszcza! Jeden z mężczyzn wszedł do budynku, w którym przebywał struchlały Banaś, reszta zdecydowała się pozostać na zewnątrz. Nagle na podwórzu zapanowała dziwna cisza. To napastnicy niespodziewanie wzięli nogi za pas. Gdy ostatni z agresorów – ten, który przekroczył próg domu księży – uświadomił sobie, że jego koledzy go opuścili, również dał drapaka. Miejscowa legenda głosi, że terrorystom objawił się duch zadręczonego Jana Trojnara. Umarły kapłan spytał: “Czy jeden wam nie wystarczy?”.

Pro memoria

W 1994 roku odsłonięto w Siennie tablicę pamiątkową ku czci lokalnych bohaterów wojennych. Płyta, ufundowana przez Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej i Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, zawiera nazwiska różnych osób, w tym księdza Stanisława Domańskiego. Inna tablica z lat 90. XX wieku (wyłącznie w hołdzie Domańskiemu) zdobi kościół pw. Matki Bożej Miłosierdzia w Radomiu. Pojawiła się tam wiosną 1999 roku dzięki uprzejmości radomskiego oddziału ZWPOS. Człowiekiem, który uczynił najwięcej dla rozsławienia postaci kapłana, jest Grzegorz Sado, autor książki “O Polskę biało-czerwoną. Ksiądz Stanisław Domański ps. ‘Cezary’ (1914-1946)” (wydawnictwo “Jedność“, Kielce 2009). Świętokrzyski badacz promuje biografię duszpasterza poprzez artykuły, wykłady, prelekcje i występy telewizyjne. Możemy go zobaczyć np. w filmie dokumentalnym “Ksiądz Stanisław Domański” (cykl “Z archiwum IPN”) i w jednym z epizodów programu “Było… nie minęło. Kronika zwiadowców historii” (odcinek “Niespodzianka. Czerwona płachta ze wschodu. Benedyktyńska robota”).

Za instytucję, która w szczególny sposób kultywuje pamięć o niezłomnym duchownym, należy uznać Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych im. ks. mjr. Stanisława Domańskiego w Siennie. Placówka nosi tę zaszczytną nazwę od 2010 roku. W roku 2012 otwarto tam Izbę Pamięci dowódcy ROAK, a w 2014 odsłonięto stosowną tablicę pamiątkową. Płyta upamiętniająca Domańskiego wisi również na terenie Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie-Godowie. Zawieszono ją na ścianie tzw. Golgoty jesienią 2012 roku. Trzy lata wcześniej ksiądz Stanisław Domański został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W uroczystości nadania odznaczenia uczestniczył, jako wysłannik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, poseł Przemysław Gosiewski (Ostrowiec Świętokrzyski 2009). Od roku 1967 odprawiane są oficjalne Msze święte za duszę poległego bohatera. Zainicjował je duszpasterz sienneński Władysław Rączkiewicz.

Popularyzacją postaci księdza Jana Trojnara, a także badaniem jego zagadkowej śmierci, zajmuje się duchowny rzymskokatolicki Janusz Bachurski. Drugą osobą, która poświęca dużo uwagi temu problemowi, jest wspomniany wcześniej historyk Grzegorz Sado. Obaj poszukiwacze prawdy wystąpili w filmie dokumentalnym “Ksiądz Jan Trojnar” (seria “Z archiwum IPN”). Jakby tego było mało, dziennikarskie śledztwo w tej sprawie przeprowadził Janusz Kędracki, reporter świętokrzyskiej mutacji “Gazety Wyborczej”. W miejscu, gdzie zginął Trojnar, stoi od 2005 roku pomnik w formie nieociosanego głazu z tablicą pamiątkową. Znajduje się on na świeżym powietrzu, gdyż oryginalny budynek osławionej plebanii już nie istnieje. Chociaż ksiądz Jan Trojnar nie miał nic wspólnego z powojennym ani nawet wojennym ruchem oporu, bywa czasem zaliczany do Żołnierzy Wyklętych i czczony jako jeden z męczenników za wolną, suwerenną Polskę. Jest to nadużycie, albowiem pętkowicki proboszcz – jak słusznie głosi napis wyryty na jego grobie – “oddał życie za Kościół”, a nie za niepodległość Ojczyzny. Nie wiadomo, czy zamordowany kapłan popierał działalność zbrojnego podziemia antykomunistycznego.

Natalia Julia Nowak,
luty-marzec 2017 r.

PS 1. Poległy Dmuchalski miał na imię Stanisław lub Władysław. Ojciec księdza Trojnara to Józef lub Jan Trojnar, a siostra księdza Domańskiego – Stefania lub Teresa Szemraj. Propagandystka ROAK, Kazimiera pseudonim “Jaśmin”, nazywała się Bednarek lub Niedziela. Któreś z tych nazwisk może być nazwiskiem panieńskim. Na nagrobku księdza Trojnara miano rodowe duchownego jest zapisane w formie “Troinar”. Tablica pamiątkowa w kościele pw. Matki Bożej Miłosierdzia w Radomiu sugeruje, że ksiądz Stanisław Domański nosił pseudonim “Cezar”, a nie “Cezary”. Jak widać, trudno jest odtworzyć biografie tych dwóch kapłanów na podstawie materiałów dostępnych w Internecie. Myślę wszakże, iż udało mi się tego dokonać.

PS 2. Heroiczne zmagania księdza Stanisława Domańskiego zakończyły się w nocy z 9 na 10 marca 1946 roku. Kościół rzymskokatolicki wspomina wówczas tzw. czterdziestu męczenników z Sebasty (w Polsce ich święto przypada 10 marca, na świecie – 9 marca). Nic więc dziwnego, że major “Cezary” bywa nazywany “czterdziestym pierwszym męczennikiem”. Przykładowo, określiła go tak Leokadia Dygas, nauczycielka sienneńska, która przemawiała na jego uroczystym, patriotycznym, antysystemowym pogrzebie. W 1952 roku kobieta została śmiertelnie potrącona przez samochód. Najprawdopodobniej było to ubeckie skrytobójstwo, gdyż popełniono je w dniu imienin dowódcy ROAK. Święci z Sebasty żyli w IV wieku naszej ery. Zginęli za rządów Licyniusza, antychrześcijańskiego współwładcy wschodnich kresów Cesarstwa Rzymskiego. Odebrano im życie poprzez celowe wyziębienie, wcześniej bezskutecznie próbowano ich ukamienować. Wszyscy ci męczennicy byli żołnierzami XII legionu rzymskiego (kryptonim “Błyskawica”). Obecnie są czczeni nie tylko w Kościele rzymskokatolickim, ale również w Koptyjskim Kościele Ortodoksyjnym, Apostolskim Kościele Ormiańskim, Cerkwi prawosławnej i wielu innych związkach wyznaniowych, nawet protestanckich. Nie zaszkodzi dodać, że 10 marca część Polaków obchodzi laicki Dzień Mężczyzn. Zastępuje on Międzynarodowy Dzień Mężczyzn celebrowany 19 listopada.

PS 3. Stalinowcy za wszelką cenę usiłowali oczernić księdza Stanisława Domańskiego. Jeszcze przed jego śmiercią, a dokładnie 9 marca 1946 roku, bezpieka sformowała bandę pozorowaną, która napadła, pobiła i obrabowała niejakiego Karola Łepeckiego. Poszkodowany został wkrótce zabrany na komisariat MO i zmuszony do potwierdzenia informacji, że ataku dokonali podwładni młodego duchownego z Sienna. Była to kompletna bzdura, co zresztą ujawnił (kilkanaście lat po fakcie) sam Łepecki w prywatnej rozmowie z księdzem Władysławem Rączkiewiczem. Reżimowe media bezwstydnie ukazywały ROAK jako pospolitą grupę przestępczą. Co więcej, fałszywie przypisywały Domańskiemu powiązania z NSZ i PSL. W akcji zniesławiania duszpasterza wziął też udział wojewoda kielecki, Eugeniusz Wiślicz-Iwańczyk (Eugeniusz Iwańczyk “Wiślicz”), który podczas czerwonego wiecu w sienneńskiej remizie strażackiej nieoczekiwanie wyjął pistolet, rzekomy dowód na zbrodniczą działalność “Cezarego“. Iwańczyk twierdził – naturalnie, wbrew faktom – że kapłan osobiście likwidował ubeków i milicjantów. A jak wyglądała prawda? Otóż Domański i jego podkomendni nigdy nie uśmiercili żadnego komunisty! Poakowska organizacja z Sienna była chyba najbardziej pacyfistyczną drużyną Żołnierzy Wyklętych w całej Polsce Ludowej. Partyzanci solidnie dokuczali przedstawicielom władzy, ale ich nie zabijali, zupełnie jak John Rambo w filmie “Pierwsza krew” Teda Kotcheffa. Znamienne, że główny cel ich ataków stanowili funkcjonariusze MO.

WYKAZ ŹRÓDEŁ

1. Grzegorz Sado – “Dramatyczne losy księdza Stanisława Domańskiego ps. ‘Cezary’ (1914-1946)” [artykuł zawarty w IPN-owskiej publikacji “Szkoła letnia historii najnowszej 2007”. Zbiór referatów, wydany w 2008 roku, powstał pod redakcją Moniki Bielak i Łukasza Kamińskiego. Elektroniczną edycję tomu można pobrać ze strony Pamiec.pl]
2. Grzegorz Sado – “Czterdziesty pierwszy męczennik” [artykuł wydrukowany na łamach “Naszego Dziennika”. Kopię materiału udostępnia portal Interaktywna Polska, Iap.pl]
3. Grzegorz Sado – “Nieznany męczennik PRL. Ks. Jan Trojnar (1907-1946)” [kolejny artykuł z “Naszego Dziennika”, tym razem udostępniony w serwisie niejakiego Mariusza Trojnara, Mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl]
4. Magdalena Lang – “Domański Stanisław ps. ‘Cezary’ (1914-1946)” [artykuł opublikowany na stronie Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej w Kielcach, Ompio.pl]
5. Magdalena Kątnik-Kowalska, Piotr Mroziak – “Ks. Jan Trojnar (1907-1946)” [“Fakty i Realia. Gazeta Żołyńska”, wersja PDF w zbiorach Podkarpackiej Biblioteki Cyfrowej, Pbc.rzeszow.pl]
6. Marek Jedynak – “Ks. prof. Włodzimierz Sedlak w świetle dokumentów SB” [“Z Dziejów Regionu i Miasta: Rocznik Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego w Skarżysku-Kamiennej”, wersja PDF w zbiorach Muzeum Historii Polski, Bazhum.muzhp.pl]
7. Monika Karcz, Mirosława Zaremba (opiekun naukowy) – “Ty wspomnisz wnuku” [Ogólnopolski Konkurs “Losy Bliskich i losy Dalekich – życie Polaków w latach 1914-1989”, wersja PDF w zbiorach Kuratorium Oświaty w Krakowie, Biuletyn.kuratorium.krakow.pl]
8. Grzegorz Kuczyński, Tomasz Bieszczad – “W intencji śp. ks. Stefana Niedzielaka i śp. ks. Stanisława Suchowolca” [wirtualny dziennik “43bis”, 43bis.media.pl]
9. Paweł Wełpa – “Muzealne projekcje filmowe ku pamięci Żołnierzy Wyklętych” [skarżyski portal informacyjny Skarzysko.info]
10. Joanna Wójcik – “Ks. Stanisław Domański” [blog poświęcony grze miejskiej “Żołnierze Wyklęci, Żołnierze Niezłomni” organizowanej przez Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci i Młodzieży Niesłyszącej i Słabo Słyszącej im. Jana Pawła II w Lublinie, Gra-miejska.blogspot.com]
11. Krzysztof Gędłek – “’Czy mogę umyć ręce z krwi księdza?’” [internetowe wydanie czasopisma “Polonia Christiana”, Pch24.pl]
12. Klaudia Fałdrowicz – “Walczył o Polskę biało-czerwoną. Żołnierzom księdza Domańskiego” [internetowe wydanie periodyku “Wiadomości Świętokrzyskie. Gazeta dla Wszystkich”, Wiadomosci.o-c.pl]
13. Tobiasz Przybysz – “Kapelani Niezłomni – Księża Wyklęci” [internetowe wydanie kwartalnika “Myśl.pl”, Mysl24.pl]
14. Piotr Bączek – “Duchowni Niezłomni” [internetowe wydanie “Biuletynu Informacyjnego. Miesięcznika Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej”, Biuletyn-ak.pl]
15. Tomasz Siennicki – “Rok księdza Sedlaka w Radomiu” [internetowe wydanie “Opcji na Prawo”, Opcjanaprawo.pl]
16. Marta Deka – “Pragnął Polski biało-czerwonej” [internetowe wydanie radomskiego “Gościa Niedzielnego”, Radom.gosc.pl]
17. Janusz Kędracki – “Przyszli wieczorem i zamęczyli księdza” [internetowe wydanie kieleckiej “Gazety Wyborczej”, Kielce.wyborcza.pl]
18. Tomasz Trepka – “Stanisław Domański – ksiądz bardzo niepokorny. Niezwykła historia walki z dwoma okupantami” [internetowe wydanie kieleckiego “Echa Dnia”, Echodnia.eu]
19. “Setna rocznica urodzin księdza majora Stanisława Domańskiego. Młodzież z Sienna pamiętała” [internetowe wydanie radomskiego “Echa Dnia”, Echodnia.eu]
20. “W Siennie uczcili pamięć patrona Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych” [internetowe wydanie radomskiego “Echa Dnia”, Echodnia.eu]
21. “O Polskę biało-czerwoną. Ksiądz Stanisław Domański” [opis książki Grzegorza Sado zamieszczony w serwisie Wirtualna Polska, Ksiazki.wp.pl]
22. “O Polskę biało-czerwoną. Ksiądz Stanisław Domański ps. ‘Cezary’ (1914-1946)” [opis książki Grzegorza Sado zamieszczony na stronie Instytutu Pamięci Narodowej, Ipn.gov.pl]
23. “Z archiwum IPN: Ksiądz Stanisław Domański” [opis filmu dokumentalnego “Ksiądz Stanisław Domański” zamieszczony w serwisie Teleman.pl]
24. “Programy/Historia/Z archiwum IPN/Ks. Jan Trojnar” [opis filmu dokumentalnego “Ksiądz Jan Trojnar” zamieszczony na stronie Telewizji Polskiej S.A., Vod.tvp.pl]
25. “Programy/Historia/Było… nie minęło/Niespodzianka” [opis programu historycznego “Niespodzianka. Czerwona płachta ze wschodu. Benedyktyńska robota” zamieszczony na stronie Telewizji Polskiej S.A., Vod.tvp.pl]
26. “Ksiądz – ofiara UB pośmiertnie odznaczony” [dział “Info” portalu Wiara.pl]
27. “Krzyż Kawalerski dla księdza zamęczonego przez UB” [wiadomość opublikowana na stronie Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, Ordynariat.wp.mil.pl]
28. “’Z archiwum IPN’ – spotkanie 35” [wiadomość opublikowana na stronie Krasnostawskiego Domu Kultury, Kultura.krasnystaw.pl]
29. “Projekcja filmu ‘Ksiądz Jan Trojnar’” [wiadomość opublikowana na stronie Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie, Lamelli.com.pl]
30. “Pokaz filmu ‘Ksiądz Stanisław Domański’” [wiadomość opublikowana na stronie Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Fieldorfa “Nila” w Krakowie, Muzeum-ak.pl]
31. “Edukacja – Lublin. Filmy” [wiadomość opublikowana na stronie lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, Lublin.ipn.gov.pl]
32. “Wierni Bogu i Ojczyźnie” [wiadomość opublikowana na stronie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. ks. mjr. Stanisława Domańskiego w Siennie, Zspsienno.witrynaszkolna.pl]
33. “Dzień Żołnierzy Wyklętych” [wiadomość opublikowana na stronie Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Policealnych w Siennie, Edusienno.pl]
34. “Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych” [wiadomość opublikowana na stronie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Lipskiej “Powiśle”, Zyciepowisla.pl]
35. “Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Ostrowcu Św.” [wiadomość opublikowana na stronie posła Jarosława Rusieckiego, Rusieckijaroslaw.pl]
36. “Ostrowiec Św.: Wyzwolenie czy okupacja?” [wiadomość opublikowana na stronie ostrowieckiego Klubu “Gazety Polskiej“, Klubygp.pl]
37. “’Kapłan niezłomny – ks. Stanisław Domański‘” [Klub “Polonia Christiana” w Radomiu, Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej i Instytut im. ks. Piotra Skargi, Piotrskarga.pl]
38. “09-03-1946 r. ks. Stanisław Domański ps. Cezary zostaje ciężko ranny podczas starcia z oddziałami” [kartka z kalendarza w serwisie Bocheńscy Żołnierze Wyklęci, Bochenscywykleci.pl]
39. “Tablice w kościele pw. Matki Bożej Miłosierdzia” [galeria zdjęć w serwisie Radom na Fotografii, Radom.city]
40. “Zapytanie: Bachurski” [wynik wyszukiwania w katalogu Bibliografii Historii Polskiej, Bibliografia.ipn.gov.pl]
41. “Przegląd mediów – 27 października 2009” [prasówka Instytutu Pamięci Narodowej, Ipn.gov.pl]
42. “10 marca. Świętych Czterdziestu Męczenników z Sebasty” [czytelnia portalu Brewiarz.pl]
43. Film dokumentalny “Ksiądz Stanisław Domański” [cykl “Z archiwum IPN”, TVP 2008]
44. Film dokumentalny “Ksiądz Jan Trojnar” [cykl “Z archiwum IPN”, TVP 2009]
45. Część druga programu historycznego “Niespodzianka. Czerwona płachta ze wschodu. Benedyktyńska robota” [cykl “Było… nie minęło. Kronika zwiadowców historii”, TVP 2014]
46. Polskojęzyczna Wikipedia [Pl.wikipedia.org]
47. Mapy Google (Google Maps) [Google.pl/maps]
48. Natalia Julia Nowak – “Służył w BCh, trafił do MO, wspierał Żołnierzy Wyklętych” [mój artykuł poświęcony dziejom Jana Sońty “Ośki”, iłżeckiego bohatera Batalionów Chłopskich, powojennego milicjanta-sabotażysty współpracującego z podziemiem niepodległościowym. W jednym z przypisów wspominam o księdzu Stanisławie Domańskim i jego wpływowym oszczercy, Eugeniuszu Wiśliczu-Iwańczyku (Eugeniuszu Iwańczyku “Wiśliczu”). Tekst jest dostępny na mojej oficjalnej stronie internetowej Njnowak.tnb.pl]

 

Stanisława Michalik. Połączenie Różańskiego z Wolińską

“Przesłuchiwanie zatrzymanych
odbywało się już po zebraniu
materiałów obciążających,
którym trzeba było nadać oprawę”

Stanisława Michalik-Kowalska
(cyt. za: Tomasz Kurpierz, IPN)

Wyjątkowa hybryda

Pewien mężczyzna, który miał nieprzyjemność obserwować jej wybryki, zeznawał później: “Byłem świadkiem, jak kiedyś doprowadzono do sekretariatu, w obecności innych oficerów, grupę AK-owców, którzy w klapach cywilnych ubrań mieli miniaturki wysokich odznaczeń bojowych, m.in. Virtuti Militari. Tych ludzi pani naczelnik wybiła po twarzy i ordynarnie wyzywała” (źródło: “Twarze katowickiej bezpieki”, Instytut Pamięci Narodowej, Katowice 2007. Scenariusz i opracowanie tekstów: dr Wacław Dubiański, Marcin Niedurny, Robert Ciupa. Współpraca: Ryszard Mozgol. Konsultanci merytoryczni: dr Adam Dziuba, dr Adam Dziurok, dr Krzysztof Szwagrzyk). Stanisława Michalik, bo o niej mowa, była jedną z niewielu kobiet w Polsce, które pracowały na stanowisku oficera śledczego w stalinowskim Urzędzie Bezpieczeństwa. Nasza antybohaterka, znana również jako “Stanisława Michalik-Kowalska” i “Stanisława Kowalska”, nie tylko została oficerem śledczym, ale także dochrapała się funkcji naczelnika Wydziału Śledczego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach. Lecz to tylko część jej przewinień. Gdy zakończyła pracę w ubecji, znalazła zatrudnienie w olsztyńskiej Prokuraturze Wojewódzkiej, gdzie nie zależało jej na rzetelnym prowadzeniu spraw, tylko na imputowaniu winy podejrzanym. Później, jakby nigdy nic, robiła karierę jako radca prawny i adwokat. Oto wyjątkowa hybryda, indywiduum łączące w sobie najgorsze cechy Józefa Różańskiego i Heleny Wolińskiej! Stanisława Michalik – osoba bezwzględna, impulsywna i antyspołeczna – jest postacią mało znaną. Uważam wszakże, iż jej przypadek zasługuje na szczególne nagłośnienie.

SPLAMIONY ŻYCIORYS

Jedynym, jak dotąd, biogramem obejmującym całe życie Stanisławy Michalik-Kowalskiej jest artykuł Tomasza Kurpierza zatytułowany “Stanisława Kowalska z d. Michalik (1919-1998), naczelnik Wydziału Śledczego WUBP w Katowicach, prokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Olsztynie, adwokat”. Materiał wchodzi w skład periodyku “Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989” (1/2/2005, Rzeszów) wydawanego przez Instytut Pamięci Narodowej – Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Pisząc o Michalik, będę więc się opierać na tym jednym źródle. Funkcjonariuszka UB, o której rozmawiamy, nie posiada notki biograficznej w Wikipedii, nie pamiętają o niej również popularni publicyści historyczni. Dlatego tak cenny jest rocznik naukowy “Aparat represji…”, który można pobrać ze strony internetowej IPN-u (Ipn.gov.pl). Miejmy nadzieję, że to dopiero początek badań nad tym wątkiem peerelowskiej historii.

~*~*~*~*~*~

Zgodnie z ustaleniami Tomasza Kurpierza, Stanisława Michalik wywodziła się ze środowisk socjalistycznych. Urodziła się 19 czerwca 1919 roku w Drohobyczu, a największy wpływ na jej etatystyczny światopogląd wywarł ojczym – Piotr Michalik, członek PPS, z zawodu górnik. Matka Stanisławy, Wiktoria z domu Zając, trudniła się krawiectwem i posiadała, przynajmniej w latach 30. XX wieku, własny zakład krawiecki. W roku 1935 rodzina Michalików przeprowadziła się do Sierszy koło Trzebini. Dwa lata później nasza antybohaterka, ukończywszy siedem klas gimnazjum, przerwała edukację i podjęła pracę w warsztacie swojej matki. Ubóstwo, w jakim żyli Michalikowie, spowodowało, że Stanisława, wzorem swojego ojczyma, przystała do socjalistów. W latach 1935-1936 należała do Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, działała na terenie Sierszy i Gór Luszowskich. Z ruchem socjalistycznym związali się także jej bracia – Jan i Mieczysław. Gdy armia niemiecka wkroczyła do Polski, przyszła ubeczka kontynuowała działalność polityczną, przez co od końca 1939 roku musiała się ukrywać przed gestapo. Okupanci dopadli Stanisławę jesienią 1941 roku w pobliżu Wielunia, ale aresztantka szybko im uciekła i wyjechała do odległego Sosnowca. Tam przez niecałe dwa lata mieszkała u córki jakiegoś PPS-owca. W lipcu 1943 roku Michalik przeniosła się do Radzionkowa, lecz już miesiąc później wróciła do Sosnowca w obawie przed spodziewaną denuncjacją. W styczniu 1944 roku kobieta ponownie została zatrzymana przez Niemców. Więziono ją w Tarnowskich Górach, Bytomiu i Wadowicach, aż w końcu uwolniono 25 stycznia 1945 roku.

Nie wiadomo, kiedy Stanisława Michalik przeobraziła się z socjalistki w komunistkę. Jest pewne, że wstąpiła do PPR niedługo po wyjściu z hitlerowskiej niewoli. W szeregach peerelowskiej partii rządzącej pozostawała aż do końca jej istnienia. Jednakże czas na aktywną działalność partyjną znalazła dopiero po zakończeniu pracy w bezpiece. Tomasz Kurpierz pisze, że Michalik “była m.in. członkiem Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej PZPR w Olsztynie, Wojewódzkiej Komisji Kontrolno-Rewizyjnej KW PZPR w Olsztynie, Komitetu Miejskiego PZPR w Olsztynie, egzekutywy POP przy Wojewódzkiej Radzie Adwokackiej. Pełniła również różne funkcje (m.in. członka Zarządu Powiatowego) w Lidze Kobiet (od 1981 r. w Lidze Kobiet Polskich), była członkiem Zarządu Powiatowego ZBoWiD, w 1980 r. wybrano ją na członka władz wojewódzkich Zrzeszenia Prawników Polskich w Suwałkach”. Za swoją lojalność dostała wiele państwowych odznaczeń. Wróćmy jednak do końcówki II wojny światowej. Już dwa dni po opuszczeniu więzienia Stanisława znalazła zatrudnienie w Powiatowej Komendzie MO w Będzinie. Raczej nie czuła się dobrze w roli tamtejszej sekretarki, albowiem wkrótce złożyła podanie o pracę w będzińskim MUBP. Z bardzo ciekawym uzasadnieniem: “Praca na tym polu zawsze mię pociągała (…). Co jest dziś nam zadaniem, to wiem, gdyż tak partia, TUR, jak i dzieła znanych komunistycznych poetów przygotowały mię do tego, na co czekałam aż tyle lat”. 10 lutego 1945 roku, cztery dni po rozpoczęciu pracy w UB, otrzymała stanowisko oficera śledczego. W Warszawie na takim stanowisku pracowali Jerzy Kędziora, Edmund Kwasek, Eugeniusz Chimczak i inni bandyci.

Nasza antybohaterka “zawodowo” zajmowała się zwalczaniem polskiego podziemia niepodległościowego. Prowadziła śledztwa m.in. przeciwko eneszetowcom z oddziału Antoniego Sękowskiego “Metysa“. Uczestniczyła także w różnych działaniach operacyjnych. Józef Wargin-Słomiński, ówczesny kierownik katowickiego WUBP, chwalił Michalik w oficjalnym piśmie skierowanym do MBP: “Jest jedną z nielicznych kobiet znających pracę operacyjną. (…) Jest jednym z najlepszych oficerów śledczych”. Nic więc dziwnego, że w lutym 1946 roku przeniesiono ją z Będzina do Katowic i uczyniono zastępcą naczelnika Wydziału Śledczego, wówczas jeszcze funkcjonującego pod nazwą Wydziału IV A. Możliwe, że do szybkiego awansu Stanisławy przyczynił się kapitan Józef Kowalski, szef będzińskiego PUBP (nie mylić z MUBP), który w styczniu 1946 roku został wiceszefem katowickiego WUBP[1]. Tak się bowiem składa, że Michalik i Kowalski byli zakochaną parą. W 1957 roku wzięli nawet ślub i doczekali się dwojga dzieci – syna i córki (dla Stanisławy była to już druga rodzina. Według Kurpierza, nasza antybohaterka poślubiła w latach 30. niejakiego Leona Ociepkę i urodziła mu syna. Ciekawe, kiedy i w jaki sposób owo małżeństwo dobiegło końca). Po wyjeździe do Katowic opisywana ubeczka kontynuowała działalność wymierzoną w Żołnierzy Wyklętych. Wśród osób, które znalazły się na jej celowniku, był słynny Henryk Flame “Bartek” – pilot WP, jeniec stalagu, partyzant NSZ. Michalik osobiście wizytowała Podbeskidzie, żeby kontrolować dochodzenie w sprawie tego narodowca. Pod koniec grudnia 1946 roku stalinowska oprawczyni została mianowana porucznikiem.

1 marca 1947 roku powierzono Stanisławie Michalik funkcję naczelnika Wydziału Śledczego WUBP w Katowicach. Wcześniej jednak zasypano ją nagrodami pieniężnymi oraz państwowymi odznaczeniami: Brązowym Krzyżem Zasługi (1945), Srebrnym Krzyżem Zasługi (1946) i Srebrnym Medalem Zasłużonych na Polu Chwały (1946). Objęcie przez Stanisławę stanowiska kierowniczego było tylko formalnością, gdyż już od pewnego czasu pełniła ona obowiązki naczelnika WŚ. Podobnie, jak na poprzednim etapie, praca Michalik była wysoko oceniana przez przełożonych. Tymczasem podwładni mieli o naszej antybohaterce wyjątkowo złe zdanie. W ich opinii Stanisława była jednostką porywczą i kłótliwą, często popadała w konflikty z innymi ludźmi, a tych, których mogła, spontanicznie wyrzucała z pracy. Przypisywano jej arogancję, antysemityzm, dyktatorskie zapędy oraz manipulowanie własnym kochankiem – majorem Józefem Kowalskim, wiceszefem katowickiego WUBP. Michalik była osobą powszechnie nielubianą, a jeśli początkowo cieszyła się jakimś autorytetem, to bardzo szybko go straciła. W końcu nad kobietą zawisły czarne chmury. Okazało się, że jej brat, Mieczysław, działa w podziemiu poakowskim i wciąż pozostaje w lesie. Fakt ten wyszedł na jaw podczas weryfikacji drugiego brata Stanisławy, Jana, który na początku 1947 roku rozpoczął pracę w krakowskim WUBP. Nasza antybohaterka nie miała pojęcia o antykomunistycznych zmaganiach Mieczysława, dlatego nie można było wszcząć postępowania dyscyplinarnego w jej sprawie. Mimo to, jak pisze Kurpierz, “1 stycznia 1948 r. odwołano Stanisławę Michalik ze stanowiska naczelnika i oddano do dyspozycji szefa”.

Trzy miesiące później uczyniono ją inspektorem przy kierownictwie katowickiego WUBP, a w lutym 1949 roku podjęto decyzję o zwolnieniu jej z pracy w bezpiece. Michalik zakończyła swoją ubecką karierę 1 maja tegoż roku. Wkrótce wyjechała do Olsztyna, gdzie przez kilka lat pracowała w Dyrekcji Okręgowej Poczty i Telekomunikacji (stanowisko: szef działu Ruchu Pocztowego). W 1952 roku wysłano ją do Szwecji na czterotygodniowe szkolenie zawodowe. Stanisława, która w 1948 roku zdała maturę i podjęła studia w Wyższej Szkole Administracyjnej w Katowicach, dokończyła edukację na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Uzyskawszy tytuł magistra praw, rozpoczęła służbę w Wydziale II Śledczym Prokuratury Wojewódzkiej w Olsztynie. Pierwszą funkcją, którą tam pełniła, był podprokurator, a drugą – wiceprokurator wojewódzki. Oto, jak Tomasz Kurpierz opisuje te pięć lat (21 października 1952 roku – 31 października 1957 roku) z życia naszej antybohaterki: “Przełożeni w opiniach podkreślali zarówno jej dobre przygotowanie zawodowe, znajomość przepisów oraz chęć podnoszenia kwalifikacji, jak i bardzo konfliktowy charakter oraz niedostateczny obiektywizm, który przejawiał się – jak to sformułowano w opinii – m.in. ‘skłonnościami do przeceniania wartości poszczególnych dowodów w kierunku oskarżycielskim’. Na początku 1957 r. Komisja Okręgowa Zrzeszenia Prawników Polskich w Olsztynie zarzuciła jej naruszenie ‘zasad praworządności ludowej’, m.in. poprzez zastraszanie i wprowadzanie w błąd oskarżonych oraz ich rodzin. Na tej podstawie decyzją Generalnego Prokuratora PRL z 31 października 1957 r. została zwolniona z prokuratury”.

W styczniu 1958 roku Stanisława znalazła zatrudnienie jako radca prawny w Wojewódzkim Zarządzie PGR w Olsztynie, a jedenaście miesięcy później została zaliczona w poczet gołdapskich adwokatów. Od lutego 1959 roku praktykowała przy Sądzie Powiatowym w Gołdapi. Z bliżej nieznanych powodów, określonych przez Kurpierza mianem “względów osobistych”, poprosiła o przeniesienie służbowe do Zespołu Adwokackiego nr 1 w Suwałkach. Było to we wrześniu 1960 roku. Michalik pracowała w Suwałkach aż jedenaście lat, od 1967 roku sprawowała funkcję kierownika Zespołu Adwokackiego nr 1. Jak nietrudno odgadnąć, również tam, na Suwalszczyźnie, dała się poznać jako osoba apodyktyczna i niekoleżeńska. W 1971 roku Wojewódzka Rada Adwokacka w Białymstoku zwolniła naszą antybohaterkę ze stanowiska kierownika Zespołu Adwokackiego nr 1, skierowała ją z powrotem do Gołdapi, a przeciwko niej samej wszczęła “postępowanie w sprawie nieprawidłowości dotyczących kwestii finansowych zespołu oraz złego stosunku do innych adwokatów”. Stanisława przez krótki czas kontynuowała karierę w Olecku, po czym 1 stycznia 1974 roku wróciła do Zespołu Adwokackiego nr 1 w Suwałkach. Tam praktykowała aż do emerytury, a nawet dłużej. W 1989 roku Michalik bezskutecznie próbowała uzyskać zgodę na “otworzenie prywatnej kancelarii adwokackiej”. Na początku lat 90. musiała się tłumaczyć – przed Okręgową Radą Adwokacką – ze swojej zbrodniczej działalności w komunistycznym UB. W 1991 roku została skreślona z listy adwokatów. Zmarła siedem lat później, nie poniósłszy żadnej (oprócz wykluczenia z zawodu prawniczego) kary za swoje liczne niegodziwości.

Oprawca “Inki”

Wszystko wskazuje na to, że zastępcą i następcą Stanisławy Michalik był Józef Bik/Bukar/Gawerski – niegdysiejszy oprawca Danuty Siedzikówny “Inki”! Dojdziemy do takiego wniosku, analizując profil Bika w “Biuletynie Informacji Publicznej IPN” (Katalog.bip.ipn.gov.pl). Rzeczone źródło podaje, że Bik rozpoczął swoją ubecką karierę w Gdańsku, a potem pracował w Warszawie i Katowicach. Do górnośląskiego WUBP trafił 1 marca 1947 roku, obejmując stanowisko zastępcy naczelnika Wydziału Śledczego. Jak wiemy, tego samego dnia Michalik stanęła na czele owej komórki. 1 stycznia 1951 roku Bik został szefem Wydziału Śledczego, chociaż de facto zarządzał nim już od momentu odwołania Stanisławy. Świadczy o tym uwaga opatrzona nagłówkiem “Inne informacje o funkcjonariuszu i służbie” (“We wniosku o przeniesienie na stanowisko naczelnika Wydziału Śledczego WUBP w Katowicach z 10.08.1950 szef urzędu płk E. Dowkan stwierdził m.in., że: ‘od dwóch lat jest faktycznym kierownikiem Wydziału’”). Kim był Bik? Zagadkę tego człowieka próbował rozwikłać Piotr Szubarczyk w artykule “Nieznane oblicza Józefa Gawerskiego”. Kopia tekstu, opublikowanego pierwotnie w “Naszym Dzienniku”, znajduje się w serwisie Interaktywna Polska (Iap.pl). Według Szubarczyka, oprawca “Inki” wielokrotnie fałszował własny życiorys. Posługiwał się nawet różnymi datami urodzenia. W 1968 roku, jako Żyd, wyjechał z Polski i zamieszkał w chłodnej Szwecji. 35 lat później skontaktował się z IPN-em, gdyż liczył na podwyższenie emerytury za pracę w UB[2]. Czy nie wiedział, że od dawna jest poszukiwany jako zbrodniarz stalinowski? A może po prostu grzeszył cynizmem?

Brat Borejszy

W tytule niniejszego artykułu porównałam Stanisławę Michalik do Józefa Różańskiego i Heleny Wolińskiej. Przypomnę więc, kim były te dwie demoniczne postacie. Doskonałymi źródłami wiedzy o Józefie/Jacku Różańskim (właśc. Goldbergu) są książki: “Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce” Barbary Fijałkowskiej (Olsztyn 1995) i “Tortury. W Polsce 1945-1955 i współcześnie” Ryszarda Walickiego (Warszawa 2013). Józef Różański, rocznik 1907, urodził się w rodzinie warszawskich Żydów. Był synem syjonistycznego dziennikarza, Abrahama Goldberga, i zbuntowanej artystki Anny Różańskiej. Jako dwulatek trafił pod wyłączną opiekę swojej matki, która porzuciła męża pod pretekstem walki o własną niezależność. Pięć lat później powrócił pod skrzydła ojca i wychowywał się w atmosferze inteligenckiej. Józef już w gimnazjum związał się z ruchem komunistycznym. Jako absolwent prawa UW wstąpił do zakazanej KPP. Gdy został adwokatem – bo nie udało mu się “zrobić” aplikacji sędziowskiej – bynajmniej nie zaprzestał nielegalnej działalności. Po wybuchu II wojny światowej uciekł wraz z żoną do ZSRR i rozpoczął zbrodniczy żywot oficera NKWD. Od 1944 roku służył w Resorcie Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, a trzy lata później objął stanowisko dyrektora Departamentu Śledczego MBP. Słynął z okrutnych tortur, jakie stosował nagminnie wobec więźniów politycznych (lubił osobiście bić aresztowanych). Posługiwał się fałszywymi oskarżeniami i spreparowanymi dowodami, zakulisowo decydował o wyrokach sądowych. W 1957 roku został skazany na 14 lat więzienia za używanie niedozwolonych metod śledczych. Zmarł 24 lata później[3].

Ciotka Idy

Żywotowi Heleny Wolińskiej – Fajgi Mindli Danielak, Felicji Danielak – przyjrzeli się publicyści Mateusz Zimmerman (“Oskarżycielka nie przyznaje się do winy”, Onet.pl) i Tadeusz M. Płużański (“’Ida’, czyli zakłamana Wolińska”, Nczas.com). Czerwona bestia, znana również jako “Lena” i “Warszawska Dolores“, przyszła na świat w roku 1919. W dwudziestoleciu międzywojennym zafascynowała się komunizmem, co popchnęło ją prosto do wywrotowego KZMP. Po ataku III Rzeszy na II RP Wolińska, będąca Żydówką, znalazła się w getcie warszawskim, skąd w 1942 roku uwolnili ją bojownicy GL/AL. Helena ochoczo wstąpiła do tej formacji zbrojnej, a potem od samego początku uczestniczyła w “budowaniu” nowego ustroju Polski. Wysoką pozycję w stalinowskim aparacie terroru zawdzięczała swojemu kochankowi, Franciszkowi Jóźwiakowi, który był m.in. zwierzchnikiem MO. Nie spędziła z nim jednak całego życia. W latach 50. powróciła do swojego cudownie odnalezionego męża Beniamina Zylberberga vel Włodzimierza Brusa. Wolińska przeszła do historii jako prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Miała na sumieniu aresztowanie wielu niewinnych przeciwników politycznych. Często działała z pogwałceniem prawa, rutynowo składała podpisy na pustych formularzach. Po Marcu ’68 wyemigrowała wraz z Brusem do Wielkiej Brytanii. Władze III RP przez wiele lat bezskutecznie starały się o jej ekstradycję. Wolińska zmarła w 2008 roku w Oksfordzie. Zapamiętano ją jako osobę niezwykle agresywną, wybuchową i wulgarną, skłonną do urządzania bliźnim dzikich awantur. Nigdy nie okazała skruchy, a w wywiadach prasowych szydziła z polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Natalia Julia Nowak,
31.12. – 31.01. 2016/17 r.

PS 1. Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach mieścił się przy ulicy Powstańców 31 (nie wiem, czy w okresie powojennym nazwa ulicy brzmiała tak samo jak dzisiaj). Obecnie do budynku byłego WUBP przytwierdzona jest tablica pamiątkowa o następującej treści: “SPÓJRZCIE-/ OTO MURY PRZESIĄKNIĘTE ZBRODNIĄ/ W TYM GMACHU W LATACH 1939-1945/ MIAŁO SWĄ SIEDZIBĘ GESTAPO,/ A W LATACH 1945-1954/ WOJEWÓDZKI URZĄD/ BEZPIECZEŃSTWA PUBLICZNEGO/ TU JEDNI I DRUDZY/ WIĘZILI, TORTUROWALI I MORDOWALI/ NAJLEPSZYCH SYNÓW NARODU POLSKIEGO./ ZWIĄZEK WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH/ OKRESU STALINOWSKIEGO/ ODDZIAŁ KATOWICE/ WRZESIEŃ 1996”. Źródło cytatu: “Katowice – tablica upamiętniająca ofiary Gestapo i WUBP”, witryna Miejsca Pamięci Narodowej (Miejscapamiecinarodowej.pl). Ponurą budowlę przy ulicy Powstańców 31 można zobaczyć w programie Google Street View.

PS 2. Stanisława Michalik figuruje w co najmniej trzech elektronicznych bazach danych. Dwie z nich to katalogi Instytutu Pamięci Narodowej: “Biuletyn Informacji Publicznej” (Katalog.bip.ipn.gov.pl) i “Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Katowicach [1945] 1983-1990” (Inwentarz.ipn.gov.pl). Trzecia baza danych to tabela “Funkcjonariusze” na stronie NSZ Beskidy (Nsz.beskidy.pl/funkcjonariusze). Pierwsze źródło definiuje naszą antybohaterkę jako “Stanisławę Michalik”, drugie jako “Stanisławę Michalik-Kowalską”, a trzecie jako “Stanisławę Kowalską z domu Michalik”. Warto o tym pamiętać podczas przeglądania rzeczonych zasobów. IPN-owska sygnatura Stanisławy: IPN Ka 0173/358 (810/V).

PRZYPISY

[1] Odrobinę informacji dotyczących Józefa Kowalskiego zaczerpniemy z kolorowej broszury “Twarze katowickiej bezpieki” (Instytut Pamięci Narodowej 2007). Publikacja nie zawiera wprawdzie pełnego kalendarium życia i działalności tego ubeka, ale pozwala się zorientować, “kto zacz”. Otóż Kowalski urodził się 6 stycznia 1908 roku w Siennicy Różanej koło Krasnegostawu. W latach 1944-1945 sprawował funkcję kierownika PUBP w Zamościu, a w latach 1946-1949 był zastępcą szefa WUBP w Katowicach. Zanim trafił na Górny Śląsk, stał na czele PUBP w Będzinie, jednak o tym autorzy broszury nie napomykają… W latach 1949-1955 Józef Kowalski pracował w WUBP w Olsztynie, piastując tam stanowisko analogiczne do katowickiego. W 1955 roku powrócił do Katowic (Stalinogrodu) i rozpoczął pracę jako zastępca kierownika Delegatury Centralnego Zarządu Więziennictwa. Jego dalsze losy pozostają nieznane, a przynajmniej nieopisane przez twórców “Twarzy katowickiej bezpieki”. Jakim funkcjonariuszem był Kowalski? W omawianej broszurze znajdujemy dość niepochlebny cytat charakteryzujący jego zachowanie: “W swojej pracy miał objawy biurokratyczno-dygnitarskich nawyków, nie układał właściwie stosunków z podwładnymi, u których nie posiadał autorytetu. Za dużo czasu poświęcał na polowanie i mniej uwagi zwracał na sprawy służbowe”. Niestety, nie wiadomo, do którego etapu działalności Kowalskiego nawiązują te słowa. Podejrzewam, że chodzi w nich o lata 1946-1949, ale to tylko moja swobodna hipoteza. Okres 1946-1949 jest w “Twarzach…” zaznaczony na czerwono, ponieważ odnosi się do tytułowej katowickiej bezpieki. Możliwe, że przywołany cytat też dotyczy pracy Kowalskiego w tej górnośląskiej placówce.

[2] “W roku 2003 wpadł na szalony pomysł. Doszedł do wniosku, że gdyby jakiś urząd w Polsce potwierdził mu lata pracy w UB (1945-1953), to dostałby wyższą emeryturę. Postanowił napisać do… IPN! W ten sposób prokuratorzy dowiedzieli się, gdzie mieszka ich ‘bohater‘. Bik poszedł na całość. Poza pismem do IPN złożył też pozew do Sądu Okręgowego w Katowicach o ‘rewaloryzację’ renty!” – opowiada Piotr Szubarczyk. Takich roszczeń nie powstydziłby się sam Anders Behring Breivik, norweski terrorysta, któremu ciągle czegoś brakuje w luksusowym więzieniu. Józef Bik nie dożył wymarzonej “podwyżki”. Otrzymał jednak od losu nagrodę pocieszenia, tzn. zmarł spokojnie na emigracji, nieosądzony i nieukarany za swoje bestialstwo. O jakim bestialstwie mowa? Szubarczyk wyjaśnia: “Kiedy przed paroma laty były zastępca naczelnika gdańskiego więzienia Alojzy Nowicki (…) zgodził się rozmawiać z pracownikami gdańskiego IPN, dowiedzieliśmy się, że w roku 1946 panami życia i śmierci więźniów politycznych w Gdańsku były dwie kreatury: Jan Wołkow syn Arona (…) oraz naczelnik wydziału śledczego Józef Bik. Obaj większą część czasu ‘pracy’ spędzali na terenie więzienia, gdzie znęcali się nad więźniami, zatwierdzali wyniki ‘śledztwa‘, a przede wszystkim (…) praktycznie decydowali o wyrokach, szczególnie gdy chodziło o śmierć. (…) Przesłuchiwał m.in. członków antysowieckich organizacji niepodległościowych Polskie Siły Demokratyczne i Polska Tajna Armia Wyzwoleńczo-Demokratyczna. Osobiście znęcał się nad nimi i wymuszał ‘zeznania’ o treści, którą sam ustalał. Żyjący do dziś członkowie PSD mówią, że w czasie przesłuchań byli wielokrotnie bici nogą od stołka po plecach, gumą po gołych piętach, kopani w jądra i bose stopy. Za takie wyczyny awansowali Bika na kapitana”. Można przypuszczać, że Józef Bik/Bukar/Gawerski zabrał swoje “nawyki“ do Warszawy, a następnie do Katowic. Z pewnością kontynuował niehumanitarną działalność jako bliski współpracownik Stanisławy Michalik.

[3] O Józefie/Jacku Różańskim (właśc. Goldbergu) pisałam szerzej w artykule “Józef Różański – podręcznikowy przykład sadysty!”. Materiał jest ogólnodostępny online.